Dodaj do ulubionych

Samotny 43-latek z Torunia...

31.08.07, 22:15
Gdyby ktoś na początku roku powiedział mi,że tak się potoczy moje
życie wyśmiałbym go.
Byłem wesołym,przystojnym,pełnym humoru i życia facetem. Byłem
kochany i nic mi specjalnie do
szczęścia nie było potrzebne. A teraz...mnie już po prostu nie ma i
sam nie wiem, czy chcę być.
Chociaż mam dopiero 43 lata moje życie skończyło się w marcu gdy
wróciłem z Londynu w którym
spędziłem tylko 2 miesiące. Przedtem całe moje życie kręciło sie
wokół jednej osoby,którą kochałem
ponad wszystko z wzajemnością. To była największa, prawdziwa i
szczera miłość. Ponad 6 lat
spotykaliśmy sie co tydzień w moim mieszkaniu spędzając wspaniałe
chwile. Chociaż ona nie mieszkała
w Toruniu byliśmy jak prawdziwe małżeństwo.Dzieliliśmy wszystkie
troski,radości i żale. Bylismy dla siebie
niesamowitym wsparciem i łączyła nas niespotykana więź o seksie nie
wspominając,bo był po prostu wspaniały.
W styczniu było troche krucho z pieniędzmi,więc pojechałem do kumpla
w Anglii by troche zarobić. Gdy wróciłem,
mojej miłości juz nie było. Ona pojechała na jakis zjazd i poznała
tam bogatego faceta,który zawrócił jej w głowie.
Audi M6,prezenty,kolacje,wyjazdy nad morze itd. Usłyszałem tylko,że
teraz w życiu nie będzie się już kierować
miłością a rozsądkiem.Pierwszy miesiąc po rozstaniu jakoś przeżyłem
potem...załamałem się psychicznie i
wpadłem w potworną depresję,która trwa do dziś. Od 4-ch miesięcy nie
wychodzę praktycznie z domu siedząc
całkowicie sam.Miłość która kiedyś dodawała mi skrzydeł teraz mnie
zabija z dnia na dzień. Czasami nie mogę
wykonać nawet najmniejszego ruchu, jestem jak sparaliżowany. Nic
mnie nie cieszy, nic nie interesuje, z nikim
prawie nie rozmawiam - zamknąłem sie całkowicie w sobie i w tym
pustym mieszkaniu. Nie widzę w życiu żadnego
celu,zresztą często przychodzi mi myśl aby je zakończyć. Taki
całkowity brak wiary w siebie, brak wiary w to,że
ktoś mnie jeszcze kiedyś pokocha i zwyczajnie przytuli czy pocałuje
bez powodu, budzi we mnie strach. Z tym
strachem budzę sie codziennie, że to kolejny samotny dzień. Nigdy w
życiu nie byłem sam i nie cierpiałem tak
jak teraz. Ciągły ból głowy i bezsenność to juz moja norma. Jestem
tak skonstruowany, że miłość jest mi potrzebna
do życia....Bez niej nie potrafię żyć i sam nie wiem, ile czasu to
jeszcze wytrzymam i jak się to zakończy....
Czy jest taka druga osoba na świecie,która tak cierpi ??
Obserwuj wątek
    • sedih Re: Samotny 43-latek z Torunia... 01.09.07, 00:02
      Pewnie to wcale cię nie pocieszy, ale nie jesteś sam w nieszczęściu. Moja
      historia... hmmm... nie wiem, wydaje mi się jeszcze smutniejsza, pewnie dlatego,
      że jest moja i nie mogę patrzeć na nią obiektywnie.

      Nikomu o tym nie mówię, nikt w mojej rodzinie ani nikt z przyjaciół nie wie, co
      tak naprawdę się wydarzyło, ale tak sobie myślę, że może nadszedł czas, żeby
      chociaż tutaj, gdzie nikt mnie nie zna, wyrzucić to z siebie? Przez przypadek
      pierwszy raz zdarzyło mi się zajrzeć na to forum o od razu ten twój smutny
      post... Przyszło mi do głowy, że jeśli nie tu i nie teraz, to pewnie nigdy.

      Wiesz, co mi się przytrafiło? Znaliśmy się od dawna, najpierw to był ten rodzaj
      romantycznej przyjaźni, pewnie wiesz, o co mi chodzi. Niby nic między nami nie
      było, ale jakoś nie było mowy o tym, żeby był ktoś inny. A przynajmniej nie na
      poważnie, bo owszem, raz wydawało mi się, że pojawił się ktoś interesujący, ale
      nie mogłam nawet ścierpieć trzymania za rękę, więc padło z wielkim hukiem. I tak
      to trwało, a my byliśmy sobie coraz bardziej bliscy. No i po ośmiu latach jakoś
      tak znienacka zakochaliśmy się w sobie. Sam pamiętasz, jak to jest. Czułam się
      jak w niebie. Kiedy pierwszy raz powiedział, że mnie kocha, przepłakałam z
      radości cały wieczór. Nie mogłam się opanować. Potem było jak w bajce -
      przynajmniej przez pewien czas. Potem z kolei nastały cięższe czasy, dwa bardzo
      złe lata, kiedy nasz związek zamienił się w wyniszczający koszmar. O tym nie
      chcę pisać, bo za wiele tu bolesnych miejsc...
      Po dwóch latach wszystko się powoli wyprostowało, potem znowu było cudownie. I
      nagle, po siedmiu latach bycia razem - zostawił mnie. Bez słowa. Bez listu. Bez
      telefonu. Tak, jakby mnie nigdy nie było, jakbym nie istniała, jakby te
      piętnaście lat nie miały żadnego znaczenia.

      Byłam zdruzgotana - dlatego, że straciłam miłość mojego życia i dlatego, że po
      tym wszystkim co razem przeżyliśmy nie byłam w jego oczach warta choćby słowa
      pożegnania. To pierwsze uderzyło mnie wtedy od razu. To drugie to koszmar,
      którego siła narasta z czasem.

      Czasem słyszę albo czytam historie o tym, jak ktoś do kogoś napisał pożegnalny
      list i czuję zazdrość - bo ja nie dostałam nawet tego. Od tego momentu minęło
      sześć lat, a ja nie potrafię się z tym uporać. Nie, nie przesiaduję w domu
      gapiąc się w jeden punkt, nie o to chodzi. Z tej najczarniejszej rozpaczy
      wyrwały mnie narodziny mojej ukochanej siostrzenicy. Pamiętam jak dziś, poszłam
      do szpitala czując się w środku martwa i potem zobaczyłam to maleństwo,
      pokochałam je od pierwszej sekundy i poczułam, że mimo wszystko warto żyć.

      Mówiąc, że nie potrafię się z tym uporać mam na myśli to, że nie potrafię
      zapomnieć i że to nadal boli. No i że nawet nie potrafię sobie wyobrazić, że
      mógłby być ktoś jeszcze. Czuję się samotna, ale nie potrafiłabym zrobić nic,
      żeby to zmienić. Nie wiem, może to znaczy, że nie przestałam go kochać, a może
      po prostu udało mu się sprawić, że jestem sparaliżowana poczuciem beznadziei -
      głównie własnej (no bo skoro nie warto było zmarnować słowa, to wnioski nasuwają
      się same).

      Nie wiem, czy oglądałeś Przystanek Alaska. To mój ulubiony serial. W każdym
      razie, jest tam odcinek, w którym główny bohater, doktor Fleischman, nie może
      otrząsnąć się po stracie narzeczonej, która rzuciła go listownie. A najgorsze
      dla niego jest to, że nie miał prawdziwego zakończenia, zamknięcia tej historii.
      I ja to właśnie bardzo dobrze rozumiem. To tak, jak z pogrzebem - ludzie
      potrzebują takiego zamknięcia, żeby żyć dalej. Ja go nie miałam, więc jestem jak
      w zawieszeniu, ani nie ma jak wrócić, ani iść do przodu.

      I w miarę upływu czasu czuję się coraz gorzej gdzieś tam w środku. Z jednej
      strony cieszę się takim życiem, jakie mam, bo nie jest złe, ale z drugiej strony
      tak bardzo mi czegoś brak. Uwielbiam kino i chodzę kiedy tylko mogę, ale czasem
      tak mi smutno, że nie ma tej najważniejszej osoby, z którą można by
      podyskutować. Uwielbiam podróże i jeżdżę kiedy tylko mam okazję, ale znowu tak
      mi samotnie, kiedy jestem jedyną osobą, na którą nikt nie czeka na lotnisku.
      Bezgranicznie kocham moją siostrzenicę, ale kiedy czasem nieświadomi sprzedawcy
      mówią 'poproś mamusię, kupi ci lizaka', to aż mi łzy stają w oczach, że to nigdy
      nie będzie prawdziwe zdanie...

      Ależ się rozpisałam. Nie planowałam tego, ale jak już się zacznie, trudno
      skończyć. Musisz uwierzyć, że nawet z pękniętym sercem da się dobrze żyć i można
      cieszyć się życiem. Może nie w pełni, ale można. Trzeba wytrzymać te
      najtrudniejsze chwile, potem też jest ciężko, ale warto. Moje serce jest nie
      tylko złamane, ale też ma na sobie mnóstwo ran z tego 'złego' okresu, o którym
      wspomniałam. Nie wiem, czy kiedykolwiek zabliźnią się na tyle, żeby przestało
      boleć, a jednak nigdy nie przyszło mi do głowy, że życie nie ma sensu ani celu.
      Bo ma. Naprawdę.

      Trzymaj się. Pamiętaj, nie jesteś sam.
      A.
      • niedzwiedz64 Re to Sedih... 01.09.07, 08:44
        Nie win sie za,to ze sie rozpisalas...To czasami jest bardzo
        potrzebne. Ja nie mam teraz nawet nikogo komu móglbym sie wyzalic.
        Pozostaly mi tylko lzy w samotnosci...w pustym domu. Lzy?? Ja juz
        nie mam czym plakac.Chociaz chce,nawet tego pragne,nie potrafie w
        sobie obudzic nawet iskierki optymizmu. Chetnie bym o tym z kims
        porozmawial,z kims kto jest w podobnej sytuacji jak ja...Ale to tez
        niemozliwe. Nie wychodze z domu,nikt nie dzwoni i nikt nie
        przychodzi.A moze to ja odcialem sie od wszystkich? Wspominam,jakim
        fajnym facetem bylem jeszcze w styczniu ale to juz przeszlosc...
        Tak mnie to wszystko zmnienilo,ze chyba nie bylbym juz soba
        • ooptymistka Re: Re to Sedih... 01.09.07, 11:11
          Ja jestem w podobnej sytuacji od roku, domyślam sie co przeżywasz.
          Czasami jest strasznie, jak dzisiaj w nocy jak nie mogłam spać, na
          szczęście mam satysfakcjonujacą prace, ale nie wiedziałam, że tak
          bedzie mi brakowało ciepła, dotyku, zainteresowania, seksu,
          intymnosci z druga kochającą osobą.
          Do tego dochodzi horror rozwodu i wspaniały syn 4,5, którego
          powołaliśmy na ten świat i oboje kochamy, ale nie kochamy siebie
          nawzajem i próby uratowania tego dla tej małej istotki nie udały
          się, a ja niestety załwazam, że najlepiej mi jest jak nie ma w
          pobliżu osoby, która kiedys tak kochałam, a której widok aktualnie
          tylko boli.
          • sedih Optymistko! 01.09.07, 16:20
            Optymistko, myślę, że masz pełne prawo być optymistką. Masz wspaniałego syna. To
            przecież prawdziwy cud. Nie grozi Ci to, że obudzisz się pewnego dnia nie widząc
            powodu, dla którego masz wstać z łóżka. No i mówisz, że już nie kochasz byłego
            męża - a więc to, co Cię tak boli, to wspomnienia. A to minie, z czasem. Życzę
            Ci odwagi i cierpliwości. I ucałuj ode mnie dzieciakawink)
            A.
    • misiaczka73 Re: Samotny 43-latek z Torunia... 01.09.07, 11:20
      Czas pomaga, przynajmniej mam taka nadzieje wink
      • sedih Niedźwiedziu! 01.09.07, 15:55
        Niedźwiedziu, piszesz, że z nikim nie rozmawiasz i nie wychodzisz. No jak to, w
        ogóle nie wychodzisz? A do pracy? No przecież na pewno w pracy spotykasz się z
        ludźmi. Nie mówię, że masz się im wyżalać, bo ja, chociaż mam w pracy świetnych
        ludzi i lubię się z nimi spotykać, nigdy o swoich problemach im nie opowiadałam.
        Ale każde wyjście, każda rozmowa, chociażby o ich problemach, pomoże Ci wyrwać
        się z tego zaklętego kręgu. Jeśli chcesz się wyżalić, pisz, mam tu adres
        gazetowywink. Ponieważ tak mało zawsze opowiadałam o sobie, nauczyłam się w ciągu
        lat nieźle słuchać.

        A przede wszystkim - wyjdź z domu. Idź do kina, najlepiej jeszcze dzisiaj. Ja na
        początku nie wyobrażałam sobie, że można iść samemu do kina - wiele moich
        koleżanek do dziś nie wierzy, że można. Dziwnie się czułam pierwszy raz, ale
        przyzwyczaiłam się. Kino ma w sobie magię - przez dwie godziny zapominasz, że
        jesteś sobą. I to już jest dobry początek. Zaraz sprawdzę, co tam w Toruniu
        grają. O, proszę, Słaby punkt. Bardzo mi się podobał. W Cinema City, o 18:00 ,
        20:15 , 22:30. Zobacz i pogadamy o wrażeniachwink.

        Aha, wybacz pytanie, ale czy masz jakąś rodzinę, która mogłaby Cię wesprzeć?
        Rodzina to prawdziwy balsam, chociaż też nie trzeba im wszystkiego mówić. Jak
        już pisałam, ja nawet rodzicom ani siostrze nie opowiedziałam, co się stało, ale
        sama ich obecność, to, że mogłam pomagać im w ich codziennych sprawach trzymało
        mnie w pionie.

        To na razie.
        A.
        • niedzwiedz64 Re: Niedźwiedziu! 02.09.07, 12:22
          Owszem droga Sedih. Rozmawiam i wychodze,chociazby po zakupy aby nie
          umrzec z glodu. W pracy tez rozmawiam z ludzmi ale jestem jakby
          stale nieobecny...nie wiem czy mnie zrozumiesz,ale tak wlasnie jest.
          Na rodzine z róznych przyczyn nie mam co liczyc,dla nich wszystko
          jest proste - mam zapomniec i koniec.Tam na pewno mnie nie zrozumia.
          Staram sie od czasu do czasu wyjsc z domu - wsiadam na rower,jade na
          Bulwary,siadam na lawce i znów jest problem bo mam czas na myslenie
          o swoim samotnym i zaprzepaszczonym zyciu. Tu nie chodzi o jakies
          uzalanie sie nad soba,caly czas gra jeszcze we mnie ta muzyka
          minionej milosci. To swego rodzaju zawezenie percepsji - moje serce
          nie chce sluchac niczego innego i wiem,ze go nie wylecze
          • sedih Re: Niedźwiedziu! 02.09.07, 18:18
            Rozumiem, rozumiem doskonale. Pamiętam te miesiące, kiedy każdą wolną od
            codziennych obowiązków chwilę spędzałam siedząc w fotelu i gapiąc się tępo przed
            siebie. I nic do mnie nie docierało, nic, bo liczyło się tylko to, że on mnie
            nie kocha i że pewnie nigdy tak naprawdę mnie nie kochał, bo gdyby kochał, nie
            postąpiłby tak, jak postąpił. Moje myśli były moim najgorszym wrogiem. Cóż,
            dalej są. I teraz, po sześciu latach, choć udało mi się odzyskać jako taką
            równowagę, często budzę się rano z poczuciem takiej bezsilnej wściekłości, że
            mam ochotę walić głową w ścianę: że tak mi się ułożyło, że jestem emocjonalnie
            okaleczona, że nikomu na mnie tak naprawdę nie zależy, że kiedy koleżanki w
            dobrej wierze mówią mi: 'znajdziesz sobie kogoś' to tak, jakby komuś z
            amputowaną nogą mówić, że może sobie znaleźć jakąś inną... Więc rozumiem ten
            stan wszechogarniającego otępienia, lepiej niż myślisz.

            Wierz mi, nie zawsze będzie tak bolało. To jest tak, jakbyśmy zderzyli się na
            autostradzie z tirem. Kierowca tira odjeżdża z miejsca wypadku bez obrażeń, a my
            zamieniamy się we wraki, które tylko cudem utrzymują się przy życiu. Ale żyjemy,
            i to jest ważne. Leczenie będzie długie i bolesne, nikt nie oczekuje, że za
            miesiąc wyjdzie ze szpitala cały i zdrowy. A po leczeniu równie uciążliwa
            rehabilitacja. I w końcu najgorsze minie, znowu będziemy zdolni do dobrego
            życia. Blizny zostaną i będą do końca życia dawały o sobie znać w różnych
            momentach, ale chęć życia wróci.

            Tak będzie, tylko wytrwaj.


            ---------------------------------
            "All things by a law divine
            In one spirit meet and mingle..."
      • sedih Misiaczko! 01.09.07, 16:14
        Misiaczko, nie wiem, czy czas pomaga. Pewnie pomaga, bo żyję normalnie. W miarę
        normalnie.
        Ale mimo, że minęło sześć lat, nie ma dnia, żebym nie myślała i nie zadawała
        sobie pytania: DLACZEGO??? Nie - dlaczego odszedł. To byłabym w stanie zrozumieć
        - znalazł kogoś ładniejszego, młodszego itd itp, albo po prostu mu się znudziło.
        Albo przestał mnie kochać. Zdarza się. Ale dlaczego zrobił to w taki sposób.
        Nie wiem, czy czas tu pomoże.
        Nie wiem.
      • ol.a5 Re: Samotny 43-latek z Torunia... 10.07.08, 12:47
        Witaj , jestem ciekawa jak sytuacja wygląda u Ciebie dzisiaj.Trochę
        czasu minęło.Pozdrawiam
    • inka-1 Re: Samotny 43-latek z Torunia... 02.09.07, 13:26
      witaj ,Niedzwiedziu'niestety nie mam recepty na samotnosc,nie wierze
      tez iz czas leczy rany...sama jestem samotna od pewnego,dlugiego'juz
      czasu.Strach przed nowa porazka,wspomnienia z dawnych pieknych chwil
      to codziennosc.Niestety ja podobnie jak Ty Dodsunelam sie od
      ludzi...bo kto mogl zrozumiec moj bol-poswiecilam sie calkiem
      corce,dzis 13 letniej.Powiesz ze to juz nie samotnosc bo mam kogos-
      niestety dziecko nie wypelni pustki po ,milosci do drugiej,doroslej
      osoby.Doszlo do tego ze prosze o jakies 6-8lat zycia by corka byla
      juz samodzielna,a potem moge umierac .nic tak nie boli jak samotnosc-
      moze blendem bylo zamkniecie sie w sobie.Praca dom,wycieczki-niby
      super wypady z corka i samotne noce az do bolu...nie poddawaj
      sie ,wyjsc z zamknietego kregu ktory sam sobie czlowiek stworzy jest
      bardzo trudno...pozdrawiam
      • niedzwiedz64 Re: Samotny 43-latek z Torunia... 02.09.07, 15:14
        Ja tez nie wierze,ze czas leczy rany...W moim przypadku na pewno tak
        nie bedzie.Choc z drugiej strony,nie odczuwam takiego strachu przed
        nowa porazka. Wyciagajac odpowiednie wnioski z popelnionych bledow,
        musi sie w koncu udac
        • inka-1 Re: Samotny 43-latek z Torunia... 02.09.07, 15:33
          napewno musi sie udac..inaczej podchodzi sie do wielu spraw gdy ma
          sie bagaz w postaci dzieci,inaczej gdy jest sie singlem bez obciazen
          rodzinnych.Ja sama zatrzasnelam za soba drzwi-wiem ze tym trudniej
          wyjsc do ludzi im dluzej jest sie samemu dlatego radze -pielegnuj
          stare znajomosci,szukaj nowych,nie daj sie, swoje smutki zwalczaj
          puki nie jest za pozno,pozdrawiam i zycze sil do walki o siebie..
    • samotnaiwona38 Re: Samotny 43-latek z Torunia... 13.09.07, 20:40
      Czesc chlopaku.
      Ja juz tez sie przekonalam ze zycie jest okropne najwazniejsze w nim
      sa teraz pieniadze i sex. Ty byles z dziewczyna przez 6 lat a ja
      mialam meza przez 17 i teraz tez jestem sama.Waczylam o milosc
      szczescie a teraz siedze sama w domu rycze do poduszki i wszystko
      stracilo sens. Nie potrafie nikomu zaufac , jak mowie ze jestem
      rozwodka to kazdy mysli ze chodzi mi o sex a tak niejest.Tak bardzo
      bym chciala spotkac kogos z koim mozna pogadac kto doradzi, wyjdzie
      na spacer kogos kto mnie jeszcze pokocha. Wiem ze to niemozliwe i
      jest mi strasznie zle ze przegralam swoje zycie. Ale zyje bo nawet
      odebrac go sobie nie potrafie.

      Mam nadzieje ze nie jestes juz smutny i samotny i szczescie sie do
      ciebie usmiechnelo.
      • niedzwiedz64 Re: Samotny 43-latek z Torunia... 23.09.07, 09:21
        Nie usmiechnęlo...ciągle jest bez zmian.Mnie też przeraża to
        zycie,mam o nim takie same odczucia. Tylko kasa,tylko..Czasem wydaje
        mi sie smieszne te moje 1400,-zł/mies.Kogo zainteresuje taki facet
        bez bryki i dużego konta?
        Jesli naprawdę czujesz się tak źle napisz do mnie:
        niedzwiedz64@o2.pl Nie rób żadnych głupstw Iwono,te stany z czasem
        miną,ale łatwo nie będzie.
        Pozdrawiam

        • izolka1978 Re: Samotny 43-latek z Torunia... 23.09.07, 11:41
          Witam Cię! Niestety mnie też życie nie oszczędziło i dało mi wielkiego kopniaka.
          Po 6 latach rozpadło się moje małżeństwo... Byliśmy razem od 11 lat. To była
          pierwsza i jedyna miłość mojego życia! Myślałam, że już zawsze będziemy
          razem...Całkowicie zawalił mi się świat i życie straciło jakikolwiek sens...Nie
          wiem co robić i jak żyć dalej...
          Jeśli chodzi o Twoją ostatnią wypowiedź to uwierz mi że nie wszystkie laski
          takie są, które lecą na kasę! Dla mnie np miłość jest najważniejsza, kwestie
          materialne schodzą na dalszy plan...Przepraszam za stwierdzenie, ale uważam że
          "Twoja była" to głupie dziewcze jeśli taką wspaniałą miłość zamieniła na kasę.
          Zycie ją nauczy!
    • dudas65 Re: Samotny 43-latek z Torunia... 05.10.07, 19:23
      Witaj samotny,
      strata ukochanej osoby zawsze boli, ale czy to była naprawde miłość? Czas ma to do siebie, że leczy wszystkie rany i zaciera wyrazistość uczuć wszelkich. Jestem sama od lat .. kilku, bywa różnie, ale i tak moge powiedzieć, że kocham życie po mimo wszystko!
      Gdybyś chciał "pogadać" napisz. Pozdrawiam Beata
    • jaka-ja Re: Samotny 43-latek z Torunia... 06.10.07, 08:11
      Witaj niedżwiadku...bardzo smutny list. Dopóki nie pogodzisz sie z
      tym,że ona n i g d y nie wróci,bedziesz cierpiał o wiele bardziej.To
      koniec tej miłości,ale nie koniec życia ...
      napisałeś:
      Jestem
      > tak skonstruowany, że miłość jest mi potrzebna
      > do życia....Bez niej nie potrafię żyć i sam nie wiem, ile czasu to
      > jeszcze wytrzymam i jak się to zakończy....
      nie tylko Ty jestes tak skonstruowany,wiele osob usycha bez
      miłości,bo ona nadaje sens i bieg naszemu życiu..ale musisz uwierzyc
      (na przekor wszystkiemu),że tę miłość jeszcze znajdziesz
      (otrzymasz,dostaniesz,odwzajemnisz...)Teraz jest Ci cholernie ciężko
      i te wszystkie dobre rady wydają sie bez sensu...ale uwierz w to,że
      to Ty sam możesz wszystko zmienić,zacząć od nowa,bez pośpiechu..tak
      po prostusmile
      Pozdrawiam.
      • majka035 Re: Samotny 43-latek z Torunia... 24.10.07, 17:14
        Witaj.
        Wiem o czym piszesz, znam to uczucie.Odczułam na sobie wszystko to,
        o czym wszystkie tu osoby pisały. Mam 35 lat i żyję dla córki, za
        chwilę ona pójdzie z domu własna drogą, a ja....
        Jestem z Torunia, tu mieszkam i pracuję. Chcesz porozmawiać, daj
        znać.
    • sami32 Re: Samotny 43-latek z Torunia... 23.02.08, 22:34
      witaj. jestem na tym forum nowa. nawet nie wiem dlaczego twoj opis
      rzucil mi sie w oczy jako pierwszy. w odpowiedzi na twoje pytanie -
      tak można cierpiec jeszcze bardziej...ale nie mozna takich sytuacji
      porównywać gdyż każdy człowiek jest inny i inaczej podchodzi do
      wielu spraw. Jeśli chcesz poznać moją historię daj znać. powiem ci
      na początek że mam 32 lata i oczywiście jestem porzuconą kobietą(od
      prawie 2 lat- po 12 latach związku), ale mam i tak wiele szczęścia
      bo mam dla kogo żyć - 3,5 letniego synka!!!!rozumiem twój stan, ale
      nie możesz się poddawać, widocznie nie była ciebie warta. wiem, że
      łatwo się mówi... trudniej wykonać!wszyscy mi mówią, że jestem
      dzielna i niesamowita, że poradziłam sobie sama z tym wszystkim, ale
      jest to tylko zewnętrzna postawa, w środku jestem nadal wrakiem i w
      całkowitej rozsypce. męczą mnie słowa, że będzie lepiej, że i dla
      mnie zaświeci jeszcze słońce itd. ale chcę wierzyć, że tak będzie!
      Pozdrawiam R. z Bydgoszczy.
    • rena7007 Re: Samotny 43-latek z Torunia... 09.03.08, 21:23
      Witaj,to co napisałeś o swoim życiu zaintrygowało mnie bardzo nie
      dlatego ,że spotkał Cie dramat,/bo to wielu już spotkało/lecz ujmuje
      Twoja miłość i oddanie tamtemu uczuciu.Uwierz wszytko przed
      Tobą...skoro tamta kobieta Cie odrzuciła to oznacza ,że nie dojrzała
      do prawdziwego uczucia...może warto wziąć sprawy w swoje recr i
      uwierzyć w siebie....?Rena
    • kornelia13.13.13 Re: Samotny 43-latek z Torunia... 10.03.08, 11:41
      Jesteś super facetem.Zdolność do wielkich uczuć nie zdarza się tak często jak by
      się mogło wydawać(choć "wyświechtane"słowo miłość otacza nas zewsząd)Przeżywam
      podobne frustracje do Twoich.Też nie dawno straciłam najbliższą i najukochańszą
      osobę(w pażdzierniku moj mąż zginął w wypadku samochodowym)Znam Twoje rozterki
      doskonale.Bezsens każdego następnego dnia przytłacza.Jeżeli masz ochotę
      podzielić się tym ze mną- napisz.Na pewno zrozumiem Cię jak
      nikt.Czekam.Kornelia13.13.13
    • ewelka40 Re: Samotny 43-latek z Torunia... 10.03.08, 20:24
      ten strach i pustka otacza mnie również,ja też zostalam sama ,boję
      się przyszłości ,podnoszę się i upadam ,a czasem chcę
      odejść............
      • kwiaaatek1 Re: Samotny 43-latek z Torunia... 22.03.08, 22:30
        Cześć dziewczyny!

        Ostatnia wypowiedź niedźwiedzia jest z września. Może już znalazł miłość swojego
        życia i nie zagląda na to forum? Może któraś do niego napisze i zapyta, co
        słychać?smile

        Torunianka (też porzucona)
    • bellyda Re: Samotny 43-latek z Torunia... 23.03.08, 00:49
      Witaj
      Nie mogę powiedzieć, ze teraz jestem w takim stanie jak TY, ale pół
      roku temu byłam. Przez rok mieszkałam z Facetem (nie lubie tego
      okrślenia, ale o nim inaczej nie mogę), kochałam go, ufałam,
      zawierzałam, Któregoś dnia zostawił mnie bo okazało się, że sypia z
      koleżanką z pracy, ale to nic bo ludzie sie rozstają i tak to już
      w zyciu jest, zostawił mnie bo tamta miała mu załatwić awans.
      Poczułam się jak szmata i w dodatku ta pustka i niezroumienie co
      się stało.
      Poczekaj, za parę miesięcy będzie bolało, ale mniej smile
      Trzymaj się
      • medy-2008 Re: Samotny 43-latek z Torunia... 24.03.08, 08:00
        Jeżeli nie pomagają częste kontakty z ludzmi i mordercza praca,
        trzeba sięgnąć po Deprim in tab.Tylko pamiętać, że przyjmowanie tych
        tabletek i opalanie się może wywołać uczulenie. To lek ziołowy,
        sprzedawany bez recepty
    • stokro-tka32 Re: Samotny 43-latek z Torunia... 12.07.08, 21:33
      hej hej wiem,ze pozno sie odzywam,ale od niedawna jestem na
      forum.Chciala bym z toba porozmawiac.Pewnie juz wyszles z
      dolka.Odezwij sie
    • kalozek Re: Samotny 43-latek z Torunia... 19.07.08, 15:06
      Bardzo dobrze cię rozumiem wiem co to znaczy gdy doskwiera samotność,jest takie
      powiedzenie że bez miłości życie jest bez sensu i to jest prawda.Nie wiem czemu
      jesteśmy tacy słabi ,bezradni gdy zostajemy sami ale wież mi że jeszcze
      zaczniesz żyć na nowo bo miłość taką prawdziwą na pewno znajdziesz nie teraz to
      troszkę póżniej.Jak to się mówi tego kwiatu jest pół światu i choć teraz wydaje
      ci się że to wszystko nie ma sensu to przyjdzie dla ciebie ciepły słoneczny
      dzień.A skoro ta dziewczyna tak zrobiła to znaczy że na ciebie nie zasługiwała
      .Zacznij teraz żyć dla siebie tylko dla siebie,pokochaj siebie samego i zacznij
      się szanować i wierzyć że i dla ciebie zacznie świecić słońce.Wiem że to się
      łatwo mówi bo sama często popadam w dołki ale wiem że to co dobre jeszcze przedemną
    • mysterious.girl Re: Samotny 43-latek z Torunia... 19.07.08, 18:08
      Samotność... znam ten ból, znam To cierpienie... w końcu prawie wszyscy tutaj
      rozumiemy co to znaczy nie mieć kogoś, bądź utracić Go... Ja zaliczam się akurat
      do Tej ostatniej grupy. Miałam również kogoś, kogo kochałam ponad życie,
      chciałam z Nim być i wiązać przyszłość, ale jednak nie to było Mi pisane... po
      utracie Go również zamykałam się w pokoju, płakałam w poduszkę, w nocy miałam
      koszmary, a nawet czasem sen przynosił Mi nadzieję, że odnajduję Go, przytulamy
      się i wszystko zaczynamy od nowa... ale to tylko sen, który prawdopodobnie nigdy
      się nie spełni. Gdziekolwiek nie wyszłam widziałam Jego... można powiedzieć, że
      był wszędzie... teraz mija już prawie 5 miesięcy jak Go nie ma... nadal pamiętam
      piękne wspólne chwile... było Ich tak wiele, że nie można Ich zliczyć na palcach
      ... nie mówiąc już nic o seksie, który był dosłownie Naszym żywiołem i cudownym,
      a wręcz namiętnym dopełnieniem związku, rozumieliśmy się wspaniale we wszystkim,
      panowała w Nas niesamowita więź psychiczna, fizyczna a także ... duchowna ...
      również wydawało Mi się, że jesteśmy sobie przeznaczeni, że nie możliwe, żebyśmy
      się rozeszli... a jednak. Bardzo dobrze Cię rozumiem i wiem co czujesz
      naprawdę... tylko tak patrząc na to z innej perspektywy.. nie ma sensu zamykać
      się w pokoju, płakać, itd. Może jest jeszcze szansa, żeby Twoja miłość wróciła ?
      Może spróbuj ostatni raz podjąć Tę próbę... a może los się odmieni ? Jeżeli
      nawet tak nie będzie, to nie zamartwiaj się tym, na świecie jest wiele samotnych
      kobiet, które pragną miłości i czułości. Trochę nie dobrze postąpiła Ta
      kobieta, bo mając Takiego mężczyznę jak Ty, który kochał Ją bardzo mocno, który
      chciał mieć tylko Ją i być tylko z Nią, to uważam, że nie powinna tak zrobić...
      a w szczególności zszokowało Mnie to, co Ona powiedziała, że w życiu będzie
      kierować się tylko rozsądkiem.. nie potępiam Jej, ale ... to jest oczywiście
      Moje zdanie, że jak człowiek kieruje się sercem, czyli miłością jest naprawdę
      szczęśliwy, natomiast Ten, który kieruje się rozsądkiem jest szczęśliwy, ale
      tylko na sposób materialny i mało tego, do pewnego czasu... bo powiem
      szczerze... nawet jeśli jest się z kimś z rozsądku, ma się piękny dom, samochód,
      pieniądze i nawet jeśli panuje w tym związku miłość, to jest Ona i tak sztuczna.
      Nic nie zastąpi miłości z prawdziwego serca... smutno to mówić, ale wiele kobiet
      i dziewczyn robi Ten błąd, że pokieruje się rozsądkiem i uważa, że tak jest
      dobrze, ale to tylko błędne myślenie ! W takich związkach z rozsądku dochodzi
      często do zdrad i jeszcze gorszych rzeczy. Skutki Tego marnego czynu wychodzą na
      jaw po jakimś czasie. Okazuje się wtedy, że mężczyzna już się znudził Tą kobietą
      i szuka jakiejś innej, lepszej... a Ta kobieta wpada w depresję i czuje się bez
      wartościowa.
      Tak to wszystko wygląda... nie jest to może scenariusz jak z bajki pisany, ale
      niestety to jest prawda. Jesteś na pewno wartościowym człowiekiem, który umie
      kochać całym sercem i który jest w stanie oddać ukochanej osobie wszystko.
      Zachowaj w Swoim sercu Te piękne chwile, które były między Wami i rusz na przód.
      Mogę Ci tylko doradzić, bo współczuć Ci nie będę, bo to jest w zasadzie
      najgorsze i wiem co to, znaczy. Zacznij od nowa być tym samym człowiekiem co
      kiedyś, czyli wesołym, pełnym humoru i życia. Zacznij cieszyć się życiem,
      pomyśl, jakie masz zainteresowania, plany, zacznij Je realizować, czy hobby..
      przecież to wszystko czeka smile. Uśmiechnij się i pomyśl, że życie ma się jedno...
      i powiedz, czy warto tak cierpieć przez całe swoje życie ? Ciężko jest się
      pogodzić z utratą, bardzo dobrze to rozumiem, ale chyba lepiej... że odeszła
      teraz, niż miała by to zrobić później, bo im dłużej się jest z człowiekiem, tym
      bardziej się do Niego przywiązuje, a gdy on odchodzi to jeszcze bardziej się
      cierpi. Także głowa do góry, trzymam za Ciebie kciuki, bo wiem że dasz radę...
      pozdrawiam Cię i jak będziesz chciał to odezwij się na e-maila :
      mysterious.girl@gazeta.pl.

      Beata
    • 21onka Re: Samotny 43-latek z Torunia... 19.07.08, 20:51
      pisałeś to przed rokiem i może nie jesteś już samotny jeśli jednak
      doskwieran Ci nadal samotność to życzę Ci szczęścia - mnie jeszcze
      nigdy nikt nie pokochał i to też nie należy do przyjemności ale
      tłumaczę sobie że nie wszystkim się w życiu udaje...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka