Wiem wiem... przynudzam albo cośtam... (ale są inne wątki, nie? Nie ma przymusu

)
Dziś dowiedziałem się, że...
W tym kraju... pięknym i na swój sposób dumnym ale nadal pełnym umiarkowanie majętnych ludzi, którzy nie wierzą w istnienie magicznej średniej krajowej itp... można zarabiać prawie 10K
na 1/4 etatu i jeszcze kręcić na to nosem

. Czy wspomniałem, że to praca zdalna?
Serio. To mi dziś rozwaliło system pojmowania. Bo wiecie, mój work-life balance wygląda ostatnio raczej na work-unbalanced-no-way i powoli zaczynam się czuć jak automat, z którego i tak mało kto jest zadowolony.... Eh...
Ciekawi mnie czy dużo pracujecie. Często single, często "bez zobowiązań"... więc pewnie niektórzy tak. Ale ile to jest dużo?
Bo ja dziś dotarłem chyba do końca zasobów. Końca rezerw znaczy. Jedyny "ukradziony" czas był w przerwach kiedy komputer był zajęty obliczeniami. Doba po prostu zrobiła się za krótka

. Nie "raczej za krótka" tylko po prostu matematycznie obiektywnie za krótka.
Battery low. Over and out.