josteine
25.05.04, 00:29
Czechy: Siła spokoju
Mariusz Szczygieł 29-04-2004, ostatnia aktualizacja 29-04-2004 22:02
W Pradze rozeszła się pogłoska, że po wejściu do Unii z powodu ujednolicenia
norm trzeba będzie zlikwidować niektóre windy. Jest ich w stolicy kilka. Są
dziwaczne - nie zatrzymują się na żadnym piętrze. Pasażer musi wsiąść i
wysiąść podczas jazdy. Ale windy jadą bardzo powoli, więc można to zrobić bez
problemu.
Kiedy o tych windach opowiadam w Polsce, moi rozmówcy uśmiechają się z
politowaniem. Niektórzy dodają ze współczuciem; "To nie grzechem jest być
Czechem".
Rzeczywiście nie jest.
Kraj, który razem z nami wstępuje do Unii - gdy tylko w 1918 r. pozwolono mu
decydować o sobie - na prezydenta powołał filozofa. Filozof zarządził, aby
natychmiast kupić w Paryżu obrazy impresjonistów i wystawić je dla obywateli.
Zaraz potem znajomy filozofa pewien malarz wymyślił najnowocześniejsze słowo
pierwszej połowy XX wieku, a jego brat pisarz je rozpropagował. Brzmi
ono "robot".
W tym czasie kraj ten stał się dziesiątym najbardziej uprzemysłowionym
państwem świata, a samochodów osobowych miał cztery razy więcej niż północny
sąsiad. Jednak największy wówczas fotograf tego industrialnego państwa
zasłynął nie zdjęciami samochodów, lecz zdjęciami szyby w oknie swego domku,
po której leniwie ciekną krople deszczu.
Dziś kobiety żyją tam średnio o trzy lata dłużej niż u północnego sąsiada;
mężczyźni - o rok. "Pokaż Polakowi przepaść, a skoczy w nią od razu" - mówią
więc niektórzy z nich i pytają: "Za czym tak pędzicie? Polak ciągle gdzieś
gna, ciągle niezaspokojony". Odpowiadam, że gonimy, bo chcemy wreszcie
znaleźć swoje miejsce. A jak już znajdziemy, to chcemy mieć święty spokój.
"No tak, a my ten spokój już mamy" - kiwają ze zrozumieniem głowami.
Najpopularniejsze zdanie w Czechach brzmi: "To chce klid" - "To wymaga
spokoju". Czech kocha spokój, najpełniej doznaje go, gdy długo tkwi nad piwem
w ulubionym miejscu. Z czułości nadał mu nawet zdrobnienie - miejsce
to "misto", ale ma ono swoje "misteczko".
Spokój ten nie ma nic wspólnego z bezsilnością czy lenistwem. Codzienne
tkwienie nad piwem nie przeszkadza Czechowi mieć godnych szacunku wyników w
gospodarce i skuteczniej uwieść światowe koncerny samochodowe, niż robi to
północny sąsiad.
Jeśli po przyłączeniu nas do Unii pewne cechy społeczeństw będą się przenosić
przez infekcję, to bardzo chciałbym, aby jako pierwszy zarażał czeski "klid".
Nieznormalizowane windy w Czechach są dziwaczne i jeżdżą bardzo powoli, lecz
są w bezustannym w ruchu.