Dodaj do ulubionych

(*) 28.06.06r. (*)

30.06.06, 22:46
Mój Miś odszedł na zawsze :(
Walczył dzielnie z nowotworami i niewydolnością sercowo - płucną, ale w końcu
dodatkowo obciążony przez upały nie dał rady:(
Powiedzcie proszę co robić? Mam ohotę ryczeć cały czas:( Najchętniej nie
wracałabym do domu, bo gdziekolwiek spojrzę widzę mojego Misia:(
Obserwuj wątek
    • iwa_ja Re: (*) 28.06.06r. (*) 30.06.06, 23:07
      Capri, jestem z Tobą. Rozumiem. Moj Rudi ma 11 lat. Nie wiem, co bedzie, jak on
      odejdzie...
      • ida37 Re: (*) 28.06.06r. (*) 30.06.06, 23:22
        Ja też jestem z Tobą:) Mój Kacperek odszedł w wielkim cierpieniu po operacji
        nowotworów, żył 14 lat.
        • po.prostu.ona Re: (*) 28.06.06r. (*) 01.07.06, 10:41
          Bardzo mi przykro :-(((
    • urania77 Re: (*) 28.06.06r. (*) 01.07.06, 11:06
      caprice83 doskonale Cię rozumiem i jest bardzo przykro, ja po każdej suce też
      ryczałam, zdawało mi się że wciąż są w domu,
      potrzeba teraz czasu, nie myśl o tym próbuj sie zająć czymkolwiek, z początku
      będzie trudno po jakimś czasie to przejdzie,

      pozdrawiam Cię serdecznie, trzymaj się i życzę Ci dużo słońca na codzień, nie
      poddawaj się
      • misia007 Re: (*) 28.06.06r. (*) 01.07.06, 13:41
        Bardzo Ci współczuje,pocieszyc nie potrafię.Musisz swoje wypłakac jak kazdy,
        który stracił ukochanego zwierzaka.Za jakis czas będzie bolało troche
        mniej.pozdrawiam
    • caprice83 Re: (*) 28.06.06r. (*) 01.07.06, 16:43
      Dziękuję wam... widzę że nie tylko mnie dotknęła taka tragedia, ja również
      współczuję wszystkim którzy stracili najbliższych przyjaciół lub każdego dnia
      drżą o ich los:(
      Ja jak na razie postanowiłam paść w wir pracy, wychodze z domu wczesnie rano i
      wracam późnym wieczorem, wtedy się o tym nie myśli, że już nikt na ciebie nie
      czeka i nie 'atakuje' cię o jedzenie:( Ale najgorszy jest chyba weekend:( I
      ludzie którzy mówią o nowym psie, a przecież to nie jest rzecz, która gdy się
      zepsuła zastępujemy inną:/
      • etta2 Re: (*) 28.06.06r. (*) 01.07.06, 17:50
        Współczuję Ci serdecznie. Ja też przeżyłam rozstanie z suczką zaledwie 6-
        letnią, gdy już nie można było nic poradzić na rozwój choroby nerek i nastąpiło
        zatrucie organizmu. Ryczałam, wracałam do zdjęć w albumach, uciekałam z domu...
        Najgorsze były powroty do domu i pusty kąt, w którym było legowisko...
        Wytrzymałam 2 miesiące i pojawił się kolejny szczeniaczek, który wymagając
        opieki (jak każdy szczeniak) wypełnił pustkę i dostarczył radości. Nie chcę
        przez to powiedzieć, że tylko zakup/przygarnięcie kolejnego pieska jest dobrym
        lekarstwem na zmniejszenie bólu po utracie tego, który odszedł i jest
        opłakiwany. To chyba sprawa indywidualna. Decyzja o wzięciu następnego psiaka
        wymaga trochę czasu. Jednak pamiętaj, że psy żyją krócej od ludzi i najczęściej
        jest tak, że to TY musisz się rozstać ze swoim psiakiem...i chyba tak jest
        lepiej, niż miałoby być odwrotnie. Rzucenie się w wir pracy, to bardzo dobra
        metoda na choć częściowe zapomnienie, bo jeśli psiaka kochałaś, to nigdy o nim
        tak naprawdę nie zapomnisz. A wzięcie pod swój dach następnego nie nazwałabym
        zastąpieniem - jak zastępujemy zepsutą rzecz. Jeśli jesteś miłośniczką psów, to
        po jakimś czasie możesz odczuć potrzebę posiadania kolejnego, bezgranicznie
        oddanego, wpatrzonego w Ciebie - futrzaka. Istoty do kochania.
        Trzymaj się! Pozdrawiam serdecznie.
      • misia007 Re: (*) 28.06.06r. (*) 01.07.06, 17:57
        Ci ktorzy radza Ci nowego psa,nie chcą zle.Najgorsza jest ta pustka, ktora
        zostala,godziny spacerów, pory posilkow.Nowy zwierzak to zmienia, pustka znika a
        potem wdziera sie sie do naszego serca i to nie jest zadna zdrada, bo pamietamy
        o naszym utraconym przyjacielu ale wspominamy go juz bez rozpaczy i
        bólu.Pozdrawiam z moja kocia trójką.
        • billy.the.kid Re: (*) 28.06.06r. (*) 01.07.06, 18:53
          czy wy wszystkich macie w domu?
          • fedorczyk4 Re: (*) 28.06.06r. (*) 01.07.06, 20:57
            I ja, srdecznie Ci współczuję. Pochownay przed 8 laty PON, śni mi się do
            dzisiaj. Pierwsza rzecza którą zrobiłam po jego odejściu było odmalowanie
            wsazystkich scian o które się wycierał. Od tego czasu mamy dwa koty i psicę, a
            mój mąż, pozeracz jabłek, ciągle czeka żeby on przyszedł po ogryzek. To jest
            cena ktora się płaci za traktowanie zwierząt jak członków rodziny. Ale nie
            umiemy inaczej.
            • wiesia.and.company Re: (*) 28.06.06r. (*) 03.07.06, 12:15
              Bardzo Ci współczuję. To okropne pożegnać swojego przyjaciela, po prawdziwym
              przyjacielu rany goją się długo.
              Mam nadzieję tylko, że Twój Miś nie pozwoli długo marnować się Twoim pokładom
              miłości i przyprowadzi po sobie inną potrzebującą miłości psią istotkę (a może
              kocią).
              Pozdrawiam
    • weisefrau Re: (*) 28.06.06r. (*) 03.07.06, 21:31
      Moja kochana Pestka odeszła w październiku zeszłego roku, po rok trwającej
      niewydolności wątroby ( po babeszjozie). Miała 14 lat, wychowała mi dziecko,
      stworzyła rodzinę i zasług miała więcej niż niejeden terapeuta i doradca
      finansowy. Płaczę po niej do dziś. Teraz też.
      Ale w dwa dni po jej śmierci w domu pojawiła się Kretka. Składała się z łba i
      łap, była nieśmiała, zagubiona, za to siły miała niespożyte. Musiałam zająć się
      wychowaniem dzieciaka, który z wdzięczności pożarł wszystkie złe sny. Nie
      pokochałam jej od razu, musiałyśmy się poznać, polubić, zrozumieć. Ale złe sny
      pożarła od razu.
      Bardzo Ci współczuję. Straszne jest pożegnać kogoś, kto w rodzinie jest na
      etacie dziecka.
    • caprice83 Re: (*) 28.06.06r. (*) 09.07.06, 18:05
      Jeszcze raz dziękuje za wpisy... trochę pomogły... jest trochę lepiej... to
      znaczy nie płacze już przez cały czas, tylko czasami...
      W domu jest strasznie pusto i cicho. Psa w przeciwieństwie do kota zawsze
      słychać, jak psika, pije wodę czy po prostu chodzi po domu. Ale nie mam na
      razie odwagi zaopiekowac się nowym przyjacielem, denerwuje mnie kot, który juz
      zajął miejsce Misia na dywaniku pod oknem, a co dopiero jakby to robił nowy
      pies? Zresztą jakiego wziąźć? Mika (zawsze wołaliśmy na nią Miś) była
      kundelkiem, ktoś ją podrzucił zimą pod nasz płot gdy była mała (na marginesie
      powinno się napietnowac i zakazać takim ludziom opiekowania się jakimkolwiek
      zwierzeciem). Czy wasz drugi przyjaciel jest podobny do tego pierwszego? Czy
      specjalnie staracie się znaleźć zupełnie innego? Ja boję sie że będę tego
      nowego ciągle porównywać i może mniej kochac? A przecież on nie byłby niczemu
      winien że jest inny... Myślę że minie jeszcze dużo czasu, zanim odważę się
      pomysleć o innym przyjacielu, boję się że znów będe cierpieć:( wiem że jestem
      samolubna, bo przecież może gdzies tam jest coś małego co wymaga opieki, co
      czeka na mnie, a ja tchórzę:( Mam nadzieje że to coś mi wybaczy bo na razie nie
      jestem na to gotowa... choć bardzo mocno brakuje mi tego miękkiego futerka do
      którego mogłam się przytulic, gonienia za piłką, poszukiwania przed kapielą
      (nie wiem jak ona to wyczuwała)... nie, sama nie umiem i mimo iż bardzo
      potępiam takie traktowanie zwierząt, chyba najprościej byłoby mi zaopiekowac
      się takim podrzutkiem, bo nie miałabym innego wyjścia...

      Jeszcze raz dziękuje za wpisy... trochę pomogły... jest trochę lepiej... to
      znaczy nie płacze już przez cały czas, tylko czasami... na pewno więc będę do
      was zaglądac i czytać was...
      pozdrawiam
      • po.prostu.ona Re: (*) 28.06.06r. (*) 09.07.06, 18:16
        Mój drugi pies był pod każdym względem odmienny od pierwszego, a trzeci w
        najmniejszym stopniu nie przypomina dwóch swoich poprzedników. Drugiego psa
        kupiłam w hodowli (pierwszy był kundelkiem) dosyć szybko po śmierci pierwszego –
        ale trzeci pojawił się w moim domu po prawie 20 latach od przedwczesnego
        odejścia drugiego. Nie ma reguły i nie ma recepty. Sama będziesz wiedziała,
        kiedy nadejdzie czas na następcę Misia. Pozdrawiam serdecznie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka