Dodaj do ulubionych

Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imionach

    • apolka Madziu, co u Was? 23.12.03, 15:09
      Zaglądam uo ciągle i czekam na wieści od Ciebie. Mam nadzieję, że obserwujesz
      dalsze postępy u Rafała. Napisz, proszę, parę słów, co z tą tomografią,
      rechabilitacją, przenosinami na inną salę itd. Wiem, że jesteś teraz
      szczególnie zabiegana, jednak my tu wszystkie czekamy na wieści od ciebie.
      Często o Was myślę. Jesteście w moich modlitwach, nieustannie.
      Pozdrawiam serdecznie, a.
      • madziarek_edziecko Re: Madziu, co u Was? 23.12.03, 22:08
        Witam. Dzis byłam krótkow w pracy, wiec nie napisalam, ale piszę z domku, b
        nadrobić zaległości. Wczoraj także mnie nie było w pracy , stąd to opóźnienie
        w pisaniu.

        W piątek rano wyjęli Rafałowi rurkę z tchawicy. Potem on sam wyciągnął sobie
        rurkę (sondę) z nosa. Lekarze na obchodzie stwierdzili, że już nie będą mu
        sondy zakładać, bo może jesc sam.
        Dzieje się coraz więcej pozytywnych rzeczy, które nas tak niezmiernie
        cieszą !
        W sobotę jak byłam razem Rafała bratem i siostrą , Rafał powiedział dwa słowa
        (nie będę cytować, bo były troszkę niecenzuralne hi hi ).
        Jak oni wyszli powiedział mi do ucha : Madzia. To mnie tak baaardzo
        ucieszyło .
        W niedzielę nie był zbyt rozmowny, powiedział jedynie : "co".
        Ale zaczyna mówić! Wprawdzie na razie mało, ale cieszy nas to. Pielęgniarki
        mówią, że być może on ma jakąś blokadę, boi się mowić, może czuć jeszcze jakby
        miał tę rurkę w tchawicy, a ona przeszkadza w mówieniu. Mam nadzieję, że z
        dnia na dzień poprawi się stan mowy, że będzie chciał mówic coraz więcej i
        lepiej. Czekam na to z utęsknieniem. Tak bardzo chciałabym usłyszeć dwa cudne
        słowa z jego ust, tak bardzo chciałabym z nim nareszcie porozmawiac.
        Wiecie, zastanawiam się, czy Rafał zdaje sobie sprawę z upływu czasu, czy on
        wie ile czasu leży w szpitalu.
        Pytałam go, czy wie , dlaczego jest w szpitalu. Skinął głową i oczy mu sie
        zaszkliły.
        Myślę, że wie, ale nie opowiadam mu póki co o tym wypadku,w ogóle nic na ten
        temat nie mówię.
        Święta Rafał spędzi niestety w szpitalu, ale będziemy do niego przyjeżdzac.
        Dziewczyny, jak myślicie, czy wziąć w Wigilię Natanielka do tatusia ? Choćby
        na dwie minutki... Tak bardzo chciałabym, by Rafał zobaczył synka. Boję sie
        jednak cały czas reakcji małego. Nie mam pojęcia jak zareaguje.
        Rafał wygląda naprawdę ładnie, jest szczuplejszy, co widać bardzo na twarzy.
        Mysle, ze Natuś go pozna i chyba sie nie przestraszy, ale ciężko jest mi
        przewidzieć reakcję dziecka.

        Kochane, z tego co się orientuję być może w połowie stycznia Rafała wypiszą.
        Wróci do domku... A potem pewnie załatwimy szpital rehabilitacyjny, bo na
        pewno nie da sie od razu bezpośrednio ze szpitala przewieźć Rafcia do
        uzdrowiska. Załatwienie tego też troszkę potrwa. A może dobrze, by Rafałek
        pobył trochę w domu.
        Ja wzięłabym wówczas troszkę urlopu, by z nim pobyć .
        Zobaczymy.

        Pielęgniarki mówią, że nareszcie Rafał jest taki uśmiechnięty jak był, kiedy
        go przyjmowali w listopadzie, tylko, żeby jeszcze mówić chciał.
        Siostry sugerowały, by Rafała dać na ogólną salę, gdzie jest więcej osób,
        które mówią itp.
        Od piątku Rafał bowiem był na sali dwuosobowej , gdzie razem z nim leżał pan,
        który jest nieprzytomny.
        Dzis miałam pytać lekarza o przenosiny na inną salę, ale jak już przyszłam, to
        Rafał był na innej sali, gdzie leży jeszcze 3 panów, tak wiec ma towarzystwo.
        Po za tym przywiozłam mu radio, wiec może sobie posłuchać.
        Dziś rano powiedział do pielęgniarki: dziękuję.
        A przy mnie tylko słowo: "tak".
        Była dziś u niego logopeda, ale nie wiele mogła wybadać, gdyż zrobiło sie
        zamieszanie z obiadem itp,a do takiego badania trzeba skupienia i spokoju.
        Rafał trochę z nią współpracował, ale szybko sie dekoncentrował np wtedy jak
        przywiezli obiad. Ja nawet wyszłam by mogli spokojnie ten wywiad
        przeprowadzić. Przy mnie powiedział jej jak sie nazywa, ale bardziej szeptem.
        Lekarka mówi, ze trzeba troche czasu, by mowa powróciła.

        Acha, jeszcze chciałam dopisać, że Rafał zaczął już dużo jeść , banany, serki,
        jogurty, pomarańcze... I zupkę już nie taką papkowatą. A dziś zjadł prawdziwe
        drugie danie (szpitalne, ale zawsze!) i kanapki na śniadanie.

        Jeszcze z takich rzeczy medycznych, to zaciskają mu cewnik, by przywrócić
        tamte rzeczy do normalności, by mógł sam sie załatwiac.

        Kochane, co do wyniku rezonansu magnetycznego, to nic nie wykazał .
        Lekarka powiedziała mi, że są zmiany aksonalne (nie wiem dokładnie co ten
        termin oznacza), takie , które są odwracalne, lecz nie wiadomo w jakim
        stopniu. To po prostu zależy od danego człowieka, od jego mózgu.
        Nie ma zmian, ktore wymagałyby interwencji chirurgicznej, a wiec jest dobrze.
        I te wszystkie pozytywne rzeczy, które się dzieją są bardzo dobrze rokujące!

        Kochane moje, mój wątek robi się coraz radośniejszy i mam nadzieje i wierzę w
        to, że tak pozostanie.
        Dziękuję Wam za wszystko, jesteście wspaniałe, cudowne i kochane. Dzięki Wam
        stałam sie spokojniejsza, wszystkie Wasze słowa dodają mi otuchy , siły.
        Dziękuję z całego serca !!!
        Życzę Wam pięknych, rodzinnych, wspaniałych, radosnych Świąt Bożego
        Narodzenia.
        Proszę , przy wigilijnym stole pomyślcie o nas, tak jak ja będę myślała o Was.

        Madzia
        • abiela Re: Madziu, co u Was? 24.12.03, 00:32
          Madziu, pisze na predko, bo musze isc spac, bo jutro wyjezdzamy. Na szczescie
          zajrzalam czy nie ma wiesci od Ciebie a tu same pozytywne! Ciesze sie, ze Rafal
          zaczyna mowic i wszytsko rozwija sie w dobrym kierunku. Nie wiem co Ci poradzic
          w sprawie wziecia Nataniela do szpitala, sama nie wiem... Moze poradz sie
          lekarki? A moze to Rafalowi doda sil??? A dzieci potrafia niesamowicie dobrze
          sie przystosowywac do sytuacji... Sama nie wiem.
          Zycze Tobie tez i calej twojej rodzinie pogodnych, pelnych nadziei swiat!
          Ania
        • apolka Re: Madziu, co u Was? 24.12.03, 09:16
          Madziu, zabierz Natanielka do taty, jak najbardziej. Dzieci porściej pojmują
          świat i wierzą rodzicom. Napierw opowiedz mu (jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś)
          co się tacie przydarzyło, że się potłukł, bolała go noga, głowa i dlatego jest
          teraz w szpitalu, Że tata jest teraz śmiesznie ubrany, bo tak ubierają ludzi w
          szpitalach, że jeszcze go trochę boli buzia i niewiele mówi, inymi słowy
          wprowadź go w sytuację, co może zastać w szpitalu, oswoj opowiadając o zmianach
          (i tłumacząc je) jakie zaszły w tacie. Takich okowieści musi być kilka, żeby
          dziecko je sobie "poukładało w głowie". Wiem, że jest mały ale im więcej
          będziesz opowiadać tym więcej zrozumie. Dla obydwu Twoich mężczyzn takie
          spotkanie może być budujące i radosne. Musisz się jednak liczyć z tym, że taka
          wizyta nie bedzie zbyt długa.
          Pozdrawiam, życzę samych radosnych chwil i coraz jaśniejszych dni.
        • isma Re: Madziu, co u Was? 24.12.03, 11:30
          Wszystkiego dobrego, radosci i pogody, i duzo, duzo nadziei na czas Bozego
          Narodzenia, Madziu.
          A syneczka do szpitala wez, koniecznie.
        • mader1 Re: Madziu, co u Was? 24.12.03, 13:44
          Kochani ! Dobrych, pelnych nadziei i milosci Swiat.Niech Boza Dziecina
          strzeze Was i umacnia smile !!!
          • titicaka Re: Madziu, co u Was? 24.12.03, 15:39
            Madziu cieszymy sie ,ze z dnia nadzien jest coraz lepiej !!!
            Chcielibysmy zlozyc Wam zyczenia spokojnych Swiat Bozego
            Narodzenia ,Blogoslawienstwa Bozego ,sily i przede wszystkim tego by Rafal
            wracal jak najszybciej do zdrowia !!!
            Beata David i 26 tyg. Aleks

            Ps.Ja wzielabym synka do szpitala ,chociaz na 2 minutki ...
            • madziarek_edziecko Re: Madziu, co u Was? 30.12.03, 09:28
              Witajcie.
              Nie pisałam długo, bo mnie nie bylo w pracy, a wczoraj nie miałam czasu, ale
              wklejam tu to co przygotowałam wczoraj.
              *******
              Dziś jestem i zaraz napiszę co i jak.
              W Wigilię pół dnia spędziłam w szpitalu Rafałka przenieśli na salę, gdzie było
              więcej osób, ale w końcu 2 panów wyszło i został w sali tylko z jednym -
              przytomnym, który coś tam mówi od czasu do czasu.
              Przyniosłam jednak Rafciowi radio , by miał jakies "towarzystwo" kiedy nikogo u
              niego nie ma.
              Kontakt z z moim mężem jest bardzo dobry! Tylko malutko mówi. Jak pytam sie,
              czy potrafi mówic, to kiwa głową, że tak. Jak pytam czy będzie mówił, to także
              kiwa, że tak. Wszystko rozumie, odpowiada w miarę możliwości, albo ściśnięciem
              dłoni, albo kiwając głową. Naprawdę rozumie wszystko !!! Czyli chyba wychodzi
              na to, że z głową jest wszysko w porządku, taką mam nadzieję
              Wczoraj powiedział mi to na co tak długo czekałam Powiedział mi - KOCHAM CIĘ.
              Wprawdzie szeptem, ale to było TO!

              W Wigilię przywiozłam Rafałowi prezent, jaki dla niego kupiłam. Cieszył sie
              Podzieliliśmy sie opłatkiem, zyczyłam mu dużo zdrowia i wytrwałości, siły,
              miłości.
              W pierwszy dzień świąt zabrałam Natanielka do tatusia. W szpitalu był spokój,
              wiec nikt nawet nie widział, że dziecko przyszło.
              Był chyba tylko z 10 - 15 minut, ale był grzeczny. Zareagował bardzo dobrze,
              spokojnie. Mówił : "tata". Rafał bardzo sie wzruszył widokiem synka, popłakał
              sie, głaskał Natusia po główce. Był bardzo szczęśliwy, że mógł go zobaczyć.
              Natanielek teraz codziennie jak sie budzi to woła - "tata" i pokazuje na
              zdjecie. Pytam sie , gdzie tata, a on mówi : "a a a a" - znaczy to , że tata
              śpi.

              Codziennie woziłam Rafałowi jakieś świąteczne smakołyki. Rafał już je wszystko.
              Nawet kawkę pił , którą mu zaparzyłam

              Rafał wygląda bardzo ładnie, nabiera sił. Jednak jeszcze nie siada. Jest bardzo
              sztywny, słaby jeszcze. Podciąga sie troszke do pozycji siedzącej.
              Codziennie ćwiczy z rehabilitantką. Chce z tego wyjść, chce chodzić.
              On jest uparty, jak sie na cos uprze to tak będzie

              Wiecie , wyciągnął sobie przedwczoraj cewnik Mówi, ze go tam boli. Pytałam
              pielegniarek , co one na to. Mówią, ze moze bolec po takim czasie, ale może
              sobie krzywde zrobić , jak będzie to wyciągał. Obiecał mi, że nie wyciągnie już
              więcej. Ale boje sie, że jak go będzie bolało to zapomni o obietnicy i
              wyciągnie. Nie jest jeszcze na tyle silny, by korzystac z kaczki samodzielnie.
              W ogóle widze i wiem to, ze go strasznie męczy i denerwuje to, że nie może sam
              się załatwiaĆ, że ma tego pampersa, że myją go obce osoby, że nie może sam
              wykonać takich podstawowych czynnności. Uspokajam go mówiąc, że niedługo sam to
              zrobi.
              Choć trochę się boję, bo nie wiem,kiedy to nastąpi. Mam nadzieje, ze jak go
              wypiszą to będzie mógł sam sie załatwiac, przynajmniej do kaczki czy basenu.
              Męczy mnie to , ale nie pokazuję tego po sobie przy Rafałku. Jestem silna,
              staram sie nie myslec negatywnie. Wierzę, że będzie wszystko dobrze. Już jest
              lepiej i za to dziekuję Bogu. Proszę nadal w moich modlitwach o zdrowie dla
              Rafałka.

              Dziś chcę porozmawiac z lekarzem. Nie miałam takiej możliwości przez okres
              Świąt, bo go nie było. Chcę sie dowiedziec, kiedy mniej wiecej go wypiszą,
              zapytac o dalsze postępowanie. Nie rozmawiałam jeszcze z nowym lekarzem
              prowadzącym. Mam nadzieje, ze odpowie mi na nurtujące mnie pytania.
              No i zapytam o sprawę cewnika. Rafał bowiem twierdzi, że dałby sobie radę z
              kaczką, ale ja nie jestem pewna... Jakby wołał siostrę , jakby mówił, to może
              inaczej by było. No , nie wiem...
              Mam nadzieje, ze jak dzis przyjade to dowiem sie , ze Rafcio był grzeczny
              Kochane, na razie tyle na dziś. Jak mi sie coś przypomni to niezwłocznie
              napiszę.

              Całuję poświątecznie i przednoworocznie.

              Madzia


              Ps. To pisałam wczoraj, a dziś dopiszę jeszcze co działo sie wczoraj.pA
              • isma Re: Madziu, co u Was? 30.12.03, 15:28
                Madziu, cudnie.
                W sprawie cewnika, powiedzcie koniecznie o tym lekarzowi, moze bedzie potrzebny
                posiew z moczu - odpukac - w razie podejrzenia jakiejs miejscowej infekcji.
                Pozdrawiam serdecznie i noworocznie.
              • gosia.mama.wojtusia Re: Madziu, co u Was? 30.12.03, 18:32
                witaj Madziu,wzruszylam się czytając Twój post,modlę się za Ciebie I Twojego
                Rafała,tak cudnie piszesz o Nim,musisz go naprawde bardzo kochać,wiem,że na
                pewno się martwisz i rozpaczasz ale musisz być silna,musisz jeść,gdy Twój mąż
                wóci do domu bedziesz potrzebowala siły i dla Niego i dla synka,nie
                płacz,musisz być dla Niego oparcie,on musi widzieć ze ty
                wierzysz....pozdrawiam cieplutko,jestem z Tobą i będę się modlić o zdrowie dla
                Twojego ukochanego,życzę Wam ,żeby Nowy Rok zaczął się samymi dobrymi
                nowinami,zeby RAłał wrócil do zdrowia i zeby wszystko było jak
                dawniej,pozdrawiam-Małgosia
            • madziarek_edziecko Re: Madziu, co u Was? 30.12.03, 09:29
              Ach, dziękuję za Wasze wszystkie życzenia!
              Madzia z rodzinką
              • abiela Re: Madziu, co u Was? 30.12.03, 10:45
                Madziu, to so wspaniale wiesci! Bardzo sie ciesze i trzymam
                kciuki za dalsze postepy!

                Ania
                • marcsi Re: Madziu, co u Was? 30.12.03, 17:23
                  Madziu, dołączam się do koleżanek i też Was ściskam sylwestrowo i noworocznie.
                  Bardzo się cieszę, że wszystko zmierza ku lepszemu.
                  Marcsi
                  • itsola Re: Madziu, co u Was? 30.12.03, 22:55
                    Madziu Kochana !
                    Ja tez dolaczam sie do Zyczen Noworocznych dla calej Twojej Rodzinki.I ciesze
                    sie ,ze wszystko tak dobrze sie uklada. Pa Ola
              • szczekuszka Re: Madziu, co u Was? 30.12.03, 23:01
                Dolaczam sie do zyczensmile! Duzo zdrowia!!!! Dla Ciebie, Twojego Meza i
                Natanielka!
                szczekuszka
                • mer12 Re: Madziu, co u Was? 31.12.03, 02:00
                  Madziu, modle sie za Was i wiem ze bedzie dobrze. Myslisz pozytywnie a to
                  pomaga i jestescie na dobrej drodze.Jesli masz chwilke czasu to polecam
                  ksiazke "Potega podswiadomosci" Joseph Murphy - mnie osobiscie bardzo pomogla
                  w ciezkich chwilach. Szczesliwego Nowego Roku i wierze ze nastepnego Sylwestra
                  przetanczysz z Rafalem . Pozdrawiam Mer
                  • madziarek_edziecko Re: Madziu, co u Was? 31.12.03, 10:14
                    Kochane.
                    W poniedziałek rozmawiałam z lekarzem, ale bardzo krótko, bo już spieszył się
                    do domu .
                    Powiedział, że jest duża poprawa w stanie Rafała, no i , że w połowie stycznia
                    będą go szykować do domu. Stwierdził,że najlepiej zrobi Rafałowi opieka domowa.
                    Pielęgniarki mówią, że najczęściej pacjenci w takim stanie wychodzą z tego w
                    domu. A Rafałowi jest potrzebna miłość i opieka kogoś bliskiego. O szpitalu
                    rehabilitacyjnym myślimy jednak, bo rehabilitacja jest także potrzebna. Jednak
                    nie da się tego załatwić od ręki, a może to dobrze, bo pobyt w domu zrobi
                    Rafałowi naprawdę dobrze.
                    Jak tylko wspomnę o domu, to Rafał płacze i mówi, że chciałby być już w domu.
                    W poniedziałek bardzo chciał zobaczyć synka. Pytam się go – Rafcio, kogo
                    chciałbyś zobaczyć? A on na to: Małego. Tak więc jak rodzice z Natusiem po mnie
                    przyjechali to wzięłam go na chwile do taty. Rafcio znowu popłakał się ze
                    szczęścia.
                    Tak w ogóle to ponownie przenieśli Rafała na kolejną salę. Tym razem jest na
                    sali ogólnej, gdzie jest 8 łóżek, ale pacjentów w tej chwili jest pięciu. Tam
                    jest także telewizor. Pielęgniarki mówią, że to dla Rafała dobra, bo tam jest
                    większy kontakt z ludźmi i może Rafał zacznie więcej mówić. Rzeczywiście jest
                    tam lepiej. No, ale znowu zmienił się lekarz sad. Co inna sala to inny lekarz.
                    Nie kumam tego. Nie miałam jeszcze przyjemności rozmawiać i w ogóle poznać
                    nowego lekarz, który przejął opiekę nad Rafałkiem.

                    Jeśli zaś chodzi o mowę to coraz więcej Rafał mówi, wprawdzie szeptem, ale
                    próbuje. Z głosem czasem także coś mu się uda powiedzieć. Najwięcej mówi do
                    mnie. Z lekarzem nie chce rozmawiać. Ja go najbardziej mobilizuję do rozmowy.

                    Rafał wyciągnął sobie jednak ten cewnik w niedzielę wieczorem i już mu go nie
                    zakładali. Leży więc w pampersie. Ma wołać jak będzie chciał się załatwić. Ma
                    przycisk, którym ma wzywać pielęgniarki. Wczoraj i dziś (czyli we wtorek , bo
                    piszę to we wtorek) zdarzyła się taka sytuacja, że nie zdążył poprosić mnie
                    o „kaczkę” (on może jeszcze nie czuć kiedy mu się chce siusiu, a to przez to,że
                    miał tak długo ten cewnik). Powiedział dopiero, kiedy nasiusiał. Kazałam mu
                    wezwać pielęgniarkę, bo ma się nauczyć to robić. Jak weszła i zapytała, kto
                    wołał, to on podniósł rękę. Pielęgniarka go pyta co chce. On odpowiedział, ale
                    nie usłyszała, bo za daleko stała, więc powiedziałam jej, że ma podejść
                    bliżej,. Nachyliła się nad nim i wtedy jej powiedział, że ma pełno w pampersie.
                    Kazałam mu tak właśnie wołać pielęgniarki, ale wcześniej, jak mu się będzie
                    chciało załatwić, a nie po fakcie. Mam nadzieję, że zrozumiał i będzie je
                    wołał.

                    W poniedziałek robili mu ponownie badanie TK głowy. Nie wiem jeszcze jaki jest
                    wynik dokładnie, ale coś pielęgniarka mówiła, że nic niepokojącego nie ma. Jak
                    tylko jutro pójdę, to podpytam lekarza.

                    Rafał coraz chętniej i intensywniej ćwiczy z rehabilitantami. Oni go sadzają na
                    łóżku i sobie tak przez chwilę siedzi.
                    Widzę i wiem , że on chce wyzdrowieć i chce jak najszybciej wstać z łóżka.
                    Zdaję sobie sprawę, że to może potrwać i kilka miesięcy, ale w końcu będzie
                    chodził, bo nogi ma sprawne.
                    Powiedziałam Rafałkowi, że musi ćwiczyć, aby mi pomóc, bo ja sama sobie nie
                    dam rady, bo go podźwignąć przy przebieraniu pampersa czy podkładaniu basenu.
                    On powiedział, że wie i skinął głową, jak zapytałam., czy będzie dużo ćwiczył.
                    Z tym moim kręgosłupem to jest rzeczywiście coś nie tak. Zrobiłam zdjęcie RTG.
                    Okazało się ( o czym zapomniałam), że miałam już RTG robione 2 i pół roku temu
                    i wykazało jakieś niewielkie skrzywienie. Wczorajsze zdjęcie pokazało, że jest
                    gorzej niż wtedy. Zmiany są przeciążeniowe (na pewno od siedzącej pracy, bo od
                    czego innego?), rotacja kręgów (coś tam wiem co to znaczy, ale muszę pójść do
                    mojego lekarza po nowym roku z wynikiem), zwężenia między kręgami. Jeju, to tak
                    brzmi, że się boję. Biorę tabletki, które zapisał mi lekarz i mam nadzieję, że
                    nic mi nie będzie poważnego. Zdaję sobie sprawę, że nie mogę dźwigać i boję się
                    tego, że nie będę mogła sobie dać rady przy moim kochanym mężu. Mam jednak
                    nadzieję, że jakoś w rodzinie wspólnymi siłami sobie poradzimy.

                    Wiecie jak Rafał coś usłyszy o wypadku to zaraz płacze. Teraz każdy z
                    pacjentów, którzy tam leżą z nim na sali, pytają mnie , co się stało, jaki
                    wypadek itp. Jak odpowiadam, to Rafał słysząc to płacze. Ja mu mówię, że jest
                    wszystko dobrze, że ma się nie martwić, ze najważniejsze jest to, że zarówno on
                    jak i pani Basia żyją. On się strasznie o nią martwi. Mówię mu zawsze, że jej
                    nic nie jest, że jest zdrowa. Zresztą widział ją i wie o tym.
                    Pewnie stają mu przed oczami obrazy z dnia wypadku i dlatego się tak smuci.

                    Ach, lekarz kazał do Rafcia jak najwięcej cały czas mówić, mobilizować go do
                    rozmowy. Tak właśnie czynię.

                    Powiem Wam, że nie mogę się doczekać jak Rafał wróci już do domu. Będzie miał
                    tutaj naszą miłość, zaopiekujemy się nim, będziemy mogli pobyć nareszcie razem,
                    porozmawiać (mam nadzieję), będę mogła znowu więcej czasu spędzić także z
                    synkiem. Te codzienne jazdy do Akademii mnie też już bardzo męczą. Zwłaszcza,
                    że mam daleko (autobusem 45 minut i jeszcze 10 minut tramwajem ). Często
                    korzystam jednak z uprzejmości kogoś z pracy (np. szefa, jak dziś) albo mojego
                    taty, który najczęściej ze mną jeździ albo po mnie przyjeżdża.
                    Dobrze, że pracuję na ½ etatu, mogę i tak to sobie jakoś dobrze rozplanować.
                    Wiem, że za mało czasu poświęcam teraz synkowi i boję się także tego. Zbyt
                    często się denerwuję. Może teraz mniej, ale wcześniej nie potrafiłam skupić się
                    na zabawie z dzieckiem myśląc wciąż o mężu. A od kiedy z Rafałkiem jest lepiej
                    to i mi jest lepiej i naszemu synkowi, bo mniej się denerwuję , choć nie
                    powiem, że wcale.

                    Tak bardzo bym chciała, żeby Rafał wyszedł z tego wszystkiego naprawdę w dobrym
                    stanie. Mam taką nadzieję i modlę się o to z całego serca.
                    Kocham Rafała tak bardzo mocno, nigdy , przenigdy go nie opuszczę i zawsze będę
                    przy nim razem z Natanielkiem. Będziemy sobie wszyscy razem pomagać i chyba
                    jakoś damy radę.
                    Jak myślicie ?

                    Dziękuję Wam za to, że byłyście i jesteście z nami w tych ciężkich dla nas
                    chwilach. Jest to dla mnie ogromnie ważne i potrzebne. Dziękuję Wam za wszystko
                    co przeżyłam z Wami w tym roku, a na Nowy Rok życzę Wam i sobie – dużo, dużo
                    miłości, wytrwałości, ciepła rodzinnego, siły, nadziei, wiary, przyjaźni i
                    wsparcia jakie sobie nawzajem dajemy oraz dużo szczęścia, a także tego, abyśmy
                    nadal były dla siebie takie bliskie jak dotychczas.
                    Aby ten Nowy Rok przyniósł Wam same dobre wiadomości, same wspaniałe
                    wydarzenia, wiele radości, uśmiechu i cudności!!!

                    Z gorącymi uściskami i podziękowaniami.
                    Madzia z całą rodzinką

                    Ps. Pozwólcie, że nadal będę opisywała w tym wątku wszystkie wydarzenia.
                    • isma Re: Madziu, co u Was? 31.12.03, 12:12
                      Madzia,
                      jeszcze raz sylwestrowo sciskam i caluje. Milosc uzdrawia, naprawde.
                      A moze rehabilitant do domu? Bo wiesz, w tych szpitalach i sanatoriach to
                      przypada jeden personel na pare osob, z roznymi dysfunkcjami, i tak naprawde
                      moze to byc skteczne w jakiejs ulamkowej czesci (maz kolezanki byl w takim
                      specjalistycznym szpitalu w Krakowie - poniewaz byl "z protekcji", cwiczyl
                      tylko on, a szesciu pozostalych pacjentow patrzylo...).
                      Pzdr.
                    • gyokuro Re: Madziu, co u Was? 31.12.03, 16:48
                      Madziu, życzę Wam wszelkiej pomyślności w Nowym Roku, wytrwałości i zdrowia,
                      zdrowia, zdrowia!!!
                    • abiela Re: Madziu, co u Was? 31.12.03, 19:13
                      Madziu, dzieki za wszytskie wiadomosci, koniecznie kontynuuj Twoje opowiesci,
                      bo pewnie nie tylko ja czekam z niecierpliwoscia na opis postepow Rafala.
                      Mysle, ze pomysl ismy jest dobry. Moze sprobuj znalezc rehabilitanta, ktory by
                      przyhcodzil do domu - w ten sposob moglabys sie opiekwoac Rafalem a
                      rehabilitant poswiecalby cala uwage Rafalowi i moze jakis cwiczen bys sie
                      nauczyla.
                      Jesli chodzi o Twoj kregoslup to nie brzmi to tak tragicznie (ja sie lecze od
                      15 lat) ale sprobuj sie przerzucic z tabletek na cwiczenia. tabletki to
                      rozwiazanie krotkoterminowe, powodem takich zmian jest przewaznie slabe
                      umiesnienie. tylko, ze Ty pewnie teraz nie masz czasu na cwiczenia. No ale moze
                      w przyzslosci. Moze razem z Rafalem?
                      Madziu, zycze Tobie i calej Twojej rodzinie wytrwalosci, usmiechu, zdrowia i
                      wiary w siebie na Nowy Rok.
                      Bedzie dobrze!
                      Ania
                      • agamichal Re: Madziu, co u Was? 01.01.04, 03:16
                        Witaj Madziu!!!!!!!!!!!!!!
                        Wszystkiego najlepszego dla Ciebie i calej Twojej Rodzinki w Nowym Roku, aby
                        byl lepszy niz ten poprzedni, zebyscie mogli dalej funkcjonowac jako kochajaca
                        sie rodzinka, z wiara i ufnoscia na kazdy dzien
                        A jesli o ten Twoj kregoslup, to polecam Ci doskonala metode leczenia bolow
                        kregoslupa. Otoz moj maz jest rehabilitantem specjalizujacym sie wlasnie w
                        bolach kregoslupa, wedlug niego metoda McKenziego to jedyna doglebna metoda
                        badania przyczyn i leczenia. do leczenia ta metoda uprawnia specjalistyczny
                        kurs i certyfikat, z erguly sa to rehabilitanci lub lekarze ortopedzi. Wiem ze
                        w LUXMEDzie na Raclawickiej sa wyspecjalizowni terapeuci. Dodatkowo polecam
                        strone
                        www.mckenzie.bzi.pl/pl/wprowadzenie.html

                        Pozdrawiam goraco
                        Aga
                      • madziarek_edziecko Re: Coraz lepiej :) 05.01.04, 08:39
                        Witam gorąco w Nowym Roku !!!

                        Nie pisałam kilka dni, ale dziś już od razu biorę się do pisania.
                        U nas coraz lepiej. Rafał już bardzo dużo mówi. Mówi prawie normalnym głosem,
                        trochę przyciszonym, ale jeszcze troszkę i będzie dobrze. Tak bardzo brakowało
                        mi rozmowy z nim. Teraz te nasze rozmowy i tak są inne niż wcześniej, częściowo
                        dlatego, że on jest w szpitalu, a częściowo dlatego, że i Rafcio jest inny. Nie
                        jest to jeszcze zupełnie taki mój Rafcio jaki był przed tym wszystkim. Nie
                        wiem, czy będzie taki sam, tego nikt nie wie, ale jest prawie taki.

                        Jednego dnia miałam totalne załamanie. Tak zawsze dzielnie się trzymałam, ale
                        kilka dni temu nerwy mi puściły i zaczęłam wyć, że chcę mojego Rafała , że chcę
                        aby był taki jak przedtem. Moja mama nie potrafiła mi pomóc, bo ona jest słaba
                        psychicznie i to zwykle ja podnoszę ją na duchu, nie ona mnie (nawet w tej
                        sytuacji) . Jeszcze właściwie pognębiła mnie bardziej. W końcu jednak poszłam
                        do siebie i się uspokoiłam; skarciłam sama siebie. Bowiem pamiętam przecież jak
                        Rafałek leżał bez ruchu, jak był pod respiratorem i co ja wtedy przeżywałam.
                        Teraz jest taka poprawa, a ja wyję jak głupia! No i się uspokoiłam. Na następny
                        dzień jeszcze dostałam ochrzan od mojego taty, co mi bardzo było potrzebne.
                        Powiedział mi właśnie to, że wtedy ryczałam , niemal po ścianach chodziłam z
                        rozpaczy, a teraz kiedy Rafał tak z tego wyszedł ja wyję zamiast się cieszyć. I
                        mamę też ochrzanił, że mi jeszcze do głowy kładzie sprawy typu: „ co będzie, co
                        by było jakby .... „ itp.
                        Czuję potrzebę, by Wam o tym napisać, a więc napisałam.
                        I wiem, że po prostu taki miałam zły wtedy dzień, teraz znowu jestem nastawiona
                        optymistycznie i pełna nadziei i wiary.

                        Powiedziałam Rafałkowi, że teraz co niedzielę chodzimy z Wojtkiem (moim bratem)
                        do kościoła. Zapytał :”czemu?”. Odpowiedziałam, że czuję taką potrzebę, że mi
                        to bardzo pomaga, że chcę chodzić także z nim jak wyzdrowieje. Odpowiedział, że
                        dobrze, że będziemy chodzili także z synkiem jak troszkę podrośnie. Rafał
                        powiedział mi także , że modli się codziennie wieczorem. Pytam się, o co się
                        modli, a on na to :
                        - „O zdrowie”.
                        - czyje ? – zapytałam
                        - „Nasze” – odpowiedział.

                        Ucieszyłam się i zaproponowałam, żeby myślał zawsze o nas przy modlitwie, a ja
                        będę myślała o nim , to tak jakbyśmy się razem w domu modlili.

                        Rafał nie kojarzy niektórych faktów, nie wie jaki mieliśmy samochód, od kogo go
                        kupiliśmy.
                        Nie wie, jaki samochód ma mój tata, twierdzi, że SKODĘ (którą to właśnie
                        kupiliśmy od mojego taty, i którą Rafałek miał wypadek), nie pamięta tego, że
                        kupował z tatą inny samochód, a np. za chwilę mówi, jakie tata ma auto.
                        Niby wie, że miał wypadek i dlatego jest w szpitalu, ale nie zawsze to kojarzy.
                        Czasami mylą mu się niektóre rzeczy, czasami czegoś nie pamięta, a za chwilę
                        już wie o co chodzi.
                        Słucha wszystkich dookoła i potem powtarza jakieś zdania z rozmowy kogoś
                        innego.
                        Pamięta , gdzie pracuje i z kim, gdzie mieszka, poda cały adres , numer
                        telefonu, pamięta imiona wszystkich z rodziny. Dużo pamięta, bardzo dużo, ale
                        czasami coś mu się myli.
                        Wie, że byliśmy we wrześniu w Zakopanym, wie z kim itp.
                        Nie pamięta tego, że dojeżdżał do pracy samochodem. On się jakoś zablokował
                        psychicznie jeśli chodzi o rozmowę o wypadku i samochodzie. Ja go tak
                        dyskretnie podpytuję, ale nie za dużo, żeby go nie męczyć tym i nie wystraszyć.
                        Czasami mam wrażenie , że on o wszystkim pamięta, a czasem nie.
                        Nie pamięta tego co się wokoło działo kiedy leżał nieprzytomny, ale wie , jaką
                        piosenkę mu puszczałam z walkamana.
                        I ciągle mówi, że chce do domu. A ja mu wciąż powtarzam, że musi być cierpliwy,
                        że jeszcze trochę i będzie w domu.

                        Wiecie, znów mu założyli cewnik, bo nie wołał...
                        On na następny dzień mówi do mnie – „Powiedz im, że ja już będę wołał, niech to
                        zabiorą”.

                        Dziś razem ze znajomą rehabilitantką – Asią byłyśmy umówione na rozmowę z
                        lekarzem.
                        Bardzo miły ten pan doktor, a wydawał mi się na początku taki niezbyt
                        sympatyczny.
                        Mimo, iż oglądał skoki narciarskie, to porozmawiał z nami (acha, ja to piszę w
                        niedzielę 4 stycznia, ale wkleję na forum dopiero jutro 5.01.).

                        Pan doktor bardzo pozytywnie wyrażał się o postępach Rafała, o poprawie jego
                        stanu zdrowia. Mówił, że w tym tygodniu wykonają mu jeszcze jedno badanie mózgu
                        (spektrogram, jeśli dobrze zapamiętałam, ale nie wiem, czy dokładnie tak to się
                        nazywa, przepraszam, jeśli coś pomieszałam), chodzi w nim o zbadanie ukrwienia
                        mózgu.
                        Tak, jak już kiedyś Wam pisałam , oni nadal nie wiedzą, dlaczego miała miejsce
                        utrata świadomości u Rafała, dlaczego on stracił tę przytomność. Lekarz mi to
                        właśnie dziś powiedział. Oni jeszcze tego do końca nie wiedzą...

                        Zastanawiają się także nad włożeniem tej złamanej i poskładanej nogi w gips.
                        Wyjmą mu cewnik, a potem pewnie niedługo wypiszą. Z tego co sobie poukładałam
                        wychodzi mi, że być może w przyszłym tygodniu, a najwyżej za 2 tygodnie.

                        Pytałam, jakie są dalsze plany i co on proponuje. Lekarz powiedział: „dom, dom
                        i jeszcze raz dom”. Mówi, że pacjenci tacy jak Rafał najlepiej dochodzą do
                        siebie w domu. Oczywiście rehabilitację mamy kontynuować , nawet na poziomie
                        domowym, ale w domu będzie mu dużo, dużo lepiej i dojdzie do siebie.
                        A szpital rehabilitacyjny może poczekać, tak powiedział lekarz. Pewnie, że tam
                        jest fachowa opieka, ale rehabilitacje nie trwają cały dzień, lecz 2 –3
                        godziny, a potem pacjent się nudzi i przez większość czasu jest sam, a w domu
                        zawsze jest ktoś bliski. To wszystko słowa lekarza.

                        Mówiłam lekarzowi, co zaobserwowałam u Rafała, tzn to, że czegoś nie pamięta, a
                        za chwilę wie o co chodzi, albo czasem mówi od rzeczy. Lekarz powiedział, że
                        tak może być, że potrzeba czasu i , że Rafał ma dużą szansę, by to się
                        unormowało. Mamy się uzbroić w cierpliwość i dużo do niego mówić. Rozmawiać z
                        nim. To akurat dla mnie nie problem, bo mogę z nim godzinami rozmawiać, tak jak
                        to czyniłam nawet wtedy gdy nie mógł mi jeszcze odpowiedzieć.
                        Rafał bardzo chętnie ćwiczy z Asią, wykonuje ćwiczenia. Jego lewa ręka jest
                        mniej sprawna, nie podniesie jej do góry, ale pomaga sobie wtedy prawą ręką.
                        Sadzamy Rafała, ale ponieważ on sam jest za słaby, by utrzymać się w pozycji
                        siedzącej to ktoś musi podtrzymywać mu plecy. Jak leży to utrzymując się takich
                        trójkątów wiszących nad łóżkiem, podciąga się do pozycji siedzącej. Coraz
                        więcej potrafi , jest coraz silniejszy, ale jeszcze mimo wszystko bardzo słaby.

                        Jestem dobrej myśli. Dziś jak byłam w kościele to w ogóle coś we mnie tak
                        buzowało, tak chciało skakać, śpiewać i cieszyć się z tego, jak Rafał z tego
                        wyszedł. Z całego serca dziękuję Bogu w moich modlitwach.
                        Dziewczyny, jak myślicie, czy to Bóg i nasza miłość sprawiła, że jest coraz
                        lepiej? Ja myślę , że tak. Myślę także, że pomogła w tym ogromna wola Rafała,
                        jego i moja siła, wiara, nadzieja i właśnie miłość!
                        Naprawdę w to wierzę. Zmieniłam się... , na pewno to wszystko miało na mnie
                        jakiś wpływ i najważniejsze to chyba wyciągnąć z tego coś bardzo dobrego,
                        wniosek na całe życie.

                        Boję się tego , jak sobie poradzę jak Rafałek będzie już w domu, bo przecież on
                        sam nie da rady pójść do łazienki itp., ale mam rodzinę, oni mi pomogą, jakoś
                        chyba wspólnie damy sobie radę. Rafał mówi, że także mi pomoże, aby mnie
                        kręgosłup nie bolał.
                        Chyba jakoś damy sobie radę, jak sądzicie? Może być ciężko, na pewno, ale
                        będziemy wszyscy razem, w domu... już niedługo..... , jeszcze trochę......
                        Będzie dobrze, musi tak być – tak mi powtarzałyście i to chyba jakaś moja
                        mantra, bo powtarzam to sobie często. I trzymam się. Nie mam wyjścia. Nie ma
                        innej możliwości.
                        Modlę się, dziękuję Bogu za tę poprawę i nadal proszę o zdrowie dla Rafała w
                        moich modlitwach.

                        Kocham..... , tak bardzo mocn
                        • madziarek_edziecko Re: Coraz lepiej :) 05.01.04, 08:42
                          Kocham..... , tak bardzo mocno go kocham....., ich..... -męża i synka. Są dla
                          mnie całym światem.


                          Dziękuję Wam moje kochane , dziękuję za wszystko, za to, że jesteście ze mną,
                          że po prostu jesteście......


                          Madzia z rodziną.

                          Ps. Nie wiem czemu urwało mi część postu powyżej.
                          Całuski!
                          • apolka Re: Coraz lepiej :) 07.01.04, 09:06
                            Jak miło się teraz czyta Twoje listy. Każdy następny zawiera dobre wieści o
                            postępach, o spełnionych nadziejach. Dziękuj Bogu za to wszystko, bo to no Wam
                            pomaga. On wie, co dla Was jest dobre. I proś Go nadal, z całej siły.
                            Nie martw się przyszłymi przeciwnościami, trzeba się z nimi liczyć, że będą,
                            ale to będą przeszkody do pokonania, zresztą, jak do tej pory, poradziliście
                            sobie ze znacznie większymi. Pamiętaj, że to, czego doświadcza Twoja rodzina,
                            jakkolwiek byłoby tragiczne, ciężkie i bolesne, jeśli tylko się nie poddacie,
                            wzmocni Was. Zastanów się, co się zmieniło, co przewidujesz, że się zmieni po
                            wypadku. Możesz to sobie spisać na kartce. Staraj się niczego nie pominąć. A
                            potem, przejrzyj swoją listę i oceń, czy poszczególne zmiany są w rezultacie
                            pozytywne czy negatywne. Taka analiza pozwoli Ci się uporać ze smutkiem,
                            wynikającym ze świadomości nieuchronności zmian. Swietnie rozumiem, że martwisz
                            się Rafałem, że jest (będzie) "nie taki jak był". Ale, tak na dobrą sprawę, nie
                            masz gwarancji, jak by to było, gdyby wypadek nie miał miejsca. Ludzie
                            zmieniają się pod wpływem różnych przeżyć, utraty pracy, problemów ze zdrowiem,
                            komplikacji uczuciowych... . Znieniają się nie zawsze na "lepsze", niestety. W
                            Waszym przypadku gorąco wierzę, że dzięki wytrwałości, modlitwie i miłości
                            wyjdziecie z tego silniejsi i lepsi. Zawierzajcie swoje życie Bogu, zarówno w
                            tych złych jak i w tych dobrych chwilach. Proście i dziękujcie. Nikt nie kocha
                            Was tak, jak on.
                            Pozdrawiam serdecznie, a.
    • syla33 Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 03.01.04, 23:27
      Witaj,
      dzisiaj dopiero przeczytalam ten watek, wiem co czujesz i czulas w pierwszych
      dniach po wypadku. Dwa lata temu mielismy z mezem wypadek, jego stan byl bardzo
      powazny, mial powazne obrazenia wewnetrzne, w sylwestra byl operowany, potem
      bylo juz lepiej. Mial polamana miednice i musial lezez przez dwa miesiace z
      noga na wyciagu. Do tego uraz szyjny i lezal caly czas plasko. Moje zycie
      wowczas wygladalo tak: rano odprowadzalam syna do przedszkola, potem jechalam
      do meza do szpitala aby go karmic, myc i pomoc zmienic pampersa. Wracalam
      wieczorem i tak codziennie. Duzo pomogli mi rodzice. Tak samo jak ty mialam
      czasem wszystkiego dosyc. Moj maz czesto plakal, ze jest taki bezradny, ze nie
      moze nawet sam sie umyc... Milosc pomogla nam przezwyciezyc to wszystko i wam
      tez pomoze (juz pomogla, najgorsze macie juz za soba). Dzis jest juz wszystko
      dobrze i powoli zapominamy o tym. Trzymajcie sie cieplutko i daj znac co u was
      slychac.
      Aha, moj maz tez ma na imie Rafal i przed wypadkiem zaczelismy starac sie o
      drugie dzieciatko. W tej chwili tulimy razem w ramionach 10 tygodniowa corcie i
      wam tes sie to uda.
      Pa
      • cysia.b Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 05.01.04, 11:23
        Madziu, bardzo się cieszę, że u Was już lepiej.
        Pozdrawiam gorąco
        Cysia i córeczka w brzuchu (37 tydzień)
        • pati_pati Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 05.01.04, 12:32
          Madziu,
          Jestem cały czas z Tobą w modlitwach co wieczór i wierzę że już teraz może być
          tylko lepiej. Ucałowania dla całej rodzinki. Silna z Ciebie Babka - dasz sobie
          radę. Ja też wierzę, że wiara i miłość czyni cuda!!
          Pozdrowionka
          Pati
    • madziarek_edziecko Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 09.01.04, 10:44
      Kochane.
      Wczoraj sie dowiedziałam, ze Rafał dziś (9.01.) wychodzi ze szpitala.
      Powiedzieli mi dopiero wczoraj.
      Lekarz mówi, ze Rafal teraz wymaga tylko rehabilitacji i to w domu, bo w domu
      dojdzie do siebie, a dalszy pobyt w szpitalu moze zle na niego działac. Badania
      mu nie zrobili, bo nie mają materiałów (czyt. pieniędzy), ale lekarz mowi, ze
      to badanie nie jest konieczne, ze i tak nic nie zmieni.

      Byl neurolog u niego, zbadał go, rozmawial z lekarzem i stwierdzili, ze go
      wypisują. Dziś o 14:00 karetka przywiezie nas razem do domu. Jade do Rafala go
      ubrac i spakowac i przyjedziemy.
      Wczoraj do pozna szykowalam w domu łóżko i wszystko co potrzebne na jego
      powrót.
      Z jednej strony sie bardzo ciesze, bo jak mówiłam, mam dosyć tego szpitala ( i
      Rafcio także), a zdrugiej mam pełno obaw - jak to będzie, jak sobie poradzę.
      Nie mogę wziąc teraz wolnego, mam pełno roboty z PITami, jakos musimy sobie
      radzić.

      Odezwe sie jak juz będziemy razem w domku.
      Pozdrawiam
      Madzia[/list]
      _________________
      • abiela Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 09.01.04, 11:32
        Glowa do gory! Ne pewno bedzie dobrze.
        Wspominalas, ze mieszkacie z rodzicami, wiec
        na pewno ci pomoga. A Rafal pewnie w domu odzyje,
        Trzymam kciuki!
        Ania
        • itsola Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 09.01.04, 13:03
          Czesc !
          Jak bardzo sie ciesze,ze Rafal wraca do domu.Na pewno wszystko bedzie z dnia na
          dzien lepiej. Uwierz dom jest dom.Ale teraz musisz byc jeszcze silniejsza i
          uzbroic sie w cierpliwosc.Zycze wam wszystkiego naj. Pa Ola
          • titicaka Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 09.01.04, 16:41
            Swietnie , ze Rafal bedzie w domu , na pewno sobie poradzicie ...
            TRZYMAMY KCIUKI i czekamy na wiesci
            Beata z rozinka
      • szczekuszka Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 09.01.04, 12:49
        madziarek_edziecko napisała:

        > Z jednej strony sie bardzo ciesze, bo jak mówiłam, mam dosyć tego szpitala (
        i
        > Rafcio także), a zdrugiej mam pełno obaw - jak to będzie, jak sobie poradzę.
        > Nie mogę wziąc teraz wolnego, mam pełno roboty z PITami, jakos musimy sobie
        > radzić.

        Madzia Ty jestes jak stalsmile poradzicie sobie!!!!
        • madziarek_edziecko Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 12.01.04, 11:21
          Szczekuszko kochana,nie jestem jak stal. W piątek rozryczałam sie i to przy
          Rafale, czego nie powinnam robić. Nie mogłam nerwow powstrzymac. Nie wiedzialm
          co mam robić, jak przyjechalam z Rafciem karetką. Niepotrzebnie przy nim
          płakałam i sie denerwowałam. On powiedzial, ze czuje sie niepotrzebny, ze
          przeszkadza...
          Boże, po co ja przy nim ryczałam. Głupia jestem i tyle. Nerwów nie mogłam
          powstrzymać, idiotka ze mnie. Powinnam sie domyslec, ze on tak zareaguje.On
          jest teraz inny niz kiedys.
          Potem wszystko sie uspokoilo, przeprosiłam go i juz chyba jest w porządku.
          Przyjechali goscie i Rafałowi poprawil sie humor.
          Dzis i wczoraj tez mial dobry humor.
          Pomaga nam Asia - znajoma pielegniarka. Bez niej nie dalabym sobie rady.
          Ona u nas nocuje, ma jeszcze 6 dyżurów, a potem bedzie miala urlop i bedzie u
          nas.
          Prosze nakrzyczcie na mnie, ze mam sie nie denerwowac, potrzebuje z kims
          pogadac....

          Madzia
          • andzia001 Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 12.01.04, 11:39
            Magduś!!!
            No i krzyczę na Ciebie!!! Weź się w garść dziewczyno bo wygrałaś los na loterii.
            Jeszcze niedawno pocieszałam Cię, że Rafał wyjdzie z tego, że nie będzie źle.
            No i jest super moim zdaniem.
            Twoja połówka jest już z Tobą, w domu....
            Ty potrzebowałaś go (i potrzebujesz), on potrzebuje Ciebie.
            To całe zdarzenie zmieniło was wszystkich i to jest nieuniknione. I tylko od
            Was zależy jak wykorzystacie cały ten bagaż doświadczeń.
            Ja na Twoim miejscu zaczynałabym dzień od śpiewania na przykład i dziękowania
            wszem i wobec, że masz Rafałka przy sobie, że żyje, że mówi, że Was pamięta....
            Nigdy nie powinnaś się zamartwiać w stylu "co by było gdyby..." bo to i tak nie
            zmieni faktów a niepotrzebnie zaprząta Twoją głowę.
            Teraz musisz być silna duchem i ciałem bo czeka Cię długa droga rehabilitacji
            Twojego męża.
            A on najbardziej potrzebuje rehabilitacji tej duchowej.
            Kochaj go Madziu, okazuj mu to na każdym kroku, a jeżeli zdarzy Ci się nawet
            popłakać przy Rafałku to powiedz, że to ze szczęścia że żyje, że jest znów z
            Tobą....
            I z radości powinnaś czerpać siły do walki.
            Jestem cały czas z Tobą!!!!

            pozdrawiam cieplutko
            Anka, mama Marcinka

            PS. Niedawno sama przeżyłam wypadek, cudem uszłam śmierci, choć aż tak bardzo
            nie byłam pokiereszowana jak Twój Rafałek. I wiesz co? Cieszę się jak dziecko z
            każdej chwili tu na ziemi, bo ciągle mam tę świadomość, że mogłoby mnie to
            wszystko już bezpośrednio nie dotyczyć.....

            • pati_pati Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 12.01.04, 11:58
              Madziu,
              Właśnie - teraz jedynym lekarstwem dla Twojego kochanego jest Twój uśmiech i
              Twoja radość. Im częściej mu ją będziesz okazywała, tym bardziej nabierze wiary
              w siebie i zrozumie że jest dla Ciebie wszystkim. Przestanie zamartwiać się
              tym, że jest dla Ciebie ciężarem.
              RADOŚĆ jest największym lekarstwem, taka płynąca z głębi serca, wbrew
              przeciwnosciom losu, taka zakorzeniona w Waszej miłości.
              Rafcio musi ją czuć na każdym kroku.
              Chwile załamania towarzyszą nam w naszym codziennym życiu - stało się i nie ma
              co do tego wracać. Trzeba patrzeć w przyszłość, nie zagłębiać się w to co było.
              Dzielna z Ciebie Babka, dasz sobie radę, wierzę w Ciebie. Poza tym pamietaj, że
              nie jesteś sama,jesteśmy z Tobą smile
              • madziarek_edziecko Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 12.01.04, 12:06
                Ja mu codziennie mówie, ze go kocham,ze jest nam bardzo potrzebny, ze bez niego
                nic nie bylo takie jak dawniej, ze jest moim calym swiatem i jest dla mnie i
                Natanielka wszystkim.
                I tak bede mówic zawsze. I nie bede przy nim płakała.
                Tak bedzie, obiecuje.

                Madzia
          • szczekuszka Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 12.01.04, 13:37
            madziarek_edziecko napisała:

            > Szczekuszko kochana,nie jestem jak stal. W piątek rozryczałam sie i to przy
            > Rafale, czego nie powinnam robić. Nie mogłam nerwow powstrzymac.

            A dla mnie jestes. Caly czas czytam ten watek i jestem pelna podziwu dla Twojej
            wytrwalosci i wiary. Kazdy ma prawo w takich sytuacjach do zalamania. Moim
            zdaniem, to naturalne, ze nagle Ci nerwy puscily.
            Trzymaj sie cieplosmile!!!
    • itsola Re: Długie,smutne,muszę tu napisać...nie o imiona 12.01.04, 12:48
      Czesc Madziu !
      Ciesze ,sie ze juz jestescie w domu.Ja sie wcale nie dziwie,ze sie rozryczalas-
      caly czas bylas mocna i wkoncu ten supel sie rozerwal. Trzymaj sie -
      pamietaj ,ze masz synka ktory tez cie bardzo potrzebuje,a dzieci w takich
      sytuacja sa bardzo pobudliwe.Cieszcie sie wszyscy razem ,ze tatus jest w
      domu.Pa Ola.
      Ach,Madziu pomyslalam,ze moze zalozysz nowy watek,o pobycie w domu ?Bo tu juz
      jest tak pelno. Trzymaj sie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Wybierz imię dla dziecka

Sprawdź co znaczą nasze imiona, skąd pochodzą, kto sławny je nosił lub nosi.