" Przeciąganie dziecka
Sytuacja na pierwszy rzut oka jest tyleż rozpaczliwa, co typowa: K. poznaje młodą studentkę. Wybucha gwałtowne uczucie, ona zachodzi w ciążę. Mieszkają u jej rodziców.
Rodzi się piękny syn.
Miłość szybko stygnie, dom zmienia się w piekło. On zarzuca jej, że nie potrafi zająć się dzieckiem, że studia są ważniejsze niż wychowanie małego.
K. wyprowadza się z domu, dziecko zostaje przy matce.
Do tej pory jest typowo. Tak się zdarza – miłość błyskawicznie wietrzeje, zamiast niej przychodzi nienawiść. Jak w „Sonacie Kreutzerowskiej” Lwa Tołstoja.
Ojciec zaczyna walczyć o prawa rodzicielskie. Rozpoczyna się gra dzieckiem.
Najpierw próbują się dogadać. On wysyła jej co miesiąc pieniądze, spotyka się z synem. Dziecko zostaje przy matce, ale ojciec otrzymuje prawo do częstszych odwiedzin, a także współdecydowania o losach syna. Chce wiedzieć, co dziecko je, chce mieć wpływ na wybór szkoły, chce gwarancji, że syn będzie jeździł samochodem wyłącznie w foteliku.
Rodzina matki patrzy na rodzinę ojca jak na przybyszów z kosmosu. Czy ten chłopak jest normalny? Wpływ na dietę? To mówi mężczyzna?
Negocjacje przynoszą odwrotny skutek: sytuacja się zaognia, podczas kolejnych odwiedzin interweniować musi policja. On twierdzi, że matka dziecka odmawia mu wejścia do domu. Matka tłumaczy, że ojciec zachowuje się agresywnie, zarówno wobec niej, jak i dziecka. Zdarza się, że nie pozwala mu wejść do mieszkania.
Ojciec wnosi sprawę do sądu, żądając wyznaczenia terminów, w jakich może spotykać się z dzieckiem.
Kontruderzenie przychodzi błyskawicznie – matka wnosi do sądu sprawę o powierzenie władzy rodzicielskiej. Jeśli wygra, rola ojca zostanie ograniczona do minimum. Będzie mógł bawić się z synem raz w tygodniu przez półtorej godziny, w jej domu.
On również składa wniosek o powierzenie władzy rodzicielskiej.
.. ciąg dalszyStudzenie entuzjazmu
W Polsce, jedynie do pięciu proc. mężczyzn zostaje podczas rozwodu powierzona opieka nad dziećmi, dla porównania w USA liczba ta wynosi ponad 20 proc.
Przyczyn jest kilka, ojcowie rzadko występują o powierzenie opieki nad dziećmi, gdyż ich szanse na powodzenie są minimalne.
Elżbieta Czyż w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zajmuje się prawami dziecka. Twierdzi, że kiedy w trakcie rozwodu oboje rodzice występują o powierzenie opieki nad dziećmi i mają równie dobre warunki, sąd w zdecydowanej większości powierzy opiekę matce.
Czyż: – Bywa tak, że ojciec przegra nawet, gdy jego predyspozycje do opieki nad dziećmi zostaną ocenione jako lepsze. Znam przypadki, gdy sąd powierzał opiekę nad dzieckiem babci od strony matki, po śmierci matki, choć nie miał zarzutów wobec ojca.
R.K. twierdzi, że nawet jeśli ojciec chce wystąpić o opiekę nad dziećmi, to jego entuzjazm skutecznie ostudzi adwokat. Wyjaśni mu, że jeśli matka dziecka nie jest: narkomanką, alkoholiczką, nie choruje psychicznie i nie znęca się nad rodziną, to nie ma on żadnych szans, aby sąd powierzył mu opiekę nad dziećmi.
R.K: – Role kobiety i mężczyzny zmieniły się, a mimo to przed sądem ojciec jest zawsze rodzicem drugiej kategorii.
Mężczyzna – pouczony przez prawnika – zgadza się, żeby dziecko zostało przy matce.
Przed rozprawą (kiedy mężczyzna nie ma jeszcze zatwierdzonego sądownie grafiku widzeń z dzieckiem) potomek jest przez matkę używany jako element szantażu. „Nie zobaczysz go, jeśli nie zgodzisz się na takie, a takie alimenty”. Bywa tak, że mężczyzna nie widzi malucha nawet kilka miesięcy, lat.
Matce wolno więcej
Przy szczegółowej lekturze dokumentów sądowych sprawy ojca K., łatwo zauważyć interesujące szczegóły.
Choćby ten, że kiedy na samym początku K. wnioskuje o prawne uregulowanie kontaktów z synem, sąd oddala wniosek. Uzasadnienie jest takie: K. ma prawo do kontaktów z synem, matka ten kontakt bezprawnie uniemożliwia. Wiadomo, że ojciec dzieckiem opiekuje się wzorowo, że swoją pracę menadżera zorganizował tak, by jak najwięcej czasu spędzać z małym. Jednak przyznanie mu racji jest przedwczesne, ze względu na dobro dziecka.
K. nie potrafi tego paradoksu zrozumieć.
Sąd nie jest przekonany, czy mieszkanie K. spełnia wymogi bezpieczeństwa, mimo że w materiale dowodowym znajdują się nagrania wideo z jego domu. Prawdopodobnie nikt ich nie obejrzał. Sąd nie wysyła też kuratora.
Przy apelacji K. z własnej inicjatywy dołącza ekspertyzę pielęgniarki dyplomowanej, która stwierdza, że mieszkanie jest bezpieczne, wymaga tylko drobnych prac, np. zamontowania zatrzasku na drzwiach pralki. Są zawiasy na szufladach, minimum sprzętów, komfortowe krzesełko, nawet kubełek na pieluchy kupuje taki, żeby syn nie mógł go otworzyć.
Apelacja zostaje oddalona. Adwokaci otrzymują uzasadnienie po półtora miesiąca. K. nadal pozostaje bez oficjalnej zgody na spotkania z synem.
. ciąg dalszy
Kiedy jednak sąd rozpatruje wniosek matki o powierzenie praw rodzicielskich, zdarzenia toczą się znacznie sprawniej. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej sprawdza, czy ojciec figuruje w ewidencji. Do ojca przychodzą kurator i policjanci, wypytują go szczegółowo. Policjanci wizytują dom matki, która opowiada, że ojciec pije i urządza awantury.
Kiedy adwokaci K. proszą o sprawdzenie, czy betonowe schody bez balustrady w domu matki mogą stanowić zagrożenie dla życia dziecka, sąd nie uwzględnia wniosku, a adwokaci matki uznają to za szykanę.
Anna Herman, aplikantka w kancelarii W. S., drugiego adwokata K.: – Nie ośmielimy się powiedzieć, czy w postępowaniu sądowym widać dyskryminację naszego klienta. Na pewno jednak widać coś niezrozumiałego. Jeśli ojciec deklaruje zainteresowanie dzieckiem, postrzegany jest jako dziwny bądź nawet niebezpieczny. W dokumentach pojawia się nawet podejrzenie, że nasz klient ma obsesję i dziecko jest dla niego formą terapii. Jeśli takiej informacji zażądałaby matka, uznalibyśmy to za oczywistość. Albo dziadkowie – matka tego chłopca nie poradzi sobie bez ich pomocy i można przyjąć, że sąd nie dopatrzy się w tym niczego złego. Jeśli jednak nasz klient zadeklaruje, że jego rodzice przyjadą do Krakowa, by pomóc w wychowywaniu chłopca, zostanie to uznane za argument przeciwko niemu. Matce wolno więcej.
Adwokat M.K. bez obaw formułuje ostre tezy. – Sąd i rodzina matki postrzegają mojego klienta jako dziwaka – twierdzi. – On się powołuje na prawa człowieka i ochronę swoich dóbr osobistych. Tymczasem w Polsce, mimo że deklarujemy swoją otwartość na wzorce zachodnioeuropejskie, dominuje taki model – dobry mąż przynosi pieniądze, nie bije i nie pije zbyt wiele. Dobry mąż po rozwodzie płaci alimenty i zabiera dziecko raz w tygodniu do parku. Mój klient chce znacznie więcej. Nie chce być ojcem dochodzącym. I to jest dla sądu niezrozumiałe.
Siąść i płakać
Rozwód po polsku zamienia życie rozstających się ludzi w piekło. Nie ma mowy o kulturze rozstawania się. Sala sądowa to pole walki, pokrzywdzonym zostaje dziecko.
R.K: – Orzeka często sędzina, która w kobiecie widzi pokrzywdzoną, w ojcu winnego. Kiedy ten deklaruje, że chce mieć wpływ na wychowanie dziecka, patrzy na niego jak na człowieka niespełna rozumu.
Sąd zatwierdza grafik widzeń dzieci z ojcem (standardowo jest to co drugi weekend w miesiącu). I tu zaczynają się prawdziwe schody, bowiem ok. 40 proc. porad, jakich udziela fundacja R.K., dotyczy problemu utrudnionego kontaktu z dziećmi. Choć w orzeczeniu sądu widnieje formuła: „o przyznaniu obojgu rodzicom pełni władzy rodzicielskiej”, matki (które często mają już drugie życie, miejsce ojca dzieci zastępuje „wujek”

nie zgadzają się, by ojcowie widywali się z dziećmi.
– Problem nie respektowania postanowień sądu w sprawie kontaktów z dzieckiem, w trakcie rozwodu lub po rozwodzie, to najczęstsze skargi z zakresu prawa rodzinnego. Niestety zdarzają się sytuacje, w których matki, chcąc odizolować ojca od dziecka, uciekają się do