że tak powiem i dosłownie i w przenośni. Znowu samotna sobota i oprócz docinek Tezeusza, żadnych podniet.

I jeszcze na film przypadkiem trafiłam z Bardenem czy jak mu tam. Siedzą, jedzą, piją wino i cieszą się swoją obecnością. Kurka, jak w bajce. O, a jednak nie całkiem. Coś zaczyna się dziać. Czyżby jednak zły wilk i owieczka? No to patrzę dalej, bo romansidło na trzeźwo by mi nie weszło. Wina brak a do sklepu mi się nie chce. Jeden taki mi smaka narobił i tela z tego.