Przeglądając różne rankingi imion popularnych za granicą czy też spotykając
obcokrajowców, zastanawiam się, jakie imiona są w Polsce "spalone" - innymi
słowy z różnych powodów raczej nie osiągną tu wielkiej popularności.
Przychodzą mi do głowy dwie grupy.
1. imiona, które mogą mieć ładne brzmienie, ale pechowo w języku polskim mają
już homonimy - wyrazy pospolite, często niezbyt pozytywnie się kojarzące.
np. Melina, Lina (taka Melina brzmi rewelacyjnie, moim zdaniem, tylko u nas
już jest niestety "zajęta"

), Nora
2. imiona, które nie mają szans na ładne, estetyczne spolszczenie (często
zawierają takie głoski jak "ż", "dż", albo też mają i wymawiane jako "aj").
Mogą też mieć też wcześniejsze spolszczenia, które nie utrwaliły się
wystarczająco (Jesika) albo są bardzo odległe od wersji z innych krajów
(Winifreda, Ewerylda)
np. Jessica, Brian, Jennifer
Nie mówię tu o konotacjach (Kevin może być perfekcyjnie spolszczony do Kewina,
a skojarzenia, które budzi to już inna sprawa) - tylko o brzmieniu, które z
jakiegoś powodu (obcość bądź zbieżność z istniejącymi wyrazami) "skreśla"
takie imię w Polsce.
Co o tym sądzicie? Jakie przykłady przychodzą Wam do głowy?