sprawa wyglada nastepujaco:
mam 27 lat i chodze od ok 1 roku co 2-3 miesiace do pryw. centr. dentystyki. akurat przydzielono mnie do dentystki - mysle mlodej - ale trudno wyczuc tutaj jej wiek. kobieta jest b. mila dla mnie - a wrecz czasem zatracam "siebie" i zdaje mi sie (?), ze daje mi wyrazne znaki... ale no nie wiem. moze ona tak do kazdego pacjenta ? i tylko "mi sie zdaje"
w kazdym razie ostatnio troche dluzej z nia porozmawialem nie tylko o zebach na koniec pozyczylismy sobie wesolych swiat i.... mam sie zglosic do niej dopiero w maju
nie wiem, jak ja taki szmat czasu wytrzymam. to nie jest tak, ze ja sie skupiam tylko na tej kobiecie. poznaje rozne osoby ale tylko z ta jak narazie czuje jakies takie wewnetrzne porozumienie a przynajmniej to nieliczna kobieta, ktora sie smieje z tego co powiem = umiem doprowadzic ja do smiechu

obraczki na jej palcach nie widzialem. naprawde wydaje sie dosyc mloda kobieta ale bankowo jest starsza ode mnie. niestety jakos nigdy w ciagu tych kilku spotkan nie zdobylem sie na odwage, zeby chociaz zaprosic na kawe. i zupelnie nie wiem, ja sie za to zabrac.... b. czesto nie jestesmy sami w gabinecie, bo dentystka ma do pomocy pielegniarke. noi ona tam siedzi gdzies za nami w kacie przy biurku i wszysto slyszy. wiec niezrecznie tak naprawde dla mnie powiedziec cos prywatnego w tej chwili.
czy przegrana sprawa to juz jest ? czy mozna po ponad roku znajomosci sie w kims zakochac ?
znam tylko jej nazwisko. przeczesalem google i nie znaladlem nic oprocz imienia

nawet nie wiem, ktory to rocznik absolwecki. ze o stanie cywilnym nie wspomne.
chodzi mi po glowie pomysl, zeby udac, ze mnie boli zab i umowic sie na termin jakos niedlugo...i od razu wylozyc kawe na lawe ??