Dodaj do ulubionych

Chyba jednak...

27.06.21, 01:46
człek samotny=niekompletny człek.
Obserwuj wątek
    • witrood Re: Chyba jednak... 27.06.21, 06:30
      Nawet miałem smętliwy wieczór w związku bardziej z bezdzietnością (i kontaktem z bobasem) niż bezbabnością. I tak miałem ponure refleksje do momentu "A ch.. z tym". I już jest OK. wink
              • anirat Re: Chyba jednak... 27.06.21, 19:14
                Właśnie....priorytety. Miłość to jednak coś ponad wakacyjny wypoczynek. Myślałam, przynajmniej takie są stereotypy, że mężczyznom na dzietności nie zależy. A to taka niespodzianka smile
                Z mojego doświadczenia, aby stworzyć związek, zakochać się, kochać, być kochanym, to obie strony muszą poświecić bardzo wiele, czasu, zaangażowania, wcześniejszych znajomości, kontaktów rodzinnych. Co by nie powiedzieć, w dzisiejszych czasach, kiedy brak czasu na wszystko, trzeba zrezygnować z czegoś, żeby stworzyć coś nowego, trwałego.
                • witrood Re: Chyba jednak... 27.06.21, 19:38
                  To nie o to chodzi. Jakbym kogoś fajnego poznał jutro i to by rokowało, to bym poświęcił czas. Ale szkoda mi lata na siedzenie w internetach (w ogóle zakładam, że z randek internetowych nie zamierzam już korzystać). Jako że głównie siedzę w tygodniu w domu, inne możliwości są znacznie ograniczone.
                • baenzai Re: Chyba jednak... 27.06.21, 21:15
                  anirat napisała:

                  > Z mojego doświadczenia, aby stworzyć związek, zakochać się, kochać, być kochany
                  > m, to obie strony muszą poświecić bardzo wiele, czasu, zaangażowania, wcześniej
                  > szych znajomości, kontaktów rodzinnych.

                  Dla mnie gorsze jest to, że wraz z partnerem/partnerką otrzymuje się w pakiecie również jego/jej rodzinkę i znajomych (a nie zawsze są to fajni i życzliwi ludzie). Jak sobie pomyślę, że musiałbym poświęcić weekend na jakieś drętwe spotkanie z ,,teściami'' albo pójść na polskie wesele to aż mnie mdli. smile
                  • tzn.aga Re: Chyba jednak... 27.06.21, 21:56
                    baenzai napisał:

                    > Dla mnie gorsze jest to, że wraz z partnerem/partnerką otrzymuje się w pakiecie
                    > również jego/jej rodzinkę i znajomych (a nie zawsze są to fajni i życzliwi lud
                    > zie). Jak sobie pomyślę, że musiałbym poświęcić weekend na jakieś drętwe spotka
                    > nie z ,,teściami'' albo pójść na polskie wesele to aż mnie mdli. smile

                    Eee to już chyba nie.
                    Takie coś to za młodu było ale w wieku słusznym to już raczej w rodzinę się nie wchodzi. Ewentualnie w znajomych.
                    No chyba że w tej kwestii znowu inną jestem 🤔
                    • baenzai Re: Chyba jednak... 28.06.21, 00:30
                      tzn.aga napisała:

                      > Eee to już chyba nie.
                      > Takie coś to za młodu było ale w wieku słusznym to już raczej w rodzinę się nie
                      > wchodzi. Ewentualnie w znajomych.
                      > No chyba że w tej kwestii znowu inną jestem 🤔

                      Jeżeli rodzice partnera mieszkają w tym samym mieście (województwie) to spotkania z nimi co jakiś czas są jednak nieuniknione.

                      Chociaż dla mnie najgorsze i tak są polskie wesela. Zawsze czułem się na nich bardzo niekomfortowo i po pewnym czasie po prostu przestałem na nie chodzić. Zdaję sobie jednak sprawę, że gdyby moja hipotetyczna partnerka dostała zaproszenie na takową imprezę to ciężko byłoby się z niej wykręcić. uncertain
                      • tzn.aga Re: Chyba jednak... 28.06.21, 10:48
                        baenzai napisał:

                        > Jeżeli rodzice partnera mieszkają w tym samym mieście (województwie) to spotkan
                        > ia z nimi co jakiś czas są jednak nieuniknione.

                        Nie zamierzam.
                        Żadne niedzielne obiadki czy kawusie nie wchodzą w grę.
                        Może, może, jakby to rokowało to zapoznałabym z córką.

                        > Chociaż dla mnie najgorsze i tak są polskie wesela. Zawsze czułem się na nich b
                        > ardzo niekomfortowo i po pewnym czasie po prostu przestałem na nie chodzić. Zda
                        > ję sobie jednak sprawę, że gdyby moja hipotetyczna partnerka dostała zaproszeni
                        > e na takową imprezę to ciężko byłoby się z niej wykręcić. uncertain

                        Również nie zamierzam.
                        Wystarczająco się namęczyłam za młodu jak nie umiałam odmówić.
                        Dziś nie ma takiej opcji.
          • witrood Re: Chyba jednak... 29.06.21, 08:44
            Jakoś od zarania dziejów ludzie dawali radę poza zmęczonymi bogatymi, którym dzieci chowały niańki. Mam czasem takie odruchy, bo wbrew panującej politycznej poprawności mną bardziej rządzi biologia niż humanizm oświeceniowy. wink
              • tzn.aga Re: Chyba jednak... 29.06.21, 09:55
                Oj panowie.
                Owszem dzieciaka się kocha, niestety generuje to wiele problemów i konfliktów.
                Bo przecież nie da się obgadać wszystkich kwestii wcześniej.
                Dzieciaka często kocha się bardziej niż partnera/męża/żonę.
                To widać i rodzi kolejne problemy.
                Dziecko ma się około 20 lat a partnera/męża/żonę powinno się mieć dłużej.
                Obecnie jest za duża nagonka, presja na posiadanie dzieci i gloryfikowanie ich.
                Masz człowieku poświęcić wszystko dla dziecka. A to nie o to chodzi bo szczęśliwy rodzic=szczęśliwe dziecko a droga usłana wyrzeczeniami unieszczęśliwia.

                Takie smęty was biorą bo baby nie macie. Jakbyście mieli to docenilibyście tą wolność, możliwość robienia tego co chcecie i jak chcecie.
                Witoldzie - nie pojeździłbyś sobie już tak, nie pozwiedzał tu i tam.
                Silu - zanudziłbyś to dziecko pod wiśnią, za mało bodźców.

                Aaa i najważniejsze a zarazem najgorsze - mając dziecko, już NIGDY nie zaznasz spokoju, cały czas (nie, że 24 na dobę ale ogólnie cały czas) myślisz, zastanawiasz się, czy jest mu dobrze, czy jest szczęśliwe, czy nie cierpi, nie dzieje mu się krzywda, i to wszystko jeszcze raz a propos przyszłości dziecka.
                Choć jak tak patrzę na co niektórych rodziców to nie wszyscy tak mają.

                Mam nadzieję, że moja wypowiedź - mimo, iż nieco chaotyczna - jest zrozumiała.
                Na ten temat mogę długo bo mam wkurw, że większość zakłamuje szarą rodzicielską rzeczywistość i ukazuje ją jako cukierkową idyllę.
                Mam wrażenie, że o dziecku tak jak o zmarłym, nie można mówić źle.
                Obie rzeczy uważam za bezsens.
                • silencjariusz Re: Chyba jednak... 29.06.21, 10:17
                  "Takie smęty was biorą bo baby nie macie. Jakbyście mieli to docenilibyście tą wolność, możliwość robienia tego co chcecie i jak chcecie."

                  Znaczy... Baba to kłopotliwy balast?wink Czyli nie bez powodu ewolucja zakodowała w móżdżku chłopa, że spółkować z babami trzeba ile wlezie, ale pod żadnym pozorem z nimi się nie wiązać...
                  • tzn.aga Re: Chyba jednak... 29.06.21, 10:24
                    silencjariusz napisał:

                    > "Takie smęty was biorą bo baby nie macie. Jakbyście mieli to docenilibyście tą
                    > wolność, możliwość robienia tego co chcecie i jak chcecie."
                    >
                    > Znaczy... Baba to kłopotliwy balast?wink Czyli nie bez powodu ewolucja zakodowała
                    > w móżdżku chłopa, że spółkować z babami trzeba ile wlezie, ale pod żadnym pozo
                    > rem z nimi się nie wiązać...

                    Nie, chodziło mi o to, że jakbyście mieli z kim spędzać czas to docenilibyście, że możecie ten czas sobie razem spędzać swobodnie bez ograniczaczy i komplikaczy (czyt. dziecko).
                    Zresztą w tej biologii też coś jest - wiele razy miałam myśli: kto k* wymyślił, że samiec ma uczestniczyć w wychowaniu potomstwa.
                    • obrotowy wymyslono to juz dawno. 30.06.21, 02:26
                      tzn.aga napisała:
                      kto k* wymyślił, że samiec ma uczestniczyć w wychowaniu potomstwa. ?


                      wymyslono to juz dawno - bo w starozytnosci.

                      mezczyzna uczestniczy wychowaniu narybku - ale TYLKO meskiego.

                      matka przekazuje ojcu syna na wychowanie - gdy ten skonczyl 7 lat.
                      • tzn.aga Re: wymyslono to juz dawno. 30.06.21, 10:54
                        obrotowy napisał:

                        > wymyslono to juz dawno - bo w starozytnosci.
                        >
                        > mezczyzna uczestniczy wychowaniu narybku - ale TYLKO meskiego.
                        >
                        > matka przekazuje ojcu syna na wychowanie - gdy ten skonczyl 7 lat.

                        No właśnie - męskiego od 7 r ż.
                        I to ma sens.
                        Zresztą jak patrzę na chłopców wychowywanych tylko przez matki to myślami wracam do dawnego modelu.
            • gwen75 Re: Chyba jednak... 29.06.21, 09:33
              witrood napisał:

              > Jakoś od zarania dziejów ludzie dawali radę

              Dawali radę, bo musieli. Nie było innego wyjścia.
              Moim zdaniem większość decyduje się na dzieci z powodu presji społecznej, z powodów kulturowych ("ludzie zawsze mieli dzieci, taka jest kolej rzeczy"), część rodzi się w wyniku wpadek, albo dziecko ma "scementować związek" (co często ma odwrotny efekt od zamierzonego).
              I większość wypiera ze świadomości, że decyzja o dziecku to był błąd (poprawność polityczna musi być zachowana).
              • witrood Re: Chyba jednak... 29.06.21, 09:50
                Nie wydaje mi się. Ludzie mają dzieci, bo chcą (a nie bo teściowa albo sąsiadka albo PiS chce). wink Kto nie chce, to nie ma. Część nie może. Tak z tej presji społecznej na in vitro się rzucają?
                • gwen75 Re: Chyba jednak... 29.06.21, 10:01
                  witrood napisał:

                  > Tak z tej presji społecznej na in vitro się rzucają?

                  Nie jest to wykluczone. Kiedyś kobieta nie mogąca mieć dzieci była traktowana jak gorsza i czuła się gorsza od innych.
                • tzn.aga Re: Chyba jednak... 29.06.21, 10:11
                  witrood napisał:

                  > Nie wydaje mi się. Ludzie mają dzieci, bo chcą (a nie bo teściowa albo sąsiadka
                  > albo PiS chce). wink Kto nie chce, to nie ma. Część nie może. Tak z tej presji s
                  > połecznej na in vitro się rzucają?

                  To jest bardzo głęboko zakorzenione przeświadczenie, że dzieci się po prostu ma, należy mieć, taka jest kolej rzeczy. Większość nie myśli nawet o tym czy chce tylko traktują to na zasadzie oczywistości, następnego etapu w życiu.
            • akasha02 Re: Chyba jednak... 29.06.21, 14:26
              A weźmiesz tacierzyńskie?

              Będziesz z dzieckiem przez przynajmniej pół roku 24 h na dobe?

              Ja się kiedyś rozstałam z kimś, kto nie chciał mieć wiecej dzieci... A już na pewno nie ze mną. Byłam przekonana, że chce małżeństwa i dziecka, jak niczego innego na świecie. A teraz jak już moje marzenia się spełniły, to... To nie ma to nic wspólnego z moimi wyobrażeniami na temat posiadania własnej rodziny. Wiesz, byłam kozak, jak ciotka pytała, jak dam radę sama przez większość czasu, to odpowiadałam, że jakoś dam... I serio tak myślałam, że przecież miliony ludzi sobie radzi, to czemu ja nie.... Ale inni też radzą sobie w wielu dziedzinach życia, w których ja nie potrafię zupełnie nic...

              10 lat temu napisałabym, że to super, świetnie, że coraz mniej mężczyzn myślących o potomstwie... I nie, nie odradzam. Widzę, że mąż świata poza córką nie widzi. Ale jak jeden dzień ma dziecko przewijać, a za trzecim razem już wola, że to moja kolej i się kłóci, że nic nie ustalaliśmy, to mnie krew zalewa. I nic mnie tak nie wkurza, jak lamenty męża, bo dziecko kichnelo, kaszlnelo, a jak nie mogło się wykupkac, to by od razu pół apteki w nie włożył. Taki wkurw mnie wtedy bierze...

              Pożycia między nami nie ma. Od 15 miesięcy. Śpimy osobno. Więc dziecko nas nie zbliżyło.

              Ten post piszę od pół godziny z płaczącym dzieckiem na ręku. Co próbuje je odłożyć, to ryk. I nie wiem, o co chodzi.. Najedzone, wyspane, siku było. Może dziś być tak już przez cały dzień, że będzie wyć, co chwila.

              Kocham ją, gdy śpi. Wtedy jest taka ładna i fajna😉

              Dzieci to temat rzeka. Na wiele tematów kilka lat temu miałam zupełnie inne zdanie,a teraz mam inne. I nie neguje tego, że ktoś jest w takim momencie życia, że dzieci chciałby mieć. Sama przecież tego bardzo chciałam.

              Mam duże poczucie obowiązku i pomimo tego, co pisze.. Wiem, że w waszych oczach wychodzę na wyrodna matkę... Czasami mam okazję zobaczyć jak wniebowzięte macierzyństwem matki, takie co poznają faceta, zaraz muszą z nim mieć dziecko, nawet nie obetrą dzieciakowi buzi ze smarków.
              • witrood Re: Chyba jednak... 29.06.21, 15:06
                Ja bym chyba nie miał z tym problemu. Podcieranie tyłka dzieciakowi też nie trwa wiecznie tylki jakieś dwa lata. Tak samo wiem, że za jakieś dziesięć lat może przyjść konieczność zajęcia się rodzicami. Mój brat ręki do tego nie przyłoży. Bratowa tym bardziej, bo ją to nic nie będzie obchodzić (ogólnie jest raczej nietowarzyska).
                • tzn.aga Re: Chyba jednak... 29.06.21, 15:30
                  witrood napisał:

                  > Tak samo wiem, że za jakieś dziesięć lat może
                  > przyjść konieczność zajęcia się rodzicami.

                  Kolejny temat z którym tkwimy w głębokim, zabobonnym, zadupiu.
                  Opieka nad rodzicami czy dziadkami. I to koniecznie własnoręcznie.
                  Od tego są domy opieki i opłata za fachową opiekę i dobre warunki.
                  Należy odwiedzać, sprawdzać jakość opieki, zaprosić na święta czy weekend.
                  Znam rodziny, które się rozpadły właśnie z powodu długotrwałej nieobecności jednego z rodziców spowodowanej opieką nad swoim rodzicem. A ileż jest konfliktów po przyjęciu do domu takiej osoby do opieki.
                  To jest właśnie ta presja społeczna i powód, że trzeba mieć dzieci - "żeby miał kto na starość szklankę wody podać".
                  Wrrr
                  Takżeten, ja nie tylko wyrodna matka ale i córka tongue_out
                    • tzn.aga Re: Chyba jednak... 29.06.21, 16:13
                      No ale to jest cały czas element tego naszego myślenia: dam sobie radę, nie opuszczę swojego domu, nie potrzebuję pomocy.
                      Gdyby społeczeństwo jako takie zaakceptowało fakt, że w pewnym wieku traci się już sprawność fizyczną (i psychiczną) i potrzebna jest pomoc to również stało by się normą korzystanie z domów opieki. Niestety jawią się one jako mroczne zuo i porzucenie rodziców.
                      Czyli rozumiem zamierzasz się przenieść do rodziców lub wziąć ich do siebie. Zrezygnować z wyjazdów, z aktywności, może nawet z pracy. Gotować im, karmić, kąpać i niestety - może również - przewijać. A to niekoniecznie będą dwa lata jak z bobasem i na pewno nie takie "słodkie" jak z bobasem.
                      20 lat temu opiekowałam się babcią - nie zapomnę tego wkurwu na jej twarzy, że wnuczka ją przewija i karmi papkami.
                  • gwen75 Re: Chyba jednak... 30.06.21, 23:22
                    tzn.aga napisała:

                    > Kolejny temat z którym tkwimy w głębokim, zabobonnym, zadupiu.
                    > Opieka nad rodzicami czy dziadkami. I to koniecznie własnoręcznie.
                    > Od tego są domy opieki i opłata za fachową opiekę i dobre warunki.
                    > Należy odwiedzać, sprawdzać jakość opieki, zaprosić na święta czy weekend.

                    Mam takie samo zdanie. To jest tak trudne zadanie, że warto skorzystać z pomocy instytucji, które są powołane do tego. Nie ma sensu robić z siebie herosa.
                • akasha02 Re: Chyba jednak... 29.06.21, 15:49
                  Mąż ogólnie też nie ma problemu z przewijaniem kup. Z zabawami z dzieckiem, z przypilnowaniem i wszystkim innym też nie - tylko pod warunkiem, że nie zajmuje mu to całego dnia. A mnie dzień odpoczynku od robienia codziennie tego samego, pomógłby zresetować mózg. No ale nie mogę, bo przecież moja kolej. Tylko, że przez 5 dni w tygodniu jest zawsze moja kolej...
              • akasha02 Re: Chyba jednak... 29.06.21, 20:33
                Tam się wkradł błąd. Mialo być, że coraz więcej mężczyzn myślących o potomstwie. Albo po prostu, kiedy był mój czas, to trafiałam na takich, co nie chcą. Wtedy byłam jeszcze młoda i nie wyobrażałam sobie poświęcać życia tylko na swoje potrzeby i partnera. No jak to tak?
                • kevinjohnmalcolm Re: Chyba jednak... 29.06.21, 20:41
                  akasha02 napisał(a):
                  > coraz więcej mężczyzn myślących o potomstwie
                  > kiedy był mój czas, to trafiałam na takich, co nie chcą

                  Trafiałaś po prostu na młodszych, więc nie chcieli. Z młodszymi jest różnie, starsi za to przeważnie chcą.
                  W sumie wiele kobiet ma podobnie - w wieku dwudziestu paru lat zaklinają się na wszelkie świętości że nigdy nie będą miały dzieci, a w wieku 35-40 lat mają już trójkę.
                  • akasha02 Re: Chyba jednak... 29.06.21, 21:10
                    Nie, odwrotnie. Trafiałam na takich po trzydziestce, ktorzy po prostu mieli już dzieci albo wiedzieli, że ich nie chcą.

                    I z kobietami też bywa odwrotnie. Kwestia indywidualnego doświadczenia.
                    • kevinjohnmalcolm Re: Chyba jednak... 29.06.21, 21:17
                      akasha02 napisał(a):
                      > Trafiałam na takich po trzydziestce

                      Czyli zgadza się pisałem o młodszych. Nie wiem jak gdzie indziej, ale w moim otoczeniu zazwyczaj tacy po czterdziestce lub pięćdziesiątce chcą mieć dzieci, nawet jak już mają kilkoro z poprzedniego małżeństwa.
                      Ogólnie pewnie nie ma reguły.
                      • akasha02 Re: Chyba jednak... 29.06.21, 21:23
                        A to dobre. Trzydziestka to młody?

                        Mając lat 25 miałam chłopaka w wieku lat 34 i uważam, że już był dojrzały, ukształtowany, a nie młody, głupiutki i zmieni kiedyś zdanie.

                        Mając lat 33, poznałam męża, który miał lat 34 i dla nas obojga to był ostatni dzwonek... Urodziłam mając lat 35. Po ponad roku jestem wrakiem człowieka. Dziękuję za bąbelki po czterdziestce... Panowie po pięćdziesiątce to o wnukach niech myślą, a nie potomstwie.
              • gwen75 Re: Chyba jednak... 30.06.21, 23:17
                akasha02 napisał(a):

                > Mam duże poczucie obowiązku i pomimo tego, co pisze.. Wiem, że w waszych oczach
                > wychodzę na wyrodna matkę...

                Nie jesteś wyrodna, tylko piszesz jak jest. Ja nie mam wątpliwości, że jesteś dobrą matką. Rodzicielstwo to duże wyzwanie, szczególnie gdy między partnerami nie układa się najlepiej.
    • obrotowy bzdety... 29.06.21, 07:59
      silencjariusz napisał:
      > człek samotny=niekompletny człek.


      tylko ten - kto potrafi zyc i byc samemu - we dwoje potrafi stworzyc partnerstwo

      - a nie "wisiec" na drugim czlowieku.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka