Dodaj do ulubionych

Narzekanie...

28.02.12, 22:54
... jest modlitwą o depresję.
Takie coś kiedyś gdzieś przeczytałam.
Prawda li to?
Narzekacie, lubicie pomarudzić, pojęczeć, czy raczej mężnie znosicie zawistnego losu pociski? (też cytat z klasyka wink)
Obserwuj wątek
    • karczmarz_ym Re: Narzekanie... 28.02.12, 22:59
      pzkpfw-vi-b-konigstiger napisała:

      > ... jest modlitwą o depresję.
      > Takie coś kiedyś gdzieś przeczytałam.
      > Prawda li to?
      > Narzekacie, lubicie pomarudzić, pojęczeć, czy raczej mężnie znosicie zawistnego
      > losu pociski? (też cytat z klasyka wink)

      Narzekanie jest immanentną (ładne słówko?) cechą naszych rodaków. Amerykańce zawsze mają uśmiech i wszystko O.K! Aczkolwiek tylu specjalistów od depresji co USA to się w całej reszcie świata chyba nie uzbiera. Zatem czy to narzekanie aż takie złe?
      • robert.83 Re: Narzekanie... 29.02.12, 08:33

        Narzekanie narzekaniu nie równe.

        Może powiem z własnego doświadczenia:

        Miałem kiedyś kiepski czas - bałagan w życiu, nadgodziny do nocy, jak to Lesher mówi - sajgon, no! I narzekanie, myślenie o tym itp zwielokrotniało problemy. Ciągły szept o tym, że jest źle, jak bardzo jest źle i jak mało się zmienia na lepsze... nikt tego na dłuższą metę ani nie wytrzyma, ani na pewno nie potrzebuje do niczego.

        A jakiś znośny, standardowy poziom narzekania? Cóż, życie bez niego byłoby amerykańsko obłudne (nieprawdziwe, sztucznie optymistyczne...).

        Jak ktoś mnie pyta "how are you?" nadal mam ochotę opowiedzieć jak się naprawdę mam. Nie umiem się przestawić na mówienie "fine" jeśli wczoraj zdechł mi pies a przedwczoraj wywalili mnie z pracy (przykład).
        • oblocznosc Re: Narzekanie... 29.02.12, 12:18
          robert.83 napisał:
          Jak ktoś mnie pyta "how are you?" nadal mam ochotę opowiedzieć jak się napra
          > wdę
          mam. Nie umiem się przestawić na mówienie "fine" jeśli wczoraj zdechł m
          > i pies a przedwczoraj wywalili mnie z pracy (przykład).


          Wystarczy mieć kogoś, komu można się "wygadać", nie każdemu chcesz opowiedzieć, o tym, co siedzi w Twojej duszy, nie każdy powinien słuchać, jak się naprawdę czujesz, bo i po co? Wykorzysta przeciwko Tobie przy najbliższej okazji.
          • robert.83 Re: Narzekanie... 29.02.12, 13:23

            Jeśli ktoś nie chce to nie musi pytaćsmile.
            • oblocznosc Re: Narzekanie... 29.02.12, 14:25
              robert.83 napisał:
              > Jeśli ktoś nie chce to nie musi pytaćsmile.


              Ależ ten ktoś chce wiedzieć, chce wiedzieć, że jest Ci co najmniej źle i będzie się tym cieszył w skrytości ducha, choć pewnie na głos będzie współczuł i udawał, że mu przykro.

              Zaczynam przynudzać, więc zmykambig_grin
    • witrood Re: Narzekanie... 29.02.12, 08:50
      Raczej mężnie. Choć odporność na niepowodzenia to nie guma w majtkach. Czasem następuje zmęczenie materiału. wink
    • tygrysgreen Re: Narzekanie... 29.02.12, 09:07
      trzeba wywalić co na wątrobie leży
      czy to już narzekanie?
      jak mi źle to mi źle i nie będę udawać że inaczej
      • green.amber Re: Narzekanie... 29.02.12, 09:13
        wywalić, oczyścić i iść dalej to pewnie jedno, a takie utrwalanie w sobie przez biadolenie, że jest źle, co to się w człowieka wżera i jeszcze bardziej to źle utrwala i umacnia - jakoś tak też Robiś wyżej chyba zeznał - to drugie, i to mam wrażenie, że raczej nie robi człowieku dobrze...
        • tygrysgreen Re: Narzekanie... 29.02.12, 10:36
          a co, jeżeli ten czas trwa długo
          gdy nie da się ot tak wywalić bo to ciągle jest i męczy, i to trwa i przestać nie chce
          i pozostaje albo mieć przylepioną łatkę biadolacza albo udawać że już wywalone, oczyszczone, jak najbardziej i żyje się dalej
          tylko tu nie Ameryka, prozacu się nie łyka na śniadanie

          wiecie co zauważyłam? że ludzie, którzy narzekają na wszystko, a to na pogodę, a to na ceny bułek, są po prostu nieszczęśliwi, a że nikt nie będzie słuchał po raz e-nty co go tam naprawdę gryzie, albo też to zbyt osobiste żeby mówić, to narzeka się na tematy pewne i bezpieczne.

          a co do pytania Panze-myślę że jest dokładnie odwrotnie-depresja powoduje narzekanie a gdy ktoś ogólnie ma się dobrze to cieszy się z drobiazgów.
          • green.amber Re: Narzekanie... 29.02.12, 11:05
            tygrysgreen napisała:

            > a co, jeżeli ten czas trwa długo
            > gdy nie da się ot tak wywalić bo to ciągle jest i męczy, i to trwa i przestać n
            > ie chce
            > i pozostaje albo mieć przylepioną łatkę biadolacza albo udawać że już wywalone,
            > oczyszczone, jak najbardziej i żyje się dalej
            > tylko tu nie Ameryka, prozacu się nie łyka na śniadanie
            prozac jako taki jest bez sensu, bo dodaje człowiekowi energii, ale nie zmienia jego nastroju, w efekcie bywał raczej przyczyną skutecznych samobójstw w trakcie depresji czyli trochę zbyt skutecznym usunięciem źródła depresji...
            jeśli coś złego trwa zbyt długo, to narzekanie niczego nie poprawia... niczego nie tumaczy, nie usprawiedliwia...

            > wiecie co zauważyłam? że ludzie, którzy narzekają na wszystko, a to na pogodę,
            > a to na ceny bułek, są po prostu nieszczęśliwi, a że nikt nie będzie słuchał po
            > raz e-nty co go tam naprawdę gryzie, albo też to zbyt osobiste żeby mówić, to
            > narzeka się na tematy pewne i bezpieczne.
            i nic się nie zmienia, a włąsnym jojczeniem jeszcze psuje się nastrój innym - chyba istotony jest chociaż cień chęci robienia czegoś ze sobą...

            > a co do pytania Panze-myślę że jest dokładnie odwrotnie-depresja powoduje narze
            > kanie a gdy ktoś ogólnie ma się dobrze to cieszy się z drobiazgów.
            że ktoś, kto ma się dobrze się cieszy się zgodzę - pewnie w obydwie strony i cieszenia i niecieszenia się człowiek potrafi nakręcać skutecznie i to bez większych powodów, co do depresji raczej nie, człowiek w depresji raczej popada w stan bliski totalnej apatii

            tak mi siem myśli i można się ze mną bezkarnie nie zgadzaćwink
            • tygrysgreen Re: Narzekanie... 29.02.12, 11:15
              > tak mi siem myśli i można się ze mną bezkarnie nie zgadzaćwink
              uff, jaka ulga big_grin
              • green.amber Re: Narzekanie... 29.02.12, 11:34
                bo Cię pogłaszczę, Podlecu wink kiss tongue_out
                • tygrysgreen Re: Narzekanie... 29.02.12, 11:52
                  po łopatkach proszę
                  • green.amber Re: Narzekanie... 29.02.12, 12:08
                    może podrapaćwinksmile Kociesmile
          • robert.83 Re: Narzekanie... 29.02.12, 11:56
            "depresja powoduje narze
            > kanie a gdy ktoś ogólnie ma się dobrze to cieszy się z drobiazgów."

            Pierwsze tak, drugie nie.
            Depresja odbiera barwy z wizji. Na wszystko patrzysz w przytłumiony, wyprany sposób z przemożnym poczuciem braku sensu i radości.

            Ale nie jest tak, że jak ktoś ogólnie ma dobrze to cieszy się z drobiazgów. ABSOLUTNIE NIE!
            Ilu aktorów, celebrytów i polityków - czy innych ludzi pięknych, zdrowych i zamożnych - zatraca radość życia? Wielu.
            Umiejętność cieszenia się z małych rzeczy jest NIEZALEŻNA od statusu społecznego, zewnętrznie ocenianego szczęścia czy sukcesu. Na Gocławiu znałem taką jedną panią, która wodę nosiła z tzw. oligocenu bo ją nie było stać, a potrafiła uśmiechać się do ludzi, zagadać i ogólnie nie wyglądała na przybitą. Ja w jej skórze bym się załamał może.

            Moim zdaniem cieszenie się życiem to umiejętność i jako takiej można się jej nauczyć albo w każdym razie ją rozwijać.
            • tygrysgreen Re: Narzekanie... 29.02.12, 12:12
              pisząc "ogólnie ma się dobrze" miałam na myśli subiektywne samopoczucie a nie status bądź zewnętrzne objawy
            • green.amber Re: Narzekanie... 29.02.12, 12:12
              robert.83 napisał:

              > Moim zdaniem cieszenie się życiem to umiejętność i jako takiej można się
              > jej nauczyć albo w każdym razie ją rozwijać.

              podpisywam się wszystkimi łapkami smile podchodzi mi to pod kategorię robienia czegoś ze sobąwink
      • tapatik Re: Narzekanie... 07.03.12, 09:42
        tygrysgreen napisała:

        > trzeba wywalić co na wątrobie leży
        > czy to już narzekanie?
        > jak mi źle to mi źle i nie będę udawać że inaczej

        Co innego jeśli ktoś narzeka raz na miesiąc, a co innego jeśli narzeka codziennie. I na dokładkę nie chce nic zmienić w swoim życiu.
        • tygrysgreen Re: Narzekanie... 07.03.12, 09:51
          właśnie mi coś na wątrobie siadło i nie umiem, nie znam sposobu, by coś z tym zrobić. jako że siada mi regularnie odkąd pamiętam, próbowałam już chyba wszystkiego, nie pomijając technik pozytywnego myślenia.
          to nie działa.
          może ja jestem takim dziwnym typem że na mnie nie działa, a może propagatorzy tych technik (zarabiający na książkach i szkoleniach) zwyczajnie kłamią. bo wmówić sobie, że źle coś robię i dlatego nie ma efektu już teraz nie dam.

          niech mnie ktoś przytuli....
          • pzkpfw-vi-b-konigstiger Re: Narzekanie... 07.03.12, 09:53
            przytulam, mocno
            a może pomyśl o jakim doktorze od tych spraw? bo takie cykliczne zaburzenia nastroju to pachną mi depresją zwyczajnie... a może wystarczyłoby pobrać jakieś dobre różowe proszeczki i świat będzie od razu bardziej przyjazny?
          • ane-tal Re: Narzekanie... 07.03.12, 09:56
            https://comps.canstockphoto.com/can-stock-photo_csp4565577.jpg
            • stefcia41 Re: Narzekanie... 07.03.12, 09:59
              https://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/RkK7FDIVJYI/AAAAAAAAAfc/xDqE_BwQvTE/s400/Tiger%2B2.jpg
              • green.amber Re: Narzekanie... 07.03.12, 10:03
                winksmile już tu dosyć ciasno w tym tulaniu, ale nic to, ja też jeszcze dościskuję moooocnowinksmile byle ziobra nie trzasły...winksmile
                • tygrysgreen Re: Narzekanie... 07.03.12, 10:24
                  he he, normalnie aż mi ciepło big_grin
                  na was zawsze można liczyć
                  Panze, proszeczków też próbowałam, efekty były takie że drugi raz wolę nie ryzykować.
                  mi to pachnie zwyczajnie dwubiegunówką ale w łagodniejszej postaci.
                  • green.amber Re: Narzekanie... 07.03.12, 10:37
                    tygrysgreen napisała:
                    > mi to pachnie zwyczajnie dwubiegunówką ale w łagodniejszej postaci.
                    hihi to może być raczej cykliczne i większość kobiet może na to cierpieć...winksmile
                    a tak poważniej czasem jest tak, że lekarz nie trafi w leki za pierwszym razem... może nawet rzadko udaje się właśnie trafić, jeśli nie działają tak jak powinny, to zmienia się na inne czasem to kosztowna operacja, bo terapię wykuioną np. na miesiąc trzeba po tygodniu przerwać, potem następną, po następnym... ale jeśli się nie próbuje, to ma się 100% pewności, że nie zadziała...
                    • tygrysgreen Re: Narzekanie... 07.03.12, 10:49
                      to cykliczne u kobiet jest w cyklu kilkutygodniowym, u mnie to cykl kilkumiesięczny
                      z tymi pigułami pewnie masz rację, ale jak się ktoś sparzy to woli nie próbować dalej
                      • green.amber Re: Narzekanie... 07.03.12, 11:12
                        ale jak ma nóż na gardle albo tonący to i brzytwy się chwyta... poparzony, ale żywy... więc może jeszcze nie jest tak źle... ale czy warto czekać aż będzie?? bo pewnie na dwoje babka - albo się samo poprawi albo nie...
                      • pzkpfw-vi-b-konigstiger Re: Narzekanie... 07.03.12, 11:34
                        no czasem długo trwa, zanim się odpowiednie leki dobierze
                        ja bym jednak próbowała dalej na Twoim miejscu
                        skoro Ci to utrudnia życie, to chyba jest choroba dwubiegunowa wymagająca leczenia, ale co ja się tam znam...
          • maniek2000 Re: Narzekanie... 07.03.12, 10:35
            to przez pelnie ksiezyca - watroba ci sie oczyszcza smile
            • tygrysgreen Re: Narzekanie... 07.03.12, 10:55
              pełnia jest mówisz?
              no tak, a ja sobie nie powyłam
              to stąd te wapory
              • maniek2000 Re: Narzekanie... 07.03.12, 11:15
                moze byc smile i nie obciazaj watroby... smile

                trzym sie tygrysku smile
                bedzie dobrze juz na weekend smile

                https://www.mamieyoung.com/dailydawdle/But%20At%20Least%20I%20am%20beautiful.jpg
          • tapatik Re: Narzekanie... 07.03.12, 23:16
            tygrysgreen napisała:

            > właśnie mi coś na wątrobie siadło

            Na wątrobie? Co Ty Ptolemeusz jesteś czy co?

            > i nie umiem, nie znam sposobu, by coś z tym zrobić. jako że siada mi regularnie odkąd
            > pamiętam, próbowałam już chyba wszystkiego, nie pomijając technik pozytywnego
            > myślenia.
            > to nie działa.

            Na to wygląda.

            UWAGA REKLAMA
            Ten gostek z linku poniżej twierdzi, że były robione badania naukowe na temat afirmacji. I że afirmacje działają, ale w drugą stronę. Studenci, którzy afirmują sobie, że zdadzą egzamin, mniej się uczą. I w efekcie są gorzej przygotowani do egzaminu niż studenci, którzy te techniki motywacyjne mają w d...
            Tutaj gostek zachwala jakieś swoje płatne szkolenie, ale początek jest ciekawy, kiedy mówi o tym CO NIE DZIAŁA.
            Link
            Koniec reklamy

            > może ja jestem takim dziwnym typem że na mnie nie działa, a może propagatorzy
            > tych technik (zarabiający na książkach i szkoleniach) zwyczajnie kłamią. bo wmówić
            > sobie, że źle coś robię i dlatego nie ma efektu już teraz nie dam.

            Nie Ty jedna szukasz.
            Sam szukam swojej drogi życiowej i w dalszym ciągu błądzę we mgle, a mapy nikt nie chce ani dać, ani pożyczyć. Podwędzić też nie ma komu.

            > niech mnie ktoś przytuli....

            Przytulam...
            Ej, co robisz? Weź... co Ty wyprawiasz z tymi pazurkami... zostaw... co takiego...
            co robisz... uspokój się, to mnie łaskocze... gdzie z tymi zębami...
            NIE GRYŹ....

            No i uciekła...
            Ma ktoś wodę utlenioną?
            • tygrysgreen Re: Narzekanie... 08.03.12, 08:58
              > Ma ktoś wodę utlenioną?
              nie mam, łap spirytus

              nie napisałam że szukam drogi życiowej tylko sposobu na wygładzenie trochę tej sinusoidy, bo wprawdzie nie jest nudno ale bywa męczące

    • tapatik Re: Narzekanie... 29.02.12, 10:10
      Prawda. tongue_out
    • to_ja_pisze Re: Narzekanie... 29.02.12, 10:29
      Ostatnio zasilam szeregi przeciętnych rodaków i narzekam coraz częściej, ale mam przebłyski jednakże od czsau do czasu, że to nie tędy droga.
    • oblocznosc Re: Narzekanie... 29.02.12, 12:20
      Staram się nie narzekać. Nauczyłam się, zajęło mi to spooooooro czasu cieszyć się z każdej drobnostki, z tego, że żyję, że będzie nowy dzień, tak zwyczajnie, nauczyłam się doceniać kontakty z innymi, spotkania rozmowy, picie kawy, chwile, które może nie powodują, że ziemia drży, ale sprawiają, że serce się uśmiecha, jeśli można tak napisać.
    • duza_madzia Re: Narzekanie... 29.02.12, 13:25
      Nie sadzilam ,ze marudze "bez powodu" a uslyszalam od kogos mi bliskiego ,ze niestety tak ... czesto chyba nie zdajemy sobie sprawy z tego ,ze "marudzimy" Przyznam ,iz wcale tego nie chcialam uslyszec - cholera samo ze mnie wyszlo TO na swiatlo dzienne
    • robert.83 Re: Narzekanie... 07.03.12, 11:50

      Tak sobie pomyslałem, że poza marudzeniem jest jeszcze boczenie się, mruczenie pod nosem, ciche dni czy ogólnie manifestowane nieszczęście.

      Ciekwe ile osób przyzna się do takich występków wink.
      • pzkpfw-vi-b-konigstiger Re: Narzekanie... 07.03.12, 12:24
        ha!
        właśnie uświadomiłam sobie, że ja to nie mam komu manifestować marudzenia... ani sięboczenia, ani dni cichych, ani mamrolenia podnosowego...

        tylko na koty mogę sobie powywrzaskiwać czasem, ale jak mamusię sobie przypomnę, to zaraz przestaję - ona wrzeszczy permanentnie i z automatu,zawsze i bez względu na ważkość powodu

        a jeszcze te moje 2 gałgany codziennie serwują mi taką dawkę oczywistej miłłłości i wiernego wpatrywania się w oczy, że nie ma co mieć cichych dni z nimi big_grin
      • tygrysgreen Re: Narzekanie... 07.03.12, 12:26
        się ja przyznam
        • robert.83 Re: Narzekanie... 07.03.12, 12:34
          Brawo. Kto jest bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień. Albo śnieżkę. Albo coś.
          • tygrysgreen Re: Narzekanie... 07.03.12, 12:43
            wiesz, dzieciobójstwo jest w naszym kraju karalne, a czasem po prostu normalnie się nie da...
            • apersona Re: Narzekanie... 07.03.12, 19:37
              No wreszcie ktoś to napisał
          • tapatik Aleocochodzi? 07.03.12, 23:37
            robert.83 napisał:

            > Brawo. Kto jest bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień. Albo śnieżkę. Albo coś.

            Kamieniem w wino? Stłucze się.
            • tygrysgreen Re: Aleocochodzi? 08.03.12, 09:39
              właśnie
              jak wiemy otwiera się łyżeczką i zębami

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka