1. Dwa lub trzy tygodnie biegania, sklepy zakupy prezenty, ostatnie
dni to juz prawdziwy krwawy finisz, tłok, korki - snieg w oczy lub
wieczne arcypolskie błocko - i ciągły stres ze sie o kims zapomni
lub kupi nie taki prezent. A ciocia? Czy na pewno te perfumy a moze
lepiej puder? Teść? Czym do diabła opędzić tescia? I jeszcze to
wciskanie kitu dzieciom o świetym Mikołaju. Tu sie Bóg rodzi a my
kłamiemy jak najęci. Co gorsza przed świętami nie ma ucieczki -
atakuja z radia, telewizji, mikołaj patrzy z każdej reklamy, nawet
wypadaja z lodówki - świateczne ingrediencje.
2. W kuchni napiecie jak w sztabie w czasie decydujacej bitwy a
sytuacja przypomina tę z Łuku Kurskiego, pewnie jak co roku uda w
kilka godzin zrobic to co zazwyczaj zajmuje kilkadziesiat ale
kosztem wielu ofiar. Gdy juz te wszystkie karpie ( na szczescie
zamordowane przez niewidzialną rękę - być może przez posła
Brudzińskiego?) kapusty, barszcze, pierogi wyjadą na stół okaze sie
ze nie ma absolutnie takiej mozliwosci by to przejesc, ale wczesniej
trzeba złozyc zyczenia - oczywiście skrzące się oryginalnością i jak
co roku niepowtarzalne. Tak jak "Kevin sam w domu".

3. Uff tradycja to nie zarty...