Mój mąż był dzisiaj w USC. Roześmiana urzędniczka podzieliła się z nim taka
oto historyjką: 6 lat temu pewien tatuś przyszedł zarejstrowac córkę. Dziecku
nadano imię Dżesika. Pani w USC najpierw usiłowała namówić do zmiany, potem
zapisała imię po polsku. Oburzony ojciec odwołał się do wyższej instancji
obrzucając urzędniczkę kalumniami, min. twierdząc, że nie zna angielskiego.
Odwołanie uwzględniono, w aktach stanęło: Jessica. I dziś własnie ten pan
znowu pojawił się w USC dzierżąc w dłoni uzyskaną od starosty powiatowego
decyzję o...zmianę pisowni na Dżesika

. Otóż Jessica w zerówce
została "Jasiką" ("si" czytane oczywiście jak w wyrazie "sika"). Tak wołały
na nią dzieci doprowadzając tym oczywiście dziewczynkę do płaczu. No i
rodzice postanowili zmienić

. Pani urzędniczka ma cichą satysfakcję

.
Miłosiernie oszczędziła strapionemu ojcu komentarzy.