xiazeluka
20.06.13, 08:33
Widzieliście to dziwadło?
Pomijając zapalne punkty odcinka trzeciego (Mła one nie przeszkadzały, aczkolwiek Szkopy to ostatnia nacja, która ma prawo recenzować u innych stosunek do Juden) całość wygląda, jakby nakręcił ją smerf Ważniak, który dopiero przedwczoraj dowiedział się, że w historii miało miejsce wydarzenie o nazwie "II wojna światowa" i że miała ona miejsce między innymi w Europie.
Odcinek II:
Wielka batalia na Łuku Kurskim. Dowódca niemieckiej kompanii nagle w środku walki dezerteruje, schodzi sobie z pola bitwy jak ze sceny w parku rekreacyjnym, nocuje w rozbitym ruskim czołgu T-34 (nawiasem pisząc czołg miał numer taktyczny 102), rano kontynuuje przechadzkę i trafia nad rajski zakątek: jezioro z pomostem, las, zadbany domek, łaszący się kiciuś... A dookoła trwa największa bitwa lądowa II wojny - i łoskotu artylerii nie słychać, samolotów nie widać, żadnych żołnierzy takoż. Po prostu strefa ciszy w oazie.
Po paru dniach do Edenu trafia dwu niemieckich żandarmów, którzy się zgubili i pytają o drogę. Jak żandarmi mogli się zgubić na linii frontu? Szybko się orientują, że mają do czynienia z dezerterem, aresztują go - po czym idą z powrotem w kierunku, z którego przyszli, choć przed chwilą nie wiedzieli, gdzie się znajdują.
Inny przypadek: Polka z niemieckim Żydem wyskakują z pociągu "50 kilometrów przed Gliwicami". Po paru dniach marszu w ogólnym azymucie na Warszawę znajdują się nagle pod Tarnowem. Niestety chyba tylko ograniczenia czasowe miniserialu sprawiły, że zabrakło sekwencji pokazujący, jak para uciekinierów zwiedza Krakau.
W odcinku III, jak wiemy, pojawili się przerażający polscy antysemici, którzy żadnego Żyda co prawda nie zamordowali, niemniej cały czas na wspomnienie długonosych przewracali oczami i deklamowali mowę nienawiści. Gwoli sprawiedliwości należy przyznać, że pokazano, iż znajdowali czas na walkę z Niemcami. Nawet łatwo im szło, w miniserialu Niemcy łazili po lesie w zasadzie pojedynczo - ot, jedzie sobie kubelwagen z dwoma żołnierzykami, w środku lasu postanawiają się zatrzymać, aby obejrzeć z bliska przyczepionego do drzewa faceta... Drużyna 11-letnich skautów z procami też by sobie poradziła, a co dopiero tuzin uzbrojonych antysemitów.
Z takich zaskakujących bzdur utkany jest cały film, zaś o "obozach zagłady" nie pada ni jedno słowo. Owszem, wspomniany jest Oświęcim, ale tylko w napisie "KZ Auschwitz". Dachau też był KZ, nic strasznego. Pamiętacie, z jaką furią przyjęto "Upadek", w którym także o "obozach zagłady" nie wspominano? W przypadku "Naszych matek, naszych ojców" tego zarzutu nie słychać - czyżby dlatego, że odium spada na AK?