innna37
20.05.15, 12:36
Mam 37 lat dwóch udanych synów i kochającego męża .Brzmi pięknie i w istocie takie są fakty ,więc skąd we mnie uczucie samotności?Może to źle interpretuję ?Tak czy inaczej coś ze mną nie tak skoro izoluję się od znajomych ,rodziny i nauczyłam się już pięknie uśmiechać pomimo tego ,że wcale mi nie jest wesoło.Nie mogę utrzymać się w żadnej pracy dłużej niż 3 m-ce bo jak ktoś krzywo na mnie spojrzy to dostaję ataku paniki ,że coś robię źle i poprostu wycofuję się i uciekam ,zamykając się w domu daleko od ludzi .Każde wyjście z domu powoduje u mnie lęk nie do opisania.Jadę samochodem i serce chce wyskoczyc mi z klatki.Jak mogę siebie określic ,chyba wycofana a nigdy taka nie byłam bo zaczęło sie to jakieś dwa lata temu po utracie pracy w którą wkładałam całe serce(firma zbankrutowała).Zgłosiłam problem swojemu lekarzowi interniście ,który stwierdził to depresja i przepisał jakieś psychotropy po których stan się pogłębił więc zmienił ,lecz sytuacja bez zmian.Na ostatniej wizycie powiedział ,że on juz nie wie co ma zrobic ,bo leki powinny działac a nie ma efektów bo widocznie ja jestem negatywnie nastawiona.Rany o niczym innym nie marzę jak o tym ,żeby być znowusz sobą tą wesołą i pewną siebie kobietą.Bezradność mnie dobija i jak tu dalej z tym żyć...?