świąteczno - sylwestrowy.
Uśmiech, zabawa, plany, przyszłość.
Moja historia nie bardzo tu pasuje.
Ale opowiem Wam, ponieważ co jakiś czas musi się to ze mnie wylać.
Jest 11 września 2012.
Idę z Nim na zwykłą kontrolną wizytę.
Ta wizyta okazuje się być przełomową w naszym życiu.
Pada diagnoza Adenocarcinoma.
Słowo mi obce, od tej chwili wypełnia moje życie.
Setki pytań dlaczego ?
Niepotrzebnie zadawanych, nikt nie udzieli Ci na nie odpowiedzi.
Nie możesz się rozczulać, musisz walczyć, musisz wspierać,
musisz ukryć swoje łzy.
Twój świat ulega przewartościowaniu, wszystko jest teraz inne.
I powoli uczysz się z tym żyć.
Na początku jest ciężko, potem z upływem czasu zaczynasz się oswajać.
Poznawać wroga.
Zbierasz wszystkie swoje siły przeciwko niemu.
Szykujesz się na spotkanie z jedynym w swoim rodzaju miejscem.
Onkologią.
Tam twoja siła ulega chwilowemu załamaniu.
Ale tylko na początku.
Potem systematycznie odzyskujesz siły, budzi się w tobie wściekła chęć walki.
Będziesz się zmagać, upadać, wstawać.
Za Niego, za siebie, za rodzinę.
Będziesz wierzyć.
Nauczysz się planować w krótkich odcinkach czasu.
I to będzie twoim sukcesem.
Każda spełniona drobnostka będzie na wagę złota.
Każdy dzień będziesz celebrować.
Tego nie zrozumie nikt zdrowy.
Teraz po ponad roku umiem tak żyć.
Umiem się cieszyć bzdurami i nie ogarnia mnie smutek.
Egzystuję jak każdy, ale trzeba przejść ten cholerny czyściec,
aby powrócić do żywych.
Żyjemy normalnie, już planujemy kolejne wczasy w naszej
ukochanej Karwi

, a że w tle towarzyszy nam chemioterapia,
no cóż choroba przewlekła.....tak już będzie.
Jestem na to gotowa, nie poddam się.
Choćby na końcu świata, a znajdę panaceum

))))
I jeszcze niejeden zachód słońca obejrzymy razem

)