Dodaj do ulubionych

dla obrońców Schappera

IP: 150.254.180.* 07.06.04, 14:43
Coś dla pono wszystkich Polaków :
Dziś, kiedy staramy się dojść do prawdy o tragedii w Jedwabnem sprzed
sześćdziesięciu lat, wielu z nas odczuwa głębokie rozgoryczenie, obserwując
fałszywą politykę przeprosin i skruchy ze strony ludzi, którzy starają się
napisać nową wersję historii Polski. To rozgoryczenie jest chyba najgłębsze
wśród mojego pokolenia - weteranów nazistowskiego i sowieckiego terroru.

Jest rzeczą jak najbardziej właściwą, żeby pan Miller, polski premier,
wspominał z czcią cierpienia Żydów w Polsce i innych krajach. Natomiast w
najwyższym stopniu niewłaściwe jest przypisywanie Narodowi Polskiemu zbrodni
w Jedwabnem, by w ten sposób oczyścić od tego mordu winnych go Niemców -
nazistów, i przy tym jednocześnie wybielać zbrodnie komunistów w Polsce.
Pamiętajmy, że terror sowiecki i niemiecki w Polsce był zapłatą za
bohaterstwo, z jakim Naród Polski oparł się i bolszewikom, i nazistom
niemieckim. W 1920 roku opór Polski uniemożliwił wybuch rewolucji światowej
opartej na siłach rosyjskich i niemieckich pod wodzą Lenina. Następnie w 1939
roku Polska przeszkodziła strategii Hitlera, dzięki której miał on zdominować
świat. W czasie okupacji Polacy walczyli bohatersko w armii, lotnictwie i
marynarce wojennej, jak również w utworzonym przez siebie największym ruchu
oporu w Europie, stworzyli polskie państwo podziemne. Bohaterski opór zbrojny
trwał przez pierwsze lata powojennej okupacji sowieckiej.
Terror sowiecki groził Polsce od chwili odzyskania niepodległości, kiedy
Polacy toczyli wojny o granice swego odradzającego się państwa. Wtedy, pod
dowództwem Józefa Piłsudskiego, najważniejszym polskim zwycięstwem było
pokonanie inwazji bolszewickiej w 1920 roku. Lenin usiłował zająć Polskę i
rozpętać komunistyczną rewolucję światową w oparciu o Rosję i Niemcy. Miliony
Niemców, komunistów, a także ludzi rozgoryczonych przegraną w wojnie
światowej, było gotowych poprzeć rząd komunistyczny, który miał odzyskać
dzięki Leninowi zachodnie prowincje polskie - byłego zaboru pruskiego.

Polskie zwycięstwo zniszczyło plany rewolucji światowej Sowietów, którzy
odpłacili się Polakom terrorem i w latach 1939-41 wymordowali więcej
obywateli polskich niż Niemcy w tym samym czasie. Około czterech piątych
wszystkich zabitych zostało aresztowanych na skutek donosów do NKWD przez
miejscowych kolaborantów, głównie żydowskiego pochodzenia. Blisko 22.000
członków elity polskiej zostało wpisanych na listę Ł. Berii wiosną 1940 roku
i wykonano na nich wyrok śmierci.

W styczniu 1939 roku Polska odmówiła przystąpienia do antykominternowskiego
paktu. Było to punktem zwrotnym w historii świata, ponieważ Japonia, po
zawarciu paktu z Niemcami przeciw Rosji Sowieckiej w 1936 roku, zaatakowała
Związek Sowiecki już w 1938 roku, w przekonaniu, że Niemcy z pomocą Polski
wkrótce zaatakują Sowiety z zachodu. Hitler, chory na chorobę Parkinsona,
spieszył się, żeby dokonać swej misji dziejowej, bo uważał, że nie uda się to
żadnemu innemu Niemcowi. Usilnie zabiegał o pozyskanie Polski do ataku na
Sowiety. Kluczem Hitlera do zdominowania świata miał być podbój Rosji
Sowieckiej, głównie przez siły niemieckie i polskie, atakujące z zachodu,
oraz japońskie - ze wschodu. Zdobycie pól naftowych Rosji i Bliskiego Wschodu
miało zapewnić Hitlerowi dominację nad światem i dostarczyć paliwa dla
jego "zmotoryzowanej maszyny wojennej".

Polska nie tylko odmówiła paktu z Hitlerem, ale już 25 lipca 1939 roku
przekazała rozwiązanie niemieckich kodów Enigmy Wielkiej Brytanii i Francji -
co, według wypowiedzi amerykańskiego specjalisty D.A. Hatcha w 1999
roku, "stało się kamieniem węgielnym zwycięstwa aliantów nad Niemcami"
(Center of Cryptic History, Fort Meade, Maryland). Inwazja Normandii nie
byłaby możliwa bez posiadania zdekryptowanej Enigmy przez aliantów.
Jak wiemy, mimo kluczowego polskiego wkładu w zwycięstwo i kolosalnych ofiar,
Polska została zdradzona przez Roosevelta i Churchilla w Teheranie i w
Jałcie. Polacy nieostrzeżeni przez aliantów wykrwawiali się w beznadziejnym
Powstaniu Warszawskim, tracąc kwiat młodzieży. Polska została oddana Sowietom
i po pacyfikacji przez NKWD stała się państwem satelickim, podległym Rosji
Sowieckiej.

Tragedia w Jedwabnem - archiwa niemieckie i dwa groby

10 lipca 1941 roku Niemcy terrorem poprowadzili Żydów jedwabieńskich na
miejsce ich masakry. Zastrzelili około 50 i spalili żywcem około 250 (nie
1.600 czy 1.800, jak doniosła prasa amerykańska na podstawie fałszywych
informacji zawartych w książce-paszkwilu na Polskę "Sąsiedzi" J.T. Grossa,
który zignorował sowieckie i niemieckie źródła archiwalne).

Niemcy zorganizowali sobie do pomocy volksdeutschów (znanych zdrajców i
szpiegów) grupę prymitywnych kryminalistów, miejscowych i z okolicy, oraz
niewykluczone, że również kilku "mścicieli". Ci ostatni, jeżeli rzeczywiście
wzięli udział, to prawdopodobnie byli przekonani, że niektórzy z Żydów
jedwabieńskich narazili ich samych i ich rodziny na ciężkie prześladowanie
przez NKWD i zsyłki do Gułagu.

Dodatkową grupę Polaków, groźbą zastrzelenia i ciosami kolb karabinów, Niemcy
zmusili do sprowadzenia Żydów do czyszczenia bruku na rynku.
Jeszcze żyją świadkowie tej szczegółowo zaplanowanej niemieckiej egzekucji
kilkuset Żydów jedwabieńskich 10 lipca 1941 roku. Niemcy zmusili około 300
Żydów do marszu w niby-pogrzebie betonowej głowy Lenina strąconej z pomnika w
rynku. Podzielili Żydów na dwie grupy. Pierwsza była złożona z około 50
mężczyzn na tyle silnych, że mogli się rozpaczliwie bronić. Druga składała
się z około 250 osób, głównie kobiet, dzieci i starców.
Podczas gdy druga grupa zatrzymała się w tyle, pierwszej Niemcy kazali wejść
do małej stodoły, do której klucze skonfiskowali poprzedniego dnia, kiedy to
opróżnili stodołę z przechowywanych w niej maszyn rolniczych. Kazali Żydom z
pierwszej grupy kopać rów w klepisku, by niby tam pochować głowę Lenina.
(Gross napisał błędnie, że scena ta odbywała się na cmentarzu żydowskim.) Po
wykopaniu rowu Niemcy otworzyli ogień do pierwszej grupy Żydów. Potem
prawdopodobnie kazali Polakom pochować zastrzelonych. Głowę Lenina
umieszczono na zwłokach w grobie pierwszej grupy ofiar.
Następnie Niemcy kazali drugiej grupie wejść do stodoły, którą polali benzyną
i podpalili.

Stefan Boczkowski, Roman Chojnowski i pięciu innych świadków zeznało, że
widzieli, jak Niemcy palili stodołę pełną Żydów. Niemiecka półciężarówka
podjechała z żołnierzami niemieckimi i puszkami z benzyną. Część żołnierzy
zeskoczyła, a pozostali podawali im puszki, których zawartość wylali na
ściany i podpalili. Płomienie gwałtownie ogarnęły stodołę.
Pirotechniczna analiza wskazuje, że Niemcy musieli użyć około 400 litrów
benzyny na mniej więcej 100 metrach kwadratowych ścian stodoły, żeby została
natychmiast objęta płomieniami, które spowodowały śmierć ofiar.
Następnego dnia Niemcy zmusili okolicznych rolników do wykopania rowu wzdłuż
stodoły i pogrzebania w nim rozkładających się i wydzielających okropny
zapach ciał ludzi z drugiej grupy. (Wysoka zawartość wody w ciele ludzkim
wymaga 800 stopni Celsjusza przez około pół godziny, żeby dokonać całkowitego
spalenia.)

Ludność miejscowa nie miała wtedy w ogóle benzyny. Ludzie posiadali jedynie
małe ilości nafty do lamp. Zapala się ona przy temperaturze ponad 50 stopni
Celsjusza. Trudno by było za pomocą nafty wywołać tak nagły pożar, bo po
prostu nie pali się ona tak gwałtownie jak benzyna.
Instytut Pamięci Narodowej ustalił w 2001 roku, że ciała ofiar masakry Żydów
z 1941 roku są pochowane wyłącznie w wyżej wymienionych grobach. Niestety,
ekshumację grobów przerwano na skutek prośby rabina. Kompletne badanie zwłok
według zasad medycyny sądowej i procedur kryminalistyki nie zostało dokonane.
Tak więc nie wiadomo, ile osób zostało pogrzebanych i jaka była przyczyna
śmierci każdej z n
Obserwuj wątek
    • Gość: eres Re: dla obrońców Schappera IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 10.06.04, 23:41
      eres: "Temacie", Twój rys historyczny sporządziłeś zgodnie ze stereotypową
      wizją "prawdziwych Polaków": cały naród walczył z okupantem, nielicznych
      kolaborantów likwidował ruch oporu, Polska ucierpiała najbardziej z pośród
      wszystkich państw biorących udział w wojnie, a zbrodni wojennych dopuszczali
      się Niemcy, sowieci, Ukraińcy, litewscy szaulisi, tylko nie Polacy.
      Twój esej mógłby się może przydać wagarowiczom szkół podstawowych, gdyby nie
      wiele istotnych luk, jakie świadomie w tej swojej lekcji pozostawiłeś. Cóż,
      typowa manipulacja "prawdziwego Polaka"; nihil novi, świetnie to znamy z
      twórczości niejakiego Bubla czy dr. Roberta Nowaka.
      Czytając Twój post można dojść do wniosku, że cała żmudna robota specjalistów
      IPN była zbędna, widać prof. Kieres nie miał pojęcia o Twoim istnieniu jako
      naocznego świadka tamtych dramatycznych jedwabieńskich wydarzeń, bowiem w kilku
      zdaniach obaliłeś wszystkie żmudne, naukowe badania i dochodzenia wielu
      prokuratorów i różnej specjalności śledczych IPN. Przynajmniej tak to sobie
      wyimaginowałeś.
      Kilka zdań o historycznych lukach Twojego eseju.

      "Temat" pisze: " Około czterech piątych wszystkich zabitych zostało
      aresztowanych na skutek donosów do NKWD przez miejscowych kolaborantów, głównie
      żydowskiego pochodzenia.
      eres: Z okupantem sowieckim współpracowało wielu Polaków, choć najchętniej
      pamięta się tę kolaborację wyłącznie Polakom narodowości żydowskiej, a przecież
      bramy triumfalne budowali Polacy narodowości białoruskiej i ukraińskiej, ale
      budowali je i polscy komuniści i ich sympatycy.
      Nadal badane są losy obywateli II. Rzeczpospolitej zesłanych przez okupanta
      sowieckiego w głąb ZSRR. Deportacje sowieckie objęły całą ludność polską, także
      narodowości białoruskiej, ukraińskiej i litewskiej. Pośród wywiezionej w roku
      1939 przez władze sowieckie naszej ludności kresowej 30 % stanowili obywatele
      polscy narodowości żydowskiej, choć według przedwojennych statystyk tereny
      północno-wschodniej Polski zamieszkiwało 11 % Żydów.
      Masową współpracę Polaków z sowietami po roku 1944 najchętniej w ogóle się
      teraz pomija, choć szeregi będącej na usługach sowietów PPR/PZPR zasiliło 5 do
      6 milionów Polaków. W tym blisko 30 000 funkcjonariuszy UB. A przy sposobności -
      w tymże 30-tysięcznym „aparacie bezpieczeństwa” zatrudnionych było 438 Żydów,
      a więc 1,7 % ogółu ubowców kolaborantów narodowości żydowskiej.
      Czy "Temat" raczy pamiętać rozmiar kolaboracji Polaków z drugim, jeszcze
      okrutniejszym okupantem, z niemieckim? Dla "Temat" jakby nie istniał problem
      3,5 miliona Polaków-folksdojczów, ich służby w niemieckich formacjach
      militarnych. Nie chce też "Temat" pamiętać o pladze donosicielstwa i innych
      formach kolaboracji na terenie GG. W samym tylko Okręgu Krakowskim AK ujętych
      było ponad 5000 delatorów i agentów Gestapo. Wg historyków sądy podziemia
      wydały łącznie ok. 3 do 3,5 tysiąca wyroków śmierci, a wykonanych akcji
      wyrokowych było ok. 2500. Natomiast ilu denuncjantów nie ujawniono, pozostanie
      tajemnicą. .
      Także żydowskie organizacje podziemne likwidowały żydowskich agentów i szpiclów
      gestapo.
      Ale przecież nie tylko szmalcownicy byli zagrożeniem dla Żydów, byli nimi i
      polscy granatowi policjanci, których (w GG) kilka tysięcy solidarnie ścigało u
      boku całego niemieckiego aparatu terroru ukrywających się Żydów, dozorowało
      getta i tworzyło plutony dokonujące egzekucji na żydowskich „przestępcach” (do
      których zaliczano np. tych Żydów, którzy dopuścili się „zbrodni” nielegalnego
      opuszczenia getta). Smutną prawdą jest też fakt, iż w niemieckich obławach na
      ukrywających się Żydów brali udział nie tylko „granatowi”, ale nie rzadko i
      chłopi, szczególnie, gdy za doprowadzonych Żydów wyznaczono nagrodę; zwykle nie
      było to wiele – kilogram cukru lub soli, parę litrów wódki, odzież i obuwie
      zabitego (o tym pisze m.in. historyk A. Żbikowski).
      Warto dodać, iż Pierwsze 5 stronic raportu Stroopa („Es gibt keinen juedischen
      Wohnbezirk in Warschau mehr!”wink. zawierają pełen wykaz poległych i rannych w
      walkach pacyfikacyjnych w czasie powstania w warszawskim getcie. Wymienia się
      tam ich z imienia, nazwiska, daty urodzenia, rodzaju formacji i stopnia. Pośród
      esesmanów, żołnierzy Wehrmachtu i formacji kolaboranckich (Stroop nazywa
      ich „Trawniki-Maenner”, od miejscowości Trawniki, gdzie mieścił się obóz dla
      Żydów i gdzie szkolono strażników obozowych, także osławionych „Hiwis”wink
      widnieją także wszystkie dane poległych polskich policjantów granatowych. A ów
      wykaz zatytułowany jest następująco: „Fuer den Fuehrer und fuehr ihr Vaterland
      sind im Kampf bei der Vernichtung von Juden und Banditen im ehemaligen
      juedischen Wohnbezirk in Warschau gefallen:...” („Za Wodza i ich ojczyznę
      polegli w walce związanej z niszczeniem Żydów i bandytów w byłej dzielnicy
      mieszkalnej w Warszwie:...”wink.

      "Temat" pisze: " Dziś, kiedy staramy się dojść do prawdy o tragedii w Jedwabnem
      sprzed sześćdziesięciu lat, wielu z nas odczuwa głębokie rozgoryczenie, [...]"
      eres: Niepotrzebnie się staracie (a kimże jesteście, owi Wy, "starający się"?),
      jak przecież wiadomo, prawdę już dawno ustaliła powołana w tym celu w
      demokratycznej Polsce instytucja - Instytut Pamięci Narodowej. Stwierdzić
      trzeba, że "starających się" pojawiło się w ostatnich latach wielu.
      Przeinaczaniem faktów zajmują się nie tylko ewidentni naziści z rodzaju Bubel i
      Tejkowski, ale i niektórzy politycy (patrz choćby Maciarewicz), a także pewni
      utytułowani nasi polscy brunatnawi nauczyciele uniwersyteccy. Zresztą dobrze o
      tym wiesz, bo przecież wykorzystałeś w swoim eseju niemało fragmentów z "prac"
      owych antysemitów.

      Temat pisze: " Około czterech piątych wszystkich zabitych zostało
      aresztowanych na skutek donosów do NKWD przez miejscowych kolaborantów, głównie
      żydowskiego pochodzenia".
      eres: Radbym wiedzieć, z jakiegoż to wiarygodnego źródła pochodzi owa
      liczba "cztery piąte". Natomiast zapomniałeś podać, iż na Listach Katyńskich
      znajduje się 450 polskich oficerów, podoficerów i podchorążych narodowości
      żydowskiej.
      Zbrodnie dokonane na ludności żydowskiej w Jedwabnem, Radziłowie, Stawiskach i
      dziesiątkach innych miejscowości to przecież nie jest kwestia wiary, to są
      fakty, zresztą wykazane przez IPN. Także bezspornym faktem jest, że zbrodni na
      swoich żydowskich sąsiadach dokonali Polacy. A jakież ma znaczenie, że
      zamordowano w okrutny sposób 50, 100 czy też owe „nie mniej niż 340” (wg
      raportu IPN) Bogu ducha winnych istot ludzkich - dzieci, kobiet i mężczyzn?
      Podobnie trudna do ustalenia jest sprawa liczby okrutnie zamordowanych przez
      Polaków po wojnie Niemców, czy jak kto woli folksdojczów (kobiet, dzieci i
      mężczyzn) w Nieszawie, Aleksandrowie Kujawskim, czy w Słońsku. Faktem jednakże
      jest, że i tych morderstw dokonali Polacy, równie "zwykli, poczciwi Polacy",
      jak i ci z Jedwabnego, Radziłowa czy Kielc. Odrębną, nie mniej bolesną sprawą
      są utworzone w Polsce po wojnie obozy koncentracyjne dla Niemców, Ukraińców
      i „wrogów klasowych”, ale to już nieco inny, ale równie drażliwy temat.
      Pod okupacją niemiecką była i Warszawa, na ulicach stolicy panował terror
      okupanta wobec wszystkich mieszkańców miasta, ale zwłaszcza wobec Żydów. Myślę,
      że może już wówczas narodziło się popularne powiedzenie warszawiaków: „ich
      golą, a nas już mydlą”. Nie przeszkadzało to warszawskiemu motłochowi
      antysemickiemu urządzać na początku okupacji krwawe pogromy. Kiedy jednak wielu
      Polaków, mimo zagrożenia życia swojego i swoich bliskich, niosło pomoc swoim
      żydowskim współobywatelom, udzielało im schronienia, inni dopuszczali się
      haniebnych, zbrodniczych czynów. Teraz wielu chciałoby pamiętać tylko o
      wydarzeniach i zjawiskach chwalebnych, a uznać za niebyłe wszystko negatywne
      tamtych lat, prag

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka