Po pierwsze, to to forum ostatnimi, niestety przydługimi czasy. Ale
tutaj jakoś poradziłam sobie z tym, nie czytam watków, na których
ciągle trwają spory, kłóca sie między soba i obsypuja epitetami. To
nie dla mnie.
Po drugie to moje doświadczenia w poznawaniu ludzi. Za duzo mijego
krótkiego zycia poswięciłam na prace i robienie kariery, teraz
wystopowałam, zrezygnowałam z niewolniczej pracy i zadbałam o swój
wolny czas. Ale co z tego, do jakiegoś momentu organizuje go sama,
ale od jakiegos momentu przydałby sie ktoś.Podobno zmieniłam się,
dobrze wygladam,częsciej sie usmiecham, jestem wypoczeta i nie
spiesze się jak kiedys. Ale tym kiedys mysle, ze przypłciłam moim
byciem samą. Tak się skłąda, ze mam tez za soba ok 5 letni okres
zatwardziałego singielstwa. Tego juz nie odwróce. Do przeszłości
niczego nie dokleje. Ona minęła.
Teraz spotykam mężczyzn, róznych


Ale zawsze jest coś. Ostatnio
nawet czuje jakby oni litowali się nade mną, bo nie szukają miłości
co najwyzej romansu, albo seksu. Są albo zonaci, albo w
rozpadających się zwiazkach, albo aktualnie kłóca się z zoną, albo
nie potrafią podac którą z kolei kobieta bym była ( tak, tak,
takiego tez spotkałam), albo za młodzi, albo za starzy, albo nie
akceptuja tym kim jestem, więc troche udajemy

Więc jednym słowem
paranoja. Zreszta po cichu juz zawiesiłam moją działalnośc
poszukiwawczą. Nie ma to chyba większego sensu.
Ciekawe jest tez to, ze co jakiś czas "spotykam" kogoś, nazwijmy
podobnego do mnie, kto zwyczajnie nie che, albo boi sie nowej
znajomości. Tak chyba mamy my single nie z wyboru, i chcielibyśmy i
boimy się zaprosic kogos do naszego zycia. Taqk to wyglada. Ze nam
meble poprzestawia, ze trzeba bedzie zrobic miejsce w szafie i w
zyciu. Więc taki ktos pojawia się i znika. Kiedys się tym
przejmowałam, ale praktyka czyni mistrza, teraz po prostu nie ma i
juz, powoli przestało to we mnie budzic jakiekolwiek emocje.
A dlaczego ten wątek dzisiaj? Bo wczoraj, pojawił się ktoś
nieodpowiedni ( ma zone) i znikł ktoś, kto mogłby dac nam szanse,
samotny facet w moim wieku. I nie pierwszy raz tak jest. Tylko
wyjątkowa koincydencja tych dwóch zdarzeń wczorajszego wieczoru
Jest tu ktos w wieku zblizonym do mojego, podobny do mnie, kto
jednak chciałby spróbowac i nie boi się realu?
Ciekawa jestem. Droga od samotnosci do miłosci okazuje sie nie do
przebycia.
Jeszcze mam jedną fajną kewstie, która mnie i fascynuje i dobija
zarazem. Nikt nie wierzy w miłośc

Wszyscy są zdziwieni jak mówie
o miłości o uczuciu a nie seksie. Odwołuja się do emocji, popędu,
napiećia itd. Co za czasu nastały. Ludzie ! Nie ma miłości????? Jak
myslicie?