coraz częściej mam dziwne wrażenie, żem się do lasu przeniósł. W nocy budzą nas wrzaski lisów, rano cholerny dzięcioł wali jak obłąkany w drzewo pod samym oknem, kochaś słowik drze dzioba, wracając z nocnej imprezy, pół nocy spać się nie da, bo pewna kolczasta rodzinka buszuje w krzaczorach, tupiąc i fukając, dwie kuny regularnie włamują się do piwnicy przez okienka - to na dokładkę dziś spotkałem widok bardzo niecodzienny w samym środku blokowiska.
Otóż idę sobie z kundlem, paczę, a na baraku parkingowym siedzi coś.
Jakby duży kot. Tylko te uszy dziwne.
Podszedłem bliżej a to kolega puchacz drzymie w najlepsze.
Żałuję tylko, że nie miałem aparatu, bo spotkanie niecodzienne i raczej niepowtarzalne. Choć ryzykowne, bo ten mój kundel byłby potencjalną przekąską

a puchacz wygląda tak