najnowszym wrażeniem z tzw. randek.

Umówiłem się z kobitą jakieś dwa tygodnie temu. Było przesympatycznie. Chciałem się umówić drugi raz. W jednym tygodniu czasu nie ma, w następnym nie ma i w kolejnym też nie. W weekendy ma gości, wyjazd integracyjny, sprząta... itd. Odległość samochodem jakieś 15 min. Czy nie mogła powiedzieć, że nie chce się spotkać? Spokojnie bym to przeżył i nie byłoby zawracania dupy przez dwa tygodnie. Wciska mi kit, jakbym do gimnazjum chodził. Deklaruje się jako osoba niezmiernie moralna i utyskuje, że takich ludzi dziś tak mało. Wiek prawie 35l. Problem z głową?