Bywaja w zyciu chwile gdy do czlowieka dociera wiecej. Dociera jak kruche moze byc zycie, jak moze niewiele zabraknac. Nie mowie tutaj o samych myslach. Typu... tak niewiele brakowalo a potracilby mnie samochod a juz o konkretnych dzialaniach. Gdy na prawde bylo juz nieciekawie... a nawet bardzo. Wowczas zmienia sie nam diametralnie patrzenie na swiat. Dwa dni temu takie cosik mnie spotkalo. Ze nastepnego dnia nie bylam dla ludzi. Jedynie bylam sama z myslami, z przemyslaniami. Mega dziwne doswiadczenie. Dopiero kolejnego dnia gdy ustapily te wszystkie przemyslenia zaczelam cieszyc sie zyciem i widziec pozytywy w nieciekawej sytuacji. Chyba byla az za bardzo nieciekawa.... komus napedzilam mega strachu ale nie mialam na to wplywu. (Nie potracil mnie samochod

).
W sumie... jeszcze nie wiem czy wszystko jest ok

ale mocno w to wierze ze sytuacja z ostanich dni nie odbije sie jakos specjqlnie na przyszlosci. Oby....
Takie resety na pewno nas spotykaja gdy dzieje sie cos naszym bliskim ale gdy nas samych cos mocno nieprzyjemnwgo dotknie, cos zagrazjacego....wtedy mysle ze reset jest silniejszy. Nigdy czegos takiego nie przezylam. Zycie.... jak teraz to inaczej brzmi...