Dodaj do ulubionych

WIRTUALNE GRANICE (dosc dlugie, smutne opowiadani)

IP: *.cm-upc.chello.se 01.05.04, 13:07
WIRTUALNE GRANICE

Podroz do Niemiec postanowilem odbyc pociagiem.
- Wiem, wiem oczywiscie, iz to staroswiecka forma przemieszczania sie, i ze
zabiera duzo czasu.. Jest jednak stosunkowo wygodna i malo meczaca. Jadac
koleja mozna przecie rownoczesnie oddawac sie lekturze, drzemac, patrzec w
okno, spacerowac, albo zabawiac sie mila rozmowa.
Mozna tez, chcac urozmaicic monotonie, z fantazja, jak wlasnie zapoznany
przeze mnie pan Jan Wolski - gdy minelismy Poznan - wyjac z bagazu butelke
koniaku i serdecznie zaprosiwszy do kompanii wspoltowarzyszy podrozy,
wspolnie spozyc jej zawartosc. Aby pozniej… z radosnie rosnaca przyjemnoscia
obserwowac rozciagajace sie po polach, tak charakterystyczne dla tego regionu
Polski wieczorne, nisko zawieszone mgly.

Siedzielismy wiec w kilku, rozgrzani nieco alkoholem, z nosami przylepionymi
do szyby okna naszego przedzialu i bacznie ogladalismy mijane krajobrazy. Nic
jednak – oprocz podroznego kompasu - nie wskazywalo, ze w ogole jedziemy w
prawidlowa strone. Pociag wil sie miedzy mlecznymi oblokami i czasami mozna
bylo odniesc wrazenie, iz nie moze znalezc wlasciwej drogi. Miejscami mgla
gestniala i wowczas nie bylo widac dalej, jak tylko kilka metrow lesnych
gruntow za torami.
Pan Jan twierdzil, iz to mgla wlasnie stanowi glowny powod, dla ktorego nie
mozemy zobaczyc gdzies tu przecie niedaleko przebiegajacej polsko-niemieckiej
granicy.
- Jest to oczywisty blad pogranicznikow, gdyz zadne zjawiska przyrodnicze nie
powinny byc przeszkoda w dokonaniu tak zasadniczej przecie obserwacji. Widzi
pan Miroslawie, granica ma byc rozpoznawalna nawet z daleka. Latem, zima, w
czasie zawieruchy. Zwyklym, golym okiem. Zas najlepiej, gdy oznaczona jest
wyraznie porzadna straznica ze szlabanem. I jaskrawo oswietlona. Gdyz granica
rowniez noca i we mgle musi byc dobrze widoczna. Zatem jesli jej nie
spostrzeglismy – wynik to najpewniej wadliwego jej oznakowania.
- Ja zas sadze – rzeklem przekornie - iz pociag nasz, jest jeszcze w Polsce i
dopiero za jakis czas dojedzie do Niemiec. Przeciez droge obserwowalismy
pilnie. Jakze wiec mielibysmy rubiez przegapic ? Przeciez czegos tak
konkretnego i wyraznego, jak granicy politycznego i kulturowego wplywu dwu
obcych sobie panstw i spoleczenstw, po prostu nie sposob nie zauwazyc.
Zapewniam pana - Janie, iz lada moment luba rubiez ukaze sie naszym oczom w
calej swej krasie i okazalosci.

Tymczasem wbrew mojemu przeswiadczeniu uplynelo kolejnych kilkanascie minut
(coraz bardziej niecierpliwego) naszego daremnego wypatrywania. Granicy zas…
ani widu, ani slychu. Zewszad otaczaly nas tylko gluche, ciemne pola.
Mijalismy je, jedno po drugim, zadnego jednak nie dostrzegajac granicznego
przystanku !

Korytarzem przechodzil konduktor : - Mily przyjacielu – powiedzial pan Jan,
kiedy kolejarz niespiesznie mijal nasz przedzial. – Chcialbym wiedziec,
kiedy wreszcie przekroczymy zachodnia granice Polski. Potrzebuje panskiej
pomocy, gdyz niestety totalnie stracilem orientacje. Krajobrazy tu wszedzie
na tej rowninie podobne, wiec patrzac przez okno zupelnie nie moge sie
zorientowac, gdzie jestesmy i jak daleko jeszcze do rubiezy. Tymczasem pociag
sprawia wrazenie jakby zabladzil. Wije sie tylko w tej mgle i wije... Stad
moje pytanie – czy wie pan kiedy wjedziemy wreszcie na terytorium Niemiec ?
Konduktor (czlek po fizjonomii sadzac niezbyt sprytny) pokrecil z namyslem
glowa, widocznie zafrasowany tak rozbudowanym pytaniem, po czym wyjal z torby
olowek i maly kajecik oprawny w podniszczona cerate.
Spogladajac od czasu do czasu na zegarek szybko wykonal kilka prostych, lecz
precyzyjnych dzialan arytmetycznych, po czym stanowczo stwierdzil, iz granice
polsko-niemiecka przekroczylismy akurat dwie minuty temu.
– W tej chwili znajdujemy sie juz okolo trzech kilometrow w glebi
niemieckiego terytorium – powiedzial z widoczna na licu satysfakcja..
Jan az zagwizdal ze zdumienia. – Cos podobnego ! – wykrzyknal. - Wjechalismy
do Niemiec zupelnie po kryjomu ? A wiec to prawda ? A wiec faktyczne
zlikwidowano nasza zachodnia, narodowa granice do tej pory wyraznie
oddzielajaca nas od sasiada ? I wszelkie jej atrybuty,.. straznice… ?
Jan najwyrazniej sam zaskoczony tonem i forma wypowiedzianej przed chwila -
przeciez przez niego samego - kwestii, raptownie stracil watek i zamilkl.
Zapanowala niemila cisza. Przerwalem ja niepewnie, proszac wyraznie
wyploszonego wybuchem Jana konduktora, by wygodnie sobie usiadl, i aby w tym
coraz bardziej ogarniajacym nas wszystkich niezmiernym zdziwieniu i
konsternacji uprzejmie potowarzyszyl. Po czym nieco poddenerwowany – przecie
ewidentnie przykra sytuacja - przypalilem papierosa. Jan zas konsekwentnie, i
jakby z lekka pretensja – po chwili milczenia - znow zwracajac sie
bezposrednio do kolejarza podjal przerwana mysl.

- Widzi pan, ja zawsze sadzilem, iz granica, z definicji musi byc porzadnie
oznakowana i dobrze widoczna. Aby nie byla tylko jakas umowna linia na mapie.
Gdyz jest przecie granica najbardziej naturalnym miejscem spotkan
najrozmaitszych interesow. Tak etnicznych, jak gospodarczych i politycznych.
Tedy – sadzilem – zadna wladza nie bedzie jej sztucznie, na sile i z
rozmyslem zacierac. Nie byloby to dzialanie panstwowotworcze. Chocby dlatego,
ze takie krecie postepowanie mogloby wprowadzic w blad wielu zwyklych,
prostodusznych obywateli. Mozliwe, iz w ten sposob wychowywani, po jakims
czasie przestaliby w sposob jasny i klarowny odrozniac sfery swoich wlasnych,
od sfer cudzych interesow.

Konduktor usmiechnal sie na te slowa z wyrazna ironia. Choc polgebkiem.
Przypalil papierosa i : - Drogi panie – odparl. Wszyscy wiemy, iz nasze
panstwo od jakiegos juz czasu nie istnieje jako organizacja samodzielna i
niezalezna. Przecie decyzja duzej czesci obywateli zostalo nie tak dawno
wcielone do rzeszy landow, ktore dzis razem z nami tworza wartosc jaskrawo
nowego rzedu. Wartosc zdecydowanie odmienna i bogatsza od przebrzmialego juz,
archaicznego ideowo panstwa narodowego. Ta nowa jakosc bogatsza jest, nie
tylko moralnie i materialnie, ale rowniez tozsamosciowo, od zapyzialej
starzyzny minionej ery. Przecie to wlasnie dzieki akcesji do Unii, nie
jestesmy dzis juz tylko egoistycznymi Polakami zamieszkujacymi, wewnatrz
niedawno wyznaczonych nam granic swoj maly skrawek Europy, ale - nade
wszystko identyfikacyjnie i politycznie - stalismy sie czlonkami kulturowej
wspolnoty laczacej zdecydowana wiekszosc ( rowniez w formule indoeuropejskiej
jakze pokrewnych!) ludow prawie calego naszego kontynentu ! Tak oto, na
naszych oczach ziscila sie idea najwiekszych wizjonerow politycznych naszego
kontynentu. Pasowano nas dzis na obywateli zjednoczonej w demokratycznym
porzadku Europy !

Kolejarz okraglutkimi palcami poprawil teraz niesforny krawat, ktory jak
chusta pionierska, symbolicznie, ciasno podwiazany zwisal pokretnie na jego
wydatnej grdyce. Po czym popatrzyl na nas przeciaglym wzrokiem.
- Czyzby nie badajac, na ile udalo mu sie zrobic na nas swa krasomowcza
wypowiedzia zamierzone wrazenie ? – pomyslalem.
Nie. Konduktor chcial po prostu starannie swa mysl zakonczyc. Rzetelnie
podsumowac.
- Twierdze, ze na kazdy sposob zaistniale ostatnio geopolityczne zmiany
wyszly Polakom – nieodrodnej czesci spolecznosci europejskiej - na dobre.
Wypowiedziawszy tak kategoryczne a jednoczesnie jakze wyjatkowo okragle
zdanie kolejarz zapatrzyl sie teraz gdzies…hen… w byt wyraznie tylko jemu
czemus widoczny…
Na szczescie trwalo to tylko chwile. Dosc szybko ocknal sie, rozejrzal po
zaciekawionych, albo wrecz zrewoltowanych naszych twarzach i widzac, ze nie
przekonal wielu ze sluchaczy rzekl energicznym glosem : - Oczywiscie wypada,
abym
Obserwuj wątek
    • Gość: EUROMIR CZESC II IP: *.cm-upc.chello.se 01.05.04, 13:10
      - Oczywiscie wypada, abym w rozsadny i logiczny sposob rozwinal jednak i
      uzasadnil moje powyzsze, nieco moze mgliste i na razie niestety – wiem, wiem -
      slabo udokumentowane twierdzenie.
      Chciwie, prawie namietnie, kilkakroc gleboko zaciagnal sie papierosem.
      Strzepnal popiol. Po czym zdecydowanie juz zwrocil sie w kierunku wyraznie
      zdegustowanego zgestniala atmosfera, miarowo odpedzajacego reka tytoniowy dym
      Jana.

      - Moj drogi panie, w mechanice kwantowej o czasteczce, ktora w tym samym czasie
      znajduje sie w dwu roznych miejscach, mowi sie, iz zajmuje ”super pozycje”.
      Mysle, ze pojecie to z powodzeniem stosuja dzis w stosunku do nas szacowni
      ojcowie naszej europejskiej tozsamosci z rozmyslem konstruujac nowy porzadek i
      przyszlosciowa, wspolna dla wszystkich narodow kontynentu kulturowa
      identyfikacje. Oczywiscie to zjawisko bardzo zlozone i skomplikowane.
      - Aby pomoc Panstwu – tu zwrocil sie do nas wszystkich - zrozumiec o co idzie,
      proponuje maly eksperyment. Otoz chcialbym, abysmy popatrzyli na zjawisko
      ubogacenia naszej polskiej tozsamosci z perspektywy tych sil politycznych, w
      ktore owe poszerzenie naszej identyfikacji faktycznie od samego poczatku
      najbolesniej jest wymierzone. A wiec… jestem o tym przekonany – wyszelescil
      wysokim glosem i popatrzyl niepewnie po zebranych - z perspektywy oczywiscie
      jak najbardziej odleglej nam wszystkim. Perspektywy ciemnogrodu, perspektywy
      koltunskiej i wstecznej.

      Kolejarz chcac dosadnie podkreslic jak wielka wage przywiazuje do
      zilustrowania mysli, miarowo, wymownie, symbolicznie i z niejaka pogarda od
      jakiegos czasu trzepal teraz o kolano granatowa rogatywka opatrzona narodowymi
      insygniami na otoku.

      - Otoz do tej pory wielu naszych rodakow – tych z Ciemnogrodu – kontynuowal, z
      zawiscia patrzylo w kierunku mniejszosci narodowych, no… szczegolnie polskich
      Zydow. Zwlaszcza wtedy, kiedy niektorym ich przedstawicielom wzorem…np.
      redaktora Michnika, w roznych sytuacjach publicznych zdarzylo sie czasami
      kolokwialnie stwierdzic, ze sa : - ”…jako Polak i jako Zyd rownoczesnie…” czyms
      tam… innym, szerszym, wiec jakby… lepszym, bogatszym identyfikacyjnie.
      - Wielu uwazalo, ze chcieli zajac tym sposobem Zydowie w naszym spoleczenstwie -
      jak nie przymierzajac przywolana przeze mnie przed chwila czasteczka kwantowa -
      super wygodna pozycje !
      - Dosc powszechnie wiec nie podobal sie wielu naszym niewyrobionym politycznie
      wspolobywatelom ten mocno ekskluzywny zydowski dualizm. Glownie czarna
      parafianszczyzna patrzyla nan najczesciej z zazdrosna, podejrzliwa niechecia.
      - Natomiast obecnie… prosze bardzo ! Kazdy widzi, ze szanse rdzennej, polskiej
      ludnosci, w stosunku do mniejszosci narodowych zdecydowanie sie wyrownaly. A
      dzieje sie tak dlatego, iz dzieki europejskiej akcesji stalismy sie
      kosmopolityczni, tozsamosciowo zdecydowanie bogatsi – no… prawie zupelnie jak
      Zydzi. Czyli, ze znikniecie naszych panstwowych granic – bez watpliwosci -
      wzbogacilo nas w takim samym stopniu, jak kiedys Zydow ubogacilo zniszczenie
      swiatyni i wygnanie z Palestyny – zakonczyl wyraznie ukontentowany celna
      puenta konduktor.

      Na te slowa Jan az poczerwianial z emocji. Gwaltownie powstal i bez slowa
      komentarza podszedl do wystajacej ze sciany wagonu malej, czerwonej wajchy.
      Zlapal za nia i energicznie pociagnal powodujac gwaltowne zatrzymanie pociagu.
      Slyszalem jak w okolicznych przedzialach wybuchl rwetes. Wiele osob w panice
      wyskakiwalo przez okna.

      Po niecalym (lecz pelnym chaosu i zamieszania) kwadransie, w wagonie pojawila
      sie niemiecka, mundurowa straz ochrony kolei w towarzystwie kierownika naszego
      eurotrainu. Ja z Janem, i z kilkoma jeszcze podobnie jak i my wzburzonymi
      pasazerami wdalismy sie wowczas w zacieta i zazarta z nimi dyspute,
      kategorycznie domagajac sie cofniecia calego skladu pociagu do miejsca, gdzie
      przebiegala kiedys polsko-niemiecka granica panstwowa. W celu przeprowadzenia
      tam natychmiast nalezytej, pelnej respektu dla tejze granicy, miedzynarodowej
      odprawy celnej i paszportowej.

      Protestowalismy nadaremno. Nad ranem caly nasz sklad odstawiono na anonimowa,
      podberlinska bocznice. Pasazerow zastepcze autobusy zawiozly do centrum miasta.
      Jedynie ja i pan Jan trafilismy do zabytkowej, pruskiej, moabickiej twierdzy.
      Zapewne jak kiedys Dziadka – nas rowniez przymknieto tam w celu nabrania
      perspektywy.

      Natomiast nasze nocne na polsko-niemieckiej, prawnie nieistniejacej juz przecie
      granicy dzialanie, zupelnie niespodziewanie wywolalo burzliwa, ideowa
      dyskusje w europejskich mediach.
      Tak oto, jak jacys Zydzi, albo czasteczki kwantowe znalezlismy sie w ”super
      pozycji”. Gdyz siedzac w areszcie, jednoczesnie zaistnielismy w publicznej
      wirtualnosci. Byt nasz w tym samym czasie – w dwu roznych miejscach. Zupelnie
      jak nasz kraj i nasz narod tez egzystujacy dzis naraz w kilku swiatach.
      Swiatach, niespojnych, przemieszanych, rozbuchanych. Nieuporzadkowanych
      makrokosmosach ideii. Realnych nieracjonalnosciach, albo nierealnych sferach
      fantazji… I tak bezmyslnie na przemian.
      • Gość: Abi Re: CZESC II IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.04, 22:31
        Aleś się Euromir napracował! Już po pierwszym zdaniu wiedziałem o co chodzi.
        Nie prościej byłoby napisać po prostu - wszystko przez ŻYDÓW!
        A "Nasz Dziennik" by ci tego nie wydrukował? Zawsze jakieś koszty by się
        zwróciły. A może Radio Maryja? Ale tam raczej nie zapłacą, tatko Rydzyk ma węża
        w kieszeni. Niestety, wyjdzie na to, że się męczysz za frajer.
    • ada08 Re: WIRTUALNE GRANICE (dosc dlugie, smutne opowia 03.05.04, 22:54
      W związku z butelką koniaku, która została przez Autora i jego
      współpasażera spożyta w cz. 1-wszej opowiadania oraz następstwami
      tej libacji przyszło mi do głowy znane hasło: ''Piłeś - nie jedź !!''.

      Przepraszam za trywialne skojarzenie, którego wywołanie nie było
      zapewne zamiarem Autora tej , istotnie długiej, opowieści smile
      a.
      • Gość: Perła Re: WIRTUALNE GRANICE (dosc dlugie, smutne opowia IP: *.blue-net.com.pl 03.05.04, 22:58
        ada08 napisała:

        > istotnie długiej, opowieści smile

        dobry post, to krótki post.

        Perła
      • cs137 Panie Euromirze! Scenariusz alternatywnego... 04.05.04, 04:05
        ...opowiadania. Tez wykorzystuje motyw kolejowy.

        Polska olewa Unie.

        Co dalej? Dalej nie musze pisac. Niech kazdy sobie poslucha po prostu piosenki
        Kaczmarskiego (wiem, ze Pan ma na niego alergie, ale trudno!), ktora zaczyna sie
        od slow (przytaczxam z pamieci, moga nie byc absolutnie te same, co w oryginale):

        "Siedzielismy w poczekalni, bo na dworze deszcz i chlod,
        Do pociagu sporo czasu jeszcze bylo.
        Mozna tutaj wypic kawe albo wrzucic cos na ruszt,
        Bo nikt nie wie, kiedy znowu napcha rylo.
        Wtem slyszymy stuk wagonow i lokomotywy swist
        Wiec rzucamy sie do wyjscia na perony.
        Lecz u progu nas powstrzymal megafonow zgrzyt i pisk:
        "To nie waz pociag!" Obwiescily megafony.

        Dalej jak idzie, mniej pamietam
        • cs137 Tu jest reszta, tzn. tekst piosenki Kaczmarskiego: 04.05.04, 04:19
          POCZEKALNIA

          Siedzieliśmy w poczekalni, bo na zewnątrz deszcz i ziąb
          Do pociągu sporo czasu jeszcze było
          Można zatem wypić kawę, albo wrzucić coś na ząb
          Bo nikt nie wie kiedy człek znów napcha ryło
          Wtem słyszymy kół stukoty i lokomotywy świst
          Więc rzucamy się do wyjścia na perony
          Ale w miejscu nas zatrzymał megafonów zgrzyt i pisk
          "To nie wasz pociąg" - ogłosiły megafony

          Uwierzyliśmy megafonom
          Uprzejmie wszak ostrzegły nas
          Po co stać w deszczu na peronie
          Kiedy przed nami jeszcze czas

          Żarcie szybko się skończyło, nuda zagroziła nam
          Zaczęliśmy drzemać, marzyć i flirtować
          Ktoś przygrywał na gitarze, zanucili tu i tam
          Zaciążyły nam do tyłu nasze głowy
          Wtem słyszymy kół stukoty i lokomotywy świst
          Więc ospale podnosimy się z foteli
          Ale w miejscu nas zatrzymał megafonów zgrzyt i pisk
          "To nie wasz pociąg" - przez megafon powiedzieli

          Uwierzyliśmy megafonom
          Pomarzyć w cieple dobra rzecz
          Po co stać w deszczu na peronie
          Zamiast w fotelu miękkim lec

          Po marzeniach przyszła kolej na dziewczyny oraz łyk
          Co pozwolił nam zapomnieć o czekaniu
          Gdy tymczasem za oknami n-ty już się budził świt
          I poczuliśmy się trochę oszukani
          Więc gdy znowu kół stukoty usłyszeliśmy i świst
          W garść się wzięliśmy i dalej na perony
          Ale w miejscu nas zatrzymał już znajomy zgrzyt i pisk
          "To nie wasz pociąg" - ogłosiły megafony

          Uwierzyliśmy megafonom
          W końcu nie było nam tak źle
          Po co stać w deszczu na peronie
          Gdzie z wszystkich stron wichura dmie

          Uderzyło w nas jak gromem spojrzeliśmy wreszcie w krąg
          Chociaż wiele, wiele świtów przeminęło
          I patrzmy w starcze oczy powstrzymując drżenie rąk
          Zadziwieni gdzie się życie nam podziało
          Wybiegamy na perony lecz na torach leży rdza
          Semafory hen pod lasem opuszczone
          Żaden pociąg nie zabierze już z tej poczekalni nas
          Milczą teraz niepotrzebne megafony

          I gorzko się zapatrzyliśmy
          W zabrane nam dalekie strony
          I w duszach swych przeklinaliśmy
          Tę łatwą wiarę w megafony

          Jacek Kaczmarski
    • cs137 Nagana z wpisaniem do akt dla Ady08!!!! 04.05.04, 03:52
      Ado, jak moglas
    • januszcz Re: WIRTUALNE GRANICE (dosc dlugie, smutne opowia 04.05.04, 09:55
      Gość portalu: EUROMIR napisał(a):

      [...]> Konduktor (czlek po fizjonomii sadzac niezbyt sprytny) pokrecil z
      namyslem
      > glowa, widocznie zafrasowany tak rozbudowanym pytaniem, po czym wyjal z torby
      > olowek i maly kajecik oprawny w podniszczona cerate...

      Jak to fizjonomia zmylić mozesmile) Któz bowiem po tym opisie mógłby sadzić, ze za
      chwilę wypowie się tak: Wszyscy wiemy, iz nasze
      > panstwo od jakiegos juz czasu nie istnieje jako organizacja samodzielna i
      > niezalezna. Przecie decyzja duzej czesci obywateli zostalo nie tak dawno
      > wcielone do rzeszy landow, ktore dzis razem z nami tworza wartosc jaskrawo
      > nowego rzedu.

      Więc oto człowiek o "czlek po fizjonomii sadzac niezbyt sprytny" odpowiadając na
      tak "rozbudowane pytanie" udzielił całkiem sprytnej odpowiedzi wygłaszając w
      pierwszej jej części monolog narodowca po to by w części dalszej (pewnie
      łyknąwszy koniaku i rozluźnionym już będąc) powiedzieć:
      Wartosc zdecydowanie odmienna i bogatsza od przebrzmialego juz,
      > archaicznego ideowo panstwa narodowego. Ta nowa jakosc bogatsza jest, nie
      > tylko moralnie i materialnie, ale rowniez tozsamosciowo, od zapyzialej
      > starzyzny minionej ery. Przecie to wlasnie dzieki akcesji do Unii, nie
      > jestesmy dzis juz tylko egoistycznymi Polakami zamieszkujacymi, wewnatrz
      > niedawno wyznaczonych nam granic swoj maly skrawek Europy, ale - nade
      > wszystko identyfikacyjnie i politycznie - stalismy sie czlonkami kulturowej
      > wspolnoty laczacej zdecydowana wiekszosc ( rowniez w formule indoeuropejskiej
      > jakze pokrewnych!) ludow prawie calego naszego kontynentu ! Tak oto, na
      > naszych oczach ziscila sie idea najwiekszych wizjonerow politycznych naszego
      > kontynentu. Pasowano nas dzis na obywateli zjednoczonej w demokratycznym
      > porzadku Europy !

      Typowe to dosyć, że po alkoholu stajemy się bardziej skłonni do szczerości.
      Pomimo, że widać wyraźnie w kolejarskiej wypowiedzi wpływ alkoholu na sposób
      myślenia (ta indoeuropejska formuła), to jednak nie można kolejarzowi postawić
      zarzutu o brak logiki czy jakieś formy wstecznictwa przypisać.

      Na tle niewątpliwie inteligentnej wypowiedzi konduktora dość dziwnie wygląda
      opis czynności, których dokonywał (te obliczenia w kajeciku) i trochę zaczynam
      autora "Wirtualnych granic" podejrzewać o konfabulacje (ach, to polskie picie w
      podrózy) bo nawet dziecko wie, że konduktor poprostu spojrzałby na zegarek
      raczej, by prawidłowej odpowiedzi podróżnym udzielić.

      Niestety, alkoholizowanie się podróznych (pół biedy) i obsługi pociągów
      (problem) nie każe nam długo na efekty czekać. W pijanym konduktorskim widzie
      zaczyna on bowiem wygłaszać tyrady, skutkiem których inny uczestnik biesiady
      dopuszcza się bezprawnego użycia hamulca bezpieczeństwa czym doprowadza do
      paniki i sprowadza na innych podróżnych zagrożenie kalectwa a nawet utraty
      życia.

      Dziwni ci pasażerowie jacyś. Popełniając czyn chuligański i osadzeni w pruskiej
      twierdzy zaczynają się kreować na...więźniów politycznych.

      Toś nam Panie Euromirze Mrożkiem pojechałsmile)

      Pozdrawiamsmile

      janusz
      • Gość: EUROMIR PODZIEKOWANIA IP: *.cm-upc.chello.se 04.05.04, 16:12
        Moi Drodzy,

        przyjaciolom, ktorzy zechcieli, w posob mniej lub bardziej sympatyczny, wyrazic
        swa opinie o moim opowiadanku - dziekuje.

        Szczegolne wyrazy wdziecznosci - Panu Januszowi Szczecinskiemu. Odnioslem
        (czemus) przedziwne wrazenie, z byl jedyna osoba, ktora bez alkoholu,
        ironicznie lecz bez uprzedzen, z zyczliwoscia i ze zrozumieniem przeczytala moj
        (oczywiscie, jak zwykle nienaturalnie przegadany, miejscami wrecz zenujacy
        slaboscia warsztatu, nudnawy i niestety mocno przydlugi) tekscik.

        Mile jednak bedac zaskoczony tak zywym i spontanicznym - mimo wszystko -
        zainteresowaniem {w jednym /1/[sic](!) wypadku siegnelo ono przecie samego
        sedna ideii}, serdecznie i z jednakim, szczerym dla wszystkich serca rozmachem
        pozdrawiam wszystkich uczestnikow naszego powoli nabierajacego urodziwych,
        analitycznie-krytycznych ksztaltow nowopowstalego kola literackiego.

        Wasz (wyraznie jeszcze niezapomniany):

        Euromir
        • Gość: leje-sie A kto wypil IP: 193.235.118.* 04.05.04, 17:14
          w tej alkoholowej powiastce cala rzeke graniczna Odre?
          Bo do tej pory przekraczanie ww granicy bez zauwazenia mostu bylo niemozliwe!
    • miss_mag Szanowny Panie Euromirze 04.05.04, 17:35
      Pomijajac geograficzna pomylke, zauwazona przez uwaznego forumowicza leje-sie,
      chcialam zwrocic Panu uwage, iz, wraz ze swoimi towarzyszami podrozy, chcial
      Pan zmusic PKP, ciagle jeszcze przedsiebiorstwo panstwowe, oraz polskie sluzby
      graniczne, do wykonania zbednych czynnosci administracyjnych, a wiec tym samym
      to wydania pieniedzy podatnika polskiego na panskie polityczne widzimisie.
      Jako, niewielki wprawdzie, ale zawsze cos, podatnik polski, musze
      zaprotestowac. Jesli tak bardzo Pan pozada bycia poddanym przeszlym
      czynnosciom administracyjnym, to prosze zwrocic sie do polskich sluzb
      granicznych o podarowanie Panu pieczatki uzywanej dawniej do podpijania
      paszportow. Zapewne oddadza ja Panu za Bog zaplac. Moze Pan ja ze soba wozic
      i w momencie przekraczania granicy polskiej, uroczyscie wbijac sobie pieczatke
      do paszportu. Po odbyciu tej samo-kontroli paszportowej, moze Pan dokonac samo-
      odprawy celnej, a nawet sie samo-aresztowac, jesli by sie okazalo, ze ilosc
      przewozonego przez Pana koniaku jest wieksza niz dawne przepisy nakazuja.
      Widze tutaj nawet perspektywy biznesu. Moze Pan odkupic za drobna oplata
      wszystkie pieczatki paszportowe i sprzedawac je ludziom o postawach podobnych
      do panskiej. Sadzac tylko po ilosci forumowiczow niechetnych zniesieniu
      granic, biznes powinien kwitnac. Oczywiscie, aby byc en vogue w swiecie
      biznesu, powienien Pan zalozyc dot.com.
      P.S. Czy moze jakas paczuszke Panu do miejsca tymczasowego pobytu podeslac?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka