apolka Madziu, co u Was? 23.12.03, 15:09 Zaglądam uo ciągle i czekam na wieści od Ciebie. Mam nadzieję, że obserwujesz dalsze postępy u Rafała. Napisz, proszę, parę słów, co z tą tomografią, rechabilitacją, przenosinami na inną salę itd. Wiem, że jesteś teraz szczególnie zabiegana, jednak my tu wszystkie czekamy na wieści od ciebie. Często o Was myślę. Jesteście w moich modlitwach, nieustannie. Pozdrawiam serdecznie, a. Odpowiedz Link Zgłoś
madziarek_edziecko Re: Madziu, co u Was? 23.12.03, 22:08 Witam. Dzis byłam krótkow w pracy, wiec nie napisalam, ale piszę z domku, b nadrobić zaległości. Wczoraj także mnie nie było w pracy , stąd to opóźnienie w pisaniu. W piątek rano wyjęli Rafałowi rurkę z tchawicy. Potem on sam wyciągnął sobie rurkę (sondę) z nosa. Lekarze na obchodzie stwierdzili, że już nie będą mu sondy zakładać, bo może jesc sam. Dzieje się coraz więcej pozytywnych rzeczy, które nas tak niezmiernie cieszą ! W sobotę jak byłam razem Rafała bratem i siostrą , Rafał powiedział dwa słowa (nie będę cytować, bo były troszkę niecenzuralne hi hi ). Jak oni wyszli powiedział mi do ucha : Madzia. To mnie tak baaardzo ucieszyło . W niedzielę nie był zbyt rozmowny, powiedział jedynie : "co". Ale zaczyna mówić! Wprawdzie na razie mało, ale cieszy nas to. Pielęgniarki mówią, że być może on ma jakąś blokadę, boi się mowić, może czuć jeszcze jakby miał tę rurkę w tchawicy, a ona przeszkadza w mówieniu. Mam nadzieję, że z dnia na dzień poprawi się stan mowy, że będzie chciał mówic coraz więcej i lepiej. Czekam na to z utęsknieniem. Tak bardzo chciałabym usłyszeć dwa cudne słowa z jego ust, tak bardzo chciałabym z nim nareszcie porozmawiac. Wiecie, zastanawiam się, czy Rafał zdaje sobie sprawę z upływu czasu, czy on wie ile czasu leży w szpitalu. Pytałam go, czy wie , dlaczego jest w szpitalu. Skinął głową i oczy mu sie zaszkliły. Myślę, że wie, ale nie opowiadam mu póki co o tym wypadku,w ogóle nic na ten temat nie mówię. Święta Rafał spędzi niestety w szpitalu, ale będziemy do niego przyjeżdzac. Dziewczyny, jak myślicie, czy wziąć w Wigilię Natanielka do tatusia ? Choćby na dwie minutki... Tak bardzo chciałabym, by Rafał zobaczył synka. Boję sie jednak cały czas reakcji małego. Nie mam pojęcia jak zareaguje. Rafał wygląda naprawdę ładnie, jest szczuplejszy, co widać bardzo na twarzy. Mysle, ze Natuś go pozna i chyba sie nie przestraszy, ale ciężko jest mi przewidzieć reakcję dziecka. Kochane, z tego co się orientuję być może w połowie stycznia Rafała wypiszą. Wróci do domku... A potem pewnie załatwimy szpital rehabilitacyjny, bo na pewno nie da sie od razu bezpośrednio ze szpitala przewieźć Rafcia do uzdrowiska. Załatwienie tego też troszkę potrwa. A może dobrze, by Rafałek pobył trochę w domu. Ja wzięłabym wówczas troszkę urlopu, by z nim pobyć . Zobaczymy. Pielęgniarki mówią, że nareszcie Rafał jest taki uśmiechnięty jak był, kiedy go przyjmowali w listopadzie, tylko, żeby jeszcze mówić chciał. Siostry sugerowały, by Rafała dać na ogólną salę, gdzie jest więcej osób, które mówią itp. Od piątku Rafał bowiem był na sali dwuosobowej , gdzie razem z nim leżał pan, który jest nieprzytomny. Dzis miałam pytać lekarza o przenosiny na inną salę, ale jak już przyszłam, to Rafał był na innej sali, gdzie leży jeszcze 3 panów, tak wiec ma towarzystwo. Po za tym przywiozłam mu radio, wiec może sobie posłuchać. Dziś rano powiedział do pielęgniarki: dziękuję. A przy mnie tylko słowo: "tak". Była dziś u niego logopeda, ale nie wiele mogła wybadać, gdyż zrobiło sie zamieszanie z obiadem itp,a do takiego badania trzeba skupienia i spokoju. Rafał trochę z nią współpracował, ale szybko sie dekoncentrował np wtedy jak przywiezli obiad. Ja nawet wyszłam by mogli spokojnie ten wywiad przeprowadzić. Przy mnie powiedział jej jak sie nazywa, ale bardziej szeptem. Lekarka mówi, ze trzeba troche czasu, by mowa powróciła. Acha, jeszcze chciałam dopisać, że Rafał zaczął już dużo jeść , banany, serki, jogurty, pomarańcze... I zupkę już nie taką papkowatą. A dziś zjadł prawdziwe drugie danie (szpitalne, ale zawsze!) i kanapki na śniadanie. Jeszcze z takich rzeczy medycznych, to zaciskają mu cewnik, by przywrócić tamte rzeczy do normalności, by mógł sam sie załatwiac. Kochane, co do wyniku rezonansu magnetycznego, to nic nie wykazał . Lekarka powiedziała mi, że są zmiany aksonalne (nie wiem dokładnie co ten termin oznacza), takie , które są odwracalne, lecz nie wiadomo w jakim stopniu. To po prostu zależy od danego człowieka, od jego mózgu. Nie ma zmian, ktore wymagałyby interwencji chirurgicznej, a wiec jest dobrze. I te wszystkie pozytywne rzeczy, które się dzieją są bardzo dobrze rokujące! Kochane moje, mój wątek robi się coraz radośniejszy i mam nadzieje i wierzę w to, że tak pozostanie. Dziękuję Wam za wszystko, jesteście wspaniałe, cudowne i kochane. Dzięki Wam stałam sie spokojniejsza, wszystkie Wasze słowa dodają mi otuchy , siły. Dziękuję z całego serca !!! Życzę Wam pięknych, rodzinnych, wspaniałych, radosnych Świąt Bożego Narodzenia. Proszę , przy wigilijnym stole pomyślcie o nas, tak jak ja będę myślała o Was. Madzia Odpowiedz Link Zgłoś
abiela Re: Madziu, co u Was? 24.12.03, 00:32 Madziu, pisze na predko, bo musze isc spac, bo jutro wyjezdzamy. Na szczescie zajrzalam czy nie ma wiesci od Ciebie a tu same pozytywne! Ciesze sie, ze Rafal zaczyna mowic i wszytsko rozwija sie w dobrym kierunku. Nie wiem co Ci poradzic w sprawie wziecia Nataniela do szpitala, sama nie wiem... Moze poradz sie lekarki? A moze to Rafalowi doda sil??? A dzieci potrafia niesamowicie dobrze sie przystosowywac do sytuacji... Sama nie wiem. Zycze Tobie tez i calej twojej rodzinie pogodnych, pelnych nadziei swiat! Ania Odpowiedz Link Zgłoś
apolka Re: Madziu, co u Was? 24.12.03, 09:16 Madziu, zabierz Natanielka do taty, jak najbardziej. Dzieci porściej pojmują świat i wierzą rodzicom. Napierw opowiedz mu (jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś) co się tacie przydarzyło, że się potłukł, bolała go noga, głowa i dlatego jest teraz w szpitalu, Że tata jest teraz śmiesznie ubrany, bo tak ubierają ludzi w szpitalach, że jeszcze go trochę boli buzia i niewiele mówi, inymi słowy wprowadź go w sytuację, co może zastać w szpitalu, oswoj opowiadając o zmianach (i tłumacząc je) jakie zaszły w tacie. Takich okowieści musi być kilka, żeby dziecko je sobie "poukładało w głowie". Wiem, że jest mały ale im więcej będziesz opowiadać tym więcej zrozumie. Dla obydwu Twoich mężczyzn takie spotkanie może być budujące i radosne. Musisz się jednak liczyć z tym, że taka wizyta nie bedzie zbyt długa. Pozdrawiam, życzę samych radosnych chwil i coraz jaśniejszych dni. Odpowiedz Link Zgłoś
isma Re: Madziu, co u Was? 24.12.03, 11:30 Wszystkiego dobrego, radosci i pogody, i duzo, duzo nadziei na czas Bozego Narodzenia, Madziu. A syneczka do szpitala wez, koniecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
mader1 Re: Madziu, co u Was? 24.12.03, 13:44 Kochani ! Dobrych, pelnych nadziei i milosci Swiat.Niech Boza Dziecina strzeze Was i umacnia !!! Odpowiedz Link Zgłoś
titicaka Re: Madziu, co u Was? 24.12.03, 15:39 Madziu cieszymy sie ,ze z dnia nadzien jest coraz lepiej !!! Chcielibysmy zlozyc Wam zyczenia spokojnych Swiat Bozego Narodzenia ,Blogoslawienstwa Bozego ,sily i przede wszystkim tego by Rafal wracal jak najszybciej do zdrowia !!! Beata David i 26 tyg. Aleks Ps.Ja wzielabym synka do szpitala ,chociaz na 2 minutki ... Odpowiedz Link Zgłoś
madziarek_edziecko Re: Madziu, co u Was? 30.12.03, 09:28 Witajcie. Nie pisałam długo, bo mnie nie bylo w pracy, a wczoraj nie miałam czasu, ale wklejam tu to co przygotowałam wczoraj. ******* Dziś jestem i zaraz napiszę co i jak. W Wigilię pół dnia spędziłam w szpitalu Rafałka przenieśli na salę, gdzie było więcej osób, ale w końcu 2 panów wyszło i został w sali tylko z jednym - przytomnym, który coś tam mówi od czasu do czasu. Przyniosłam jednak Rafciowi radio , by miał jakies "towarzystwo" kiedy nikogo u niego nie ma. Kontakt z z moim mężem jest bardzo dobry! Tylko malutko mówi. Jak pytam sie, czy potrafi mówic, to kiwa głową, że tak. Jak pytam czy będzie mówił, to także kiwa, że tak. Wszystko rozumie, odpowiada w miarę możliwości, albo ściśnięciem dłoni, albo kiwając głową. Naprawdę rozumie wszystko !!! Czyli chyba wychodzi na to, że z głową jest wszysko w porządku, taką mam nadzieję Wczoraj powiedział mi to na co tak długo czekałam Powiedział mi - KOCHAM CIĘ. Wprawdzie szeptem, ale to było TO! W Wigilię przywiozłam Rafałowi prezent, jaki dla niego kupiłam. Cieszył sie Podzieliliśmy sie opłatkiem, zyczyłam mu dużo zdrowia i wytrwałości, siły, miłości. W pierwszy dzień świąt zabrałam Natanielka do tatusia. W szpitalu był spokój, wiec nikt nawet nie widział, że dziecko przyszło. Był chyba tylko z 10 - 15 minut, ale był grzeczny. Zareagował bardzo dobrze, spokojnie. Mówił : "tata". Rafał bardzo sie wzruszył widokiem synka, popłakał sie, głaskał Natusia po główce. Był bardzo szczęśliwy, że mógł go zobaczyć. Natanielek teraz codziennie jak sie budzi to woła - "tata" i pokazuje na zdjecie. Pytam sie , gdzie tata, a on mówi : "a a a a" - znaczy to , że tata śpi. Codziennie woziłam Rafałowi jakieś świąteczne smakołyki. Rafał już je wszystko. Nawet kawkę pił , którą mu zaparzyłam Rafał wygląda bardzo ładnie, nabiera sił. Jednak jeszcze nie siada. Jest bardzo sztywny, słaby jeszcze. Podciąga sie troszke do pozycji siedzącej. Codziennie ćwiczy z rehabilitantką. Chce z tego wyjść, chce chodzić. On jest uparty, jak sie na cos uprze to tak będzie Wiecie , wyciągnął sobie przedwczoraj cewnik Mówi, ze go tam boli. Pytałam pielegniarek , co one na to. Mówią, ze moze bolec po takim czasie, ale może sobie krzywde zrobić , jak będzie to wyciągał. Obiecał mi, że nie wyciągnie już więcej. Ale boje sie, że jak go będzie bolało to zapomni o obietnicy i wyciągnie. Nie jest jeszcze na tyle silny, by korzystac z kaczki samodzielnie. W ogóle widze i wiem to, ze go strasznie męczy i denerwuje to, że nie może sam się załatwiaĆ, że ma tego pampersa, że myją go obce osoby, że nie może sam wykonać takich podstawowych czynnności. Uspokajam go mówiąc, że niedługo sam to zrobi. Choć trochę się boję, bo nie wiem,kiedy to nastąpi. Mam nadzieje, ze jak go wypiszą to będzie mógł sam sie załatwiac, przynajmniej do kaczki czy basenu. Męczy mnie to , ale nie pokazuję tego po sobie przy Rafałku. Jestem silna, staram sie nie myslec negatywnie. Wierzę, że będzie wszystko dobrze. Już jest lepiej i za to dziekuję Bogu. Proszę nadal w moich modlitwach o zdrowie dla Rafałka. Dziś chcę porozmawiac z lekarzem. Nie miałam takiej możliwości przez okres Świąt, bo go nie było. Chcę sie dowiedziec, kiedy mniej wiecej go wypiszą, zapytac o dalsze postępowanie. Nie rozmawiałam jeszcze z nowym lekarzem prowadzącym. Mam nadzieje, ze odpowie mi na nurtujące mnie pytania. No i zapytam o sprawę cewnika. Rafał bowiem twierdzi, że dałby sobie radę z kaczką, ale ja nie jestem pewna... Jakby wołał siostrę , jakby mówił, to może inaczej by było. No , nie wiem... Mam nadzieje, ze jak dzis przyjade to dowiem sie , ze Rafcio był grzeczny Kochane, na razie tyle na dziś. Jak mi sie coś przypomni to niezwłocznie napiszę. Całuję poświątecznie i przednoworocznie. Madzia Ps. To pisałam wczoraj, a dziś dopiszę jeszcze co działo sie wczoraj.pA Odpowiedz Link Zgłoś
isma Re: Madziu, co u Was? 30.12.03, 15:28 Madziu, cudnie. W sprawie cewnika, powiedzcie koniecznie o tym lekarzowi, moze bedzie potrzebny posiew z moczu - odpukac - w razie podejrzenia jakiejs miejscowej infekcji. Pozdrawiam serdecznie i noworocznie. Odpowiedz Link Zgłoś
gosia.mama.wojtusia Re: Madziu, co u Was? 30.12.03, 18:32 witaj Madziu,wzruszylam się czytając Twój post,modlę się za Ciebie I Twojego Rafała,tak cudnie piszesz o Nim,musisz go naprawde bardzo kochać,wiem,że na pewno się martwisz i rozpaczasz ale musisz być silna,musisz jeść,gdy Twój mąż wóci do domu bedziesz potrzebowala siły i dla Niego i dla synka,nie płacz,musisz być dla Niego oparcie,on musi widzieć ze ty wierzysz....pozdrawiam cieplutko,jestem z Tobą i będę się modlić o zdrowie dla Twojego ukochanego,życzę Wam ,żeby Nowy Rok zaczął się samymi dobrymi nowinami,zeby RAłał wrócil do zdrowia i zeby wszystko było jak dawniej,pozdrawiam-Małgosia Odpowiedz Link Zgłoś
madziarek_edziecko Re: Madziu, co u Was? 30.12.03, 09:29 Ach, dziękuję za Wasze wszystkie życzenia! Madzia z rodzinką Odpowiedz Link Zgłoś
abiela Re: Madziu, co u Was? 30.12.03, 10:45 Madziu, to so wspaniale wiesci! Bardzo sie ciesze i trzymam kciuki za dalsze postepy! Ania Odpowiedz Link Zgłoś
marcsi Re: Madziu, co u Was? 30.12.03, 17:23 Madziu, dołączam się do koleżanek i też Was ściskam sylwestrowo i noworocznie. Bardzo się cieszę, że wszystko zmierza ku lepszemu. Marcsi Odpowiedz Link Zgłoś
itsola Re: Madziu, co u Was? 30.12.03, 22:55 Madziu Kochana ! Ja tez dolaczam sie do Zyczen Noworocznych dla calej Twojej Rodzinki.I ciesze sie ,ze wszystko tak dobrze sie uklada. Pa Ola Odpowiedz Link Zgłoś
szczekuszka Re: Madziu, co u Was? 30.12.03, 23:01 Dolaczam sie do zyczen! Duzo zdrowia!!!! Dla Ciebie, Twojego Meza i Natanielka! szczekuszka Odpowiedz Link Zgłoś
mer12 Re: Madziu, co u Was? 31.12.03, 02:00 Madziu, modle sie za Was i wiem ze bedzie dobrze. Myslisz pozytywnie a to pomaga i jestescie na dobrej drodze.Jesli masz chwilke czasu to polecam ksiazke "Potega podswiadomosci" Joseph Murphy - mnie osobiscie bardzo pomogla w ciezkich chwilach. Szczesliwego Nowego Roku i wierze ze nastepnego Sylwestra przetanczysz z Rafalem . Pozdrawiam Mer Odpowiedz Link Zgłoś
madziarek_edziecko Re: Madziu, co u Was? 31.12.03, 10:14 Kochane. W poniedziałek rozmawiałam z lekarzem, ale bardzo krótko, bo już spieszył się do domu . Powiedział, że jest duża poprawa w stanie Rafała, no i , że w połowie stycznia będą go szykować do domu. Stwierdził,że najlepiej zrobi Rafałowi opieka domowa. Pielęgniarki mówią, że najczęściej pacjenci w takim stanie wychodzą z tego w domu. A Rafałowi jest potrzebna miłość i opieka kogoś bliskiego. O szpitalu rehabilitacyjnym myślimy jednak, bo rehabilitacja jest także potrzebna. Jednak nie da się tego załatwić od ręki, a może to dobrze, bo pobyt w domu zrobi Rafałowi naprawdę dobrze. Jak tylko wspomnę o domu, to Rafał płacze i mówi, że chciałby być już w domu. W poniedziałek bardzo chciał zobaczyć synka. Pytam się go – Rafcio, kogo chciałbyś zobaczyć? A on na to: Małego. Tak więc jak rodzice z Natusiem po mnie przyjechali to wzięłam go na chwile do taty. Rafcio znowu popłakał się ze szczęścia. Tak w ogóle to ponownie przenieśli Rafała na kolejną salę. Tym razem jest na sali ogólnej, gdzie jest 8 łóżek, ale pacjentów w tej chwili jest pięciu. Tam jest także telewizor. Pielęgniarki mówią, że to dla Rafała dobra, bo tam jest większy kontakt z ludźmi i może Rafał zacznie więcej mówić. Rzeczywiście jest tam lepiej. No, ale znowu zmienił się lekarz . Co inna sala to inny lekarz. Nie kumam tego. Nie miałam jeszcze przyjemności rozmawiać i w ogóle poznać nowego lekarz, który przejął opiekę nad Rafałkiem. Jeśli zaś chodzi o mowę to coraz więcej Rafał mówi, wprawdzie szeptem, ale próbuje. Z głosem czasem także coś mu się uda powiedzieć. Najwięcej mówi do mnie. Z lekarzem nie chce rozmawiać. Ja go najbardziej mobilizuję do rozmowy. Rafał wyciągnął sobie jednak ten cewnik w niedzielę wieczorem i już mu go nie zakładali. Leży więc w pampersie. Ma wołać jak będzie chciał się załatwić. Ma przycisk, którym ma wzywać pielęgniarki. Wczoraj i dziś (czyli we wtorek , bo piszę to we wtorek) zdarzyła się taka sytuacja, że nie zdążył poprosić mnie o „kaczkę” (on może jeszcze nie czuć kiedy mu się chce siusiu, a to przez to,że miał tak długo ten cewnik). Powiedział dopiero, kiedy nasiusiał. Kazałam mu wezwać pielęgniarkę, bo ma się nauczyć to robić. Jak weszła i zapytała, kto wołał, to on podniósł rękę. Pielęgniarka go pyta co chce. On odpowiedział, ale nie usłyszała, bo za daleko stała, więc powiedziałam jej, że ma podejść bliżej,. Nachyliła się nad nim i wtedy jej powiedział, że ma pełno w pampersie. Kazałam mu tak właśnie wołać pielęgniarki, ale wcześniej, jak mu się będzie chciało załatwić, a nie po fakcie. Mam nadzieję, że zrozumiał i będzie je wołał. W poniedziałek robili mu ponownie badanie TK głowy. Nie wiem jeszcze jaki jest wynik dokładnie, ale coś pielęgniarka mówiła, że nic niepokojącego nie ma. Jak tylko jutro pójdę, to podpytam lekarza. Rafał coraz chętniej i intensywniej ćwiczy z rehabilitantami. Oni go sadzają na łóżku i sobie tak przez chwilę siedzi. Widzę i wiem , że on chce wyzdrowieć i chce jak najszybciej wstać z łóżka. Zdaję sobie sprawę, że to może potrwać i kilka miesięcy, ale w końcu będzie chodził, bo nogi ma sprawne. Powiedziałam Rafałkowi, że musi ćwiczyć, aby mi pomóc, bo ja sama sobie nie dam rady, bo go podźwignąć przy przebieraniu pampersa czy podkładaniu basenu. On powiedział, że wie i skinął głową, jak zapytałam., czy będzie dużo ćwiczył. Z tym moim kręgosłupem to jest rzeczywiście coś nie tak. Zrobiłam zdjęcie RTG. Okazało się ( o czym zapomniałam), że miałam już RTG robione 2 i pół roku temu i wykazało jakieś niewielkie skrzywienie. Wczorajsze zdjęcie pokazało, że jest gorzej niż wtedy. Zmiany są przeciążeniowe (na pewno od siedzącej pracy, bo od czego innego?), rotacja kręgów (coś tam wiem co to znaczy, ale muszę pójść do mojego lekarza po nowym roku z wynikiem), zwężenia między kręgami. Jeju, to tak brzmi, że się boję. Biorę tabletki, które zapisał mi lekarz i mam nadzieję, że nic mi nie będzie poważnego. Zdaję sobie sprawę, że nie mogę dźwigać i boję się tego, że nie będę mogła sobie dać rady przy moim kochanym mężu. Mam jednak nadzieję, że jakoś w rodzinie wspólnymi siłami sobie poradzimy. Wiecie jak Rafał coś usłyszy o wypadku to zaraz płacze. Teraz każdy z pacjentów, którzy tam leżą z nim na sali, pytają mnie , co się stało, jaki wypadek itp. Jak odpowiadam, to Rafał słysząc to płacze. Ja mu mówię, że jest wszystko dobrze, że ma się nie martwić, ze najważniejsze jest to, że zarówno on jak i pani Basia żyją. On się strasznie o nią martwi. Mówię mu zawsze, że jej nic nie jest, że jest zdrowa. Zresztą widział ją i wie o tym. Pewnie stają mu przed oczami obrazy z dnia wypadku i dlatego się tak smuci. Ach, lekarz kazał do Rafcia jak najwięcej cały czas mówić, mobilizować go do rozmowy. Tak właśnie czynię. Powiem Wam, że nie mogę się doczekać jak Rafał wróci już do domu. Będzie miał tutaj naszą miłość, zaopiekujemy się nim, będziemy mogli pobyć nareszcie razem, porozmawiać (mam nadzieję), będę mogła znowu więcej czasu spędzić także z synkiem. Te codzienne jazdy do Akademii mnie też już bardzo męczą. Zwłaszcza, że mam daleko (autobusem 45 minut i jeszcze 10 minut tramwajem ). Często korzystam jednak z uprzejmości kogoś z pracy (np. szefa, jak dziś) albo mojego taty, który najczęściej ze mną jeździ albo po mnie przyjeżdża. Dobrze, że pracuję na ½ etatu, mogę i tak to sobie jakoś dobrze rozplanować. Wiem, że za mało czasu poświęcam teraz synkowi i boję się także tego. Zbyt często się denerwuję. Może teraz mniej, ale wcześniej nie potrafiłam skupić się na zabawie z dzieckiem myśląc wciąż o mężu. A od kiedy z Rafałkiem jest lepiej to i mi jest lepiej i naszemu synkowi, bo mniej się denerwuję , choć nie powiem, że wcale. Tak bardzo bym chciała, żeby Rafał wyszedł z tego wszystkiego naprawdę w dobrym stanie. Mam taką nadzieję i modlę się o to z całego serca. Kocham Rafała tak bardzo mocno, nigdy , przenigdy go nie opuszczę i zawsze będę przy nim razem z Natanielkiem. Będziemy sobie wszyscy razem pomagać i chyba jakoś damy radę. Jak myślicie ? Dziękuję Wam za to, że byłyście i jesteście z nami w tych ciężkich dla nas chwilach. Jest to dla mnie ogromnie ważne i potrzebne. Dziękuję Wam za wszystko co przeżyłam z Wami w tym roku, a na Nowy Rok życzę Wam i sobie – dużo, dużo miłości, wytrwałości, ciepła rodzinnego, siły, nadziei, wiary, przyjaźni i wsparcia jakie sobie nawzajem dajemy oraz dużo szczęścia, a także tego, abyśmy nadal były dla siebie takie bliskie jak dotychczas. Aby ten Nowy Rok przyniósł Wam same dobre wiadomości, same wspaniałe wydarzenia, wiele radości, uśmiechu i cudności!!! Z gorącymi uściskami i podziękowaniami. Madzia z całą rodzinką Ps. Pozwólcie, że nadal będę opisywała w tym wątku wszystkie wydarzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
isma Re: Madziu, co u Was? 31.12.03, 12:12 Madzia, jeszcze raz sylwestrowo sciskam i caluje. Milosc uzdrawia, naprawde. A moze rehabilitant do domu? Bo wiesz, w tych szpitalach i sanatoriach to przypada jeden personel na pare osob, z roznymi dysfunkcjami, i tak naprawde moze to byc skteczne w jakiejs ulamkowej czesci (maz kolezanki byl w takim specjalistycznym szpitalu w Krakowie - poniewaz byl "z protekcji", cwiczyl tylko on, a szesciu pozostalych pacjentow patrzylo...). Pzdr. Odpowiedz Link Zgłoś
gyokuro Re: Madziu, co u Was? 31.12.03, 16:48 Madziu, życzę Wam wszelkiej pomyślności w Nowym Roku, wytrwałości i zdrowia, zdrowia, zdrowia!!! Odpowiedz Link Zgłoś
abiela Re: Madziu, co u Was? 31.12.03, 19:13 Madziu, dzieki za wszytskie wiadomosci, koniecznie kontynuuj Twoje opowiesci, bo pewnie nie tylko ja czekam z niecierpliwoscia na opis postepow Rafala. Mysle, ze pomysl ismy jest dobry. Moze sprobuj znalezc rehabilitanta, ktory by przyhcodzil do domu - w ten sposob moglabys sie opiekwoac Rafalem a rehabilitant poswiecalby cala uwage Rafalowi i moze jakis cwiczen bys sie nauczyla. Jesli chodzi o Twoj kregoslup to nie brzmi to tak tragicznie (ja sie lecze od 15 lat) ale sprobuj sie przerzucic z tabletek na cwiczenia. tabletki to rozwiazanie krotkoterminowe, powodem takich zmian jest przewaznie slabe umiesnienie. tylko, ze Ty pewnie teraz nie masz czasu na cwiczenia. No ale moze w przyzslosci. Moze razem z Rafalem? Madziu, zycze Tobie i calej Twojej rodzinie wytrwalosci, usmiechu, zdrowia i wiary w siebie na Nowy Rok. Bedzie dobrze! Ania Odpowiedz Link Zgłoś
agamichal Re: Madziu, co u Was? 01.01.04, 03:16 Witaj Madziu!!!!!!!!!!!!!! Wszystkiego najlepszego dla Ciebie i calej Twojej Rodzinki w Nowym Roku, aby byl lepszy niz ten poprzedni, zebyscie mogli dalej funkcjonowac jako kochajaca sie rodzinka, z wiara i ufnoscia na kazdy dzien A jesli o ten Twoj kregoslup, to polecam Ci doskonala metode leczenia bolow kregoslupa. Otoz moj maz jest rehabilitantem specjalizujacym sie wlasnie w bolach kregoslupa, wedlug niego metoda McKenziego to jedyna doglebna metoda badania przyczyn i leczenia. do leczenia ta metoda uprawnia specjalistyczny kurs i certyfikat, z erguly sa to rehabilitanci lub lekarze ortopedzi. Wiem ze w LUXMEDzie na Raclawickiej sa wyspecjalizowni terapeuci. Dodatkowo polecam strone www.mckenzie.bzi.pl/pl/wprowadzenie.html Pozdrawiam goraco Aga Odpowiedz Link Zgłoś
madziarek_edziecko Re: Coraz lepiej :) 05.01.04, 08:39 Witam gorąco w Nowym Roku !!! Nie pisałam kilka dni, ale dziś już od razu biorę się do pisania. U nas coraz lepiej. Rafał już bardzo dużo mówi. Mówi prawie normalnym głosem, trochę przyciszonym, ale jeszcze troszkę i będzie dobrze. Tak bardzo brakowało mi rozmowy z nim. Teraz te nasze rozmowy i tak są inne niż wcześniej, częściowo dlatego, że on jest w szpitalu, a częściowo dlatego, że i Rafcio jest inny. Nie jest to jeszcze zupełnie taki mój Rafcio jaki był przed tym wszystkim. Nie wiem, czy będzie taki sam, tego nikt nie wie, ale jest prawie taki. Jednego dnia miałam totalne załamanie. Tak zawsze dzielnie się trzymałam, ale kilka dni temu nerwy mi puściły i zaczęłam wyć, że chcę mojego Rafała , że chcę aby był taki jak przedtem. Moja mama nie potrafiła mi pomóc, bo ona jest słaba psychicznie i to zwykle ja podnoszę ją na duchu, nie ona mnie (nawet w tej sytuacji) . Jeszcze właściwie pognębiła mnie bardziej. W końcu jednak poszłam do siebie i się uspokoiłam; skarciłam sama siebie. Bowiem pamiętam przecież jak Rafałek leżał bez ruchu, jak był pod respiratorem i co ja wtedy przeżywałam. Teraz jest taka poprawa, a ja wyję jak głupia! No i się uspokoiłam. Na następny dzień jeszcze dostałam ochrzan od mojego taty, co mi bardzo było potrzebne. Powiedział mi właśnie to, że wtedy ryczałam , niemal po ścianach chodziłam z rozpaczy, a teraz kiedy Rafał tak z tego wyszedł ja wyję zamiast się cieszyć. I mamę też ochrzanił, że mi jeszcze do głowy kładzie sprawy typu: „ co będzie, co by było jakby .... „ itp. Czuję potrzebę, by Wam o tym napisać, a więc napisałam. I wiem, że po prostu taki miałam zły wtedy dzień, teraz znowu jestem nastawiona optymistycznie i pełna nadziei i wiary. Powiedziałam Rafałkowi, że teraz co niedzielę chodzimy z Wojtkiem (moim bratem) do kościoła. Zapytał :”czemu?”. Odpowiedziałam, że czuję taką potrzebę, że mi to bardzo pomaga, że chcę chodzić także z nim jak wyzdrowieje. Odpowiedział, że dobrze, że będziemy chodzili także z synkiem jak troszkę podrośnie. Rafał powiedział mi także , że modli się codziennie wieczorem. Pytam się, o co się modli, a on na to : - „O zdrowie”. - czyje ? – zapytałam - „Nasze” – odpowiedział. Ucieszyłam się i zaproponowałam, żeby myślał zawsze o nas przy modlitwie, a ja będę myślała o nim , to tak jakbyśmy się razem w domu modlili. Rafał nie kojarzy niektórych faktów, nie wie jaki mieliśmy samochód, od kogo go kupiliśmy. Nie wie, jaki samochód ma mój tata, twierdzi, że SKODĘ (którą to właśnie kupiliśmy od mojego taty, i którą Rafałek miał wypadek), nie pamięta tego, że kupował z tatą inny samochód, a np. za chwilę mówi, jakie tata ma auto. Niby wie, że miał wypadek i dlatego jest w szpitalu, ale nie zawsze to kojarzy. Czasami mylą mu się niektóre rzeczy, czasami czegoś nie pamięta, a za chwilę już wie o co chodzi. Słucha wszystkich dookoła i potem powtarza jakieś zdania z rozmowy kogoś innego. Pamięta , gdzie pracuje i z kim, gdzie mieszka, poda cały adres , numer telefonu, pamięta imiona wszystkich z rodziny. Dużo pamięta, bardzo dużo, ale czasami coś mu się myli. Wie, że byliśmy we wrześniu w Zakopanym, wie z kim itp. Nie pamięta tego, że dojeżdżał do pracy samochodem. On się jakoś zablokował psychicznie jeśli chodzi o rozmowę o wypadku i samochodzie. Ja go tak dyskretnie podpytuję, ale nie za dużo, żeby go nie męczyć tym i nie wystraszyć. Czasami mam wrażenie , że on o wszystkim pamięta, a czasem nie. Nie pamięta tego co się wokoło działo kiedy leżał nieprzytomny, ale wie , jaką piosenkę mu puszczałam z walkamana. I ciągle mówi, że chce do domu. A ja mu wciąż powtarzam, że musi być cierpliwy, że jeszcze trochę i będzie w domu. Wiecie, znów mu założyli cewnik, bo nie wołał... On na następny dzień mówi do mnie – „Powiedz im, że ja już będę wołał, niech to zabiorą”. Dziś razem ze znajomą rehabilitantką – Asią byłyśmy umówione na rozmowę z lekarzem. Bardzo miły ten pan doktor, a wydawał mi się na początku taki niezbyt sympatyczny. Mimo, iż oglądał skoki narciarskie, to porozmawiał z nami (acha, ja to piszę w niedzielę 4 stycznia, ale wkleję na forum dopiero jutro 5.01.). Pan doktor bardzo pozytywnie wyrażał się o postępach Rafała, o poprawie jego stanu zdrowia. Mówił, że w tym tygodniu wykonają mu jeszcze jedno badanie mózgu (spektrogram, jeśli dobrze zapamiętałam, ale nie wiem, czy dokładnie tak to się nazywa, przepraszam, jeśli coś pomieszałam), chodzi w nim o zbadanie ukrwienia mózgu. Tak, jak już kiedyś Wam pisałam , oni nadal nie wiedzą, dlaczego miała miejsce utrata świadomości u Rafała, dlaczego on stracił tę przytomność. Lekarz mi to właśnie dziś powiedział. Oni jeszcze tego do końca nie wiedzą... Zastanawiają się także nad włożeniem tej złamanej i poskładanej nogi w gips. Wyjmą mu cewnik, a potem pewnie niedługo wypiszą. Z tego co sobie poukładałam wychodzi mi, że być może w przyszłym tygodniu, a najwyżej za 2 tygodnie. Pytałam, jakie są dalsze plany i co on proponuje. Lekarz powiedział: „dom, dom i jeszcze raz dom”. Mówi, że pacjenci tacy jak Rafał najlepiej dochodzą do siebie w domu. Oczywiście rehabilitację mamy kontynuować , nawet na poziomie domowym, ale w domu będzie mu dużo, dużo lepiej i dojdzie do siebie. A szpital rehabilitacyjny może poczekać, tak powiedział lekarz. Pewnie, że tam jest fachowa opieka, ale rehabilitacje nie trwają cały dzień, lecz 2 –3 godziny, a potem pacjent się nudzi i przez większość czasu jest sam, a w domu zawsze jest ktoś bliski. To wszystko słowa lekarza. Mówiłam lekarzowi, co zaobserwowałam u Rafała, tzn to, że czegoś nie pamięta, a za chwilę wie o co chodzi, albo czasem mówi od rzeczy. Lekarz powiedział, że tak może być, że potrzeba czasu i , że Rafał ma dużą szansę, by to się unormowało. Mamy się uzbroić w cierpliwość i dużo do niego mówić. Rozmawiać z nim. To akurat dla mnie nie problem, bo mogę z nim godzinami rozmawiać, tak jak to czyniłam nawet wtedy gdy nie mógł mi jeszcze odpowiedzieć. Rafał bardzo chętnie ćwiczy z Asią, wykonuje ćwiczenia. Jego lewa ręka jest mniej sprawna, nie podniesie jej do góry, ale pomaga sobie wtedy prawą ręką. Sadzamy Rafała, ale ponieważ on sam jest za słaby, by utrzymać się w pozycji siedzącej to ktoś musi podtrzymywać mu plecy. Jak leży to utrzymując się takich trójkątów wiszących nad łóżkiem, podciąga się do pozycji siedzącej. Coraz więcej potrafi , jest coraz silniejszy, ale jeszcze mimo wszystko bardzo słaby. Jestem dobrej myśli. Dziś jak byłam w kościele to w ogóle coś we mnie tak buzowało, tak chciało skakać, śpiewać i cieszyć się z tego, jak Rafał z tego wyszedł. Z całego serca dziękuję Bogu w moich modlitwach. Dziewczyny, jak myślicie, czy to Bóg i nasza miłość sprawiła, że jest coraz lepiej? Ja myślę , że tak. Myślę także, że pomogła w tym ogromna wola Rafała, jego i moja siła, wiara, nadzieja i właśnie miłość! Naprawdę w to wierzę. Zmieniłam się... , na pewno to wszystko miało na mnie jakiś wpływ i najważniejsze to chyba wyciągnąć z tego coś bardzo dobrego, wniosek na całe życie. Boję się tego , jak sobie poradzę jak Rafałek będzie już w domu, bo przecież on sam nie da rady pójść do łazienki itp., ale mam rodzinę, oni mi pomogą, jakoś chyba wspólnie damy sobie radę. Rafał mówi, że także mi pomoże, aby mnie kręgosłup nie bolał. Chyba jakoś damy sobie radę, jak sądzicie? Może być ciężko, na pewno, ale będziemy wszyscy razem, w domu... już niedługo..... , jeszcze trochę...... Będzie dobrze, musi tak być – tak mi powtarzałyście i to chyba jakaś moja mantra, bo powtarzam to sobie często. I trzymam się. Nie mam wyjścia. Nie ma innej możliwości. Modlę się, dziękuję Bogu za tę poprawę i nadal proszę o zdrowie dla Rafała w moich modlitwach. Kocham..... , tak bardzo mocn Odpowiedz Link Zgłoś
madziarek_edziecko Re: Coraz lepiej :) 05.01.04, 08:42 Kocham..... , tak bardzo mocno go kocham....., ich..... -męża i synka. Są dla mnie całym światem. Dziękuję Wam moje kochane , dziękuję za wszystko, za to, że jesteście ze mną, że po prostu jesteście...... Madzia z rodziną. Ps. Nie wiem czemu urwało mi część postu powyżej. Całuski! Odpowiedz Link Zgłoś
apolka Re: Coraz lepiej :) 07.01.04, 09:06 Jak miło się teraz czyta Twoje listy. Każdy następny zawiera dobre wieści o postępach, o spełnionych nadziejach. Dziękuj Bogu za to wszystko, bo to no Wam pomaga. On wie, co dla Was jest dobre. I proś Go nadal, z całej siły. Nie martw się przyszłymi przeciwnościami, trzeba się z nimi liczyć, że będą, ale to będą przeszkody do pokonania, zresztą, jak do tej pory, poradziliście sobie ze znacznie większymi. Pamiętaj, że to, czego doświadcza Twoja rodzina, jakkolwiek byłoby tragiczne, ciężkie i bolesne, jeśli tylko się nie poddacie, wzmocni Was. Zastanów się, co się zmieniło, co przewidujesz, że się zmieni po wypadku. Możesz to sobie spisać na kartce. Staraj się niczego nie pominąć. A potem, przejrzyj swoją listę i oceń, czy poszczególne zmiany są w rezultacie pozytywne czy negatywne. Taka analiza pozwoli Ci się uporać ze smutkiem, wynikającym ze świadomości nieuchronności zmian. Swietnie rozumiem, że martwisz się Rafałem, że jest (będzie) "nie taki jak był". Ale, tak na dobrą sprawę, nie masz gwarancji, jak by to było, gdyby wypadek nie miał miejsca. Ludzie zmieniają się pod wpływem różnych przeżyć, utraty pracy, problemów ze zdrowiem, komplikacji uczuciowych... . Znieniają się nie zawsze na "lepsze", niestety. W Waszym przypadku gorąco wierzę, że dzięki wytrwałości, modlitwie i miłości wyjdziecie z tego silniejsi i lepsi. Zawierzajcie swoje życie Bogu, zarówno w tych złych jak i w tych dobrych chwilach. Proście i dziękujcie. Nikt nie kocha Was tak, jak on. Pozdrawiam serdecznie, a. Odpowiedz Link Zgłoś
syla33 Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 03.01.04, 23:27 Witaj, dzisiaj dopiero przeczytalam ten watek, wiem co czujesz i czulas w pierwszych dniach po wypadku. Dwa lata temu mielismy z mezem wypadek, jego stan byl bardzo powazny, mial powazne obrazenia wewnetrzne, w sylwestra byl operowany, potem bylo juz lepiej. Mial polamana miednice i musial lezez przez dwa miesiace z noga na wyciagu. Do tego uraz szyjny i lezal caly czas plasko. Moje zycie wowczas wygladalo tak: rano odprowadzalam syna do przedszkola, potem jechalam do meza do szpitala aby go karmic, myc i pomoc zmienic pampersa. Wracalam wieczorem i tak codziennie. Duzo pomogli mi rodzice. Tak samo jak ty mialam czasem wszystkiego dosyc. Moj maz czesto plakal, ze jest taki bezradny, ze nie moze nawet sam sie umyc... Milosc pomogla nam przezwyciezyc to wszystko i wam tez pomoze (juz pomogla, najgorsze macie juz za soba). Dzis jest juz wszystko dobrze i powoli zapominamy o tym. Trzymajcie sie cieplutko i daj znac co u was slychac. Aha, moj maz tez ma na imie Rafal i przed wypadkiem zaczelismy starac sie o drugie dzieciatko. W tej chwili tulimy razem w ramionach 10 tygodniowa corcie i wam tes sie to uda. Pa Odpowiedz Link Zgłoś
cysia.b Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 05.01.04, 11:23 Madziu, bardzo się cieszę, że u Was już lepiej. Pozdrawiam gorąco Cysia i córeczka w brzuchu (37 tydzień) Odpowiedz Link Zgłoś
pati_pati Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 05.01.04, 12:32 Madziu, Jestem cały czas z Tobą w modlitwach co wieczór i wierzę że już teraz może być tylko lepiej. Ucałowania dla całej rodzinki. Silna z Ciebie Babka - dasz sobie radę. Ja też wierzę, że wiara i miłość czyni cuda!! Pozdrowionka Pati Odpowiedz Link Zgłoś
madziarek_edziecko Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 09.01.04, 10:44 Kochane. Wczoraj sie dowiedziałam, ze Rafał dziś (9.01.) wychodzi ze szpitala. Powiedzieli mi dopiero wczoraj. Lekarz mówi, ze Rafal teraz wymaga tylko rehabilitacji i to w domu, bo w domu dojdzie do siebie, a dalszy pobyt w szpitalu moze zle na niego działac. Badania mu nie zrobili, bo nie mają materiałów (czyt. pieniędzy), ale lekarz mowi, ze to badanie nie jest konieczne, ze i tak nic nie zmieni. Byl neurolog u niego, zbadał go, rozmawial z lekarzem i stwierdzili, ze go wypisują. Dziś o 14:00 karetka przywiezie nas razem do domu. Jade do Rafala go ubrac i spakowac i przyjedziemy. Wczoraj do pozna szykowalam w domu łóżko i wszystko co potrzebne na jego powrót. Z jednej strony sie bardzo ciesze, bo jak mówiłam, mam dosyć tego szpitala ( i Rafcio także), a zdrugiej mam pełno obaw - jak to będzie, jak sobie poradzę. Nie mogę wziąc teraz wolnego, mam pełno roboty z PITami, jakos musimy sobie radzić. Odezwe sie jak juz będziemy razem w domku. Pozdrawiam Madzia[/list] _________________ Odpowiedz Link Zgłoś
abiela Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 09.01.04, 11:32 Glowa do gory! Ne pewno bedzie dobrze. Wspominalas, ze mieszkacie z rodzicami, wiec na pewno ci pomoga. A Rafal pewnie w domu odzyje, Trzymam kciuki! Ania Odpowiedz Link Zgłoś
itsola Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 09.01.04, 13:03 Czesc ! Jak bardzo sie ciesze,ze Rafal wraca do domu.Na pewno wszystko bedzie z dnia na dzien lepiej. Uwierz dom jest dom.Ale teraz musisz byc jeszcze silniejsza i uzbroic sie w cierpliwosc.Zycze wam wszystkiego naj. Pa Ola Odpowiedz Link Zgłoś
titicaka Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 09.01.04, 16:41 Swietnie , ze Rafal bedzie w domu , na pewno sobie poradzicie ... TRZYMAMY KCIUKI i czekamy na wiesci Beata z rozinka Odpowiedz Link Zgłoś
szczekuszka Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 09.01.04, 12:49 madziarek_edziecko napisała: > Z jednej strony sie bardzo ciesze, bo jak mówiłam, mam dosyć tego szpitala ( i > Rafcio także), a zdrugiej mam pełno obaw - jak to będzie, jak sobie poradzę. > Nie mogę wziąc teraz wolnego, mam pełno roboty z PITami, jakos musimy sobie > radzić. Madzia Ty jestes jak stal poradzicie sobie!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
madziarek_edziecko Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 12.01.04, 11:21 Szczekuszko kochana,nie jestem jak stal. W piątek rozryczałam sie i to przy Rafale, czego nie powinnam robić. Nie mogłam nerwow powstrzymac. Nie wiedzialm co mam robić, jak przyjechalam z Rafciem karetką. Niepotrzebnie przy nim płakałam i sie denerwowałam. On powiedzial, ze czuje sie niepotrzebny, ze przeszkadza... Boże, po co ja przy nim ryczałam. Głupia jestem i tyle. Nerwów nie mogłam powstrzymać, idiotka ze mnie. Powinnam sie domyslec, ze on tak zareaguje.On jest teraz inny niz kiedys. Potem wszystko sie uspokoilo, przeprosiłam go i juz chyba jest w porządku. Przyjechali goscie i Rafałowi poprawil sie humor. Dzis i wczoraj tez mial dobry humor. Pomaga nam Asia - znajoma pielegniarka. Bez niej nie dalabym sobie rady. Ona u nas nocuje, ma jeszcze 6 dyżurów, a potem bedzie miala urlop i bedzie u nas. Prosze nakrzyczcie na mnie, ze mam sie nie denerwowac, potrzebuje z kims pogadac.... Madzia Odpowiedz Link Zgłoś
andzia001 Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 12.01.04, 11:39 Magduś!!! No i krzyczę na Ciebie!!! Weź się w garść dziewczyno bo wygrałaś los na loterii. Jeszcze niedawno pocieszałam Cię, że Rafał wyjdzie z tego, że nie będzie źle. No i jest super moim zdaniem. Twoja połówka jest już z Tobą, w domu.... Ty potrzebowałaś go (i potrzebujesz), on potrzebuje Ciebie. To całe zdarzenie zmieniło was wszystkich i to jest nieuniknione. I tylko od Was zależy jak wykorzystacie cały ten bagaż doświadczeń. Ja na Twoim miejscu zaczynałabym dzień od śpiewania na przykład i dziękowania wszem i wobec, że masz Rafałka przy sobie, że żyje, że mówi, że Was pamięta.... Nigdy nie powinnaś się zamartwiać w stylu "co by było gdyby..." bo to i tak nie zmieni faktów a niepotrzebnie zaprząta Twoją głowę. Teraz musisz być silna duchem i ciałem bo czeka Cię długa droga rehabilitacji Twojego męża. A on najbardziej potrzebuje rehabilitacji tej duchowej. Kochaj go Madziu, okazuj mu to na każdym kroku, a jeżeli zdarzy Ci się nawet popłakać przy Rafałku to powiedz, że to ze szczęścia że żyje, że jest znów z Tobą.... I z radości powinnaś czerpać siły do walki. Jestem cały czas z Tobą!!!! pozdrawiam cieplutko Anka, mama Marcinka PS. Niedawno sama przeżyłam wypadek, cudem uszłam śmierci, choć aż tak bardzo nie byłam pokiereszowana jak Twój Rafałek. I wiesz co? Cieszę się jak dziecko z każdej chwili tu na ziemi, bo ciągle mam tę świadomość, że mogłoby mnie to wszystko już bezpośrednio nie dotyczyć..... Odpowiedz Link Zgłoś
pati_pati Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 12.01.04, 11:58 Madziu, Właśnie - teraz jedynym lekarstwem dla Twojego kochanego jest Twój uśmiech i Twoja radość. Im częściej mu ją będziesz okazywała, tym bardziej nabierze wiary w siebie i zrozumie że jest dla Ciebie wszystkim. Przestanie zamartwiać się tym, że jest dla Ciebie ciężarem. RADOŚĆ jest największym lekarstwem, taka płynąca z głębi serca, wbrew przeciwnosciom losu, taka zakorzeniona w Waszej miłości. Rafcio musi ją czuć na każdym kroku. Chwile załamania towarzyszą nam w naszym codziennym życiu - stało się i nie ma co do tego wracać. Trzeba patrzeć w przyszłość, nie zagłębiać się w to co było. Dzielna z Ciebie Babka, dasz sobie radę, wierzę w Ciebie. Poza tym pamietaj, że nie jesteś sama,jesteśmy z Tobą Odpowiedz Link Zgłoś
madziarek_edziecko Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 12.01.04, 12:06 Ja mu codziennie mówie, ze go kocham,ze jest nam bardzo potrzebny, ze bez niego nic nie bylo takie jak dawniej, ze jest moim calym swiatem i jest dla mnie i Natanielka wszystkim. I tak bede mówic zawsze. I nie bede przy nim płakała. Tak bedzie, obiecuje. Madzia Odpowiedz Link Zgłoś
szczekuszka Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 12.01.04, 13:37 madziarek_edziecko napisała: > Szczekuszko kochana,nie jestem jak stal. W piątek rozryczałam sie i to przy > Rafale, czego nie powinnam robić. Nie mogłam nerwow powstrzymac. A dla mnie jestes. Caly czas czytam ten watek i jestem pelna podziwu dla Twojej wytrwalosci i wiary. Kazdy ma prawo w takich sytuacjach do zalamania. Moim zdaniem, to naturalne, ze nagle Ci nerwy puscily. Trzymaj sie cieplo!!! Odpowiedz Link Zgłoś
itsola Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 12.01.04, 12:48 Czesc Madziu ! Ciesze ,sie ze juz jestescie w domu.Ja sie wcale nie dziwie,ze sie rozryczalas- caly czas bylas mocna i wkoncu ten supel sie rozerwal. Trzymaj sie - pamietaj ,ze masz synka ktory tez cie bardzo potrzebuje,a dzieci w takich sytuacja sa bardzo pobudliwe.Cieszcie sie wszyscy razem ,ze tatus jest w domu.Pa Ola. Ach,Madziu pomyslalam,ze moze zalozysz nowy watek,o pobycie w domu ?Bo tu juz jest tak pelno. Trzymaj sie. Odpowiedz Link Zgłoś