Dodaj do ulubionych

O kotach srywających regularnie

24.07.06, 22:36
do piaskownic. Chciałbym żyć na swoim podwórku normalnie, jestem zdumiony
spostrzegłszy przed momentem, iż panie karmicielki o gołębich sercach kotów,
wynoszą im jedzenie w kubłach. W wiadrach (plastikowych, takich a'la kosz na
śmieci w domu) - po prostu w wiadrach. Na oko kilkanaście kotów (12? 15?)
czekało grzecznie na papu.

Moje dziecko aby pobawić się w piachu, musi się bawić poza piaskownicą. Poza
nią - jest go dużo dookoła, poniewaz koty srywające do niej regularnie,
wymiataja tylnymi kończynami piachu kilogramy poza - jest więc z czego nawet
babke ulepić. Lepiąc wewnątrz, konstruujemy babkę składającą się w 50% z
kocich gówien.

Ja wiem że ludzie maja istotniejsze problemy. Ja jednak mam taki jak wyżej
postawiony. Może ktos ma dla mnie jakąś radę, poza "porozmawiaj z tymi
paniami" "zgłoś do adninistracji" "przykryj piaskownice". Próbowałem.
Powyższe jest drobnym apelem o normalność, wołaniem o szacunek dla tych,
którzy miedzy blokami chcieliby właśnie normalnie życ.
Wydaje mi się, że tzw miłość do zwierząt często przybiera rozmiary perwersji,
jest to dla mnie jakies niewytłumaczalne zboczenie, nie mające nic wspólnego
z hobby, czy litowaniem się nad zwierzętami. Suma sumarum - jest wyrzadzaniem
im krzywdy. Co z tymi babciami więc? Jakiś dozór? Zakład zamknięty?
Obserwuj wątek
      • laskar1 Re: tatusie konsumujący piwo,papierosy przy piask 24.07.06, 23:25
        O prosze! Jest!
        Miły przykład, miłej Pani forumowiczki z życzliwym nastawieniem do swiata -
        sądząc z obecności na tym forum: kochającej zwierzęta.. Ludzi juz rzadziej.
        Karmimy pieski kotki na osiedlu i one są cacy, taaaaak?
        Ale ludzie z innym zdaniem na bolący temat - to już są be?

        Ojoj. Ciężki przypadek.
        Miła Pani. Moja diagnoza jest prosta. Bromik. Węgielek. Tabletki z krzyżykiem.
        To wszystko do wiaderka, wymieszac łopatą - i do buzi.
        I mniej gorzały do lusterka, za to dużo spacerów z podopiecznym. Oddychac
        głęboko.
        Wszystko przejdzie, gwarantuję.

        Przepraszam że zniżam się do Pani poziomu, z zasady nie odpowiadam na aż tak
        denne posty - tu robię wyjątek.
        Był to mój pierwszy i ostatni list do miłej Pani. Po prostu dno.
        Trza się leczyć, babcia..
        Czuwaj
        • cat_s Re: tatusie konsumujący piwo,papierosy przy piask 25.07.06, 00:51
          Laskar,
          Ja się osobiście nie zdziwię, jeśli ten wątek zostanie po prostu skasowany... ;-)
          Pomijając poziom Twojego postu - ... - ja rozumiem, co to jest antropocentryzm.
          Rozumiem, że mu podlegasz bezwzględnie.

          Ale - jeśli ktokolwiek inny przeczyta chociaż raz tego posta - zaryzykuję ;-)

          Ad rem:
          I pieseki bezpańskie, i kotki 'srające' - jak myślisz - skąd się wzięły?
          Z powietrza?
          Raczej nie - z beztroski i bezmyślności tłuków beztroskich takich, jacy generują podobne do Twoich komentarzy.

          Koty załatwiają się tam, gdzie mają odpowiednie warunki. Czyli w piasku.
          Jeśli koty są udomowione - robią to w kuwetach.
          Jeśli są bezpańskie - jak myślisz - zrobią to raczej w piasku piaskownicy czy na betonoym chodniku?

          Podpowiem - tam raczej, gdzie maja szanse swoje pozostałości starannie zagrzebać. Starannie zagrzebać - w przeciwieństwie do wielu ludzi.

          I obarczanie 'winą' kotów bezpańskich, że zachowują się zgodnie ze swoim instynktem - jest równie bezsensowne, co mało eleganckie.

          Może raczej zorganizuj jakąś okolicznę zrzutkę na akcję kastracji/sterylizacji bezpańskich okolicznych kotów/kocic - albo oczyszczanie piaskownic?

          Kawał egocentrycznego i bezmyślnego 'drania' z Ciebie.

          Ale i tak pozdrawiam
          cat_s
          • kirke18 Re: ...popieram cat_s 25.07.06, 08:29
            w całym brzmieniu poprzedniego posta. Nie dziwię się autorowi wątku, że
            wkurzają go kocie nieczystości w piaskownicy, ale ten rodzaj oburzenia jest po
            prostu poniżej krytyki! Walczyć trzeba nie z ludźmi, którzy opiekuja się
            porzuconymi i zdanymi nałaskę losu kotami, ale z idiotyczną sytuacją. Tyle! I
            te teksty do umfany...brrrrr
            • pixie65 laskar 25.07.06, 08:41
              to ty już w pierwszym swoim poście pokazujesz "poziom" sugestią w stosunku do
              karmicielek...post Umfany potwierdza z góry przez ciebie przyjęte założenie i
              masz okazję się odreagować...A wystarczy pójść do administracji i poprosić o
              odpowiednie zabezpieczenie (ogrodzenie) piaskownicy.To należy do ich obowiązków,
              tak samo jak wymiana piasku w piaskownicach i sprzątanie (nie tylko wokół
              piaskownic). Tylko, że to wymaga więcej wysiłku niż wklepanie obraźliwego
              posta...Więcej zrozumienia znajdziesz z pewnością na e-mamie. Tutaj
              antropocentryzm jest mniej popularną postawą...
    • turbomini Re: O kotach srywających regularnie 25.07.06, 08:59
      A ja rozumiem Twoje oburzenie. Kocham zwierzęta bardzo - wszystkie bez wyjątku.
      Jest mi bardzo żal tych bezdomnych, ale...
      W moim poprzednim bloku mieszkała babka, która też była miłośniczką zwierząt, a
      zwłaszcza kotów. Przygarniała takie znajdki, miała ich w końcu tyle, że więcej
      po prostu nie była w stanie przyjąć. A koty przychodziły, ciągle jakieś nowe,
      bo wystawiała dla nich jedzenie. Na początku było ich może z 5. Wybudowała im
      domki na zimę, a na wiosnę koty zaczęły się rozmnażać. Mieliśmy więc na
      podwórku jakieś 10 kotów. Te małe były urocze, ale szybko dorosły. O ile 5
      kotów było do przeżycia, to te 10 zaczęło być już uciążliwych. Pani
      wysterylizowała nawet część kotów (co jej się chwali), ale niewiele to dało, bo
      za rok mieliśmy kolejne 5 kotów z sąsiedniego osiedla. Ponieważ koty wynosiły
      resztki jedzenia ze śmietnika, trawnik przed blokiem wyglądał tak, jakby ktoś
      rozsypał tam parę wiader ze śmieciami. Koty początkowo nieufne i bojaźliwe
      szybko się przyzwyczaiły i zaczęły wchodzić np. na balkony ludziom, którzy
      mieszkali na parterze. Babka, która mieszkała na parterze z malutkim dzieckiem
      po prostu się wyprowadziła i wcale jej się nie dziwię.
      Dla mnie problemem było to, że niektóre z tych kotów zrobiły się agresywne i
      atakowały mojego psa. Kropka atakowana była bez powodu, nawet nie zbliżałyśmy
      się do nich za bardzo i naprawdę nie wiem co powodowało te ataki.
      Ja nie reagowałam, bo w perspektywie miałam wyprowadzkę, a wolałam zachować z
      sąsiadką dobre kontakty (zresztą to była bardzo fajna babeczka). Stało się w
      końcu tak, że ktoś połowę z tych kotów otruł. Ponoć umierały w męczarniach, nie
      było mnie wtedy w mieście, więc wiem ze słyszenia.
      Nic nie przekoloryzowałam. Kocham zwierzęta, ale mam też zdrowy rozsądek.
      Dokarmianie bezdomnych zwierząt nie rozwiązuje problemu ich bezdomności, a
      jedynie stwarza warunki dogodne do rozrodu i przyciąga coraz więcej bezdomnych
      zwierząt. To napędza błędne koło, którego w pewnym momencie nie da się już
      zatrzymać.
      • juven74 Re: O kotach srywających regularnie 25.07.06, 10:12
        Ha!Laskar zbesztany/a prawdopodobnie wylewa już swe żale na forum dla
        sfrustrowanych mam/tatusiów. Nie ma to jak silne kocie lobby!Ja jestem jednak
        za rozmową.Też dokarmiam koty blokowe i po długim okresie obrzucania się
        obelgami i wchodzeniem sobie w szkodę dogadałam się z dozorcami, których
        drażniło dokarmianie dzikich kotów za moje własne pieniądze (czy jakbym je
        wydała na ludzkie sierotki byłoby bardziej milusińsko??).Umówiliśmy się że będę
        czekać aż koty zjedzą i po nich sprzątać.Z ludźmi można się dogadać!Jeśli
        jednak rozmowa laskara z tymi paniami była tak agresywna i pełna jadu jak
        jego/jej post to nie dziwię się że nie pomogło.
        Nawiasem mówiąc co to znaczy "normalność" na osiedlu? Osiedle tylko dla
        ludzi?/tylko dla ludzi normalnych?/tylko dla abstynentów?/tylko dla blondynów??
        Pozdrawiam wszystkich walczących z kociofobami.

        "People who don't like cats were probably mice in an earlier life"
        • laskar1 Re: O kotach srywających regularnie 25.07.06, 11:14
          Ja się postaram maksymalnie zwięźle wyłuszczyć, szczególnie Panu/Pani cats, o
          co z grubsza biega w tym kociocentryzmie u nas, na własnym, zasranym do granic
          mozliwości podwórku. Że o piwnicach oraz rzeczonych piaskownicach nie wspomnę

          Najsajmprzód jednak serdecznie przepraszam wielbicieli kotów, którzy poczuli
          się urazeni formą posta do tej popapranej babci, która jakże fałszywie
          zarzuciła mi picie alkoholu oraz palenie tytoniu w piaskownicy. Nie robie tego.
          Poczułem się urażony fałszywymi powtarzam - jakże bezpodstawnymi zarzutami oraz
          widoczną agresją. Rzeczywiście – taka forma to było okropne, to było zniżenie
          się do poziomu tej niewiasty. Widzicie jednak Drodzy..? Wzięła bromik i
          pomogło. Zapomnijmy już jednak o tym, postaram się hamować. Nie jestem Św
          Franciszkiem, jeśli ktoś zieje w moją strone niczym nie uzasadniona agresją i
          dostaje mi się personalnie, zastanawiam się po prostu dlaczego? Moja teoria na
          ten temat jest niemozliwie wręcz prosta. Ludzie kochający zwierzęta skrywają
          pod maską gołebich serc w stronę psa i kota całe pokłady uczuć, których powinni
          się wstydzić. Zieją nienawiścią do innych. Taki brak solidarności
          miedzygatunkowej. Nie o tym jednak było

          Łuszczę więc. Po pytaniu Pana / Pani cats skad się biora pieski oraz kotki
          bezpańskie czuję się dość mocno zażenowany.. Skoro jednak trzeba odpowiadam:
          najpierw taki jeden piesek / kotek bezpański musi spotkać drugiego pieskakotka
          bezpańskiego. I jeśli nastrój jest odpowiedni, oraz pogoda sprzyja – oraz
          (uwaga! ważne!): jeden kotek jest płci róznej od drugiego - jest, prawda, -
          szansa, że za czas jakiś będziemy mieli jedenaście takich własnie nowych
          piesków kotów bezpańskich, tyle że mniejszych. Bez znaczenia jest fakt, czy
          mamy styczeń, luty, czy grudzień. U mnie koty na osiedlu marcują w styczniu,
          lutym, marcuja w marcu, kwietniu, maju, czerwcu, w lipcu rzadko – bo gorąc
          niemozebny i im się nie chce, w sierpniu, wrzesniu, październiku, listopadzie,
          i wreszcie - marcują również w grudniu. Łatwo się domysleć, że populacja
          bezpańskich kotków jest ściśle w swej liczebności powiązana z populacją
          tzw „karmicielek”, które to traktowałem jak niegroźne dewiantki, do momentu w
          którym ujrzałem, że babcie te zwyczajnie w swiecie chorują na głowę. Wymagaja
          po prostu hospitalizacji – tu pije do tych wiader.
          Tu Droga Pani / Panie cats jest sedno odpowiedzi. Koty ciągna tam, gdzie maja
          darmowe papu w ilościach kontenerowych. Biora się z całej okolicy. Nieszczęsni
          więc ci normalni, którym przyszło w sasiedztwie karmicielek mieszkać. Ja akurat
          mam takiego własnie niefarta. Ale nie zamierzam się z tym pogodzić.

          Nie wiem co mogę więcej napisac w odpowiedzi na pytanie skąd się biora pieski i
          kotki bezpańskie. Tak jak jest populacja kotów dzikich - wiejskich, tak mamy
          populacje kotów miejskich – bardzo pożytecznych w kontekscie naszych
          zaszczurzonych i zamysionych blokowych piwnic. Jełśi jednak mamy taką nisze
          ekologicna miejska jak moje podwórko, gdzie jes miejsce powiedzmy na dwa, trzy
          koty i nagle ich liczba idzie w dziesiątki, zastanawiam się do jasnej ch... –
          co z tym fantem zrobić? Na szczęscie pchły z ppiwnicy doskakują u nas tylko do
          drugiego pietra, ja mieszkam na trzecim, ale wyprawa po dżemy to jest już
          wyzwanie. Smród? Choroby? Dlaczego mam żyć między kotami, skoro tego nie chcę?
          Widząc wiec babcie z wiadrami, po partyzancku w nocy kotłująca się z 15 kotami
          pod moim balkonem – wołam o pomoc

          Ta akcja sterylizacji to jest wyborny pomysł. Jakoś do dzisiaj mi się nie
          chciało, ale trzeba się będzie zastosowac do rady – dziękuję. Zaraportuję tu na
          formum jełsi można jaki jest postęp. Może ktoś wie gdzie mam się ze swoim
          problemem zwrócić w sprawie konkretów?

          Nie mam takiego hobby jak pan Juliusz, który napisał tu kiedyś że, cytuję z
          pamieci: „łapię i sterylizuję koty bezpańskie”. Nie, ja nie mam takiej potrzeby
          aby to robic własnoręcznie – i mimo to uważam się za normalnego. Jak
          wspomniałem - chcę tylko żyć normalnie. Jeszcze raz na serio dziękuję. Zaraz
          odsapne i napisze Panu / Pani cats dlaczego uważam kota za zwierzę na tyle
          inteligentne, ze wymagam od niego omijania za swoją potrzeba piaskownic. Jestem
          w głębokim szoku, że osoba jak czytam z w miare swiatłym umysłem, z horyzontem
          jak sądzę nie przysłoniętym kotem – innymi słowy: potrafiąca wyjrzeć zza kota
          właśnie – uważa, że kot srający do piaskownicy to rzecz jak najbardziej
          normalna. Mam w takim momencie przemozne pragnienie, aby taka osobe ratować.
          Przytulić do piersi i perrorować, że kitranie do piaskownic – obojetnie czy to
          jest zgodne z kocim instynktem, czy nie – to nie jest rzecz normalna. Najlepiej
          swiadczy o tym sam kot. Kiedy grzmoci do piaskownicy, niepewnie rozgląda się na
          boki, kasztani pospiesznie oraz z pewną dozą strachu. Jest wyrażnie
          zestresowany.
          Przeciwnie zachowuje się, kiedy klockuje między krzaczkami (tam również ma
          piach), ew po prostu w zacisznym miejscu na trawniku. Tu ma komfort, jest
          wyraźnie zrelaksowany – nie spieszy się. Dlaczego więc? Tu nie o instynkt
          chodzi, tu chodzi o dyscyplinę. Koty dzikie doskonale wiedzą, że robią coś
          niewłasciwego. Wymagajmy od nich, Droga Pani / Drogi panie – ja w
          przeciwieństwie do Pani / pana uważam, że sa to zwierzeta bardzo inteligentne.
          Gratulacje dla tych, którzy zdołali dotrwać do końca
          Pozdrawiam najserdeczniej
          • vega36 Re: O kotach srywających regularnie 29.07.06, 02:05
            Po pytaniu Pana / Pani cats skad się biora pieski oraz kotki
            > bezpańskie czuję się dość mocno zażenowany.. Skoro jednak trzeba odpowiadam:
            > najpierw taki jeden piesek / kotek bezpański musi spotkać drugiego pieskakotka
            > bezpańskiego. I jeśli nastrój jest odpowiedni, oraz pogoda sprzyja – oraz
            >
            > (uwaga! ważne!): jeden kotek jest płci róznej od drugiego - jest, prawda, -
            > szansa, że za czas jakiś będziemy mieli jedenaście takich własnie nowych
            > piesków kotów bezpańskich, tyle że mniejszych.

            laskar1, Ty naprawdę nie zrozumiałeś, o co chodziło w pytaniu, skąd się biorą
            bezdomne zwierzęta? A może chciałeś się popisać kiepskim dowcipem? Wykazałeś się
            w każdym razie sporymi brakami intelektualnymi. Cóż, od wołu sztuki mięsa i
            rosołu...
        • mist3 Re: O kotach srywających regularnie 25.07.06, 11:25
          Dokarmianie bezdomnych zwierząt sprzyja przede wszystkim temu, by te zwierzęta
          oswoić, wyłapać, wysterylizować, zaszczepić przeciwko róznym chorobom dzięki
          czemu koty nie będą nimi zarażać siebie nawzajem i innych - ludzi i zwierząt.
          Sama dokarmiałam koty (czas przeszły - koty zostały wytrute, 'dzięki czemu' mamy
          teraz szczury - które oczywiście są bardziej milusińskie, zdrowsze i czystsze
          niż te wstrętne kocury). Starałam się po nich sprzątać na ile to możliwe -
          jednak nie wiem czy do moich obowiązków należało sprzątanie również po
          właścicielach psów, pijaczkach sikających do piaskownicy itp.?
          Na agresję ja również odpowiadam agresją, na próbę pomocy, odrobinę życzliwości
          i zainteresowania - chęcią rozmowy i wyjaśnienia sobie pewnych kwestii. Dzięki
          czemu na moim osiedlu parę tych mniej dzikich kotów znalazło swój dom - teraz
          siusiają do własnej osobistej kuwety.
          Oczywiście zbieranie zwierząt jest pewnego rodzaju chorobą psychiczną (jeśli np.
          właścicielka ma ich w jednopokojowym mieszkaniu 30 - męczy się i ona i
          zwierzęta). Z tym, że w Polsce w przeciwieństwie do wielu innych krajów -
          program pomocy takim ludziom nie istnieje.

          Ja również radzę spokojną rozmowę z dokarmiaczkami i próbę znalezienia
          rozwiązania. Możesz oczywiście zastosować środki drastyczne, jak jacyś moi
          wspaniali sąsiedzi (niestety policja ma ważniejsze sprawy na głowie niż zajęcie
          się taką sprawą - w końcu to tylko zwierzęta, głupie koty) - z tym, że nie pisz
          za chwilę na tym forum, że szczury 'srywają' (że użyję twojego wyrażenia) gdzie
          popadnie i całe piwnice są zaszczurzone i zapchlone.
          • cat_s Re: O kotach srywających regularnie 25.07.06, 12:26
            Witam,

            Jak napisała Mist3:
            > Dokarmianie bezdomnych zwierząt sprzyja przede wszystkim temu, by te zwierzęta
            > oswoić, wyłapać, wysterylizować, zaszczepić przeciwko róznym chorobom dzięki
            > czemu koty nie będą nimi zarażać siebie nawzajem i innych - ludzi i zwierząt.

            Tak być powinno.
            Ale nie jest. A wynika to głównie z faktu, że 'osiedlowe babcie dokarmiające' nie mają takiej 'świadomości' proekologicznej, jaką mogą mieć ci, którzy korzystają z internetu.
            I rozumiem naprawdę uciążliwości wynikające z włóczących się 'luzem' kotów - sam mieszkam w okolicy, gdzie takich kotów włóczyło się mnóstwo - dopóki moja kotka ich nie przepędziła ze swojego terytorium ;-)

            laskar1 napisał:
            > Zaraz odsapne i napisze Panu / Pani cats dlaczego uważam kota za zwierzę na
            > tyle inteligentne, ze wymagam od niego omijania za swoją potrzeba piaskownic.

            Jestem cat'sem rodzaju męskiego ;-)
            Tyle tytułem wyjaśnień interpersonalnych.

            Jesli zaś chodzi o inteligencję kotów:
            Błędem jest wymaganie od kotów rozumienia ludzkich intencji.
            Dla kota sprawa jest prosta: jest w piaskownicy piasek - wyborne miejsce do zagrzebania swoich odchodów - i kot tak po prostu robi. To kwestia instynktu a nie inteligencji.

            Koty są 'mądre' w sensie możliwości ich warunkowania w pewnych zakresach - na przykład reagowania na swoje imię albo dźwięk otwieranej lodówki - ale nie wytłumaczysz kotu, choćbyć pękł, że piasek w piaskownicy służy do zabawy dzieciom a nie kotom w celach defekacyjnych.
            Nie wymagajmy od kotów zbyt wiele.

            Raczej może wymagajmy więcej odpowiedzialności od ich właścicieli.
            Bo - zapewniam - te 'srające' po piaskownicach koty w Europie nie znalazły się z własnej woli - nie kupiły sobie biletu na samolot i nie przyleciały z wrednym zamiarem 'srania do piaskownic'.
            Ktoś je tu kiedyś przywiózł i pozwolił mimowolnie zapewne na swobodny rozród.
            Teraz borykamy się z konsekwencjami.
            Ale to nie jest wystarczający powód, żeby koty nienawidzieć, żeby je truć albo rzucać w nie kamieniami.

            Pozdrawiam
            cat_s
            • vega36 Re: O kotach srywających regularnie 29.07.06, 01:58
              > Ale nie jest. A wynika to głównie z faktu, że 'osiedlowe babcie dokarmiające' n
              > ie mają takiej 'świadomości' proekologicznej, jaką mogą mieć ci, którzy korzyst
              > ają z internetu.

              Osiedlowe babcie często nie mają pieniędzy, bo to emerytki lub rencistki. Robią
              co mogą, żeby pomóc zwierzakom, którym naprawdę nie jest łatwo przeżyć na
              blokowiskach.

              > Koty są 'mądre' w sensie możliwości ich warunkowania w pewnych zakresach - na p
              > rzykład reagowania na swoje imię albo dźwięk otwieranej lodówki - ale nie wytłu
              > maczysz kotu, choćbyć pękł, że piasek w piaskownicy służy do zabawy dzieciom a
              > nie kotom w celach defekacyjnych.
              > Nie wymagajmy od kotów zbyt wiele.

              A przede wszystkim - nie wymagajmy od kotów zachowań całkowicie sprzecznych z
              ich naturą, z instynktem.

              > Raczej może wymagajmy więcej odpowiedzialności od ich właścicieli.
              > Bo - zapewniam - te 'srające' po piaskownicach koty w Europie nie znalazły się
              > z własnej woli - nie kupiły sobie biletu na samolot i nie przyleciały z wrednym
              > zamiarem 'srania do piaskownic'.
              > Ktoś je tu kiedyś przywiózł i pozwolił mimowolnie zapewne na swobodny rozród.
              > Teraz borykamy się z konsekwencjami.
              > Ale to nie jest wystarczający powód, żeby koty nienawidzieć, żeby je truć albo
              > rzucać w nie kamieniami.

              Masz rację. Ale ja zastanawiam się, czy w ogóle jest sens pisać o takich
              sprawach na forum. Człowiek, po prostu człowiek, i tak to wie. Imitacji
              człowieka, czyli istoty fizycznie podobnej do człowieka, ale pozbawionej uczuć
              wyższych i umiejętności rozumienia, że nie wspomnę o empatii, i tak nie przekonasz.
    • annb szanowny panie, zyje pan tutaj i teraz 25.07.06, 12:38
      ale jest na to rada
      kredyty mieszkaniowe tanieją
      ziemia jeszcze nie jest taka droga
      brac kredyt
      budowac sie
      miec prywatną piaskownicę
      a dom otoczyc murem z tłuczonym szkłem na górze :)
      powodzenia

      bo dzisiaj kotki a jutro ptaszki a pojutrze pieski a popojutrze staruszki a
      pare dni pozniej tramwaje i autobusy, nisko przelatujące samoloty i fale
      elektromagnetyczne będą przeszkadzac...

      no cóz
      duzo nas na tym swiecie i pewnie to dlatego
      • wiesia.and.company Re: Paradne! Temat dla mnie na czasie, bo właśnie 25.07.06, 13:26
        wczoraj wracałam z cmentarza do domu (osiedle złożone z kilku bloków)
        wybetonowanym podwórkiem, na którym jest "piaskownica". I akurat usłyszałam z
        tej piaskownicy różne bardzo brzydkie słowa skierowane przez chłopaka do swojej
        dziewczyny. Słusznie jej się należało albowiem wsparta o siedziska piaskownicy
        rzygała do piasku, dobrze że się głową nie tarzała w tym swoim urobku. Jej
        chłopak też zresztą pomstował wewnątrz piaskownicy, a za chwilkę wybiegł z
        piaskownicy duży wyżeł, zakopując trochę niechlujnie swój urobek. Zakopywał
        wyrzucając w górę piasek i duże ilości uschniętych liści. I tak sobie koło nich
        przeszłam i przez myśl mi przeszło, że kiedy tak chodzę obok tej piaskownicy,
        to nigdy w niej nie widziałam dzieci i mamuś. Budynek administracji jest tuż
        obok, ale administracja chyba "złożyła broń", bo piasek szary, liści bardzo
        dużo i stłuczki z butelek, no i ta "wytworna para" z psem. Wszystko to w
        piaskownicy. Tak sobie pomyślałam tylko, że przed takimi ludźmi, to ja bym
        ogrodziła ten terenik, niewielkim ogrodzeniem, ale z furtką. Ale już nikt chyba
        tego nie chce. W takiej piaskownicy wygodnie trzyma się nogi, można rozpalić
        ognisko, popić piwo, jest gromadnie i wesolutko. Fajnie jest być dorosłym i
        mieć miejsce do spotkań z kumplami. A dzieci, to i tak mamy zabierają z tego
        betonowego podwórka, żeby sobie krzywdy nie zrobiły. Bardzo ładne betonowe
        podwórko, tu się świetnie tłucze butelki, głos pijany niesie....
        Myślałam o czymś innym, ale ta para z psem w piaskownicy przerwała mi tok
        myślenia o czymś smutnym na bardziej społeczne....
        odskoczyłam myślami
        • umfana piaskownica 25.07.06, 14:28
          Przy osiedlowej piaskownicy królują głównie bycze karki pijący piwo ze swoimi
          nastoletnimi kobietami i ich niedomytymi latoroślami, oraz pasami agresywnych
          ras, które walą kupy na osiedlu gdzie popadnie.
          Rozrywką tego bezrobotnego towarzycha jest mnożenie się... często w nocy na
          ławeczce przy piaskownicy i szczucie kotów bezpańskich na osiedlu przez swoje
          pieski obronne.
          • mama007 czy tak wiele trzeba zeby myslec?? 25.07.06, 15:26
            odrobine, naprawde odrobine.
            jak czlowiekowi przeszkadza ksiazka lezaca na podlodze to co robi? narzeka
            dopoki ktos nie zrobi porzadkow? nie, tylko bierze ja do swojej wypielegnowanej
            raczki i stawia na polce, prawda?
            to czy jak kot sra komus do piaskownicy to co powinien zrobic? narzekac na
            staruszki, ktore dokarmiaja koty (dokarmiaja, zeby z kibla szanownego pana na
            przyklad nie wylazily szczury, a zapasow w piwnicy nie zjadaly myszy...)?
            otoz, drogi panie, taki czlowiek (MYSLACY, zaznaczam, MYSLACY!) powinien wziac
            te swoje cholerne wypielegnowane raczki i ogrodzic piaskownice, zeby kot, kret,
            jez, pies, wlasciciel psa czy inny wol nie zdolal tam nasrac.
            jak nie kot, to bedzie pies przeszkadzal. jak nie nasra tam pies czy kot, to
            zrobi to wielce kulturalna para z postu Wiesi. wszystkich wybijesz?
            ja
            • misia007 Re: czy tak wiele trzeba zeby myslec?? 25.07.06, 17:16
              W piaskownicach można znależć różne dziwne rzeczy a mianowicie duze ilości
              puszek po piwie, mnóstwo petów itp.Problem polega na tym, ze przy piaskownicach
              sa ławeczki dla mam a gdy wieczorem mamy sobie pójdą, to fajnie sie tam pije,
              jara a i siknie od czasu do czasu,bo i tak wszystko mozna zwalic na koty.I taki
              mądrala zali sie potem na forum i czepia karmicielek ale gamoniom uwagi nie
              zwróci bo ryzyko za duze.
    • kakui tej Laska 25.07.06, 17:28
      a skad masz pewnosc ze to koty sie zalatwiaja do piaskownicy?
      widziales? czy sasiad mowil?
      wiesz, u mnie do piaskownicy koty nic nie robia
      zwykle podchmieleni panowie siedza na laweczkach wkolo, spuszczaja pieski ze
      smyczy, pieski robia "kuku" do piaskownicy, panowie jezeli maja potrzebe to
      potrafia oddac mocz takze.

      a powiedz mi jeszcze, co jaki czas jest wymieniany piasek w piaskownicy? wiesz,
      ze jako lokator masz prawo domagac sie wymiany? kiedy ostatni raz wymieniono
      piasek? moze 5 lat temu?
      wiesz, zanim pozwolisz dziecku bawic sie piaskiem, pomysl czym ten piasek jest.
      zapewne twoje dziecko jest wychowywane sterylnie, wszystko czyste i pachnace.
      ale pomysl o tym co jest w samej ziemi (piasek mokry od deszczu, sniegu), nie
      to co wg ciebie koty zostawia w piaskownicy.

      a dlaczego jestes od razu jestes tak nastawiony anty w stosunku do babc? czy to
      z ich winy koty podobno zalatwiaja sie do piaskownicy (zalozmy ze faktycznie to
      widziales)? a jezeli by ich nie karmily to one by tego nie robily?


      piszesz, ze koty wymiataja pelno piachu z piaskownicy. oj przepraszam, kot nie
      ma tak nadzwyczajnej sily zeby to wykopac. raczej podejrzewalabym o to duze psy.
      moze w dzien ich nie widac, ale w nocy?
      • laskar1 Re: ??? 25.07.06, 22:52
        odrobine, naprawde odrobine.
        jak czlowiekowi przeszkadza ksiazka lezaca na podlodze to co robi? narzeka
        dopoki ktos nie zrobi porzadkow? nie, tylko bierze ja do swojej wypielegnowanej
        raczki i stawia na polce, prawda?
        to czy jak kot sra komus do piaskownicy to co powinien zrobic? narzekac na
        staruszki, ktore dokarmiaja koty (dokarmiaja, zeby z kibla szanownego pana na
        przyklad nie wylazily szczury, a zapasow w piwnicy nie zjadaly myszy...)?
        otoz, drogi panie, taki czlowiek (MYSLACY, zaznaczam, MYSLACY!) powinien wziac
        te swoje cholerne wypielegnowane raczki i ogrodzic piaskownice, zeby kot, kret,
        jez, pies, wlasciciel psa czy inny wol nie zdolal tam nasrac.
        jak nie kot, to bedzie pies przeszkadzal. jak nie nasra tam pies czy kot, to
        zrobi to wielce kulturalna para z postu Wiesi. wszystkich wybijesz?
        ja
        • pixie65 Re: ??? 25.07.06, 23:16
          a tego przez nieuwagę tylko nie doczytałeś...?

          "..A wystarczy pójść do administracji i poprosić o
          odpowiednie zabezpieczenie (ogrodzenie) piaskownicy.To należy do ich obowiązków,
          tak samo jak wymiana piasku w piaskownicach i sprzątanie (nie tylko wokół
          piaskownic). Tylko, że to wymaga więcej wysiłku niż wklepanie obraźliwego
          posta..."
          • laskar1 Re: ??? 26.07.06, 00:36
            Doczytałem. Zakładam jednak, że Państwo przeczytaliscie zdania w poście
            zajawkowym, co następuje:

            ""Ja wiem że ludzie maja istotniejsze problemy. Ja jednak mam taki jak wyżej
            postawiony. Może ktos ma dla mnie jakąś radę, poza "porozmawiaj z tymi
            paniami" "zgłoś do adninistracji" "przykryj piaskownice". Próbowałem.
            Powyższe jest drobnym apelem o normalność, wołaniem o szacunek dla tych,
            którzy miedzy blokami chcieliby właśnie normalnie życ."

            - i zdania te sa zrozumiałe.
            Próbowałem. W administracji powiedzieli mi, że skoro teren wokół piaskownicy
            jest wyasfaltowny pod same krawędzie - nie maja patentu. Mam sobie radzić sam,
            jeśli mi kocie odchody przeszkadzaja.
            A przeszkadzaja własnie.

            Ja się staram zwracać do obcych osób z którymi rozmawiam, jeśli oczywiście nie
            sa chore i nie mam pozwolenia na inną formę - per Pan i Pani. Tak mnie w domu
            wychowano.
            Jednak proszę bardzo - mówmy sobie "na ty" nie ma problemu.
            Jeśli więc skarbie dostrzegasz teraz, iz pytasz mnie czy nie doczytałem słów
            myszko o których oszczędzenie - mi i sobie - prosiłem zaraz na wstepie
            ewentualnych adwersarzy, to dostrzeżesz kiciu, iż zwracasz własnie wszystkim
            uwagę, jak druzgocąco dennie się z tobą misiaczku - "rozmawia". Brak - rozumisz
            rybko - wspólnego tematu. Ty żabko swoje - ja staram się na temat.
            Dobranoc skarbie.
            • cat_s Re: ??? 26.07.06, 01:29
              Laskar,
              Jak widać z Twojej korespondencji forumowej - jesteś człowiekiem albo inteligentnym albo inteligentnym i upierdliwym zarazem.
              Jak by nie było - postaraj się proszę, na chwilę chociaż, wejść w skórę takiego 'wolnożyjącego' kota (to eufemizm - 'wolnożyjący kot' - oznacza zazwyczaj kota głodującego i przepędzanego przez wyszystkich).
              I potem się zastanów jeszcze - wybacz formę 'per Ty' - jak Ty byś się czuł w roli takiego kota?

              Pozdrawiam
              - i jesli chodzi o mnie - EOT
              cat_s
            • annb szanowny panie skoro administracja nie 26.07.06, 09:31
              poczuwa się do zabezpieczenia piaskownicy
              proszę zwrócić uwagę administracji ze pan nie będzie się poczuwał do opłaty
              części czynszu
              jeśli panu zależy na piaskownicy to polecam inne fora
              jak wspolnoty mieszkaniowe
              lub społdzielnie-w zależnosci jakie mieszkanie pan posiada
              a tam już pana pokierują .

            • ewalyczko Re: ??? 27.07.06, 12:04
              Czytam te posty i czyta i ogrania mnie przerażenie...
              Należy się jakoś nauczyć koegzystencji z kotami... Może faktycznie dobrym
              pomysłem będzie to, aby złożyć się ze wszystkimi lokatorami z bloku i ogrodzić
              piaskownice- jeżeli administracja ma to gdzieś...Wtedy koty znajda inne miejsce
              a dzieci nie będą znajdować kocich kupek

              Także bardzo kocham zwierzęta... Mam w domu dwa koty... Jednego 4- tygodniowego
              wzięłam od nienormalnego faceta ze wsi, który nie karmił swoich pół dzikich
              psów i one zjadały małe kotki, a drugiego 6- tygodniwego ze schroniska w tą
              zimę... Nie rozumiem ludzi, którzy nie kochają zwierząt, ale to ich wybór...
              Nie rozumiem także ludzi, którzy niby są takimi miłośnikami np. kotów, a
              jednocześnie są tacy krótkowzroczni i nieodpowiedzialni...
              Kochani koty nie wzięły się z kosmosu na ulicach, wzięły się z głupoty
              człowieka... Dlatego, że gdy są małe są takie piękne, ale gdy już dorosną to
              zaczynają się nudzić...I wtedy co robią niektórzy- wyrzucają na ulicę.... To
              nie wina psa czy kota, że załatwia się do piaskownicy... To jest instynkt...
              Ja rozumiem, że najważniejsze jest dziecko, ale kurcze kiedyś także były psy,
              koty i piaskownice...Kiedyś także były kocie kupy w piaskownicach a każdy z nas
              żyje, pomimo że pewnie nie raz jakąś znalazł...

              Problem człowieka jest taki, że to ona zajmuje naturalne tereny zwierząt i tak
              naprawdę musi sobie z tym radzić sam...
            • vega36 Re: ??? 29.07.06, 02:10
              laskar1 napisał:

              > Ja się staram zwracać do obcych osób z którymi rozmawiam, jeśli oczywiście nie
              > sa chore i nie mam pozwolenia na inną formę - per Pan i Pani. Tak mnie w domu
              > wychowano.
              > Jednak proszę bardzo - mówmy sobie "na ty" nie ma problemu.
              > Jeśli więc skarbie dostrzegasz teraz, iz pytasz mnie czy nie doczytałem słów
              > myszko o których oszczędzenie - mi i sobie - prosiłem zaraz na wstepie
              > ewentualnych adwersarzy, to dostrzeżesz kiciu, iż zwracasz własnie wszystkim
              > uwagę, jak druzgocąco dennie się z tobą misiaczku - "rozmawia". Brak - rozumisz
              >
              > rybko - wspólnego tematu. Ty żabko swoje - ja staram się na temat.
              > Dobranoc skarbie.

              Czy Ty sobie za dużo nie pozwalasz?
        • mama007 Re: ??? 26.07.06, 08:29
          Brak mi słów - szczerze mówiąc.. Pani ta sama sobie odpisuje na posty - używa
          róznych nick-ów - i wykazuje, mówiąc najdelikatniej jak potrafię, aby znowu
          kogoś broń Boże nie urazić - anormalne cechy osobowości. Ja nie wiem czy może
          ta Pani doswiadczyła całego szeregu przykrych doświadczeń, które nam tu
          wymieniła na koniec, czy jest to moze jakaś lista życzeń - aby mnie to wszystko
          spotkało naraz?? Zgubiłem się. Nie wiem. Nie wiem naprawdę co mają ropiejące
          nogi do kota kitrającego w piaskownicę.. O co tu chodzi, jak rany...

          niby na forum piszesz, a co to sygnaturka juz nie doczytales, nie...? i jeszcze
          mi te moje nicki pokaz, bo jakos chyba przeoczylam
          • juven74 Re: ??? 26.07.06, 09:33
            Szanowny Panie laskar1. Ten problem najwyraźniej Pana przerasta. Najlepiej
            będzie zwrócić się na inne forum gdzie ludzie normalni i na poziomie zrozumieją
            Pana bolesny problem. Dalszą wymianę postów na forum miłośników zwierząt uważam
            za bezsensowną ale oczywiście ma Pan prawo.... tylko po co (może z nudy?)
            • szuwary4 Re: ??? 26.07.06, 13:03
              Pierwszą i rodzącą wszystkie nastepne patologią jest istnienie czegos takiego
              jak kot bezdomny, najczęściej wtórnie zdziczały. Kot jest bowiem zwierzęciem
              udomowionym, które człowiek zaprosił do swego gospodarstwa, by mu służyło jako
              tępiciel gryzoni już w starożytnym Egipcie. A ponieważ swietnie się w tej roli
              sprawdzał a w dodatku jeszcze okazał się dla wielu ludzi miłym towarzystwem
              rozwieziono to egzotyczne zwierzę po całej niemal kuli ziemskiej pozbawiając go
              tym samym jego niszy ekologicznej, w której radził sobie bez pomocy człowieka, a
              jego populacja była regulowana przez naturalnych wrogów. Teraz zwierzę to bez
              wytworów cywilizacyjnych w podstaci jakiejś, piwnicy, szopy, stodoły czy choćby
              śmietnika nie mówiąc już o domu - się nie obejdzie, bo nie wykopie sobie ani
              jamy , ani nie wejdzie do dziupli ani nie znajdzie szałasu z gałęzi. Szuka
              miejsca i opieki u tego, kto zmienił jego sytuację u podstaw - u człowieka. I
              jest obowiązkiem człowieka - tę opiekę mu zapewnić. Tymczasem człowiek co robi?
              Gdy mu jego obecność już nie na ręke - po prostu wyrzuca je i skazuje na pastwę
              losu. Biedne to zwierzę próbuje sobie w tak trudnej sytuacji poradzić jak umie.
              A zazwyczaj -powtarzam - bez pomocy czlowieka nie za bardzo umie, bo 3000 a
              nawet 4000 lat to za mało by natura ewolucyjnie mogła wytworzyć jakieś naprawdę
              dobre przystosowania, zwłaszcza w sposobie funkcjonowania organów wewnętrznych,
              mechanizmach immunologicznych, termoregulacji. Ludzie, ktorzy je wyrzucają o
              tym nie myślą, inni po prostu są zabiegani, zajęci swymi sprawami więc nawet im
              do głowy nie przyjdzie się tym zajmować i zauważają kota dopiero, gdy dają o
              sobie znać w niemiły sposób, skutki jego niekontrolowanej obecności na
              podwórkach. Są jednak tacy, którzy rozumieją, że kot bez pomocy człowieka jest
              skazany na zycie będące rozłożoną w czasie bolesną agonią, bo ulica
              europejskiego miasta to jednak nie wybrzeża starozytnego Nilu gdzie były zbiory
              dwa razy do roku, w zwiazku z czym żyła tam tak wielka ilosć drobnych gryzoni,
              że bez niczyjej łaski mógł się wyżywic. A chcę zaznaczyc, że szczur to nie jest
              gryzoń, na ktorego może zapolować każdy kot. Jest na tyle duży, że ważą się na
              to tylko koty najsilniejsze i największe. Rola kota w zwalczaniu tego gryzonia
              polega na tym, ze szczurzyce nie zakładają gniazd w jego obecności. Tymi
              właśnie Ludźmi, którzy z jednej strony rozumieją tę tragiczna sytuację kota,a z
              drugiej współczują mu, że tak niesprawiedliwie doswiadczanego udręki z powodu
              ludzkiej beztroski i poczucia bezkarności - są właśnie te babcie wariatki
              dokarmicielki. To one próbują wyrównać tę niegodziwość człowieka wobec
              zwierzęcia. Można ich wyzywać, żądać by - skoro karmią - to zrobiły tak, żeby
              nie było żadnych śladów obecności kotów , oskarżać o kłopotliwy wzrost
              populacji, posyłać do szpitali psychiatrycznych... wytruć istoty, dla których
              się poswięcają, i z którymi są zazwyczaj bardzo silnie związane emocjonalnie...
              Można. Zwłaszcza w Polsce można je zaszczuwać na rózne sposoby i dowieść bardzo
              sprawnie swej racji... Ale mozna też przygarnąć takie kociątko z podwórka do
              domu, wysterylizować je i dac opiekę. To juz nie będzie obsikujący dziecku
              piaskownicę kocur, ani beznadziejnie rozmnażająca się kotka - ale miły
              towarzysz. Można zaoferować takiej dokarmicielce pomoc pieniężną czy
              organizacyjną w sterylizacji, włączyć się w szukanie domu dla kotków umiesczając
              choćby ogłoszenie w swym komputerze... Można... o! nie watpię w inteligencję
              i pomysłowość Tych Szanownych Państwa, którzy będą mieć dobrą wolę.

              A załozyciela wątku chcę zapytać, dlaczego przykrywanie piaskownicy się nie
              sprawdziło, bo w moim otoczeniu ten pomysł wypalił. Pozdrawiam
                • wiesia.and.company Re: A właściwie, to który problem jest problemem? 26.07.06, 14:46
                  Jest taki problem: "Poza nią (piaskownicą)- jest go (piasku) dużo dookoła,
                  poniewaz koty srywające do niej regularnie, wymiataja tylnymi kończynami piachu
                  kilogramy poza - jest więc z czego nawet babke ulepić. Lepiąc wewnątrz,
                  konstruujemy babkę składającą się w 50% z kocich gówien."
                  Problem: kilogramy piachu poza piaskownicą - czyli piaskownica nie jest
                  ogrodzona, a więc problemem jest nieogrodzona piaskownica, bo gdyby była
                  zabezpieczona, to poza ogrodzenie miałby siłę wyrzucić kilogramy piachu raczej
                  człowiek, duży bardzo pies (ale kilogramy....?) a kot?

                  Ja wiem że ludzie maja istotniejsze problemy. Ja jednak mam taki jak wyżej
                  postawiony. Może ktos ma dla mnie jakąś radę, poza "porozmawiaj z tymi
                  paniami" "zgłoś do adninistracji" "przykryj piaskownice". Próbowałem.

                  A tu znów problem babć... bo mieszkają w bloku zamiast w zakładzie zamkniętym
                  lub być pod dozorem:
                  "Wydaje mi się, że tzw miłość do zwierząt często przybiera rozmiary perwersji,
                  jest to dla mnie jakies niewytłumaczalne zboczenie, nie mające nic wspólnego
                  z hobby, czy litowaniem się nad zwierzętami. Suma sumarum - jest wyrzadzaniem
                  im krzywdy. Co z tymi babciami więc? Jakiś dozór? Zakład zamknięty?"

                  Jakieś to niespójne. I tak te babcie tabunami chodzą i karmią całe stada, które
                  całymi stadami i wspólnym wysiłkiem robią na złość autorowi, bo nie chcą
                  ogrodzić ani przykryć piaskownicy? Może by skrzyknąć tych, co w tej piaskownicy
                  wieczorami posiadują i tak przykryć ten skrawek piasku wśród betonowej blokowej
                  pustyni? Sam jeden biedny człowiek ze swoim dzieckiem nie poradzi przy tych
                  babciach i stadach kocich bestii.
                  Czy są inne mamy i tatusiowie? A co oni wobec samotnej akcji autora?
                • kaczuszka5555555555 Re: ??? 26.07.06, 21:06
                  ja tez ma problem z kotami, tyletylko że nie mieszkam w bloku a w domu
                  jednorodzinnyvm.Moja była sądiadka(mówie była bo juz się wyprowadziła)
                  nasprowadzała sobie chyba z 10 kotów którek dokarmiała.okey, w tym że dokarmiała
                  bezdomne zwierzeta nie było nic złego, do momentu gdy te koty zaczęły
                  przechodzić przez ogrodzenie na moją posesję.były i są wszędzie, w piwnicy, pod
                  balkonem na tyłach ogrodu a mój niesdzczęsny pies jak je widzi dostaje pio
                  prostu szału.nie można go opanowac, dusi sie i wyrywa.tak więc ja mam problem bo
                  koty łażą nocami po ogrodzie, pies szczeka, a ja nie mogę spac(nie mówiąc o
                  sasiadach, bo mój pies ma dość donośny głos).no a cała sprawczyni zdazrenia
                  wyprowadziła się zastawiając koty.masakra!!!!(wkońcu się ywżaliłam).
                  • umfana Prosta sprawa na koty - preparat odstraszacz, etc 26.07.06, 21:36
                    1. Można kupić takipreparat w aerozolu i spryskiwać co jakiś czas miejsca, gdzie
                    nie chcemy, aby kociska laziły. Peparat jest tani.

                    2. Laskr1 możesz kupić kuwetę ze żwirkiem i postawić ją przy paskownicy,
                    oczywiście dabając o jej czystość :o)

                    Pozdrawiam wszystkie trolle!
                  • mama007 Re: ??? 27.07.06, 08:13
                    a dlaczego pies jest przywiazany w nocy? pusc go, koty nie beda przychodzily,
                    bo bedzie na podworku pies, a potem to zapamietaja i bedziesz miala spokoj.
                    nie pisze oczywiscie o jakims szczuciu, ale jak koty zobacza psa na podworku to
                    po rpostu beda omijaly je z daleka. ten pies caly czas tak uwiazany jest?
                    aga
                    • kaczuszka5555555555 Re: ??? 27.07.06, 12:33
                      nie...problem w tym że ja go nie moge puścić, bo on mi po pierwsze zagryzie
                      kota, a boje się że wściekliżną się zarazi.po drugie notorycznie kopie dziury
                      pod siatką więc kot przeliciałby pod siatka a on za nim no i po prostu nie
                      znalazłabym go już.
              • vega36 Re: ??? 29.07.06, 02:14
                Wspaniała analiza. Gratuluję :))) Przepraszam za pytanie, niestosowne na forum.
                Kim jesteś z zawodu? Zachwyciłeś mnie tym tekstem :)))
        • vega36 Re: ??? 29.07.06, 01:36
          Masz rację. Ci, którzy lubią zwierzęta i piszą o tym, nadają się tylko do
          zakładu zamkniętego - tego bez klamek. Najlepiej więc ich pozamykać. Bezdomne
          koty najlepiej wykończyć, bo z braku opieki człowieka załatwiają się
          instynktownie do piasku, tak jak robiły w toku ewolucji, żeby zacierać za sobą
          ślady i umożliwić przetrwanie gatunkowi. Brudzą, roznoszą choroby,
          przeszkadzają, prawda? Nie będzie więc obrońców zwierząt, nie będzie samych
          zwirząt, na świecie zapanuje powszechna radość i pokój. Ludzie, czy Wy czasem
          myślicie? Kot też myśli, czuje, chce normalnie żyć. I ma do tego prawo, tak samo
          jak ktoś, komu przeszkadza, że zwierzę ma normalne potrzeby fizjologiczne.

          Może by więc tak Homo Sapiens pomyślał, że obok istnieją inne gatunki? Zwierzę
          jest słabsze, uzależnione od człowieka. Dlaczego niektórzy przedstawiciele Homo
          Sapiens nie rozumieją prostej prawdy CZŁOWIEK JEST ODPOWIEDZIALNY ZA
          ZWIERZĘTA, szczególnie za te, które udomowił w toku ewolucji?
          • vega36 Re: ??? 29.07.06, 02:21
            A to tekst do laskar1. Skąd w ogóle się biorą tacy nieczuli ludzie? Pewnie w
            dzieciństwie słyszał, że zwierzak to wróg.
    • jul-kot Re:Drogi Panie Laskar ... 27.07.06, 10:45
      Witam!
      Drogi Panie Laskar ... Miło mi, że Pan wspomniał o mnie, dawno już się nie
      spotykaliśmy. Rzadko tu teraz zaglądam, bo mam kłopoty, ale zajrzałem, i
      proszę. Wspomniał mnie ktoś, i to jak skutecznie. Sam Pan sobie odpowiedział na
      swoje pytanie, kotki po prostu trzeba sterylizować. Miasto Warszawa rozdzieliło
      niedawno kilkaset tysięcy złotych pomiędzy fundacje zajmujące się tym
      problemem, pieniądze te są przeznaczone głównie na to. Może zamiast narzekać,
      zwróciłby się Pan do którejś z tych fundacji, ich spis znajdzie Pan w
      komunikatach Biura Ochrony Środowiska na liście przyznanych dotacji.
      Gdyby wcześniej zajął się Pan tym problemem, może teraz nie byłoby tyle papu
      wynoszonego przez staruszki i tyle srających kotków, a Pan mógłby się zająć na
      przykład srającymi gdzie popadnie, przy swoich właścicielach, również do
      piaskownic, PIESKAMI ...
      Czy to panu nie przeszkadza? A może ma pan pieska, którego również wyprowadza
      Pan na tzw. spacer przed blok?
      A tak na marginesie. Na moim podwórku jest piękna piaskownica wśród zieleni,
      ogrodzona tak skutecznie, że koty tam nie wchodzą. Za to ludzie ... Od
      zmierzchu do póżnej nocy słychać tam pijackie wrzaski i ujadanie psów, żrących
      się nawzajem, w piaskownicy i w dalszym otoczeniu. Takie jest życie, Panie
      Laskar, i tak wygląda mieszkanie w blokowiskach.
      Pozdrawiam, Juliusz.
      • ania.bu Re:Drogi Panie Laskar ... 27.07.06, 11:47
        U nas na osiedlu kotów nie ma, bo zostały wytrute, ale okazało się, że psy
        również przeszkadzają. Administracja wymieniła piasek w piaskownicach i je
        ogrodziła. I co się teraz dzieję? Ano, nikt nie zamyka furtek, o każdej porze
        dnia i nocy stoją otworem, a dzieci na oczach swoich mamuś dewastują
        ogrodzenie.I teraz nie ma na kogo zwalić i jest spokój. Acha, a masa szczurów w
        biały dzień spaceruje sobie wśród siedzących na ławeczkach mamuś i nikt nie
        zwraca na to uwagi.
          • laskar1 Re: Ho, ho.. 27.07.06, 22:00
            No nieeeeeee... No nie mogę. Łza – normalnie łza mię się w oczu zakręciła i
            chyba się zaraz udam po chusteczki higieniczne „Velvet”, jakżem teraz Pana –
            Panie Juliuszu tu zobaczył. Kopę lat! Toż Pan to Pan jesteś prawdziwy weteran
            tego forum! – kombatant wręcz!, wielokrotnie nękany przez niżej podpisanego
            kombatant, targany tu niemiłosiernie za argument.. Nie powiem – a raczej
            przyznaje się: tęskniłem za Panem. Funkcjonujesz Pan bowiem w mojej świadomosci
            jako człowiek wyjątkowo szlachetny, taki wiesz Pan: wzór. Chodząca – a raczej
            pisząca – dobroć. Taki mjot1 II. No proszę! Ale niespodzianka.. Ja wciąż nie
            mogę cholera wiesz Pan, przeżyć – rozumie Pan, Panie Juliuszu: nie mogę
            przeżyć – że marnujesz się Pan na te koty. Ta dobra cząstka, ta jasna strona
            naszego wnętrza – kurka wodna – na koty. Pewnie oczywiście tak nie jest do
            końca, ale ja sobie tak Pana kiedyś zbudowałem – i w niezrealizowanej ambicji
            namówienia na wieczorną lekturę bajki dzieciakom w Laskach wciąż pozostaję.

            Ho ho, no nie mogę.. To już chyba tylko Pan może pamiętać takie wątki
            jak „Uwaga!!!! Bardzo drastyczny temat!!!”, „Ranking żwirków zbrylających”,
            czy „Moja papuga gwałci poduszkę. Co robić?”. Że nie wspomnę o: „Spółdzielnia z
            Elbląskiej koty morduje!!!”... Albo, o, o, - to był chyba mój najulubieńszy,
            przy którym mdlałem i wahlowałem się klawiaturą: „Legendarny pies z Wołomina”.
            Legendarny. Z Wołomina. To był dopiero horror.. To były, prawda, czasy. A te
            cocker spaniele..? Pamiętam, rany boskie, do dziś to gremium pamiętam. Aż teraz
            mnie ciarki przeszły.. Ileż ja miałem samozaparcia, żeby te damy wyeksmitowac z
            publicznego na prywatne forum, gdzie pewnie kotłują się z tymi cocker
            spanielami do dziś. Brrrrr.. nie ma nic obrzydliwszego niż gorszenie młodzieży
            tu obecnej spaczonym podejściem do żywych stworzeń, ci fryzjerzy, manicure,
            wątróbki k... na sniadanie, „czy nie za często..?” itd. w ten deseń.... „Dzis
            wstałam rano, jest piekne słońce, a mój Gryzio własnie wrócił od kosmetyczki.
            Co u was?” Ja to pamiętam.. Nie wiedziałem że tacy ludzie istnieja.. Żal,
            przemożny żal – że nie ma np. tutaj już Venus Barbary, która ryczała tygodniami
            namawiając do krucjaty przeciw studentom wpychającym koty do butelek – kotki
            bonsai – pamięta Pan? I co najśmiesniejsze – pardon: musze się wysmiać, bo do
            dzis dostaje drgawek – już, dziękuję, przepraszam – tygodniami więc kolejnymi
            nie dawała sobie wytłumaczyć, że to po prostu denny żart i fotomontaż z
            Internetu.. Choc nie tacy jak ja próbowali jej łuszczyć! Ja na temacie
            komunikacji w rzeczywistości wirtualnej już z dwoma tematami prac tu
            pojechałem, i jeszcze troche czasu więcej, a pewnie i tytułów bym się
            dochrapał. Zgroza.

            Nie było by mnie tu teraz, gdyby nie te kubły. Nie mam kiedy niestety.. Kubły,
            Panie Juliuszu.. Mieszkałem długo w takim miejscu, że tam sam kubeł – pusty –
            to był ci dopiero majątek! Jak Pan widzi powyżej, ciągle z wytrwałością godną
            lepszej sprawy muszę tłumaczyć zacnym forumowiczom, że tak naprawdę forum
            zatytułowane „Zwierzęta” nie do końca o zwierzetach jest. Jest o nas samych. Ci
            co kaza mi się wynosić na inne strony, pewnie jak grali w piłke w podstawówce i
            przegrywali na minutę przed gwizdkiem 0:3 – spuszczali głowę. Ja jestem z tych
            ambitniejszych chyba, bo biegałem zawsze jak ten głupi do końca. O zakitranej
            piaskownicy nie rozmawiam więc na forum, „społeczeństwo” czy „podwórko” – ale
            na forum Zwierzęta. To nie społeczeństwo kitra akurat do mojej piaskownicy,
            może trudno w to uwierzyc, ale sa tam tylko kupy kocie. Jedzie za
            przeproszeniem tak, że żaden pies się tam nawet nie zbliża. Na tych poprzednich
            forach będą mnie poklepywac po ramionach, tu likwiduję problem, że tak powiem|:
            u źródła.. Mam szansę uświadomić „przy okazji” zbłakanym owieczkom, jaką
            zakitraną piaskownica jest czasami ich egzystencja pospołu z kotem. Widać to
            gołym okiem; widać po formie zwracania się do innych osób. Głaszczę kota, a
            potem zione. Ciekawe. Fascynujące wręcz.. Ja pewnie nie jestem czasami lepszy,
            ale pracuje nad sobą.. Moja przewaga nad piszącymi tu swoje słowa jest taka,
            że ja po pierwsze nie mam kota, po drugie – zza kota dawno już wyjrzałem. Nie
            wiem czy to własciwe miejsce z innego powodu. Są tu dzieci po prostu martwiące
            się swoimi zwierzątkami. Ale one nic z tego i tak nie pojmą – nie czytają
            postów ponad dziesięc zdań - i chwała Ojcu Dyrektorowi. Co by więc nie mówić –
            to co sobie tu czasem piszemy jest więc od 18 lat. Dlatego kiedyś podpisywałem
            się tomaszxxx.

            Ja nie wiem czy mogę jakoś pomóc w tych Pana kłopotach. Kiedy chyba w 2002 po,
            prawda, – karczemnej awanturze na tym forum, kiedy o ile pamiętam nie było
            jeszcze moderowania i jednym z ładniejszych słów którymi mnie wielbiciele o
            gołebich sercach zwierząt – obrzucali, było „won z tego forum kocia pało” - z
            desperacji założyłem non profitową firmę, która trzyma się do dziś. „Fundacje”
            bezecnie się kojarzą, ale my niestety nie mieliśmy wyjścia – i tez z nas
            fundacja. Pomagamy ludziom. Tylko i wyłącznie. Dopóki ostatni człowiek cierpi,
            pierwszy kot czeka w kolejce. Zupełnie jak te przy piaskownicy. Statutowo mamy
            obowiązek wydać wszystkie zarobione pieniądze, utrzymujemy się wyłącznie ze
            sprzedawanych obrazów olejnych. Takie tam, wie Pan – chyba to wszystko po to,
            żebym rzeczywiście nie miał czasu podrapać się w d...Idzie to co prawda
            ostatnio jak krew z nosa – ale jeśli będę mógł w czyms Panu pomóc –pomogę.
            Z pozdrowieniami
            T.

            • mjot1 Re: Ho, ho.. 28.07.06, 10:44
              Czymżesz byłby żywot gdyby nie problemy?
              Hm... Niechybnie otchłanią bezbarwną i pustą jeno...
              O ile mnie pamięć ma kiepska nie zawodzi swego czasu opuściłeś Pan Panie
              Tomaszu skupiska ludzkie i zaszyłeś się gdzieś na uboczu.
              Widzę jednak, że jak na prawdziwego społecznika przystało wróciłeś.
              Słusznie. Wszak jedynie będąc w środku prawdziwych nieszczęść ludzkość
              gnębiących skuteczny można nieszczęściom tym dać odpór.
              Chwała Ci dobry człowieku za to żeś wrócił i dzielnie do boju stanął.
              Cieszę się Panie Tomaszu, iż dane jest Waści kroczyć przez życie niosąc
              maluczkim dobro i radość. Zaiste rzadki to i nielicznym tylko dan przywilej...

              Szczere życzenia samych sukcesów jeno i
              Najniższe ukłony!
              z chałupinki zaszytej w „krzakach” przesyła aspołeczny M.J.
              • laskar1 Re: Ho, ho.. 02.08.06, 19:11
                Napisałem do Pana, Panie mjot dziś koło południa zakładając nowy wątek - nie
                chciałem pisać do Pana w wątku pod jakże grubiańskim tytułem. Do Pana - jakoś
                mi tu nie pasuje. Nie przystoi. Widzę że muszę jednak, bo post zniknął z forum.
                Nie wiem dlaczego.
                Ja Drogi Panie mjot wziąłem sobie do serce Pana radę sprzed lat. Idę w Pana
                ślady. Kończę już powoli - nie mam jeszcze desek na posadzkach, drzwi
                wewnętrznych, dom nie jest otynkowany - trochę żeśmy przeholowali z metrażem..
                Ale miejsce bajkowe. Tylko 3,5 godz. od Warszawy. W każdej wolnej chwili pakuję
                familię i jedziemy - a jeśli uda się jeszcze wygospodarować dwa dni z początku
                tygodnia wolne, to korzystamy tak jak teraz właśnie.
                Bajka - niech mi Pan wierzy. Jako chłop spod lasu muszę Panu powiedzieć, że
                widok kołującego orła nad chałupą rozkłada emocjonalnie. Wewnętrznie oczyszcza.
                Wie ten, kto widział. W mieście, między całą rzeszą ludzi o których przyszło
                się nam potykać, jedynego orła jakiego może Pan zobaczyć - to tego wywiniętego
                na psim gó..e na trawniku.
                Ale ja już kiedyś o tym chyba pisałem. Powtarzam się.
                Takie mam hobby jak Pan widzi - wszak forum to pod "hobby" zdaje się podpada..
                Pana stare posty oprawione - czekają. Powieszę, coby sobie każdy wart ich -
                poczytał.

                Mocno pozdrawiam!
                T.
                • mjot1 Cieszę się... 02.08.06, 21:01
                  „Bajka - niech mi Pan wierzy.
                  ...widok kołującego orła nad chałupą rozkłada emocjonalnie. Wewnętrznie
                  oczyszcza. Wie ten, kto widział.”
                  Wierzę Panie Tomaszu.
                  I cieszę się, że Pan owo piękno, które nas otacza dostrzec potrafi. Raduję się
                  tym bardziej, iż (jak czytam) dostrzega Pan jeszcze owo „coś”.
                  Przez lata obserwując (niejako z boku) ludzi muszę stwierdzić, że większość z
                  nas sprawia wrażenie ślepych, głuchych i bez czucia. A przecie wystarczy tylko
                  schylić kark...
                  Widoku orła szczerze Panu zazdroszczę.
                  Mnie niestety było dane kilka jeno razy i to z oddali dostojnego owego
                  drapieżcę dostrzec. Natomiast Moja Zdecydowanie Lepsza Połowa miała szczęście
                  podziwiać młodego przedniego zrywającego się do lotu o kilka metrów od naszej
                  chałupinki i następnie kołującego nad polanką przez długi długi czas... No, ale
                  Ona lepsza jest przecie zdecydowanie :-)
                  Cieszę się wraz z Panem, że dom, choć powoli to jednak kończysz i że jak Waść
                  piszesz swe „miejsce bajkowe” znalazłeś.
                  Bo dom to miejsce właśnie. Miejsce do którego się tęskni, do którego tak
                  ciągnie, tak chętnie się wraca...

                  Najniższe ukłony!
                  ze starusieńkiej chałupinki w krzakach zaszytej przesyła M.J.
                  • laskar1 Re: słów kilka 04.08.06, 14:07
                    Widzi Pan, Panie mjot.. Filozofia tego wszystkiego chyba jest prosta. Każdy
                    chce byc szczęsliwy i każdy radzi sobie jak może. Jedni są szczęsliwi kisząc
                    sie z czworonogiem we własnym M, inni się duszą nawet jak nie są ograniczeni
                    czterema ścianami. Duszą się Panie mjot. Hasło "kiedyś było lepiej" generalnie
                    jest mi obce, cieszę się tym co mam teraz i z dnia na dzień staram się być
                    bardziej szczęsliwy. Nawet staram się trochę dzielić tym z innymi, taki kaprys.
                    A jednak.. Kiedyś chyba pod interesującym nas względem - było lepiej..
                    Kot jest dla mnie - wie Pan, takim wyznacznikiem normalności naszych czasów,
                    taką wskazówką. Po latach mieszkania w bloku widzę, że ze zwierzaków robi się
                    normalnych debili. Kota robi się w konia. Kiedyś naprawdę było normlniej,
                    dopóki ludzi nie zaczli "pomagać" dzikim - jak by nie patrzeć - zwierzętom i
                    babrać we względnej równowadze swoje paluchy - bo populacja miejskich kotów
                    blokowych była na tyle liczna, na ile starczyło myszy i innych gryzoni. Te koty
                    które nie znajdowały dla siebie miejsca nie zdychały z głodu. Nigdy nie
                    widziałem kota zdychającego z głodu w mieście - te które nie dawały sobie rady
                    na podwórku x emigrowały poza, lub przenosiły się na działki, ogródki, etc.
                    Przepraszam, pomyłka: te które nie znalazły sobie w końcu miejsca - zdychały.
                    Mnie jednak nie było dane spotkać i widzieć. Tak to wygląda w przyrodzie,
                    powinno wyglądać w warunkach populacji kota miejskiego. Okrutne? Nie wiem. Jak
                    jest w warunkach dzikiej przyrody? Właśnie tak. Identycznie. Nie wszyscy
                    przeżywają. Człowiek między blokami chce, żeby przeżyły wszystkie. Nie mozna
                    mieć o to pretensji, bo sam powyrzucał i teraz ma obowiązek dbać? Nieprawda.
                    Populacja kota miejskiego to nie są koty powyrzucane. To są koty dzikie, żyjące
                    między blokami od kiedy bloki powstały. Świetnie sobie dając radę! Wśród nich
                    margines stanowią koty wyrzucone przez bezdusznych ludzi. Znakiem naszych
                    czasów jest zakłócenie takiej względnej równowagi sprzed lat przez człowieka pt
                    dokarmiacz na skalę przemysłową. I święte oburzenie.. "Laboga, przecież to
                    kotki..! Kotki... Jak można być tak nieczułym??" Brzydzę się tym, przeciez Pan
                    wie, Panie mjot. Bo tu tak naprawdę nie chodzi o kota. Chodzi o spokój własnego
                    sumienia. Oszukiwanie się kotem. Dobry jestem, bo kota karmię - czyż nie? A
                    potem się okazuje, że kota karmi babcia, która przepiła dwa mieszkania wnukom,
                    z rodziną nie utrzymuje kontaktu bo to darmozjady i wichrzyciele, a do obcego
                    człowieka nie potraf się odezwać inaczej niż "zajmij się Pan swoimi sprawami".
                    Zakłamanie ludzi wpatrzonych w miękkie futerka swoich pupili. A cała reszta -
                    twój wróg. Odraza.

                    Tak jak pod tym moim lasem: wszystko czego się człowiek dotknie: w ruinę, albo
                    namiastkę ruiny. Kormorany pod ochronę - cacy. I wyżarły ponad połowe pogłowia
                    ryb. Bobry? Na setki. Taki bóbr niedługo zacznie Panu własną noge podgryzać,
                    jak Pan niezauważy.. Bocian czarny? koło mnie jest rezerwat "Piłackie
                    wzgórza". "Piłackie", nie "pijackie" panie Juliusz, po co Pan to czyta - nie
                    jest to dla Pana za trudne..? Przyleciał tu do nas taki jeden bocian czarny i
                    założył sobie gniazdo. W promieniu 500 m Panie mjot, dead zone, przerażenie:
                    strefa ochronna, zakaz wchodznia.. Ja myślałem, że to jakieś manewry.. Albo
                    znowu katastrofa balonu. Albo Pan Juliusz z Warszawy przeprowadza wykład w
                    plenerze pt "Sterylizacja wiewiórek. Wstęp do zagadnienia." Kursant szt 1:
                    Marian Woronin.Wstęp mieli tylko i jedynie: lesnicy, fotografowie, ornitolodzy,
                    gajowi, turyści zwabieni taśmami, bo jak nie można to czy to znaczy że nie
                    wolno i odwrotnie, motolotniarze, balonowcy, grzybiarze bo jak ogrodzone, to na
                    pewno nikt tu nie szuka i więcej dla nas, oraz poszukiwacze wrażeń wszelkiej
                    maści pozostali. Bocian czarny zgłupiał. Z tego wszystkiego gniazdo sp...
                    spadło chciałem powiedzieć na ziemię, gruchnęło o glebę z jajami tego bociana i
                    bocian czarny odleciał zestresowany. I tyle dobrego człowiek wniósł od siebie.
                    Patrzę na to wszystko przez pryzmat, wie Pan, wołania o nomalność - powtarzam
                    się znowu. Nie malkontentuję. Piszę to ku przestrodze, bo widzę, że nawet na
                    tej mojej wichurze człowiek już potrfi psuć. Ja juz jednak nie jestem taki
                    nierozważny.. Tam gdzie sięgnę, gdzie potrafię - jest spokój i rozejm z natura.
                    Niech mi Pan wierzy. Jestem szczęsliwy. W warunkach poza miejskich natura sobie
                    poradzi ze śmiesznym człowiekiem. Jeżdżąc na północ czesto nachodzą mnie mysli,
                    że jak zwykle - przyznaję za Panem - to wszystko wina człowieka. Patrzę na te
                    rozjechane koty. Kiedyś było lepiej, bo pogłowie rozjechanych po głowach kotów
                    nie było mierzone w dziesiątkach na godzine jazdy. Po prostu nie było tyle
                    samochodów, albo poprostu czarne wołgi były lepiej widoczne - w co akurat nie
                    wierzę.. Może wolniej jeździły? Pewnie tak. Rozjechany kot, że się posłuże
                    słowami poety: "ni jak w swej rozjechanej formie nie pasuje do miekkości,
                    łagodnści i mruczenia kociego stworzenia". Pewnie nie byłoby nam tak żal
                    rozjechanej świni, bo nie strzela garbków i nie mówi miał. Kota jest żal.
                    Patrzac na szkliste oczy Cypiska, który zezuje za szybe ze swojego stanowiska
                    pilota na tylnym siedzeniu, chciałem w jego imieniu zaapelować. Nie pędźmy tak.
                    Bo i po co. Nie właźmy z cywilizacją w świat zwierzaków, nawet ten
                    przypiaskownicowy. Ludzie mogliby być madrzejsi o chwilę, które sa do
                    przewidzenia. Jeśli na asfalcie leży kot, nie trudno go ominąc, wziąc między
                    koła choćby. Przy człowieku nie da rady. Trza zatrzymac sie bedzie. Na zasraną
                    piaskownicę nie patrzmy więc oczami kota. Patrzmy oczami człowieka. Humanizm,
                    nie kocizm. Człowiek - dopiero potem: kot. Natura znalazła przeciez dla nas
                    miejsce. Z nr 1 na liście.
                    • 0marchie Re: słów kilka 14.08.06, 15:38
                      Mamy miejsce nr 1, bo potrafimy sobie radzic. człowiek jest inteligentny - nie
                      trzeba już dziesiatkować bobrów, wilków, bocianów, innych zwierząt - można
                      sobie z nimi poradzić inaczej. Oczywiście inaczej znaczy - trzeba włożyć w to
                      trochę wysiłku i pieniędzy.
                      Skoro kupy w piaskownicy ci przeszakdzaja a ani:
                      sprzątanie
                      odgradzanie
                      ---kastrowanie zwierząt nie pomaga to mam dla ciebie dwie inne rady. Tańsze,
                      mniej praco- i czasochłonne.
                      rada1 -
                      wytrój te zwierzęta. u mnie sąsiad zrobił tak z kilkoma miotami małych kociąt.
                      wystawił miseczkę z mlekiem+trutka - i problem z głowy. Nie zapomnij potem
                      sprzątnąć truchła. i za wczasu przygotuj się co powiesz dzieciom jak zapytają
                      co się kotkom stało. Najlepiej skłam - bo jak powiesz prawde ("zabiłem je bo
                      robiły kupkę") to wychowasz je na trochę dziwne osobniki.
                      rada2-
                      wybetonuj piaskownicę. koty tam nie będa sie załatwiać. raz wylejecie na
                      osiedlu beton - i spokój.
                      btw
                      skoro administracja nie dba o porzadek i czystosc na osiedlowym placu zabaw, to
                      ciekawe czy dba o stan techniczny huśtawek. cały problem z huśtawkami jest w
                      tym, że co chwila jakis bachor je psuje - rady jak w przypadku kotów:
                      zabetonować, albo wytruć.
                      a jak uporasz sie ze zwierzetami i dziećmy - to pamiętaj żeby wyciąć drzewa
                      osiedlowe - te liście jesienią!
                      No i ptaki - tu nie obejdzie się bez wiatrówki (mój sąsiad, ten od trucia
                      kotów, strzela też do szpaków bo wpieprzają mu czereśnie) - no ale warte
                      zachodu - przynajmniej nic nienarobi ci na kołnierz. (no i ptaki roznoczą
                      choroby oczu i ahc!och! grypę!!!)

                      a tak na serio, to stary : jakiej rady cozekujesz skoro już w pierwszym poście
                      odrzuciłeś te oczywiste i SKUTECZNE? sądzisz że może wymyślono jakieś
                      urządzenie, jakiś cudowny płyn, zaklęcie - na twój problem? daj spokój. gdyby
                      nawet i tak urządzenia byś nie kupił, płynu byś nie stosował z braku czasu, a
                      zaklęcia z braku ochoty.

                      I ciesz się facet, że nie żyjesz 100 lat temu. Bo byś się chyba powiesił, takie
                      kłody by ci natura rzucała pod nogi. (no np. powozy i karoce na ulicach. I weź
                      tu wypuść dzieci żeby się bawiły...)

                      btw
                      to nie XVIII wiek, nie możemy już pozwolić sobie na zostawienie zwierząt samym
                      sobie - tak jak ty to sobie wyonbrażasz. Bo jeżeli mielibyśmy być ekspansywni
                      bez dbania o przyrodę w myśl zasady - niech przetrwa najsilniejszy - to wiesz
                      kto przetrwa? nawet nie ludzie. tylko karaluchy.
                      a ja chciałbym zyc w swiecie takim, jaki zastałem w momencie narodzin. z
                      kotami, psami i innymi bestiami. nawet z toba.
            • kontojulii Re: Ho, ho.. 28.07.06, 11:47
              Szanowny Panie T., czy rozpoczął Pan tę dyskusję żeby wspólnie z forumowiczami
              znaleźć rozwiązanie kociego problemu, czy szuka Pan poklasku dla swojego już
              ugruntowanego poglądu na ten temat? Wyraźnie jest Pan za zakazem dokarmiania
              miejskich kotów i nie chce Pan rozważyć innej opcji.

              Jestem właścicielką dwóch niewychodzących kotów i nie mam dzieci, zgadzam się
              jednak, że obecność kocich odchodów w piaskownicy jest niedopuszczalna. W tej
              chwili jedynym sensownym i szybkim rozwiązaniem jest ogrodzenie piaskownicy.
              Biorąc pod uwagę Pana inteligencję i wyraźne zdolności organizacyjne, nie
              powinno to stanowić większego problemu. Jeżeli chodzi o działania długofalowe,
              to masowa sterylizacja wolnożyjących kotów jest według mnie jedynym
              rozwiązaniem. Człowiek musi wypić piwo, które sam nawarzył. Wprowadzenie zakazu
              dokarmiania i pozwolenie „matce naturze” uporać się z problemem to zwykłe
              okrucieństwo.

              Pozdrawiam J.
            • wrexham Re: Ho, ho.. 28.07.06, 12:14
              dodam od siebie, ze dopoki ostatnie zwierze potrzebuje pomocy ludzie beda
              czekac..., a potem kiedy juz wszystkie zwierzeta beda szczesliwe i bezpieczne
              (pomarzyc) ludzie beda czekac nadal, bo nie mam do nich jakos serca, co
              przyznaje nie bez skrepowania; dobrze, ze jedni chca pomagac ludziom, inni
              zwierzetom, jeszcze inni roslinom, a kolejni chuchaja i dmuchaja na relikty
              przeszlosci za nic majac przyrode ozywiona; nie musimy sobie wchodzic w droge
              (o wspolpracy jak widac mowy nie ma)
              pozdrawiam wrex.
              • wiesia.and.company Re: Czy pan Laskar udziela się także w innych 28.07.06, 12:42
                kategoriach: blogi pisuje? Styl kwiecisty, rozdmuchane sprawy, dużo, bardzo
                dużo słów, jakby w przeszłości miał płacone za wierszówki i z tego żył co
                przegadał. Ho, ho, ho. I te złośliwości, a to w stosunku do karmiących koty
                (to babcie), generalnie do zwierząt (człowiek przed zwierzęciem) ale żadnych
                zastrzeżeń do psów (one nie włażą do piaskownic, pewnie brudzą na chodnikach),
                do uczestników forum, do jul-kota, a to znów wspominki i zachwycanie się
                kontrowersyjnymi tematami. Jakieś to chore... ja w tej psychoterapii pana
                Laskara nie będę uczestniczyć. Obiecuję nie zabierać głosu w ogóle jeśli
                zobaczę wątek z panem Laskarem w roli głównej - bo chyba tylko o to chodzi,
                poblablać... A może wreszcie do dzieła i ogrodzić piaskownicę, piasek wymienić,
                w razie czego kluczyki dla uczestników akcji.
                Kłaniam się i wybywam.
              • juven74 Re: Dno Laskar 28.07.06, 17:08
                Zgadza się. Wymiękłam po pierwszych trzech linijkach. Wyczuwam frustrata
                którego nikt nie słucha więc wyżywa się na forum.Ten ostatni post możnaby
                rozwinąć i wydać w formie powieści:)Odpadam z wątku.Cześć i czołem
            • vega36 Re: Ho, ho.. 29.07.06, 02:27
              laskar1 napisał:

              > No nieeeeeee... No nie mogę. Łza – normalnie łza mię się w oczu zakręciła
              > i
              > chyba się zaraz udam po chusteczki higieniczne „Velvet”, jakżem ter
              > az Pana –
              > Panie Juliuszu tu zobaczył. Kopę lat! Toż Pan to Pan jesteś prawdziwy weteran
              > tego forum! – kombatant wręcz!, wielokrotnie nękany przez niżej podpisane
              > go
              > kombatant, targany tu niemiłosiernie za argument.. Nie powiem – a raczej
              > przyznaje się: tęskniłem za Panem.

              O rany, laskar, to Ty tu stały bywalec? Straszne :((( A może by przyjąć zasadę,
              że psy szczekają, karawana jedzie dalej i po prostu ignorować Twoje posty
              aroganckie, pełne agresji wymierzonej przeciwko słabszym?
              • umfana Re: Ho, ho.. 29.07.06, 19:45
                vega36 napisała:


                > O rany, laskar, to Ty tu stały bywalec? Straszne :((( A może by przyjąć zasadę,
                > że psy szczekają, karawana jedzie dalej i po prostu ignorować Twoje posty
                > aroganckie, pełne agresji wymierzonej przeciwko słabszym?

                Ja też byłam w szoku :o) Tym bardziej gdy dowiedziałam się, że to @kumpel
                JulKota, którego szanuję.
          • melmire Re:Drogi Panie Laskar ... 28.07.06, 12:07
            Niekoniecznie, sama pamietam jak na warszawskiej Ochocie szczury przybiegaly do
            okruszkow rzucancy dla golebi :) Ja akurat szczury lubie, ale centrum miasta i
            pod karzdym krzaczkiem szczurzy ryjek, to jednak lekka przesada :)
    • urania77 Re: O kotach srywających regularnie 28.07.06, 21:11
      laskar1 jak się odnosisz do ludzi, rozumiem że zostałeś skrytykowany i poczułeś
      to jako atak na własną osobę, ale twoje posty, wyzywasz ludzi od nienormalnych,
      że powinni byc w zakładach zamkniętych itp

      dlaczego nie pogadasz z babcią, że to ci przeszkadza i innym, że koty załatwiają
      się w piaskownicy, żeby je dokarmiała gdziesz dalej (koty pobiegną tam gdzie
      będzie jedzenie) spróbuj to tak załatwic, jezeli rozmowa nic nie da, trzeba
      szukac innego rozwiązania
      • ateresa21 Re: O kotach srywających regularnie 29.07.06, 12:52
        Czytam i czytam i nadziwić się nie mogę. Było tu wiele odpowiedzi na
        rozwiązanie problemu i to się chwali.Ale ludzie dlaczego takie obrzucanie się
        wzajemne. Na tym forum w pewnym okresie była informacja ,że w Niemczech kupują
        od nas koty dachowce i czy zastanawialiscie się moi mili Państwo dlaczego.
        O tuż to naród bardzo lubiący czystość i sterylność i wysterylizowali zgodnie
        z ludzkim prawem wszystkie koty aby nie brudziły i nie rozmnażały się. A tu
        jeszcze większa plaga- szczury roznoszące groźne choróbska a kotów jak na
        lekarstwo. Więc ukłon w naszą stronę bo u nas zatrzęsienie kotów.I nie
        obrzucajcie babc, które opiekują sie nimi a wręcz pomagajcie im. Ja nie mam
        kota a psa ze schroniska bo chciałam pomóc zwierzęciu, które jest źle
        traktowane przez ludzi.Pomagająć zwierzęciu pomagam sobie.Acha jestem na
        emeryturze więc pies nie jest sam w domu, wychodzę na długie spacery, poznaję
        nowych ludzi, rozmawiam z nimi. Jest radość ,usmiech,ruch i żadna pogoda
        jestniestraszna.
        Pozdrawiam
    • jul-kot Re: nie jestem kumplem pana L ... 01.08.06, 14:21
      Witam,
      Witaj Umfano, napiszę do Ciebie prywatnie, jak znajdę chwilę czasu, na razie
      tylko tutaj, bo sprawę muszę wyjaśnić. Niepotrzebnie się szokujesz, nie jestem
      kumplem pana L.
      Napisałem do niego uprzejmy post z propozycjami pożytecznych zajęć zamiast
      bicia piany, nie podjął jednak tego tematu i chyba wiem, dlaczego. Ucieszył
      się, jakby zobaczył ducha, tymczasem ja tu jestem stale, to jego nie było ...
      Poznałem pana L. kilka lat temu na tym forum, kiedy pisałem o znęcaniu się
      dzieci nad zwierzętami. Radził mi wtedy stosowanie siły, głównie tzw.
      flekowania jako skutecznego środka wychowawczego. Przekonywał mnie do tego
      bardzo gorliwie, można nawet powiedzieć obsesyjnie, a z jego wypowiedzi
      wynikało, że ma w tym spore doświadczenie i odnosi wielkie sukcesy. Nie
      przekonał mnie, bo nie uznaję przemocy ani samosądów, zwłaszcza wobec dzieci.
      Co więcej, jest to karalne.
      Jak widać, pan L. dzieli dzieci na niegrzeczne, które można co najwyżej
      skatować w celach wychowawczych, i grzeczne, dla których nawet teraz sprzedaje
      obrazki ...

      O kotach, ich odchodach i staruszkach karmicielkach też pisał już dawno,
      wyraźnie bez sympatii. Gdyby zamiast rozwodzić się nad swoją krzywdą na forum
      zorganizował tym staruszkom sterylizację kilku kotek, koty nie rozmnożyłyby się
      masowo, dorosłe wykruszyłyby się, bo koty bezdomne żyją krótko ...
      Staruszki nie musiałyby nosić wiadrami papu ani pan L. nie musiałby użalać się
      publicznie nad stanem swojej piaskownicy.
      Napisałem o tym poprzednio, ale pan L. jakoś tego nie zauważył.
      Znając jego zamiłowania, usiłowałem ukierunkować go na pieski i ich
      właścicieli, tutaj jest duże pole do działań wychowawczych, pewnie łatwiej jest
      wychować człowieka niż dzikiego kota, a i prawo, jak się wydaje, byłoby po jego
      stronie. Nie podjął jednak tego tematu, widać psie kupy pod nogami, na
      przejściach, na trawnikach, w piaskownicach, w windach i na klatkach
      schodowych, produkowane zwykle w obecności właścicieli, zupełnie mu nie
      przeszkadzają.
      A może jest inny powód milczenia na ten temat? Koty są bezbronne, staruszki
      też. Kota można pogonić, poszczuć, otruć lub zabić w inny, bardziej wyszukany
      sposób. Staruszkę zwyzywać, wysmarować zawartością kubełka, powywracać naczynia
      z jedzeniem, nawet pobić. To jest łatwe i stosunkowo bezpieczne.
      A Pana z jego Psem? Tu już sprawa jest trudniejsza ... Dydaktyczne flekowanie
      właściciela srającego pieska bezpieczne nie jest. Może mieć większe fleki niż
      pan L. i co wtedy? Ten, kto flekuje też może przypadkiem zostać wyflekowany i
      jeszcze pogryziony na dodatek ... Rozumiem jego niechęć do naprawiania świata w
      tym miejscu.
      Jak widać, pan L. wydaje się być tylko, jak to się czasem mówi, mocny w gębie.
      Lepiej namawiać kogoś do naprawiania, niż naprawiać osobiście. Ale flekowanie
      to przestępstwo, a nakłanianie do tego również ...

      No tak, rozpisałem się ... Naprawianie świata, to jest temat. Miałem trochę
      czasu, bo czekałem na klienta, mój czas już się skończył.
      Dzisiaj będę usypiał mojego ulubionego kota bezdomnego, Dużego Prztyka. Ma
      bardzo zaawansowany nowotwór nerek i bardzo cierpi. Przeżył na wolności kilka
      lat, to i tak dużo, koty bezdomne żyją krótko ...
      Pozdrawiam, Juliusz.




      • umfana Jul-Kocie :o) 02.08.06, 22:29
        Nie przejmuj się moją uwagą!
        Nie wiem czy kojarzysz pieniaczy z forum Warszawa i nie tylko- Pana Pndzelka i
        Niecha?
        Ja na początku swojej bytności na forum oburzałam się na nich i starałam
        walczyć z nim. Później ich polubiłam... to nic, że mieli diametralnie inne
        poglądy od moich. W sumie to jednak byli ludzie lojalni, których zaczęłam cenić.
        Dziś nie pisują na forum, jeśli już to ja nic o nich nie wiem.

        Czekam na wieści od Ciebie na maila. Powinnam nawiązać kontakt z naszymi
        znajomi- fundacją i urzędem, ale jakoś nie mam szczęścia do nich :(
        PS
        Pan Laskar1 "pachniał" Panem Pndzelkiem- podobny styl pisania ;o)))
        • laskar1 Re: nie jestem kumplem pana L ... 03.08.06, 10:58
          Ja wiem co Pan Juliusz tu próbuje zrobić. Pan Juliusz próbuje mnie sprowokować,
          abym się uniósł. Ja się jednak Panie Juliuszu - nie uniosę. Mimo Pana
          prymitywnego zachowania. Prymitywne. To chyba będzie odpowiednie określenie,
          bez urazy proszę. Jestem w lekkim szoku. Nie spodziewałem sie po Panu tak
          żenujących tekstów jak zdania o tych obrazach. Nie zbieramy do puszek, nie
          żebrzemy. Próbujemy sami w ten sposób zarobić, bez niczyjej pomocy. Dotkneło
          mnie to, przyznaje.
          Obaj doskonale wiemy, jak wyglądała ta opisywana przez Pana historia i czego
          Pan się o sobie dowiedział na tle kota lecącego z 7 piętra. Ja nie chciałem do
          tego wracać, bo mi Pana zwyczajnie szkoda. Rzecz jednak - jak Pan wspomniał -
          trzeba wyjaśnić. Zastanawia mnie, dlaczego z takim uporem wraca Pan do tej
          historii. Przeciez podkłada mi się Pan znowu niemożebnie. Sam Pan sobie strzela
          gola. Prowokuje mnie Pan, żebym znów na poważnie perrorował, że swiat nie tylko
          kotem stoi i Pana przytulił do piersi. A Pan przeciez tego nie lubi. Miota się
          Pan. Jest Pan zaniepokojony i poddenerwowany. Widzi Pan, przy szacunku dla
          wyboru, śmieszność swojego kocizmu.
          Przeciez opisywał Pan, że kota na Pana osiedlu wyrzuciły z 7 piętra nastolatki.
          Nastolatki. Nie dzieci. Dziecko to są dla mnie moje brzdące - po kilka lat.
          Nastolatek wyrzucający kota przez okno wymaga natychmiast szoku. Potrząśnięcia
          jego światem. Szokowej terapii, trzeba go ratować, trzeba coś zrobić z
          takim "dzieckiem" - dewiantem zdolnym wyrzucić zwierzę z 7 pietra przez okno.
          Żeby kolejny kot nie poleciał. Zlać, sprać, otłuc mordę - i dopiero odstawić do
          rodziców albo na policję. Nie ważne - niech Pan nie kalkuluje, czy będzie Pan
          miał potem porysowany samochód a Pana dzieci spokój w szkole. To nie jest
          wazne - wszystko da się naprawić, najgorzej jest nie próbować. Przecież
          pisaliśmy o tych dzieciach i "dzieciach" - musiałem jak ten debil cytowac sam
          siebie sprzed lat - i wciąz Pan próbuje ze mnie zrobić jakieś monstrum
          namawiające do bicia dzieci. Nie, to nie ja. Ja namawiałem do wygrzmocenia - i
          to tak, żeby mu do końca życia zostało - nastolatka. Wie Pan jak wygląda
          nastolatek współczesny na chemi pędzony w MacDonaldzie, Panie Kot? Takie wypasy
          z łysymi głowami. Wieksze od nas. To o takich dzieciach Pan mówił. Przeciez
          tak. Tak to wyjaśniałem.
          Nawet mi przez myśl nie przyszło namawianie do bicia dzieci. Uważam się za
          normalnego. Dlaczego Pan o tym pisze nie mam bladego pojęcia.
          Na moje pytanie co Pan zrobił z tymi nastolatkami, którzy wyrzucili kota przez
          okno odpowiedział Pan, że nie zrobił Pan nic. Nic.
          To nie ja Panie Kot. Ja bym sie nie zachował tak jak Pan.
          Pisałem też kiedyś o tych pasach - wie Pan. Czy jeśli ktoś ma większe fleki ode
          nie, a wyrzuciłby kota przez okno - też rzuciłbym się na niego z pięściami?
          Może byc Pan pewny, że tak. Choć może trudno w to Panu uwierzyć.
          Srające pieski? Wszystko w granicach rozsądku. Rozsądek.

          Nie ma zielonego tym razem pojęcia, co te zawoalowane aluzje i niedopowiedzenia
          znaczą w tym Pana tekście, kompletnie

          "Szacunek dla Pana, Panie Juliuszu.
          Duży"
          Cytuję za AnnaB. z posta sprzed momentu

          Serdecznie pozdrawiam.
          T.
          • laskar1 Re: nie jestem kumplem pana L ... 03.08.06, 12:19
            Chciłem tu tylko jeszcze raz "krótko" spróbowac odniesć się do jakże wazkiego
            tematu zajawkowego wątku. Poniewaz nie wiem dlaczego, ale mam w życiu taką
            zasadę że staram się tępic wszelkie patologie - podniosłem temat srających do
            piaskownicy kotów. Mówiąc jezykiem zrozumiałym dla większości piszących
            uprzednio: nie jestem wrogiem kotów. Nigdzie o tym nie napisałem. Uważam, że
            należy je rozsądnie dokarmiać - pisałem jak sa pożyteczne w kontekście
            zaszczurzonych i zamysiałych piwnic. Nie jest dla mnie jednak rzeczą nomalną,
            że kot sra do piaskownicy. Z punktu widzenia człowieka, nie kota. Sam miałem
            kotów trzy sztuki, w tym jednaego bez oka. Rzucały się nim dzieciaki pod
            blokiem jak piłką - zabralismy i był z nami bardzo długo, oko jednak spuchło i
            trzeba było wyjąc. Mnie to nie wzrusza i nie po to smaruje o tym tutaj - to
            fakt: lubię koty. Nie jestem wrogiem kotów więc.
            Jestem natomiast wrogiem kotów w ilościach występujących na moim podwórku.
            Jestem wrogiem robienia ze zwierzęcia debila. Tu nie chodzi o "naucz się
            akceptować zwierzęta obok siebie" "te koty powyrzucali ludzie tacy jk ty" etc w
            ten cymbał. Nie, Drodzy. Kocia patologia na moim podwórku, to ewidentna wina
            ludzi chorych, których opisywałem.
            Próbowałem tłumaczyć, że są tacy ludzie, którzy chcieliby między kotami w
            ilosciach do jakich nisza blokowa, "naturalna" nisza ekologiczna jest
            przystosowana - kilka, nie więcej - normalie żyć.Chcieliby generalnie życ
            normalnie. Nie tylko miedzy kotami. Ale od takich gó..anych problemów wszystko
            się zaczyna. Dopóki ktoś nie weźmie się za takie denne drobiazgi, nie pociągnie
            łańcuszka rzeczy poważniejszych - też nie bedzie mu sie chciało. Taka sytuacja -
            nie tylko między moimi blokami - to jest ewidentna wina ludzi, którzy w swej
            (umyslny cudzysłów): "miłości"do zwierząt nie są normalni. Robia im krzywdę. Ja
            Was bardzo przepraszam: ale nie jest normalną kobieta, która wynosi wiadrami-
            powtarzam: wiadrami jedzenie kotom. Nie wystawia miseczki, dwóch gdzieś w
            ustronne miejsce, gdzie te dwa, trzy koty mogą spokojnie zjeść. Rozrzuca jak
            rozrzutnik wuja Mariana. Dookoła, kici, kici, chodźcie kotki, jak najwięcej -
            uraaaaaaaa! Jezu i Ojcze Dyrektorze - popatrzcie jaka jestem kochana!! I im
            więcej, tym lepiej. I jedzenia, i kotów. A trzy babcie w samym srodku.. Czy to
            jakies zawody? Do której babci tych kotów przyjdzie więcej? Patrzę na to
            wszystko, nawet na te koty z głupimi minami, nie wiedzące skąd się ich tyle
            nagle zbiera i skąd tyle jedzenia na raz, słuchajta myszy puszczamy w odstawkę -
            i zastanawiam się dlaczego nie mam prawa wg Was nazywać takiej kobiety
            nienormalną? Czy to jest normalne? Koty te, jak pisałem, ściągaja pod mój
            balkon z całej okolicy. Nie czuję się winny że część populacji tych zwierząt to
            ofiary idiotów: kotek urósł i na podwórko. Co to ma tak naprawdę do rzeczy??
            Nie pojmuję. To jest pytanie, z czego składa się populacja kotów miejskich. Ja
            nie wiem, nie mam pojecia zielonego.. Piaskownica, pchły, nieprawdopodobny odór
            zaznaczanych regularnie drzwi, przesiąknięte moczem piwnice - OK. Jeśli będą to
            robiły te dwa, trzy koty, to OK. Ja to akceptuję. Może akurat szufelką nie
            trafi brzdąc na minę, nie wytytła się w tym. Na moim podwórku i w okolicy jest
            teraz kotów dwadziescia kilka. Kilkanaście "stałych" i reszta dochodzących z
            sąsiedztwa.
            Zachęcam, aby wyjrzeć zza klapek na oczach. Na hasło "kot jest be", tzw
            miłoścnicy zwierząt rzucaja się z krucjatą. Laskar twój wróg! Won z forum! Pisz
            gdzie indziej.
            Gdzie mam pisać? Piszę do takich jak Szanowni Państwo, bo sięgam źródła
            problemu. Jeśli przestaniecie karmić koty w ilościah hurtowych, dbając o nie z
            rozsądkiem - nie bedzie problemu zasranych blokowisk. Przykrywanie?
            Odstraszacze? Jeśli wyprodukują takie wynalazki na babcie - będę używał.
            Dlaczego ja mam naprawiac coś, co ktoś zepsuł? Jest juz zepsute, za późno! Ja
            nie chcę żeby psuł i niszczył! Tu względną równowagę, spokój i normalność.

            Oprócz patologii opisanej powyżej, tzn ludzi chorych na głowę, jest też
            patologia inna: ludzie, którzy znaleźli sobie temat pt kot i kotem w swym życiu
            zaspokajają jasną strone naszej - dualnej wszakoż - natury. Trudne słowa. Można
            by im dać spokój, pod warunkiem, że ze swoim hobby nie włażą np z butami w
            życie ludzi, którzy np żyjąc ściana w ścianę czy blok w blok z takimi własnie
            wielbicielami kotów w wydaniu chorym, chcieliby mimo wszystko żyć normalnie.
            Kot jako substytut miłości, uczuć których może nigdy nie było dane takiej babci
            doświadczyć, dobroci, wdzięczności, uśmiechu - sprawdza się znakomicie. Ma
            futerko, strzela garbki i mówi "miał". Nie mozna jednak się kotem oszukiwać. Po
            wypieszczeniu i wyglancowaniu kota - wchodzę na podwórko i nap... jadem w
            stronę ludzi. Albo wchodzę na śmieszne forum i pokazuje jakim tak naprawde
            jestem człowiekiem. Jeśli przepojona miłościa do zwierząt babcia na grzecznie
            zwróconą uwagę - nie mówi nic, co mam robić? Nie ma możliwości dialogu. Po
            prostu nie ma. Ja przynajmniej próbuję. Nawet w tym wątku jednak znalazła się
            Pani, która najpierw napisała coś w deseń: "rozmawiajmy, bo trza rozmawiać" a
            potem: "to ja spadam". Cóż. Tak własnie wygląda rozmowa.
            Czy nie jest tak, że koty powinny sterylizować same babcie? Oczywiście że tak!
            Mjot tu pewnie by zbeształ towarzystwo, bo Jego zdaniem sterylizowac prędzej
            należałoby tych co wieczorami na piaskownicy przesiadują. Może i racja. Ale to
            inny temat.

            Proszę więc o jedno: w swej wielkiej miłości do kotów dostrzeżcie Drodzy i
            Szanowni ludzi, którym kot generalnie zwisa. W wydaniu patologicznym - kota nie
            chcą. Czy to jest zrozumiałe? Kot - tak. Dwadzieścia kotów - nie. Dziecko
            wazniejsze od kota. Rozsądek. Umiar. We wszystkim co robimy. W zacietrzewieniu
            i głupocie równiez.
            I Alleluja
            Najserdeczniej pozdrawiam
            • misia007 Re: nie jestem kumplem pana L ... 03.08.06, 12:58
              No to ja tez sie jeszcze odniose do tych nudnawych wywodów i jak wszyscy doradzę
              ogrodzenie tej niezwykle cennej dla pana piaskownicy.Nie jest dla pana normalne,
              ze kot sra do piaskownicy ? dla kota tez nie, BO ON NIe WIE,ze to PIASKOWNICA.
              KOT sra do PIACHU i czy będzie jeden czy 20 kotów, będa to robić, bo tak je
              mądrzejszy od pana do życia przystosował.Lap sie pan za telefon i załatwiaj to
              ogrodzenie.
            • jerrykot1 Re: nie jestem kumplem pana L ... 04.08.06, 15:48
              Witam,
              pierwszy raz trafiłam na to forum a tu od razu taka zadyma, że ech...Mam
              wrażenie, że autor wątku dawno już się zapętlił w swoich dywagacjach na tematy
              kocich toalet na podworku. A ponadto - on ma bardzo, bardzo, bardzo dużo czasu,
              sądząc po długości wpisów. I sam juz nie wie, co pisze i co by chcial przez to
              powiedzieć. Laskar, szkoda klawiatury - co mialeś do powiedzenia, powiedziałeś
              na początku i nie było to mądre. Mizantrop z waści. Nie wiem, jak się zwie
              uczenie taki gość, co mu wszystko przeszkadza, ale ty chyba do nich należysz w
              pierwszej lidze na samym początku tabeli.Koty są na tym najpiękniejszym ze
              światow tak długo jak ludzie i do koryta u ludzi się nie pchały. To dwunogi
              zapragnęły usług i towarzystwa czworonogow i teraz mają, jak mają. Nie
              narzekać, tylko ułożyć stosunki równoprawnie.
              A kot w moim nicku jest jak nabardziej uzasadniony - bo ja wogólw wystepuję tu
              w imieniu mojego kota, bo on sam pewnie nawet by wąsem nie ruszył w tej
              zasranej (excusez le mot)sprawie.
              Pozdrawiam mimo to - Ika
    • pokraczna_kasia laskar 03.08.06, 13:50
      jak chcesz miec czysty piasek w piaskownicy to się wyprowadź do domu z wlasnym
      podwórkiem. w innym przypadku to jest po prostu NIE MOZLIWE. na twoim osiedlu
      najbardziej widocznym "problemem" są koty, jesli nawet się ich pozbędziesz to i
      tak pozostanie jeszcze masa psich gówien, śmieci i innyego typu nieczystości.

      mie osobiście niezwykle dziwią ludzie, którzy mają "odwagę" wpuścić male dziecko
      do takiej blokowej piaskownicy.
      nawet jeśli piaskownica/plac zabaw jest ogrodzona to i tak wieczorem ludzie
      wypuszczają tam swoje psy.

      musisz pogodzić się z tym, że jeśli nie masz wlasnego domu to twoje dziecko nie
      będzie bawilo się w piasku. takie życie.
    • kluba11 Re: O kotach srywających regularnie 03.08.06, 19:52
      koty , nie-koty .. dziecka do odkrytej piaskownicy bym nie prowadzala. tam
      przeciez WSZYSTKO wlazi : koty, psy, ptaszki, pajaki, pchly itd. I nie
      koniecznie musza sikac - tam jest po prostu BRUDNO ! Roznego rodzaju bakterie
      w tym maja niesamowity ubaw ! tego sie nie da zabezpieczyc a sadze ,ze
      dzieci tez czasami tam sikaja :-) A kto wie ... moze dorosli tez ???????
      :-)
    • jul-kot Re: szanowny panie L ... 04.08.06, 02:24
      Witam,
      Szanowny panie L ...
      Co do wieku tamtych dzieci. Po pierwsze, dziecko to jest każda osoba
      niepełnoletnia, o tych starszych już nie wspomnę. Po drugie bicie kogokolwiek,
      nawet dorosłego, to przestępstwo, namawianie do tego również. Po trzecie, to
      pan zawsze uporczywie pisze o tych nastolatkach, ja w moich postach pisałem o
      dzieciach, z pierwszych klas szkoły podstawowej. Ile lat ma takie dziecko?
      Po czwarte, nie byłem świadkiem tych ekscesów. KOGO miałem karać pańską metodą?
      Już kilka razy wciskał mi pan swoją wersję. A to łatwo sprawdzić, jest
      wyszukiwarka, a gdyby tamtych tekstów już nie było, są jeszcze zawsze na moim
      dysku ...

      Od samego gadania czy pisania kotki nie przestaną rodzić i kotów bezdomnych nie
      ubędzie, chociaż giną masowo, a większość maluchów nie dożywa wieku dorosłego.
      W miastach wałęsają się niewykastrowane koty wyrzucone przez swoich kochających
      właścicieli, dziczeją i mnożą się. Pana zdaniem te staruszki mają je wyłapywać?
      I co z nimi zrobią?
      Babcie nie namawiają kotów do walenia w piaskownicę, chcą tylko nakarmić
      głodujące zwierzęta. Nie sterylizują, może ich nie stać, może nie wiedzą do
      kogo się zwrócić. A pan mógłby, gdyby zechciał ...
      A właściciele srających piesków są na wyciągnięcie ręki, ich wina jest
      bezsporna. Nic to pana nie obchodzi?
      Zresztą sprawa ta załatwi się pewnie z czasem i bez pańskiego udziału. Właśnie
      rozwieszane są kolejne urzędowe pisma na ten temat, widać komuś to jednak
      przeszkadza. A pan będzie sobie pisał, na ten lub inny temat, pisanie nic nie
      kosztuje, a ilu czytelników ...
      W dawnych czasach, bez internetu, zabłyśnięcie na szerszym forum było
      utrudnione. A jednak byli tacy, którzy radzili sobie z tym problemem, pisałem o
      tym panu już kiedyś ...
      Pozdrawiam, Juliusz.
    • d.o.s.i.a Re: O kotach srywających regularnie 06.08.06, 06:03
      > Moje dziecko aby pobawić się w piachu, musi się bawić poza piaskownicą. Poza
      > nią - jest go dużo dookoła, poniewaz koty srywające do niej regularnie,
      > wymiataja tylnymi kończynami piachu kilogramy poza


      :))))) Chcialabym zobaczyc kota, ktory to wymiata TYLNYMI konczynami kilogramy
      piachu poza piaskownice... :))))))))))
      Poplakalam sie ze smiechu.
      Drogi Laskar - Ty moze przestan juz te grzybki wcinac, bo cos Ci sie na wizje
      chyba rzucilo... :)))))
      • laskar1 Re: O kotach srywających regularnie 07.08.06, 10:10
        d.o.s.i.a napisała:

        > > Moje dziecko aby pobawić się w piachu, musi się bawić poza piaskownicą. P
        > oza
        > > nią - jest go dużo dookoła, poniewaz koty srywające do niej regularnie,
        > > wymiataja tylnymi kończynami piachu kilogramy poza
        >
        >
        > :))))) Chcialabym zobaczyc kota, ktory to wymiata TYLNYMI konczynami
        kilogramy
        > piachu poza piaskownice... :))))))))))
        > Poplakalam sie ze smiechu.
        > Drogi Laskar - Ty moze przestan juz te grzybki wcinac, bo cos Ci sie na wizje
        > chyba rzucilo... :)))))

        Nie dosia, ja grzybków nie teges

        Masz rację. Zastanowiłem się, dlaczego wydawało mi się cholera, że tylnymi
        muszą.. No nie wiem, chyba przez ilość tego piachu dookoła.. Przyznaję - braki
        tu mam, jeśli chodzi o technikę srania u kota, liczę na to że walniesz nam tu
        zaraz jakiś wykład na ww sabdżekt, rozumisz, dosia - z suplementem pt: " [...]
        oraz technika zagrzebywania".
        Ja się na sraniu u kotów po prostu nie znam tak dobrze jak ty dosia, aż dziw:
        bo przecież sam miałem w domu. I nie zapamiętałem, popatrz.. Widocznie nie
        przyglądałem się za bardzo, nie rajcuje mnie to jakoś.
        I nagle - rozumisz dosia: olśnienie!

        Ja po prostu nigdy nie widziałem u siebie na podwórku - że tak powiem - kota
        srającego w piaskownicy do konca. Nie było mi po prostu dane.. Przyczyna jest
        prosta: kiedy widzę kota srającego do piaskownicy, nie kibicuje mu rozumisz
        dosia - do końca. Nie czekam. Nie stoję i nie patrzę, aż skasztani się na
        całego. Interweniuję dosia! Alarmuję! Przerywam mu bezwzględnie i bez litośnie!!
        Nie mówię, że tak jak sąsiad Gruchała ciskam od razu cegłówką i czym popadnie i
        lece z rozwianym włosem. Nie. Ale interwencja jest.

        To może dlatego dosia mam braki jeśli chodzi o to zagadnienie. Ty mi wyglądasz
        na eksperta w temacie kocich gówien. Liczę na Ciebie dosia. Oświeć mnie z łaski
        swojej z tej techniki kitrania u kotów, umieram z ciekawości.
        Normalnie nie mogę się doczekać.
      • cat_s Re: O kotach srywających regularnie 08.08.06, 01:08
        Laskar,
        Zaczynasz przeginać...
        Zreflektuj się, pokajaj i zacznij pisać z sensem, jesli już pisać musisz - albo
        zaczniemy klikać na 'czerwony koszyczek' po Twoich postach.
        Nieładnie Laskar postępujesz względem kotów doprawdy.
        Niedobry Laskar. Popraw się.
        • laskar1 Re: O kotach srywających regularnie 08.08.06, 10:30
          Jak widać kocie lobby leży i kwiczy. Podsumowaniem – post Pana cat.
          A tak Pan ładnie tu ćwiczył uprzednio..

          Argumentów kociemu lobby brak jest widoczny. Laskar to, Laskar tamto. Laskar
          pisze do Was w konwencji, którą sami proponujecie. Grzecznie – jest grzecznie.
          Niegrzecznie – jest i niegrzecznie, proszę bardzo. Szkoda że następuje
          koncentracja na mojej skromnej osobie. Dziekuję za troskę o mój wolny czas,
          proszę się nie martwić – daję radę planować odpwiednio. Relaksuję się tu
          znakomicie czasami. Laskar przeginasz itd w ten cymbał. Nie ładniej i bardziej
          fair jest powiedzieć: "no masz racje Laskar. Niektórzy kociarze przeginają.
          Racja. Masz rację".
          Wiem że to trudne. Nałuszczyłem się tu zdrowo, wołając o normalność na tle
          sytuacji nienormalnej. Macie Drodzy przykład, jak można (próbować chociaż!)
          walczyć ze wszystkim, co Was dręczy i boli – nie tylko małymi patologiami
          własnych podwórek. Najgorzej jest nic nie robić, nie? Zaszyć się z kotem i
          kotem niech świat stoi. Wyjrzyjcie zza kocich ogonków – to moja jednostronnie
          przyjacielska rada. Przecież to nie ja wymyśliłem: “zacznij od włsnego
          podwórka".

          Wierzę, że teraz – nawet na tle swego głębokiego umiłowania kotów – jeśli
          zobaczycie małe stadko babć z wiadrami rozrzucające wokół siebie paszę dla
          dużego stada kotów w warunkach miejskich, nie pozostaniecie obojetni. Powiecie
          coś w deseń: "Proszę Pani, ja też karmię koty, ale tak nie wolno robić. Nie
          wolno przeginać. Na tym podwórku jest miejsce dla trzech kotów, jutro tu będzie
          trzydzieści. I tak jak trzy koty nikomu nie przeszkadzają, tak 30 już
          przeszkadza. Chodzi o czystość, warunki w jakich mieszkają ludzie w okolicy, o
          ludzi, którzy po prostu nie chcą życ wśród takiej ilości zwierząt między
          blokami i mają do tego prawo” Życzę powodzenia w dalszej walce o normalność

          Tzw przez niektórych “kociarze” to jest znakomity grunt, żeby sobie poćwiczyć.
          Szowinistyczne, zatwardziałe w nienawiści do ludzi o innym zdaniu, zapatrzone w
          swoje hobby gremium. Taki poligon, wiecie Drodzy. Znakomita reprezentacja
          naszej rzeczywistości.
          Nie wiem czy się ze mną zgodzicie, że jeśli ktoś poradzi sobie z Wami – poradzi
          sobie wszędzie: z bezdusznymi urzędnikami, w biznesie, etc. Z innymi lobby i
          klikami.

          A tu? Tu widzicie? Nikogo z kociarzy nie stać, żeby powiedzić, że dwadzieścia
          kotów srających do piaskownicy to stan nienormalny. Takie to ... polskie
          właśnie, takie podwórkowe! Rżnięcie głupa. Trudno.

          Bo ja wiecie, muszę jeszcze zdradzić Wam tajemnicę. Generalnie jestem za
          higieną. Wszędzie : w autobusie, tramwaju, na własnym podwórku i we własnych
          majtkach.
          W przeciwieństwie do niektórych piszących uprzednio.

          Uściski

        • remislanc Re: O kotach srywających regularnie 08.08.06, 10:42
          cat_s napisał:

          > Nieładnie Laskar postępujesz względem kotów doprawdy.

          Wyrok zapadł! teraz Laskar jako pokutę musi podetrzeć tyłki 10 srającym kotom!
          I to nie byle czym tylko niebieskim velvetem!


          > Niedobry Laskar. Popraw się.


          Czyt: pokochaj srające kocury, zrozum je, pomóż im..............
          • cat_s Re: O kotach srywających regularnie 08.08.06, 11:03
            laskar1

            > Nie ładniej i bardziej fair jest powiedzieć: "no masz racje Laskar. Niektórzy
            > kociarze przeginają. Racja. Masz rację".

            No masz rację Laskar. To znaczy - Panie Laskar. Niektórzy kociarze przeginają.
            Ale wolę obcować z tymi przeginającymi, niźli z takimi, co w Twoim, Panie Laskar, tonie - nawołują do kociej krucjaty.
            Bo do tego Twoje, Panie Laskar, posty się sprowadzają.

            Wstyd. Wstyd doprawdy.
            Siadł by Pan, Pan Laskar, i zawsydził się nieco.

            Ewolucyjnie rzecz biorąc to ludzie maja nad kotami wszelkie przewagi.
            A czytając Pana, Panie Laskar, posty - czasami mam wątpliwości, czy rzeczywiście tak jest ;-)

            To koty są od nas, ludzi, zależne.
            Toteż od nas, ludzi - wymagać należy tolerancji i "pomyślunku", również w 'defekacyjnych' kwestiach. A nie od kotów.
            Takie to trudne do zrozumienia?

            Pozdrawiam
            cat_s
      • mjot1 Re: O kotach... i nie tylko. 08.08.06, 20:21
        Różnica pomiędzy dokarmianiem a karmieniem nie jest subtelną, lecz zasadniczą
        (nie wspomnę już o przekarmianiu).
        Nie muszę tu chyba wyłuszczać argumentów, bo jak mniemam są one aż nadto
        wyraźne (no... przynajmniej dla mnie).

        Onko wymienione przez Ciebie dwie skrajne postawy jak „dokarmiacz”
        i „truciciel” przecie nie wyczerpują wszystkich możliwości.
        Czyż trudno wyobrazić sobie np. takie jak: nadopiekuńczość
        czy „nicnierobienie”?
        I ośmielam się twierdzić tu na Tym Forum, że w efekcie (w dłuższej
        perspektywie) właśnie to ta druga „postawa” dobrem zaprocentuje.
        Bo jeśli stanąć tak z boku i wyzbywszy się uczuć spojrzeć okiem trzeźwym to nie
        da się nie dostrzec, że człowiek każdą swą ingerencją w naturę (nieważne czy w
        złej czy też w dobrej wierze) tejże naturze czyni szkodę jeno.

        Najniższe ukłony!
        Mający odwagę twierdzić, że intencje Pana Tomasza rozumiem M.J.
          • laskar1 Pozdrawiam 10.08.06, 12:38
            Aż mi się głupio zrobiło, Panie mjot.. Ja potrzebowałem kilku postów i
            opowiadań czterostronicowych prawie, a Pan mnie tak jednym zdaniem.. Ech... No
            pewnie że teraz wszystko stało się jasne! Ja nie jestem przeciw dokarmianiu
            kotów - ja jestem przeciw ich karmieniu! To cnota niewątpliwa: jasność w
            formułowaniu mysli. Brak mi jej - jak nic. Bardzo dziękuję, z głębokim ukłonem.

            Zjawisko wykruszającego się adwersarza nie jest mi obce. Rejterada. Panie sobie
            poużywały i poszły. Kiszą się dalej z kotami. Jeden Pan cat potrafił sie
            zachować fair oraz w porzadku, i wyartykułował cos na kształt podsumowania
            problemu, tak jak on rzeczywiście funkcjonuje i istnieje. Pan cat jest więc dla
            mnie Panem cat-em z klasą. W przeciwieństwie, prawda - do całej reszty
            kocofilów. Kociofilów.

            Napracowałem się, ale warto było. Wiemy juz wszscy, gdzie leży cienka czerwona
            linia pomiedzy normalnością a patologią. I z każdą trza walczyć. Zachęcam

            Pozdrowienia
            T,
            • jul-kot Re: ... 14.08.06, 01:13
              Pewnie ma pan rację, panie L. Dyskutować nie ma tu o czym. Pytał pan, co zrobić
              z kotami srywającymi regularnie do pana piaskownicy i ja panu takiej
              odpowiedzi, mam nadzieję zrozumiałej dla pana, udzieliłem. Gdyby wcześniej pan
              COŚ zrobił, nie byłoby tych kotów tak dużo. Pan woli NIE ROBIĆ NIC , tylko
              klepać w klawisze i swoje złote myśli wysyłać w świat, obrażając przy okazji
              ludzi. Ta cienka czerwona linia ( gdzie pan to znalazł? ) leży z pewnością,
              może tylko niezupełnie tam, gdzie pan ją widzi ...
              No ale ja się nie dziwię, jak się człowiek zapatrzy na orła to nie widzi takich
              przyziemnych spraw, jak np. srywające regularnie koty. No i zboczył pan z
              tematu. Karmić czy dokarmiać, to rzeczywiście coś nowego ...
              A to srywanie? Może pan już sobie z tym poradził i stąd to doskonałe
              samopoczucie? Moje gratulacje
            • wrexham Re: Pozdrawiam 14.08.06, 14:29
              kazdy z nas powiedzial co sadzi o problemie i dal spokoj; po co sie taplac
              patologicznie w swoich przemysleniach bez konca jak to szanowny zalozyciel
              watku robi? nikt nie zrejterowal, rece nam opadly raczej;
              a juliusz susznie zauwazyl, ze sam siebie szanowny zalozyciel watku (zwany
              dalek szw) raczyl przedyskutowac na lewa strone i zagubil sie w zawilosci
              problemu zbaczajac nieco i podchwytujac ochoczo rozwiazanie mjota; ale nie...
              nie mam racji toz wywod byl wielowatkowy...;
              a babcie, nieswiadome wstrzasajacej roznicy miedzy dokarmianiem, a karmieniem
              nadal beda wynosic jedzenie kotom, a koty tym jedzeniem kupczyc miedzy innymi w
              piaskownice szw; a wystarczylo piaskownice ogrodzic... ale wtedy nie bylo by
              okazji do kwiecistych wynurzen, prawda?
              czyli koty dalej sraja, a szw uradowal sie kostatacja, ze dokarmianie to co
              innego niz karmienie... taaaaaa
              to sie nazywa rozwiazanie problemu; chyba problemu zabijania wolnego czasu, bo
              troche czasu zajelo to klepanie w klawiature?
              klaniam sie
              wrex.
            • 0marchie Re: Pozdrawiam 14.08.06, 15:49
              znalazł sie filozof i o gó..e rozprawia cąły dzień. za ten czas już byś swoje
              i sąsiednie osiedle z łajna wszelkiego wysprzątał.

              Chyba że chodziło ci o to, zeby ktoś przyklasnął "Tak - starucha karmiąca koty
              to patologia", a tylko ja głupi myslałem, że szukałeś rozwiązania na zasraną
              piaskownicę.


Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka