bianco.bianco
16.05.09, 16:20
Stara, a głupia jestem ...
Do tej pory miałam niesamowite szczęście, że poznawałam przez
internet bardzo fajnych ludzi. Na innym forum mam grupkę - nie boję
się użyć tego słowa - przyjaciół. Wspólne wyjazdy, regularne
spotkania, ba nawet komunie i chrzty dzieci.
I to chyba osłabiło moją czujność. Skoro ja nie mam wobec ludzi
żadnych złych intencji założyłam - błędnie - że inni zachowują się
identycznie jak ja.
Poznałam - nazwijmy go pana X. Wymiana maili - piękna polszczyzna,
dowcipny, błyskotliwy, erudyta. Wydawało się, że "kolejny" do mojej
netowej paczki. Wiedziałam jak się nazywa, jak wygląda, gdzie
mieszka.
Typowy "japiszonek" - biała koszula, świetne dobrane okularki,
przysłał nawet zdjęcia zrobione w pracy. Jednym słowem normalny
facet, jakich dziesiątki widzę w porze lunchu w okolicznej knajpce.
Postanowiliśmy się spotkać - mieszkamy w tym samym mieście.
Miejsce jak najbardziej publiczne, godzina popołudniowa.
Pech ( jak sie później okazało niesamowite szczęście) chciał, że w
ostatniej chwili wypadło mi coś nagłego. Poinformowałam go, że dziś
niestety nie mogę.
I zaczęło się ...
Najpierw dostałam smsa,że "powinien mnie wytrzaskać po mordzie,
żebym do końca życia zapamiętała".
Później było jeszcze gorzej. Stek wyzwisk z całym repertuarem
wulgaryzmów, których nie chce mi się nawet przytaczać ...
Przeraża mnie jedno. Ten facet w białej koszuli siedzi w banku obok
mojego biurowca, jest pewnie uważany za miłego faceta, szef wysyła
go na kolejne szkolenia, mama pewnie dumna z syna po dwóch
fakultetach i nikt nie domyśla się, że w necie jest podłą
kreaturą ...