Gość: EUROMIR
IP: *.cm-upc.chello.se
25.01.04, 13:11
TAJEMNICE PULKOWNIKA
Musialem miec pewnie dwanascie, moze trzynascie lat kiedy zetknalem sie z nim
w parku na Filtrowej. To chyba wowczas rozmawialem z L. pierwszy raz ?
Bylo letnie popoludnie. Siedzialem grzecznie na lawce czytajac
Parandowskiego. Zazywny, dobrze znany mi z widzenia, gdyz mieszkajacy po
sasiedzku mezczyzna trzymajacy w rece najnowszy egzemplarz ”Nowej Kultury”
(pamietam odreczne notatki dlugopisem na marginesie artykulow), usiadl obok
mnie, zapytal co czytam i w bezposredni, niewymuszony sposob rozpoczal
rozmowe o cywilizacjach antyku. Mial duza wiedze i swietnie ja sprzedawal.
Prawdziwy erudyta. Po latach dowiedzialem sie, ze przed wojna studiowal na
Uniwersytecie we Lwowie.
Polubilem go, a i jemu nasze rozmowy sprawialy zapewne przyjemnosc, skoro
ten kontakt, choc nieregularny i sporadyczny trwal wiele lat. Az do mojego
wyjazdu z Polski
Ale zanim do niego doszlo bardzo czesto widywalismy sie w parku. Ja
przychodzilem tam najczesciej, by pijac w krzakach z kolegami ordynarne wino,
on – z ordynacji lekarza – godzinami spacerowal po wysypanych zwirem
alejkach. Dla zdrowia.
- Musze zrzucic nadwage, jest grozna dla mego serca, mawial zatrzymujac sie
zasapany, aby pogwarzyc ze mna o starozytnych Grekach albo Kartaginie.
Bylem juz mlodziencem, kiedy ktorys z sasiadow w zaufaniu powiedzial mi, ze
L. pracowal po wojnie w Informacji Wojskowej. Mial range pulkownika. W 56 za
stalinowskie wypaczenia zwolniono go ze sluzby i przeniesiono na emeryture.
***
Kiedy na poczatku lat dziewiecdziesiatych spotkalem sie z nim w Sztokholmie,
gdzie przyjechal odwiedzic przyjaciol, byl juz starym czlowiekiem. Mial
grubo ponad siedemdziesiatke. Mimo to swietnie sie trzymal. Poszlismy na
obiad do modnej restauracji, a on w staroswieckim francuskim podrywal
kelnerki. Wowczas, przy kawie, dowiedzialem sie, ze zmarla babcia Jermiolowa.
L. byl z pochodzenia Zydem, a babcia Jermiolowa Polka. Osoba calkowicie mu
obca. W czasie okupacji, ktorejs nocy L. zapukal do drzwi jej gospodarstwa.
Jermiolowa przyjela go i nakarmila, a pozniej przez cztery lat przechowywala
w kryjowce, gdzies hen… na zabitej dechami, ukrytej w lasach mazowieckiej
wsi.
Po wojnie, uratowany przez babcie przed zaglada L. robi kariere w Informacji
LWP. Kiedy otrzymuje duze, sluzbowe mieszkanie, zabiera stara juz, samotna,
pozbawiona rodziny Jermiolowa do siebie, do Warszawy. Babcia zamieszkuje w
jednym mieszkaniu z nim i jego zona. Szczerosc i szlachetnosc postepowania
panstwa L. wywoluje w sasiedztwie pozytywne komentarze. Mieszkaja razem az do
smierci babci na poczatku lat dziewiecdziesiatych.
***
Ostatni raz widzialem L. piec lat temu. Szedl na spacer. Widzac mnie wyraznie
sie ucieszyl. Zaproponowal mi abym mu towarzyszyl w wyprawie - na Pola
Mokotowskie. Po drodze opowiadal o swoim nowym projekcie. Pisal cos dla
Zydowskiego Instytutu Historycznego. Byl pelen zapalu i entuzjazmu.
Spytalem, czy praca bedzie dotyczyc historii najnowszej…
– Wiem przeciez, iz pracowal Pan w Informacji – dodalem.
Pierwszy raz, przyznalem sie, ze wiadomo mi cos o jego przeszlosci . Pierwszy
tez raz pytalem go jaka po wojnie, w Informacji pelnil role. Co tam robil ? I
czemu po Pazdzierniku zwolniono go z wojska ?
– To skomplikowane sprawy. To jest trudno ogarnac, zrozumiec komus, kto nie
zna tamtej rzeczywistosci. Moze kiedy indziej o tym porozmawiamy… -
powtarzal, z wlasnej inicjatywy kilkakroc powracajac do tematu w trakcie
naszego spaceru.
Odprowadzilem go pod dom. Pozegnalismy sie.
***
Zmarl cztery lata temu. Wiec nigdy sie od niego nie dowiem – jak wygladala z
jego perspektywy, ta skomplikowana rzeczywistosc powojenna i te sprawy, ktore
tak trudno byloby mi zrozumiec.
Euromir