isabela_1974
03.07.05, 11:23
Mieliśmy Rumpla od prawie roku (5.08. kończyłby rok). Psiak był niezwykle
serdeczny, wesoły, postrzelony i przyjazny dla wszystkich (nie wszyscy nawet
lubili to skakanie, lizanie i dziką radość). W zeszłym tygodniu starszy syn
wyjeżdżał na wakacje a ja z paromiesięcznym maluchem bałam się, że męża mogą
wysłać gdzieś poz miasto (co się często zdarza) i nie poradzę sobie sama z
wychodzeniem z Rumplem więc zostawiliśmy go u teściów na działce. Oni też
mają psa - jamnika - i nasz szczeniak często tam przebywał z nami. Wczoraj
teściowie zadzwonili i powiedzieli, że Rumpel przeszedł przez ogrodzenie na
sąsiednią posesję i tam zagryzł go wilczur.
Nie umiem sobie poradzić ze smutkiem. Może jestem sentymentalną dziwaczką,
ale od wczoraj ryczę jak głupia z żalu. Wypominam sobie wszystkie chwile,
kiedy go strofowałam, wyganiałam z łóżka, itd. Właśnie oglądałam setki zdjęć,
które robił mu starszy syn (jedno z nich jest w mojej sygnaturce) i nie mogę
uwierzyć, że tak nagle od nas odszedł.
Wiem, że to głupie, ale chciałam się przed kimś wyżalić....