Dodaj do ulubionych

samotność w małżeństwie

17.08.08, 23:01
Minęło 13 lat, a my jesteśmy sobie coraz bardziej obcy. Coraz
dłuższe ciche dni, niedopowiedzenia, rozczarowania.... Nie mogę
zaakceptować jego sposobu bycia, myślenia, postępowania ( on chyba
też mojego). Przeżywam bardzo trudny okres i tak naprawdę to nie mam
z kim o tym wszystkim porozmawiać. Wkurza mnie stwierdzenie "nie
użalaj się nad sobą" To gdzie do jasnej cholery mam się użalać? Mam
dość. 40 na karku a czuję się tak jakbym miała 60. nie mam siły
motywacji i ochoty do rozmów, których on nie chce prowadzić. A jesli
już dojdzie do takiej rozmowy, to obarcza mnie całkowitą winą za ten
rozpad.Co się z nim stało? A miało być tak pięknie...
Obserwuj wątek
    • de-bi Re: samotność w małżeństwie 18.08.08, 13:19
      Wiesz darla30 chyba większość małżeństw gdzie partnerzy mają koło 40 przechodzi podobny kryzys, mnie niestety też to nie omineło.Nie mam pojęcia jak to się skończy ,albo rozwodem albo to przetrwamy.
      • lalala33 Re: samotność w małżeństwie 18.08.08, 13:31
        Znam to uczucie...strasznie przygnębiające. A później pustka i
        bezsilnośc, bo czasami mimo szczerych chęci, nic już nie można
        zrobic.

        Pozdrawiam, może uda się wam przez to przejsc.
        • de-bi Re: samotność w małżeństwie 18.08.08, 21:38
          Właśnie mąż mi oświadczył, że na początku września się wyprowadza, chyba jednak zakończy się rozwodem.
    • nienormalna_chyba Re: samotność w małżeństwie 19.08.08, 09:49
      Witam. Kilka dni temu załoyłam podobny temat na jednym z forów. Ja
      mam 28 lat i też mnie to niestety dopadło. Bardzo wam współczuję
      dziewczyny. Wiem jak to jest, też nie mam się komu wyżalić. Nie
      mieszkamy w Polsce, nie mam tu rodziny, przyjaciół. Mąż powinien być
      najbliższą mi osobą, a nie jest. Jestem załamana, on ciągle mnie
      obwinia o wszystkie niepowodzenia i uważa, że sam jest nieomylny.
      Wiecznie niezadowolony. Mamy małe dziecko, w sumie praktycznie w 90%
      ja się nim zajmuję. Prowadzimy z mężem małą firmę, gdzie na dobrą
      sprawę pracuje się 2 dni w tygodniu (w pozostałe dni jest pracownik)
      a pozostałe 5 dni mąż zawsze jest w domu. Siedzi przy komputerze,
      ogląda filmy, czyta coś itp. Czasem musi popracować w domu, ale nie
      obciąża go to chyba za bardzo. Poza tym nie robi nic. Firma nie
      prosperuje tak dobrze jak na początku, ale da się wyżyć. Ostatnio
      było trochę problemów, więc ja za to oberwałam. Mąż jest bardzo
      wybuchowy, łatwo traci panowanie nad sobą. Wcześniej miał mi za złe,
      że kompletnie nie interesuję się firmą (zajmowałam się niemowlakiem,
      nie mamy od nikogo żadnej pomocy, nawet przy dziecku). Teraz, kiedy
      coś załatwiam, zawsze znajdzie coś co on zrobiłby lepiej. Mówi, że
      nie mozna na mnie polegać. Ja na początku związku próbowałam mu
      zwracać uwagę na niektóre rzeczy, ale tylko obrażał się na mnie,
      więc przestałam. Naprawdę w ogóle się go nie czepiam, a on na każdym
      kroku sprawia, że w siebie nie wierzę, że trace poczucie własnej
      wartości i godności. Nie jestem ideałem, nigdy nie mogę przewidzieć
      jego reakcji. Od jakiegoś czasu po kłótniach nie mam ochoty z nikim
      rozmawiać, a on po 10 minutach przychodzi i mnie przeprasza. kiedy
      go odrzucam, odchodzi wściekły i rzuca mi jeszcze parę iłych słów.
      nie poweim, często nie pozostaję mu dłużna. Mija trochę czasu, i gdy
      znów zaczynamy rozmawiać, on wraca do sytuacji i mówi: "przecież ja
      do ciebie przyszedłem,to ty mnie nie chciałaś". Więc znowu ja jestem
      niedobra, bo ja go nie chciałam, a to co on zrobił chwilę wcześniej
      nie ma znaczenia. Byłam już raz wcześniej mężatką (mąż pił, brał
      narkotyki, zdradzał mnie, poniżał i był typem rozrywkowicza). Mój
      mąż ostatnio bardzo często mówi: "a nie pomyślałaś, że to z tobą
      jest coś nie tak?! Pierwszy mąż niedobry, ja niedobry, zastanowiłaś
      się nad sobą?" On ciągle stara się wzbudzić we mnie poczucie winy.
      Już kilka razy chciałam odejść, zawsze mnie zatrzymywał. Żal mi
      dziecka, ale ja już nie wyrabiam. Ciągłe wypominania, kłótnie
      wyprowadzają mnie z równowagi. Kiedyś byłam pełnym radości, dobrym
      człowiekiem, a teraz siebie nie znoszę. Nie znoszę wstawać rano i
      widzieć kolejnego dnia, który się zaczął. Nie znoszę słyszeć: "boże,
      co się z tobą stało?"
      • de-bi Re: samotność w małżeństwie 19.08.08, 13:23
        Jeżeli masz ochotę porozmawiać z kimś nienormalna_chyba to napisz go mnie na adres de-bi@gazeta.pl, podam ci póżniej numer skype, ale już poza forum.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka