Gość: EUROMIR
IP: *.cm-upc.chello.se
23.07.04, 21:39
Szanowni Panstwo,
bylo to w czasach, kiedy Pan Tyu przysylal nam tylko sporadycznie kartki a
Miriam lupila Tyuowe slabosci i bandytow odeskich, Pan Hasz powrocil wlasnie
z subwroclawskiej emigracji, Borsuk na Forum Aktualnosci coraz wyrazniej
dystansowal sie od Snajpera a hooligan Perla bez przerwy pogwizdywal pod
oknami - wyraznie pod zyczliwe dyktando Pana Scana.
W takich to czasach me lektury totalnie opanowaly Niemcy. Na czele z Hitlerem.
No... to nie bylo tak, ze literatury w temacie w ogole nie znalem... Cos tam
sie kiedys czytalo. Niemieckojezycznych poetow, filozofow, klaunow, estetow,
nawet politologow.(A jednak nade wszystko Hannah Arendt...)
A wiec tego pamietnego wieczoru, kiedy w Sztokholmie jak zwykle lal monotonny
deszcz i ciezkie chmury przyslanialy juz i tak ledwo widoczne niebo musialem
zapalic dodatkowe swiece.
Kominek przygasal.
Podsunalem wiec blizej fotel. Gdyz trzeba oszczedzac na polanach. Po czem
porzadnie okrecilem nogi welnianym, kaukazkim pledem w przedziwne chazarskie,
ludowe haftowanym wzory. Zdecydowanym ruchem napelnilem tez musztardowke dosc
podlawym armaniakiem zakupionym w Niemczech przez znajomych kontrabandzistow
i sprawdzilem czy aby lodowka znow nie wygasla - jak to ostatnio ma bez
przerwy w zwyczaju.
Rzecz istotna, skoro chlodzilem tam mocne piwo przeznaczone naturalnie do
pozniejszej, wieczornej (gdy juz sie ociepli) konsumpcji.
No i trzeba bylo - do cholery - zeby przypomnial mi sie wowczas sledz,
ktorego zamarynowalem kilka godzin wczesniej, aby przyrzadzic na jego bazie
pyszne, wieczorne (do piwa) kanapki.
Jakze bylem wiec poirytowany i zly kolejny juz raz muszac wykrecic sie z
objec chazarskiego koca (staje mi sie coraz bardziej obrzydliwy, w jakis
przedziwny sposob sie wprost pedalski!), i odsunac fotel, i pojsc do kuchni -
klnac pod nosem na normalny w ostatnich czasach w moim domu stan...
niedostatek sluzby - wszystko to po to, aby narznac nieco zoltej cebuli do
marynaty ustawionej w szklanym sloju na (rodowym, z japonskiej czeresni)
kredensie.
W drodze powrotnej do salonu zjadlem z przyjemnoscia dwa malosolne wylowione
ze sloja stojacego obok sledzikow. Pycha !
Procedure okrecania sie niemilym Chazarem powtorzylem raz jeszcze i po
wypiciu szklaneczki armaniaka zabralem sie za tlumaczenie dzien wczesniej
wybranych fragmentow "Hitlers Tischesgespräche im Fuhrerhauptquartier 1941-
42" Henry Pickera.
Wydawca tlumaczenia szwedzkiego Stig Jonasson (Prisma) w nudnym i banalnym
wstepie powiada, iz :
"/.../ Niniejszy krotki opis ilustrujacy poziom intelektualny i sfere
zainteresowan Hitlera stanowi w pewnym stopniu jego intelektualna
rehabilitacje. Z cala pewnoscia jednak nie stanowi rehabilitacji moralnej.
Osad jego postaci bedzie oczywiscie surowszy, gdy stwierdzimy, iz nie braklo
mu inteligencji, wyksztalcenia i umiejetnosci."
Teza wydawcy wydaje mi sie mocno smiala o ile nie naciagana. Byc moze
specyficzna sympatia do wysokiego nakladu. Takie skrzywienie (finansowo?)
zawodowe, skoro dokument przeczytalem nieco zadziwiony banalnoscia i
slaboscia intelektualna czlowieka, ktory rzekomo frapowal, imponowal swa
wiedza i wulgarna umyslowoscia "ministrom, generalom, dyplomatom,
przemyslowcom i intelektualistom tamtych czasow na ich wlasnych domenach".
Ocencie zreszta Panstwo sami. Ponizej przedstawiam fragment zapisanej
stengraficznie wypowiedzi Hitlera lingwisty.
O ile nie przypomina w niej dokladnie innego jezykoznawcy - Stalina, to
dzieje sie tak tylko dlatego, iz na hitlerowski plus zapisuje passus
poswiecony zapozyczeniom jezykowym a w ich konsekwencji wola Hitlera
utrzymania w Niemczech instytucji teatru.
"7.3 1942 po poludniu (Wolfsschanze)
(O jezyku niemieckim)
Jesli porownamy jezyk angielski z niemieckim, a niemiecki z wloskim, to
mozemy powiedziec - jezykowi angielskiemu brak zdolnosci aby wyrazac mysli,
ktore nie ograniczaja sie ponad powszechnie znane fakty i wyobrazenia.
Jezyk niemiecki ma zdolnosc aby isc krok do przodu w uscislaniu zrozumienia
problemu, nawet jesli w jakims punkcie doszedl do granicy zdolnosci
dowodowej. Narod niemiecki jest narodem myslicieli. Jest tak dlatego, ze nasz
jezyk stwarza nam warunki do zapuszczania sie na jeszcze nie zbadane tereny.
W moich okolicach, w Berchtesgaden ktoregos razu Wloch, ktory stracil glos w
czasie [pierwszej] wojny mial mowe, ktora plynela w przod jak silna rzeka,
fonetycznie cudowna, wprost apoteoza! Przetlumaczona byla tylko nic
niemowiacym belkotem, pozbawiona mysli. Wloski jest jezykiem muzyki.
Nic nas nie zwodzi, aby mowic tylko dla przyjemnosci mowienia. Nie pozwalamy
sie upic muzyka jezyka. Lecz: stajemy sie coraz bardziej ubodzy w samogloski
i musimy uwazac, zeby nasz jezyk nie zszedl na manowce.
Dzis nie mamy poetow. Totez probujemy naprawic braki z pomoca slownych
ulepszen (neologizmow). A przecie slowo jest tylko srodkiem: - to mysl daje
zdolnosc konstrukcji zdania. Gdybysmy dali polepszycielom naszego jezyka
wolne rece, to stracilby on z czasem harmonie i przestalby byc piekny!
Juz teraz niestety jestesmy glownie skazani na samogloski a, e, i. Co czyni
nasz jezyk niemuzykalnym i biednym! Zeby nie mowic o dzwiekach ostrych! Jesli
powiem "Kurzschriftler" zamiast stenograf, to jakbym mowil po polsku! Poza
tym slowo jest glupie: wynalazca sam nazwalby tak swoj wynalazek, gdyby go
polubil. "Kurzschreiber" jest osoba, ktora pisze zwiezle ["kurzs schreibt"].
Ludzie, ktorzy rekomenduja takie germanizacje sa smiertelnymi wrogami
niemieckiego jezyka. Gdyby mogli rzadzic, w krotkim czasie nie moglibysmy
wypowiadac naszych mysli dokladnie, jednoczesnie nasz jezyk stalby sie
ubozszy i slabszy w swej harmonii. Brzmialby jak japonski, prawdziwe
kukuryku, bylby gdakaniem. Nie wyobrazam sobie aby mozna bylo w nim spiewac!
badzmy jednak zadowoleni, iz posiadamy tak duzo mozliwosci zniuansowanego
przekazywania mysli! badzmy wdzieczni za kolory tonow slow zapozyczonych z
jezykow obcych , ktore staly sie naszymi pojeciami! Pomyslcie, gdybysmy
chcieli oczyscic nasz jzyk z obcych slow : gdzie i kiedy mielibysmy sie
zatrzymac? Abstrachujac od ryzyka utraty korzeni jezyka. Zniszczono by prace
wielu generacji.
W rezultacie bylibysmy zmuszeni wyrzec sie wszystkiego co w ciagu wiekow
przywedrowalo do nas z zewnatrz. Starczy tych glupot! Gdyz gdybysmy mieli byc
logiczni w naszym postepowaniu, to w takim razie powinnismy pozbyc sie tych
wszystkich instytucji, ktore przejelismy razem z pojeciem. Uczciwosc
nakazuje, aby wraz z pozbyciem sie slowa : teatr - powiedziec nie samej jego
instytucji. Byloby nieprzyzwoitoscia przejecie go i udawanie, iz byl naszym
wynalazkiem.
Tylko najwieksi mysliciele narodu sa powolani do powodowania zmian w
jezyku! W poprzedzajacej nas generacji osoba ta byl : Schopenhauer!/.../
cdn
Pozdrawiam :
Euromir