Dodaj do ulubionych

powtórna sterylizacja?

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.12.03, 13:58
wzięłam moją 8-miesięczną kotkę ze schroniska (raptem 38 godzin temu), była
10 dni po sterylizacji - myślałam, że mam z głowy ten akurat problem. Ale w
związku z lekkim papraniem się ranki, czytam sobie na forum o sterylizacji
(zanim wieczorem pojadę do weta) i włos mi się jeży: kotka ma rankę na boku,
nie jest jakaś szczególnie mała, ok. 2,5 - 3 cm, ale czy to przypadkiem nie
oznacza, że zrobili jej tę właśnie 'oszczędzającą' sterylizację? A jeśli tak,
to czy mogę ją (i kiedy) wysterylizować ponownie, tym razem już na prawdę i
całkowicie? Do 'jej' weterynarza jedziemy dopiero dziś po południu, mam
nadzieję dowiedzieć się konkretów nt. tego co jej zrobili, ale biorąc pod
uwagę 'masówkę' schroniskową...
Obserwuj wątek
    • jul-kot Re: powtórna sterylizacja? 18.12.03, 14:28
      Witam!
      Być może, że tak jest jak podejrzewasz, na bezdomnych kotach robi się czasem
      takie eksperymenty. Rana po otwarciu brzuszka przy normalnej operacji jest
      dłuższa i na środku. To nie oznacza jednak, że coś kotce zostawili. I przy tej
      metodzie powinno się usuwać jajniki i macicę, niebezpieczeństwo polega na
      większej możliwości powikłań przy grzebaniu w jamie brzusznej na ślepo i
      wyrywaniu tego co trzeba i nie trzeba spomiędzy wnętrzności, które są jednak ze
      sobą połączone, bo inaczej przelewałyby się w brzuchu jak woda. Możliwe jest
      przebicie wnętrznośći, krwotok lub rozlanie zawartości jajnika, co powoduje
      potem permanentną ruję np. przez dwa lata bez przerwy. Twoja kotka przeżyła już
      ładne parę dni po tym zabiegu, więc najgorsze ma za sobą. Jest jeszcze obolała,
      więc weterynarz raczej jej skutecznie nie zbada, może co najwyżej sprawdzić
      temperaturę i węzły chłonne, upewnić się, czy wewnątrz nie ma stanu zapalnego.
      Następnej operacji raczej nie powinno się teraz robić, może nie będzie
      potrzebna, lepiej poczekać aż kotka całkowicie dojdzie do siebie i wtedy
      ewentualnie badać. Kotka jest młoda, ropomacicza ani nowotworów od razu nie
      dostanie. Jeśli na wiosnę nie będzie miała rui, będzie to znaczyło, że jajników
      nie ma. Niestety może też znaczyć, że jest jeszcze ZA MŁODA na ruję. Spróbuj
      się dowiedzieć, czy była sterylizowana PO pierwszej rui, czy wczesniej.
      Macicę doświadczony lekarz może wyczuć przy luźnym brzuszku, ale nie ma co się
      z tym spieszyć. Ja bym Ci radził dbać o kotkę i spokojnie poczekać z tymi
      wątpliwościami przynajmniej do wiosny, jeśli w tej chwili nie ma żadnych
      niepokojących objawów. Ja bym poczekał nawet dłużej.
      Pozdrawiam, Juliusz.
      • Gość: kicia Re: powtórna sterylizacja? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.12.03, 16:21
        > Witam!
        > Być może, że tak jest jak podejrzewasz, na bezdomnych kotach robi się czasem
        > takie eksperymenty.

        Jesli nie wiesz to nie strasz ludzi i nie wprowadzaj w BLAD!
        Jak najbardziej, na calym swiecie, robi sie tzw.ciecia boczne u kotek-
        szcegolnie wolnozyjacych i schroniskowych. Dlaczego? Bo po takim zabiegu-cieciu
        bocznym- jest LATWIEJSZE gojenie a w schronisku nikt nie ma zaspecjalnie czasu
        aby opiekowac sie zwierzetami po zabiegu. Kotki wolnozyjace poprostu po zabiegu
        wypuszcza sie na wolnosc. Jak kotka rozwalilaby szwy brzuszne-to sorry-ale
        wnetrznosci wyszlyby na wierzch:( A przy bocznym nie ma zaspecjalnych szans na
        grzebanie przy szwie. Kotka jest dobrze wykastrowana-nie posiada ani jajnikow
        ani macicy.
        Jesli cos sie paprze przy ranie idz do WETA SWOJEGO!! Zasada powinna byc taka:
        DO SCHRONISKA NIGDY JUZ NIE WRACAMY!!! Schroniska nie stac na dobre leki itp-
        taka jest prawda i po co wracac do miejsca gdzie choroby 'lataja jak stada
        much'? I tak 'zaoszczedzilas' biorac kotke wysterylizowana juz, wiec nie
        oszczedzajcie dalej na SWOICH JUZ zwierzetach-byc moze nieswiadomie.
        Kotka mogla zanieczyscic rane, wiadomo schronisko i potrzebne bedzie podanie
        antybiotyku i byc moze jakies przemywanie rany-nic wiecej w zasadzie-nie zrobi
        jakikolwiek wet.Ale idz szybko do weta, niezwlekaj-bo stany zaplane tez moga
        byc niestety smiertelnym zagrozeniem:(
        A jesli chodzi o powtornasterylizacje to raczej zapomnij-usg moze tylko wykazac
        czy byly np. jajniki pozostawione ale na 99.9% nie sadze.jesli pozotawione to
        mozna zrobic ponownie zabieg-ale w obecnych czasach nikt nie pozostawia
        jajnikow!
        Czasmi wet moze spaprac i pozostawic odrobinke jajnika i ten zacznie pracowac-i
        tego nie da sie usunac.Czy tez(bardzo,bardzo niewiele przypadkow) role janikow
        przejmie nadnercze i kotka bedzie miala normalny cykl-ale w ciaze nie zajdzie.
        Nie zapominaj tez o tym,ze w organizmie kotki nastapila zmiana hormonalna i jej
        organizm musi sie wyciszyc- u jednych jest od reki a u drugich i do pol roku.
        Prawde mowiac to bardziej ze sterylizacja zawierzylabym wetowi schroniskowemu-
        duze doswiadczenie-setki zabiegow niz jakiemus co to raz w miesiacu robi zabieg.
        Sam zabieg sterylizacji nie jest jakims zabiegiem, kotry wymaga doktoratu-jest
        to dosc prosty zabig, jedynie wymaga STARRANOSCI od lek.wet.
        To,ze kotka miala duze ciecie moze wynikac stad,ze np. miala jakies zmiany juz
        na narzadach,moze ropomacicze itp.

        I gratuluje bojnej wyobrazni, stwierdzenia,ze lek. wet moze wyczuc macicie:)))
        ktory to wet. taki geniusz-wskaz go:))

        Poza tym tez moj drogi-nie zapominaj,ze jesli masz kotke w domu to ona caly rok
        na okraglo ma rujke-ona zyje w domu,w cieple a nie na wolnosci! Owszem kotki
        wolnozyjace maja tzw. przerwe zimowa(inne zwierzeta tez zreszta,dzikie) ale nie
        kotki DOMOWE!!
        • jul-kot Re: powtórna sterylizacja? 18.12.03, 18:11
          Witam ponownie!
          Szanowna Kiciu, ja wiem więcej, niż Ci się zdaje i nikogo nie chcę straszyć.
          Gdybyś chociaż trochę poczytała forum, to i "weterynaria", dowiedziałabyś się i
          o przypadkach pozostawianiu jajników, i o pozostawianiu macicy bez jajników, i
          o permanentnej rui po sterylizacji. Dowiedziałabyś się też, że nie każdy lekarz
          weterynarii potrafi zrobić sterylizację dobrze, choć to niby żadna filozofia,
          były przypadki i śmierci kotek po sterylizacji, i rozchodzenia się szwów i
          licho wie, czego jeszcze. Nawet dzika kotka po sterylizacji powinna być
          przetrzymana w pomieszczeniu przez minimum 10 dni, każdy lekarz Ci to powie,
          wtedy nie jest ważne, gdzie jest cięcie, bo i tak jest zagojone. Ktoś, kto
          wypuszcza kotkę zaraz po sterylizacji musi mieć źle w głowie, nie robi się tego
          nie z powodu lepszego czy gorszego gojenia, tylko dlatego,że kotka jest
          bezbronna. Znam też takich lekarzy, którzy robią setki zabiegów byle jak,
          trzeba jakoś rozliczyć dotacje, a co się stanie potem ze zwierzęciem, to sprawa
          drugorzędna. A co do chodzenia do weta, to zasada jest taka: kto za
          przeproszeniem "spieprzył", ten naprawia, każdy wet powie Ci i to, weterynarze
          nie lubią poprawiać po swoich kolegach po fachu. Zresztą pacjent ma prawo
          przynajmniej dowiedzieć się, co przy zwierzęciu było robione, jakie dostało
          leki itp. i o tym właśnie pisałem, a nie o leczeniu w schronisku.
          Znam lekarzy, którzy potrafią wyczuć macicę, to prawda, że nie każdy to
          potrafi, ale to już jego sprawa, a co do USG, to ja o nim nic nie pisałem, to
          już Twój pomysł, żeby oglądać kawałek jajnika albo jajnik rozlany.
          Gdybyś poczytała forum, dowiedziałabyś się również, jak często mają ruje kotki
          w domu, nie mają rui bez przerwy, ciekawe, skąd Ci to przyszło do głowy, nie
          wiem zresztą jaki ma to związek z tematem.
          Pozdrawiam, Juliusz.
          • jul-kot p.s. 18.12.03, 18:36
            I jeszcze jedno. Gdybyś uważnie przeczytała mój tekst, to zapewne zauważyłabyś,
            że ja nie namawiałem właścicielki kotka do powtórnej sterylizacji, a raczej
            starałem się ją uspokoić. Nie namawiałem do dodatkowych badań ani
            niepotrzebnych zabiegów. To co z kotką robiono, to jedno, a jej spokój i
            zdrowie teraz to coś zupełnie innego. To co sugerowałem, że schroniska to dobre
            miejsca do eksperymentów, a masówka musi być tania, dalej podtrzymuję i co do
            tego jesteśmy, zdaje się, zgodni, chociaż nie napisałaś tego wprost.
            Pozdrawiam, Juliusz.
            • g.i.jane Re: metody sterylizacji kotki 18.12.03, 22:03
              Moje dwie kotki były kastrowane metodą "małego cięcia" około 4 lat temu. Mają
              się doskonale. Żadnych powikłań ani objawów rui później nie miały. Pewnie nie
              każdy wet potrafi zrobić taką operację dobrze. Sama się dziwiłam jak on to
              zrobił przez taki mały otwór ale widocznie miał wprawę. Ta metoda na pewno ma
              tę zaletę, że ranka jest mała, szybko się goi, nie trzeba zdejmować szwów i
              kotka nie musi chodzić w kubraczku. Oczywiście pod warunkiem, że ma się
              szczęście trafić na weta, który umie to zrobić prawidłowo a nie porywa się z
              motyką na słońce (czytaj: uczy na zwierzaku).
            • Gość: kicia Re: p.s. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.12.03, 00:16
              jul-kot napisał:

              > I jeszcze jedno. Gdybyś uważnie przeczytała mój tekst, to zapewne
              zauważyłabyś,
              >
              > że ja nie namawiałem właścicielki kotka do powtórnej sterylizacji, a raczej
              > starałem się ją uspokoić. Nie namawiałem do dodatkowych badań ani
              > niepotrzebnych zabiegów. To co z kotką robiono, to jedno, a jej spokój i
              > zdrowie teraz to coś zupełnie innego. To co sugerowałem, że schroniska to
              dobre
              >
              > miejsca do eksperymentów, a masówka musi być tania, dalej podtrzymuję i co do
              > tego jesteśmy, zdaje się, zgodni, chociaż nie napisałaś tego wprost.

              Ja napisalam wprost i to odwrotnie.
              Predzej zaufalbym wetowi schroniskowemu-jesli chodzi o sterylizacje niz
              klinice, w ktorych czesto gesto rowniez studenci sie ucza a weci sami wykonuja
              tych prostych zabiegow malo! No moze teraz juz coraz wiecej chociaz przy takich
              cenach, jak dyktuja nasze kliniki,niewspolmiernie wysokich w porownaniu z
              kosztami, to ludzie poprostu przestana kastrowac zwierzeta bo ich poprostu juz
              OBECNIE nie stac na taki koszt. I lek.wet. powinni mocno sie zastanowic co
              wyprawiaja z cenami. W wielu przypadkach za porownywalna usluge, jakakolwiek, u
              lekarza ludzkiego placi sie taniej niz u weta. A sama jakosc uslug pozostawia
              wieeele do zyczenia! Czekam az wejdziemy do UE i mam nadziej,ze lek. wet. z UE
              otworza u nas lecznice i beda brac normalne pieniadze za swoje uslugi. To co
              nasi weci z cenami wyprawiaja to jeden wielki skandal!!! Szczegolnie zabiegi
              kastracji!!!Mowie tu szczegolnie o duzych miastach. Tak jak ciagle sa tez weci,
              ktorzy zalecaja podawanie hormonow-wiedza,ze pacjent wroci ale na sygnale i
              mozna zainkasowac wtedy podwojnie-ropomacicze!
              • Gość: zwierzomaniak Re: p.s. IP: 212.113.164.* 20.12.03, 00:37
                muszé cię bardzo zmartwić droga Kiciu, ale w kwestii opłat za leczenie
                weterynaryjne w krajach UE to są znacznie droższe niz obecnie w Polsce !
                Mieszkam obecnie na głębokim południu Europy i jestem kolekcjonerem
                porzuconych zwierzątek. Wydatki na weta są tu koszmarnie wysokie, na przykład
                za wizytę płacisz na dzień dobry 20 /30 euro, narkoza kosztuje 50 euro plus
                oddzielnie płacisz za sam zabieg. to samo ze szczepieniami, szczenięce
                kosztują 30 euro za zastrzyk. obawiam się że po wejściu do UE ceny w Polsce
                najwyżej mogą skoczyć, na obniżenie nie liczę! pozdrowienia
                • Gość: kicia Re: p.s. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.12.03, 22:19
                  No a jaki to stanowi procent do srednich zarobkow,chodzi mi dokladnie o zabieg
                  kastracji(suki)? Zmartwilas mnie:( Nie widze jakos porawienia przez to doli
                  bezdomnych zwierzat, w Polsce. Ludzie beda rozmnazac-sami beda
                  ewentulanie 'wykonywac egzekucje' na slepych,nowo narodzonych-niechcianych
                  zwierzetach:(
          • Gość: kicia Re: powtórna sterylizacja? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.12.03, 00:04
            Witam ponownie!
            > Szanowna Kiciu, ja wiem więcej, niż Ci się zdaje i nikogo nie chcę straszyć.
            > Gdybyś chociaż trochę poczytała forum, to i "weterynaria", dowiedziałabyś się
            i
            >
            > o przypadkach pozostawianiu jajników, i o pozostawianiu macicy bez jajników,
            i
            > o permanentnej rui po sterylizacji. Dowiedziałabyś się też, że nie każdy
            lekarz
            >
            > weterynarii potrafi zrobić sterylizację dobrze, choć to niby żadna filozofia,
            > były przypadki i śmierci kotek po sterylizacji, i rozchodzenia się szwów i
            > licho wie, czego jeszcze.

            To ja pierwsze slysze o nagminnosci takich wypadkow a tez nie jest mi obcy
            temat'kastracja.'
            Partacze sa wszedzie a fatk,ze ostatnio weterynaria nie ma dobrej opinii. Ja
            nie mowie tu o schrniskowej-tylko ogolnie.

            Nawet dzika kotka po sterylizacji powinna być
            > przetrzymana w pomieszczeniu przez minimum 10 dni, każdy lekarz Ci to powie,
            > wtedy nie jest ważne, gdzie jest cięcie, bo i tak jest zagojone. Ktoś, kto
            > wypuszcza kotkę zaraz po sterylizacji musi mieć źle w głowie, nie robi się
            tego
            >
            > nie z powodu lepszego czy gorszego gojenia, tylko dlatego,że kotka jest
            > bezbronna.

            Co to zanczy bezbronna? Jesli kotka doszla do siebie, wybudzila sie to czy
            siedzi w klatce czy w swoim srodowisku, nie ma to znaczenia a powiem wiecje,ze
            ma-dla dzikiej kotki bo klatka tylko ja stereuje-a zapewne wiesz jak koty sa
            wyjatkowo wrazliwe na stresy.

            Znam też takich lekarzy, którzy robią setki zabiegów byle jak,
            > trzeba jakoś rozliczyć dotacje, a co się stanie potem ze zwierzęciem, to
            sprawa
            >
            > drugorzędna.

            I moim zdaniem tez sie myslisz-jesli papraliby cos to napewno nikt z takim
            wetem nie chcialby wspolpracowac. Dobor zwierzat najwazniejsze a nie kieszen
            papracza.

            A co do chodzenia do weta, to zasada jest taka: kto za
            > przeproszeniem "spieprzył", ten naprawia, każdy wet powie Ci i to,
            weterynarze
            > nie lubią poprawiać po swoich kolegach po fachu. Zresztą pacjent ma prawo
            > przynajmniej dowiedzieć się, co przy zwierzęciu było robione, jakie dostało
            > leki itp.

            Jesli zabieg byl normalny-bez problemow(jakies ropomacicze itp) to nie ma
            potrzeby podawania jakichkolwiek lekow!
            Skoro takich zalecen nie otrzymala,ze ma podawac leki to znaczy,ze nic zlego
            sie nie dzialo.

            i o tym właśnie pisałem, a nie o leczeniu w schronisku.
            > Znam lekarzy, którzy potrafią wyczuć macicę, to prawda, że nie każdy to
            > potrafi, ale to już jego sprawa, a co do USG, to ja o nim nic nie pisałem, to
            > już Twój pomysł, żeby oglądać kawałek jajnika albo jajnik rozlany.
            Zle zrozumiales-ja mialm na mysli zobaczenie czy pozostawiaona jest macicia czy
            tez i jajnik np. Nikt kawaleczkow na usg nie zobaczy,to oczywiste.

            A w 'wymacanie' macicy przez weta i tak nie wierze.


            > Gdybyś poczytała forum, dowiedziałabyś się również, jak często mają ruje
            kotki
            > w domu, nie mają rui bez przerwy, ciekawe, skąd Ci to przyszło do głowy, nie
            > wiem zresztą jaki ma to związek z tematem.

            Ty napisales aby do wiosny poczekala-zrozumialm,ze o wystapienie ruiki Ci
            chodzi- kotki domowe,trzymane w domach maja ja rowniez i zima. Jesli kotka jest
            nie pokryta bedzie ja miala w najgorszym ukladzie non-stop! czy zima czy lato.
            A w dobrym ukladzie, z mniejsza czestotliwoscia, niezaleznie od pory roku.
            Pozdrawiam,kicia:)
            > Pozdrawiam, Juliusz.


    • jul-kot o co tu właściwie chodzi? 23.12.03, 13:56
      Witam!
      Być może niektórzy z Was zadają sobie pytanie: o co tu właściwie chodzi i czego
      się boi AT? Czemu ci ludzie się spierają, skoro kotka przeżyła i ma się nieżle?
      Tymczasem problem się rozmydla a dyskusja weksluje na może skądinąd ciekawe
      tematy jak „ile rujek w zimie może mieć kociczka w mieszkaniu” albo „czy lekarz
      może maciczkę wymacać czy nie” albo „czy rana po operacji o centymetr dłuższa
      goi się gorzej i dłużej niż ta krótsza” albo na bardzo ciekawy i obszerny temat
      cen usług weterynaryjnych.
      A może po prostu wszyscy wiedzą, co to znaczy „oszczędzająca” sterylizacja i co
      tu właściwie się oszczędza?
      Być może, ale ja nie jestem tego taki pewien, więc jeszcze na ten temat trochę
      napiszę.

      Są dwie zasadnicze metody sterylizacji, tradycyjna i „nowoczesna”, właśnie
      ta „oszczędzająca”.
      Metoda tradycyjna polega na rozcięciu brzuszka cięciem o długości około 4 cm,
      wypreparowaniu spośród wnętrzności i usunięciu jajników oraz macicy. Ranę
      zszywa się nićmi rozpuszczalnymi, szyjąc kolejno kilka powłok brzusznych
      ( otrzewna, mięśnie, skóra ). Rana goi się około dziesięciu dni, potem
      zewnętrzne nici można usunąć lub nie, stopniowo wchłoną się, tak jak i
      wewnętrzne.
      Operacja „oszczędzająca” przebiega w zasadzie podobnie, tyle że cięcie jest
      krótsze, z boku brzucha lub w pachwinie, a manipulacje wewnątrz brzucha
      wykonuje się NA SLEPO, przy pomocy haka, którym wyciąga się, a właściwie wyrywa
      jajniki i macicę spośród połączonych ze sobą wnętrzności. Następnie odcina się
      wyciągnięte przez dziurkę narządy na tyle precyzyjnie, na ile ta dziurka
      pozwoli. Potem ranę zaszywa się byle jak lub nawet wcale zakładając, że przez
      małe nacięcie wnętrzności nie wypadną. O co więc chodzi?
      Chodzi o to, że manipulacje na ślepo w jamie brzusznej mogą powodować
      niezauważone w czasie operacji uszkodzenia narządów, przebicia jelit lub
      pęcherza, przerwania większego naczynia krwionośnego lub moczowodu. Jajnik lub
      macica przy wyciąganiu też może się przerwać i często usunięcie pozostałości
      jest już niemożliwe. Ten „oszczędzający” zabieg jest w efekcie bardziej
      ryzykowny, niż tradycyjny, może spowodować przedostanie się do jamy brzusznej
      treści jelit, krwi lub moczu i zapalenie otrzewnej, pozostawienie części
      jajnika lub rozlanie jego zawartości może powodować ruję permanentną, a
      pozostawienie całej lub części macicy naraża kotkę na ropomacicze w
      przyszłości. Jeśli kotka po zabiegu przeżyje parę dni i nie ma niepokojących
      objawów, ryzyko powikłań się zmniejsza, ale niebezpieczeństwo wynikające z
      pozostawienia fragmentów narządów jest dalej realne.
      Na czym więc polega „oszczędność” jeśli nie na zdrowiu zwierzęcia? Czy krótsza
      rana goi się krócej? A może chodzi tu o inną oszczędność?
      Jest, i to duża. Oszczędność czasu i pracy chirurga, który nie musi starannie
      szyć kilku powłok brzusznych, i oszczędność nici rozpuszczalnych, które są
      drogie, a potrzeba ich sporo. Są to nici zespolone z igłą, na jeden szew
      potrzebna jest zwykle jedna taka nitka.
      No i tu jest, jak to się mówi, pies pogrzebany. Jak robić sterylizacje masowo i
      tanio? Wiadomo, metodą „oszczędzającą”. A jaki procent zwierząt ten zabieg
      przeżyje to już inna sprawa i inna statystyka. Nikt nie zapyta, co stało się ze
      schroniskową kotką po sterylizacji, zwierzęta w schronisku sa „niczyje”, a
      śmiertelność i bez tego jest duża.
      Wiadomo, dlaczego tak się robi w schroniskach. Jest tanio i szybko, można
      wykazać się dużą ilością przeprowadzonych zabiegów, co jest potrzebne do
      rozliczenia dotacji, które na ten cel schroniska dostają. Dla mnie nie jest
      oczywiste, że każdy wet ze schroniska, który robi „setki” takich sterylizacji
      jest geniuszem. Znam lekarzy ze schronisk, są różni, tak jak i inni. Historia
      uczy, że teoria jakoby ilość zawsze przechodziła w jakość nie sprawdziła się.
      Są również partacze, jak i wszędzie, i tego obawia się nasza koleżanka AT,
      wszyscy wiemy, jaki jest poziom usług weterynaryjnych.

      Sterylizowałem i sterylizuję dużo kotek, domowych i bezdomnych. Płacę za to z
      własnej kieszeni, może czasem mniej niż Wy, ale płacę i nigdy nie zdecydowałbym
      się na podobną „oszczędność”.

      A co do wymacywania macicy... Szanowna Kiciu, czepiłaś się tej macicy z uporem
      godnym lepszej sprawy, a ja już napisałem, że to nie mój problem. Są lekarze,
      którzy mówią, że ją wymacują. Ja ich nie sprawdzę, nie mam zdolności w tym
      kierunku, nie potrafię wymacać nawet wypełnionego pęcherza, a nie tylko małego
      flaczka, jakim jest normalna macica. Radziłem, żeby poczekać do wiosny lub
      dłużej, żeby kotka doszła do siebie, a jeśli w tym czasie, w sprzyjających
      warunkach, bo w ciepłym mieszkaniu, jak sama piszesz, dostanie rui, będzie to
      znaczyło, że z jej jajników jednak coś zostało. Przecież o to chodzi, żeby
      kotka ruj nie miała i dlatego kotki sterylizuje się zamiast trzymać w lodówce.
      Ruje nie zależą wyłącznie od temperatury, również np. od ilości światła
      dziennego. Być może Twoja kotka, którą kiedyś miałaś, miała w zimie ruje bez
      przerwy, i to się zdarza, zwykle jednak nie jest tak źle.
      I jeszcze jedna sprawa. Nie wiesz, dlaczego kotka po zabiegu jest bezbronna?
      Nawet jeśli narkoza już całkowicie zejdzie, to zwierzę jest chore i słabe
      przynajmniej przez kilka dni, ma bolesną, łatwą do zainfekowania ranę i
      wygolony brzuch. Pewnie, wypuścić jest najłatwiej, a potem niech się dzieje
      wola nieba. Chora kotka chowa się, głoduje, bo nie potrafi zdobyć pożywienia,
      nie potrafi uciec przed psem.
      Ty nie wiesz, a ja wiem. Karmię od roku bezdomną kotkę, która uciekła
      weterynarzowi po sterylizacji i nie dała się złapać, potem dołączyła
      do „moich” bezdomnych kotów. Kulała i poruszała się z trudnością przez kilka
      tygodni, cud, że przeżyła. Przynajmniej nie musiała zdobywać pożywienia.

      Twierdzisz, że kotka po sterylizacji nie musi dostawać leków. Owszem, dostaje.
      W dniu operacji środek przeciwbólowy i osłonowo antybiotyk, a potem jeszcze ten
      antybiotyk przynajmniej raz po dwóch dniach lub nawet jeszcze kilka razy. Tak
      postępuje uczciwy weterynarz. U nas nie wypuszcza się bezdomnych kotek krótko
      po sterylizacji, każdy normalny lekarz Ci to powie, przetrzymuje się kotkę aż
      do zagojenia się rany. A co robią w schroniskach? Ty widać więcej o tym wiesz
      niż ja i co do tego pewnie masz rację.
      Pozdrawiam, Juliusz.

      • Gość: at już wiem IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.12.03, 15:55
        Bardzo dziękuję za rady.
        Obawiałam się (i trochę tych obaw pozostało, ale już mniej niejasności) tego,
        że mojej kotce pozostawiono macicę, co może skutkować ropomaciczem, bo że
        zrobili jej sterylizację określaną wielce zwodniczym mianem 'oszczędzającej' -
        na to już nie miałam wpływu, mogę tylko mieć nadzieję, że nie pouszkadzali
        biedaczynie żadnych narządów. Dowiedziałam się, że wycięto jej jajniki.
        Oczywiście nie zamierzałam od razu stworzenia posyłać na drugi zabieg, co
        najmniej do wiosny miałaby spokój, czas na wydobrzenie po poprzednim (były
        konieczne dodatkowe zastrzyki) i aklimatyzację u mnie. Po konsultacji z inną
        Panią Weterynarz przyjmuję, że drugi zabieg zrobię jej, jeśli będzie konieczny,
        czyli jeśli - odpukać - pojawią się oznaki ropomacicza. Lub tej nieszczęsnej,
        różnie kotki gnębiącej, rui, oby nie permanentnej. Rety, nie dość że w moim
        mieszkaniu ciepło, to jeszcze dużo słońca! ;)
        Lekarz schroniskowy. Chciałam do niego pójść, bo: wykonywał zabieg, więc wie,
        mam u niego tańsze usługi, bo kot ze schroniska. Niestety, pojechawszy tam
        dowiedziałam się, że: wet nieobecny, bo 'pojechał w jakąś delegację, czy coś',
        a po drugie i najważniejsze, kotka bardzo wyraźnie i bardzo negatywnie
        zareagowała na przekroczenie bram schroniska. Zgadzam się, że robiąc setki
        zabiegów nabiera się doświadczenia, które może skutkować wyższą jakością pracy,
        ale: czy np. obierając ziemniaki na obiad tylko dla siebie robi się to równie
        starannie, co na obiad wystawny dla przyszłych teściów? Nie upieram się, że to
        dobry przykład ;) Absolutnie nie kwestionuję jakości zabiegu wykonanego w
        przypadku mojej kotki, paprało się u niej choćby dlatego, że nikt na nią
        specjalnie nie chuchał, i nie gnał do weta z byle kichnięciem, bo była w klatce
        i niczyja; będąc czyimś kotem miałaby większe szanse na szybkie wylizanie się z
        tego.
        Przepraszam, że zrobiło się tak nerwowo, kto by się spodziewał :) Na pewno
        jednak z pozyskanych dzięki temu informacji skorzystam nie tylko ja. Dziękuję.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka