Gość: Don
IP: *.we.client2.attbi.com
05.08.04, 21:50
Karol Gustaw Nehrebecki
film: “Shtetl”
reżyserii Mariana Marzyńskiego
DZIEKUJĘ PANU, PANIE MARZYŃSKI!
Zacznę dzisiaj dość niezwyczajnie, bo od podziękowania.
Chciałbym podziękować bezczelnemu panu reżyserowi,
Żydowi i "komuchowi" Marianowi Marzyńskiemu, za
jego film "Shtetl" zniesławiający Polaków pod pozorem
dokumentowania osobistych interpretacji stosunków
polsko-żydowskich:
Ah, panie Marzyńki, było to wspaniałe, pouczające, trzygodzinne widowisko!
Bez retuszu, bez ubarwiania - film odkrywający całą prawdę o najczarniejszej
stronie ludzkiego wnętrza, o nienawiści. Nareszcie, po tylu latach kłamstw,za-
przeczeń, dezinformacji, zobaczyliśmy coś tak osobistego, coś tak prawdziwego
i przedstawionego bez ogródek i bez kamuflażu, jakże szczerze od żydowskiego
serca (bo przecież Polakiem pan już nie jest), że od widzenia prawdy oczy nam
literalnie wyszły na wierzch.
Nareszcie coś, co powinno stać się elementarzem obyczajów dla wszystkich Po-
laków próbujących rozliczać się ze swoim patriotyzmem. Nareszcie coś, co po-
winno stać się abecadłem dla wszystkich ludzi dobrej woli poszukujących moż-
liwości pokojowego rozwiązywania sporów i bezkonfrontacyjnego porozumiewania
sie. Nareszcie coś, co powinno zabrzmieć jak mementum nie tylko dla
Polaków :
|||||||||||||||||| NIE MA DYSKUSJI Z ŻYDAMI ||||||||||||||||||||||||
Żebyśmy bowiem nie wiem co robili. Żebyśmy głowy popiołem posypywali cały rok
na okrągło, przez całe swoje życie, żebyśmy przepraszali w Knesecie i we
wszystkich innych parlamentach świata za zbrodnie nie popełnione, żebyśmy
likwidowali klasztory Karmelitanek na żądanie rabina z Nowego Jorku i
wreszcie, żebyśmy nawet zabronili po wieki wieków oddawać cześć pomordowanym
w Oświęcimiu Polakom i tak nic się nie zmieni. Zawsze będziemy potępieni.
Piętno antysemitów przyklejone nam znaczyć nas będzie po wieczne czasy. Każda
bowiem dyskusja z Żydami, jeżeli nie jest monologiem strony żydowskiej, jest
|||||||||||||||||||||||||| a n t y s e m i c k a. ||||||||||||||||||||||||||
Tego dowiedzieliśmy się z filmu Mariana Marzyńskiego "Shtetl" i dzięki mu za
to. Gdyby nie on, dalej bym sądził o sobie, że jestem człowiekiem niewinnym,
spokojnym, wyrozumiałym, myślącym i miłującym bliźnich. Myslałbym, że nie-
ważne jest kto jakiego jest pochodzenia, wyznania, koloru skóry, ważne, aby
być dobrym człowiekiem. Dopiero Marian Marzyński pokazał mi jak bardzo się
myliłem i uświadomił mi całą prawdę o mnie, Polaku.
Dzięki niemu i jego filmowi dowiedziałem się, że jeśli jestem Polakiem, to
jestem podły, ograniczony i głupi a w genach mam zakodowany a n t y s e m i-
t y z m. To nieważne, że na wojnę nie mogłem mieć wpływu, bo po prostu uro-
dziłem się po wojnie, bo tak pono-szę winę za to, że w przedwojennej Polsce
mieszkały miliony Żydów, a po wojnie ponoć niewielu ich zostało.
(Dlaczego właśnie tam oni mieszkali, skoro Polacy ich tak bardzo nienawidzili
i - jak to jest możliwe, aby kilkanaście pokoleń Żydów przeżyło 800 lat ze
swoimi mordercami?)
Z treści filmu nie dowiedziałem się kto ich w czasie wojny wymordował, bo
Niemców nie ma nawet w tle. Ja wiem, bo żyłem w Polsce, ale Amerykanin
domyśli się, że zapewne Polacy. Mojej wypowiedzi filmować nie było warto.
Widz mógłby dowiedzieć się, że ja, jak i miliony innych Polaków, mam
gruntowną znajomość historii Żydów w Polsce i to z własnego doświadczenia.
Lepiej było pokazać dramatycznie, z ”filmowego” punktu widzenia, wypowiedzi
półumarłych starców z objawami choroby Alzheimera i zdominować nimi żydowski
d o k u m e n t.
To nieważne co myślę ja i miliony podobnych do mnie Polaków o naszej wspólnej
przeszłości z Żydami i o naszym stosunku do nich. Bowiem z chwilą, gdy spróbu-
jemy otworzyć usta, chcąc podjąć dyskusję, natychmiast okrzyknięci zostajemy
a n t y s e m i t a m i. Bo przecież mamy to zakodowane genetycznie. Itshak
Szamir powiedział: Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki.
W przeciwieństwie do Żydów - ich ujadania i napaści na Polaków nie można
przecież nazywać antypolonizmem, bo takiego wyrazu nie ma w żadnym słowniku
wyrazów polskich ani obcych. Jest tylko słowo a n t y s e m i t y z m
zmonopolizowane do zastosowania tylko i wyłącznie wobec Żydów nawet wtedy,
kiedy żydowskie rakiety rozrywają w strzępy niewinne semickie dzieci w
Libanie i Palestynie. Żydom nawet nie zadrży głos, kiedy nazywają to walką
z terroryzmem.
W Palestynie, Libanie, Syrii, Jordanii, Egipcie, w całym świecie może być
tylko jeden A N T Y S E M I T Y Z M - żydowski, odmieniany na WSZYSTKIE
języki świata.
Dlatego z jednego względu mogę podziękować Marianowi Marzyńskiemu za jego
film. Wyzwolił mnie on z kompleksów. Nie będę już dłużej myślał o sobie jako
o człowieku wyrozumiałym, rozsądnym, skłonnym do podejmowania dyskusji z
ludźmi mającymi odmienne od mojego zdanie i ewentualnie do nastawiania drugie-
policzka, kiedy mnie uderzą w pierwszy. Skoro bowiem Marian Marzyński udowod-
nił, że jako Polak takim być nie mogę, wolno mi teraz być chamskim bucem. Jak
ktoś mi przywali, to zamiast nadstawić drugi policzek, odpalę na odlew, żeby
echo zagrzmiało. Koniec "dyskusji". Żyd mi nie będzie wygrażał palcem przed
nosem i strofował mnie jak małe dziecko.
Marzyński groził Zbyszkowi Romaniukowi: " - Oj, Zbyszku, Zbyszku!",
kiedy ten próbował mieć odmienne zdanie, niż przewidywał scenariusz
żydowskiego "Felliniego". "Shtetl" otworzył nam oczy, zapytajcie Romaniuka,
czy dzisiaj pozwoliłby Żydowi machać mu palcem przed nosem.
Ej, panie Marzyński, kto pana żywił, ubierał, uczył, ukrywał i chronił od
pewnej zagłady przez sześć długich lat najstraszniejszej z wojen? Katolickie
siostry w Warszawie. I tak się pan odwdzięczasz? Co najmniej pięciu Polaków
musiało odejmować sobie chleb od ust z mizernych racji żywnościowych, żeby
złożyć się na jednego ukrywającego się Żyda. Nie dość mu było tego, to jesz-
cze kukułczym zwyczajem zabierał Polakom miejsce na studiach i pieniądze w
szkole filmowej. Za ten pełny wikt i opierunek u Polaków i narażeniu ich ży-
cia odwdzięczył się zatruwaniem mózgów swoimi produkcyjniakami telewizyjnymi
i antyamerykańską propagandą w "żydokomunie" podszywając sie pod film polski.
W 1968 roku miałeś pan pojechać do Palestyny pomóc swoim pobratymcom zaludnić
ziemie, które oni zagrabili sąsiadom najazdem w 1967, ale wypiąłeś się pan na
nich i zwiałeś do USA, któreś pan przez tyle lat szkalował za polskie
pieniądze.
Ani to Żyd, ani to Polak, ani Amerykanin. Jako reżyser - mizerna miernotka,
to chciałeś pan wypłynąć na prostytucji zawodowej obrażaniem i opluwaniem
matki-Polski.
Dlaczego, będąc już tyle lat w Ameryce, nie nakręcił pan filmu ze starymi
Żydami zasiedziałymi w USA i knującymi wojnę za Rooseveltem i nie pytał ich,
co robili w latach czterdziestych? Co oni zrobili, żeby ratować swoich roda-
ków w Europie wysyłanych przez Niemców do obozów koncentracyjnych? Czy cho-
ciaż dziesięciu z nich walczyło w armii aliantów i na froncie? Dlaczego nie
zapyta pan ich, co myślą o statku z Holandii pełnym Żydów, który został ode-
słany od wybrzeży amerykańskich z powrotem do Europy na pewną zagładę? Pytań
jest moc, czy więc nie uważasz pan, że byłby to doskonały film dokumentalny?
Tylko o czym by ten film mówił? Czy też o polskim antysemityzmie? Dlaczego
nie sięgnął pan do archiwów UB i SB i nie nakręcił pan filmu o bohaterach
utrwalania "władzy ludowej" w PRL-u? Przecież miał pan potajemne konszachty z
juntą Jaruzelskiego, skoro pan jeździł w stanie wojennym do Polski. Byłby to
świetny film dokumentalny o życiu Żydów w Polsce.
Eee, szkoda słów. Wróćmy lepiej do pańskiego trzygodzinnego smarowidła. Co
panu w głowie się wylęgało, dokument z tezą, czy teza dokumentowana?
Docudrama.
I to aż cztery lata panu zabrało, żeby pozbierać kilku ludzi, gdzie jak
gdzie,