benek231
09.11.12, 14:20
A znana mu byla madrosc z nog powalajaca:
"Nie ma ateizmu bez pojecia Boga"
Bardzo mocne to bylo, ufff.
Pytanie tylko co z tego wynika. Tak jak nie wiem co wznioslego wynika z tego, ze nie ma tylu bez przodu, lub ze np. nie ma wolny bez zniewolony.
Kiedys wszyscy, lub prawie wszyscy, wierzyli w przerozne kretynizmy, a sceptyk na miare Sokratesa trafial sie raz na kilkaset lat. I jesli nawet ktos nie wierzyl to wolal isc ze stadem - bez ujawniania sie. Tak bylo wygodniej i bezpieczniej.
Najpierw, przez bardzo dlugi czas istnial sobie niekwestionowany bog (bogowie, sily nadprzyrodzone...) a dopiero pozniej pojawili sie sceptycy kwestionujacy istnienie powyzszych. Ale istotnie, gdyby wczesniej nie wystepowalo zjawisko powszechnego skretynienia to pozniej nikt nie musialby pukac sie w czolo.
W tym to sensie ateizm "zawdziecza" swe istnienie teizmowi.