Dodaj do ulubionych

Jak szantazowano dla odebrania nieruchomosci w Pol

IP: *.we.client2.attbi.com 05.08.04, 21:50
Karol Gustaw Nehrebecki
film: “Shtetl”
reżyserii Mariana Marzyńskiego

DZIEKUJĘ PANU, PANIE MARZYŃSKI!

Zacznę dzisiaj dość niezwyczajnie, bo od podziękowania.
Chciałbym podziękować bezczelnemu panu reżyserowi,
Żydowi i "komuchowi" Marianowi Marzyńskiemu, za
jego film "Shtetl" zniesławiający Polaków pod pozorem
dokumentowania osobistych interpretacji stosunków
polsko-żydowskich:

Ah, panie Marzyńki, było to wspaniałe, pouczające, trzygodzinne widowisko!
Bez retuszu, bez ubarwiania - film odkrywający całą prawdę o najczarniejszej
stronie ludzkiego wnętrza, o nienawiści. Nareszcie, po tylu latach kłamstw,za-
przeczeń, dezinformacji, zobaczyliśmy coś tak osobistego, coś tak prawdziwego
i przedstawionego bez ogródek i bez kamuflażu, jakże szczerze od żydowskiego
serca (bo przecież Polakiem pan już nie jest), że od widzenia prawdy oczy nam
literalnie wyszły na wierzch.

Nareszcie coś, co powinno stać się elementarzem obyczajów dla wszystkich Po-
laków próbujących rozliczać się ze swoim patriotyzmem. Nareszcie coś, co po-
winno stać się abecadłem dla wszystkich ludzi dobrej woli poszukujących moż-
liwości pokojowego rozwiązywania sporów i bezkonfrontacyjnego porozumiewania
sie. Nareszcie coś, co powinno zabrzmieć jak mementum nie tylko dla
Polaków :

|||||||||||||||||| NIE MA DYSKUSJI Z ŻYDAMI ||||||||||||||||||||||||

Żebyśmy bowiem nie wiem co robili. Żebyśmy głowy popiołem posypywali cały rok
na okrągło, przez całe swoje życie, żebyśmy przepraszali w Knesecie i we
wszystkich innych parlamentach świata za zbrodnie nie popełnione, żebyśmy
likwidowali klasztory Karmelitanek na żądanie rabina z Nowego Jorku i
wreszcie, żebyśmy nawet zabronili po wieki wieków oddawać cześć pomordowanym
w Oświęcimiu Polakom i tak nic się nie zmieni. Zawsze będziemy potępieni.
Piętno antysemitów przyklejone nam znaczyć nas będzie po wieczne czasy. Każda
bowiem dyskusja z Żydami, jeżeli nie jest monologiem strony żydowskiej, jest

|||||||||||||||||||||||||| a n t y s e m i c k a. ||||||||||||||||||||||||||

Tego dowiedzieliśmy się z filmu Mariana Marzyńskiego "Shtetl" i dzięki mu za
to. Gdyby nie on, dalej bym sądził o sobie, że jestem człowiekiem niewinnym,
spokojnym, wyrozumiałym, myślącym i miłującym bliźnich. Myslałbym, że nie-
ważne jest kto jakiego jest pochodzenia, wyznania, koloru skóry, ważne, aby
być dobrym człowiekiem. Dopiero Marian Marzyński pokazał mi jak bardzo się
myliłem i uświadomił mi całą prawdę o mnie, Polaku.

Dzięki niemu i jego filmowi dowiedziałem się, że jeśli jestem Polakiem, to
jestem podły, ograniczony i głupi a w genach mam zakodowany a n t y s e m i-
t y z m. To nieważne, że na wojnę nie mogłem mieć wpływu, bo po prostu uro-
dziłem się po wojnie, bo tak pono-szę winę za to, że w przedwojennej Polsce
mieszkały miliony Żydów, a po wojnie ponoć niewielu ich zostało.
(Dlaczego właśnie tam oni mieszkali, skoro Polacy ich tak bardzo nienawidzili
i - jak to jest możliwe, aby kilkanaście pokoleń Żydów przeżyło 800 lat ze
swoimi mordercami?)

Z treści filmu nie dowiedziałem się kto ich w czasie wojny wymordował, bo
Niemców nie ma nawet w tle. Ja wiem, bo żyłem w Polsce, ale Amerykanin
domyśli się, że zapewne Polacy. Mojej wypowiedzi filmować nie było warto.
Widz mógłby dowiedzieć się, że ja, jak i miliony innych Polaków, mam
gruntowną znajomość historii Żydów w Polsce i to z własnego doświadczenia.

Lepiej było pokazać dramatycznie, z ”filmowego” punktu widzenia, wypowiedzi
półumarłych starców z objawami choroby Alzheimera i zdominować nimi żydowski
d o k u m e n t.

To nieważne co myślę ja i miliony podobnych do mnie Polaków o naszej wspólnej
przeszłości z Żydami i o naszym stosunku do nich. Bowiem z chwilą, gdy spróbu-
jemy otworzyć usta, chcąc podjąć dyskusję, natychmiast okrzyknięci zostajemy
a n t y s e m i t a m i. Bo przecież mamy to zakodowane genetycznie. Itshak
Szamir powiedział: Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki.

W przeciwieństwie do Żydów - ich ujadania i napaści na Polaków nie można
przecież nazywać antypolonizmem, bo takiego wyrazu nie ma w żadnym słowniku
wyrazów polskich ani obcych. Jest tylko słowo a n t y s e m i t y z m
zmonopolizowane do zastosowania tylko i wyłącznie wobec Żydów nawet wtedy,
kiedy żydowskie rakiety rozrywają w strzępy niewinne semickie dzieci w
Libanie i Palestynie. Żydom nawet nie zadrży głos, kiedy nazywają to walką
z terroryzmem.

W Palestynie, Libanie, Syrii, Jordanii, Egipcie, w całym świecie może być
tylko jeden A N T Y S E M I T Y Z M - żydowski, odmieniany na WSZYSTKIE
języki świata.

Dlatego z jednego względu mogę podziękować Marianowi Marzyńskiemu za jego
film. Wyzwolił mnie on z kompleksów. Nie będę już dłużej myślał o sobie jako
o człowieku wyrozumiałym, rozsądnym, skłonnym do podejmowania dyskusji z
ludźmi mającymi odmienne od mojego zdanie i ewentualnie do nastawiania drugie-
policzka, kiedy mnie uderzą w pierwszy. Skoro bowiem Marian Marzyński udowod-
nił, że jako Polak takim być nie mogę, wolno mi teraz być chamskim bucem. Jak
ktoś mi przywali, to zamiast nadstawić drugi policzek, odpalę na odlew, żeby
echo zagrzmiało. Koniec "dyskusji". Żyd mi nie będzie wygrażał palcem przed
nosem i strofował mnie jak małe dziecko.

Marzyński groził Zbyszkowi Romaniukowi: " - Oj, Zbyszku, Zbyszku!",
kiedy ten próbował mieć odmienne zdanie, niż przewidywał scenariusz
żydowskiego "Felliniego". "Shtetl" otworzył nam oczy, zapytajcie Romaniuka,
czy dzisiaj pozwoliłby Żydowi machać mu palcem przed nosem.

Ej, panie Marzyński, kto pana żywił, ubierał, uczył, ukrywał i chronił od
pewnej zagłady przez sześć długich lat najstraszniejszej z wojen? Katolickie
siostry w Warszawie. I tak się pan odwdzięczasz? Co najmniej pięciu Polaków
musiało odejmować sobie chleb od ust z mizernych racji żywnościowych, żeby
złożyć się na jednego ukrywającego się Żyda. Nie dość mu było tego, to jesz-
cze kukułczym zwyczajem zabierał Polakom miejsce na studiach i pieniądze w
szkole filmowej. Za ten pełny wikt i opierunek u Polaków i narażeniu ich ży-
cia odwdzięczył się zatruwaniem mózgów swoimi produkcyjniakami telewizyjnymi
i antyamerykańską propagandą w "żydokomunie" podszywając sie pod film polski.

W 1968 roku miałeś pan pojechać do Palestyny pomóc swoim pobratymcom zaludnić
ziemie, które oni zagrabili sąsiadom najazdem w 1967, ale wypiąłeś się pan na
nich i zwiałeś do USA, któreś pan przez tyle lat szkalował za polskie
pieniądze.

Ani to Żyd, ani to Polak, ani Amerykanin. Jako reżyser - mizerna miernotka,
to chciałeś pan wypłynąć na prostytucji zawodowej obrażaniem i opluwaniem
matki-Polski.

Dlaczego, będąc już tyle lat w Ameryce, nie nakręcił pan filmu ze starymi
Żydami zasiedziałymi w USA i knującymi wojnę za Rooseveltem i nie pytał ich,
co robili w latach czterdziestych? Co oni zrobili, żeby ratować swoich roda-
ków w Europie wysyłanych przez Niemców do obozów koncentracyjnych? Czy cho-
ciaż dziesięciu z nich walczyło w armii aliantów i na froncie? Dlaczego nie
zapyta pan ich, co myślą o statku z Holandii pełnym Żydów, który został ode-
słany od wybrzeży amerykańskich z powrotem do Europy na pewną zagładę? Pytań
jest moc, czy więc nie uważasz pan, że byłby to doskonały film dokumentalny?

Tylko o czym by ten film mówił? Czy też o polskim antysemityzmie? Dlaczego
nie sięgnął pan do archiwów UB i SB i nie nakręcił pan filmu o bohaterach
utrwalania "władzy ludowej" w PRL-u? Przecież miał pan potajemne konszachty z
juntą Jaruzelskiego, skoro pan jeździł w stanie wojennym do Polski. Byłby to
świetny film dokumentalny o życiu Żydów w Polsce.

Eee, szkoda słów. Wróćmy lepiej do pańskiego trzygodzinnego smarowidła. Co
panu w głowie się wylęgało, dokument z tezą, czy teza dokumentowana?
Docudrama.

I to aż cztery lata panu zabrało, żeby pozbierać kilku ludzi, gdzie jak
gdzie,
Obserwuj wątek
    • Gość: Don Re: Jak szantazowano dla odebrania nieruchomosci IP: *.we.client2.attbi.com 05.08.04, 21:55
      I to aż cztery lata panu zabrało, żeby pozbierać kilku ludzi, gdzie jak gdzie,
      ale w maciupeńkim Brańsku?

      Film zaczyna się od tego, że pewien młody, lokalny historyk, Zbigniew
      Romaniuk, zainteresował się historią swojego miasteczka Brańska i natrafił na
      ślady obecności w nim Żydów. Rozpoczął zatem poszukiwania. Doświadczeń osobis-
      tych nie miał żadnych, stąd i żadnych uprzedzeń. Urodził się przecież wiele
      lat po wojnie, z początkiem lat siedemdziesiątych. Zbigniew Romaniuk nie znał
      PRL-owskich korzeni "komucha" Marzyńskiego. Kiedy Marzyński przewąchiwał kąty
      w Brańsku, Romaniuk pomagał mu na zasadzie pracy społecznej. To rozwinęło się
      do jego głównej roli.

      Umowy pisanej ani ustnej nie było. Marzyński pokazał jemu na
      kartce "scenariusz":
      Żydzi są zakompleksieni historią o holocauście.
      Ten film ma pomóc im w ich chęci wyzwolenia
      się od holocaustowych uprzedzeń i ma pokazać
      życie Żydów takie, jakie ono było na codzień w
      szarościach i blaskach w Brańsku.

      22-letni Romaniuk z zahukanej prowincji, Brańska, poszedł na lep atrakcji i
      zrazu nie spostrzegł, że film będzie o tym, jak zrobić z goja wariata.
      Marzyńskiego zamiary odsłoniły się dopiero zagranicą.

      W Stanach Romaniuk zaczyna rozumieć co się święci, ale jak przystało na ułożo-
      nego i młodego przyjezdnego w gościnie taktownie raczej słucha gospodarzy ani-
      żeli mówi sam. Nawet, jeśli się z czymś, co oni starzy mówią, nie zgadza i
      jeśli jego nieśmiałe uwagi puszcza się koło ucha, to,respektując wiek pode-
      szły, po prostu milczy. Jak można w takiej sytuacji rozprawić się np. z gro-
      teskową historią opowiadaną przez telefon, że przed wojną w Brańsku Polacy
      przywiązywali Żydów do końskich ogonów i ciągali ich za tymi końmi po ulicach?
      Zżymałem się wpierw na to z pozoru przytakujące milczenie, jak by nie było,
      historyka, ale musiałem też jego zrozumieć. Przyjechał przecież na żydowskie
      zaproszenie do USA. Nie jest zbyt grzecznie walić prawdę prosto w twarz gospo-
      darzom, co przed chwilą, ścielili ci, gościu, pościel i mówić, że kłamią.


      Albo weźmy dyrdymały owej Żydówki z kokiem na czubku głowy, profesor z Bożej
      (a raczej żydowskiej) łaski, Yaffy Eliah. Ona twierdziła, że dokładnie i
      precyzyjnie dziewięć kul wstrzelił polski partyzant w dziecko, a matka, co
      trzymała je na rękach, nic nie oberwała. Cud, cud! Polish American Public
      Relations Committee w Kaliforni prowadził rejestr jej sprzecznych wersji. W
      filmie zobaczyliśmy wersję Nr 7. Potem wydało się, że ani ona ani jej brat
      przy tym zajściu nie byli, wobec czego przez krótki czas winiła Niemców. Ale
      i to zmieniła, gdy wydało się także, iż jej matka wciąż sprzedawała miód,
      kiedy Niemcy już dawno odeszli.

      Yaffa Eliach - prawdopodobnie z namowy sfanatyzowanych speców od psychotech-
      nicznego kształtowania świadomości historycznej - wystąpiła w charakterze,
      niestety, fałszywego świadka. Łatwo zgadnąć, iż jest tego świadoma, gdyż
      odmówiła zeznań dla polskiej prokuratury, która jej publikacje potraktowała
      jako doniesienie o popełnionym przestępstwie. Czy możnaby spodziewać się,
      żeby u takiego indywiduum istniała krzta przyzwoitości, nie mówiąc już o
      odrobinie godności, żeby je stać było na odwołanie oszczerstwa i przeproszenie
      Polaków?




      Wiktor Noskowski, świadek zajść w Brańsku i okolicy, napisał w swojej rozprawie
      historycznej )* :

      » ”Atak", w rozumieniu autorki [Eliah], na dom miał się rozpocząć o godzinie 11
      wieczorem wrzuceniem jakiegoś przedmiotu przez okno. Spłoszeni tym Yaffa i jej
      brat Icchak zaczęli uciekać do sypialni rodziców i wówczas przez okno wrzucono
      na jej łóżko granat, który eskplodował - o dziwo - nie robiąc krzywdy obojgu.
      Ojciec Yaffy Eliach błagał matkę, by uciekała przez okno, na co ona nie mogła
      się zdecydować. Wówczas wspólnie postanowili schować się w ”alkowie"
      na ”pięterku" i zastawić się kufrem.
      Dziwnie powolnie ”atakowano" wcale nie ufortyfikowany ani nawet przez nikogo
      nie broniony dom Sonensonów [rodziców Yaffy Eliah], że dopiero ”po północy", a
      więc po ponad godzinie od wrzucenia granatu ”dały się słyszeć na schodach
      krzyki i nawoływania", po których Sonensonowie ”rozpoznali wielu znajomych
      ludzi". Nikogo z ”rozpoznanych" nie wymienia z nazwiska, ale w twierdzeniu tym
      zawarta jest sugestia, że byli to mieszkańcy Ejszyszek. Tak jednak nie mogło
      być bowiem z uwagi na nieuchronność dekonspiracji w akcji był użyty oddział
      złożony z ludzi spoza gminy ejszyskiej.

      Opis wtargnięcia patrolu Samoobrony do swego domu autorka [Eliah] ogranicza do
      samego faktu zastrzelenia matki i niemowlęcia brata:
      ”odpowiedzią (na prośbę Sonensonowej o zastrzelenie jej samej) było dziewięć
      strzałów, które zabiły brata w ramionach matki, potem piętnaście kul z broni
      automatycznej zabiło moją matkę, która upadła na mnie i na brata... Matka
      poznala swych morderców Antona Szarawieja i sąsiada Władysława Duszyńskiego."

      Nie sposób uwierzyć w tak bałamutne, całkiem nieprawdopodobne, jawnie w złej
      wierze formułowane wyznanie Yaffy Eliach. Bo dlaczego - jak ona twierdzi -
      ”banda umundurowanych Polaków", która wtargnęła do miasteczka nocą 20
      października 1944 w celu „wymordowania wszystkich Żydów", nie wykonała
      zamierzenia mimo bierności ochraniarzy (istrebiteli)? Dlaczego oszczędzono samą
      Yaffę i jej brata Icchaka nieodstępnie pozostających przy matce, oraz jej ojca
      Mosze?

      Czyż można dać wiarę, że rzekomy morderca aż dziewięć razy strzelał do
      niemowlęcia nim go zabił, a przy tym nie zranił matki trzymającej syna na
      rękach? Zdumiewa arcyfenomenalna audytywność autorki, że ”policzyła" oddawane
      strzały z automatu. «




      Zwłaszcza dlatego, że miała wtedy tylko cztery (4) lata. Romaniuk
      powiedział: "Po spotkaniu z Yaffą Eliah Marian i ja stwierdziliśmy, że pani
      Eliah ma wybujałą fantazję". Dlaczego więc Marzyński użył fałszywego świadka?
      Robiłeś pan dokument, czy fałszerstwo, żydowski dokumentalisto?

      Żeby odbierać Romaniuka tak jak opisuję wyżej, trzeba być Polakiem. Inni,
      Amerykanie, do których film przede wszystkim był adresowany, odbierali
      Romaniuka inaczej. Dla nich zachowanie się młodego Polaka, jego selektywnie w
      filmie zmontowany body language potwierdza blagierską tezę: "Tak, Polacy
      maltretowali Żydów". Skoro polski historyk milczy, skoro nie sprzeciwia się,
      to znaczy, że poczuwa się do winy, to znaczy uznaje winę Polaków, to znaczy
      Polacy byli a n t y s e m i t a m i.

      A że pozostają nimi nadal, tę tezę autorską potwierdzić miała druga część
      filmu kręcona w Izraelu i w Polsce. Nieprzemakalność poglądów uczennic szkol-
      nych w Izraelu na świętą sprawę "holocaustu" i wręcz agresje w stosunku do
      polskiego historyka, wyprowadzają w końcu Romaniuka z równowagi. Próbując wy-
      tłumaczyć uczennicom, że są w błędzie, że Polacy zrobili więcej dla ratowania
      Żydów podczas drugiej wojny światowej, niż jakikolwiek inny naród na świecie,
      zdenerwowany Romaniuk podnosi głos w obronie własnej. Na ten moment czekał
      pan reżyser. Grożąc palcem daje mu stosowną reprymen-dę, cytuję: "Oj,Zbyszku,
      Zbyszku" i osiąga zamierzony cel, przekazuje amerykańskim widzom dokumentalne
      posłanie: "A co, nie mówiłem, nawet on, Romaniuk, młody niby to inteligentny
      Polak, a nie jest wolny od antysemityzmu, to co dopiero mówić o pozostałych"?

      Ten efekt przypieczętowany zostaje ostatecznie pod koniec filmu, w scenie
      uroczystości rocznicowych 500-lecia Brańska. Romaniuk, jako zastępca burmis-
      trza i przewodniczący jubileuszowego komitetu, w przemówieniu otwierającym
      uroczystości nic nie wspomina o Żydach, o ich dziejach w historii miasteczka.
      Nie ma też o nich żadnego śladu na ufundowanym obelisku upamietniającym rocz-
      nicę i tym samym Marzyńskiego akt oskarżenia osiąga swoje apogeum: Polacy byli,
      są i pozostaną a n t y s e m i t a m i.

      Dla osiągnięcia tego efektu oskarżyciel zatai
      • Gość: Don Re: Jak szantazowano Polakow IP: *.we.client2.attbi.com 05.08.04, 21:57
        Dla osiągnięcia tego efektu oskarżyciel zataił w swoim akcie
        oskarżenia "drobny" fakt, mianowicie, że Żydzi pojawili się w Brańsku nie 500
        lat temu, ale w 1897 roku i do 1942 było ich niewielu, a już wcale nie stano-
        wili w nim większości przez te 45 lat.

        Oskarżyciel, żonglując nożyczkami montażysty filmowego jak kuglarze trzema
        lusterkami gry w "Malgośkę" (lusterko przegrywa, Małgośka wygrywa), widza
        oszukał. Faktem jest, że "Żydki" (tak wolały być nazywane, bo ”Żyd” nawet dla
        ucha Żyda ma to obraźliwe brzmienie) z Brańska żyły z Polakami przez 45 lat
        i, o dziwo, przeżyły. Liczba ich spadła do zera po wojnie, ale z filmu nie
        wynika dlaczego, gdyż przy całej uwadze skie-rowanej na polski antysemityzm
        zabrakło w filmie miejsca dla. . . Niemców!

        Oglądając film można byłoby odnieść następujące wrażenie. Był sobie Brańsk.
        Od pięciuset lat mieszkali w nim również Żydzi, choć było to miasto polskie.
        Dlaczego tam, a nie na przykład w bardziej cywilizowanych Włoszech, Hiszpa-nii,
        czy Francji, autor filmu nie wyjaśnia, chociaż dokumentuje, że mieszkali
        tam pomimo genetycznego antysemityzmu Polaków, pomimo ich niemalże zwierzęcej
        nienawiści do Żydów, mimo bicia i ciągania końmi po ulicach. Było ich około
        300. Fakt, że żyło się im zacisznie i spokojnie w Brańsku jak i Ejszyszkach.
        Tam żyli i przeżyli.

        Aż tu nagle coś się odmieniło. Co? Żydzi z Brańska zniknęli. Zapewne wskutek
        wybuchu nieokiełzanego, polskiego antysemityzmu wyssanego z mlekiem matki, bo
        o Niemcach i ich okupacji w filmie prawie nie ma nic. Gdzieś nagle się zapo-
        dziali. Czy wysiedlono ich do obozów? Mało prawdopodobne. Yaffa Eliah powia-da,
        że rodzina w Ejszyszkach sprzedawała miód wciąż jeszcze, czyli wtedy, gdy
        Niemcy dawno odeszli. Więc jak to było z tymi prześladowaniami?

        Ano, po wojnie oni wynieśli się do… Ameryki, bo tam zaczęło się dla nich nowe
        Eldorado: Welfare! Social Security! Medicare! Darmowa nauka! Ciepłe posadki.
        No i, proszę państwa, reparacje! A jakże, i odszkodowania wojenne, do których
        nie byliby uprawnieni pozostając w Brańsku.

        Gyby Immigrationa and Naturalization Service w USA i Bundesverwaltungsamt w
        Niemczech posprawdzały historie, jakie oni powypisywali ubiegając się o pobyt
        stały ”uchodźców politycznych”! I jak uzasadniali swoje wnioski o ”reparacje”!

        Np. Yaffa Eliah. . .

        A co powiedzieć o tym Żydzie, który wciska Polakowi pieniądz do ręki? Polak
        uratował jemu życie, a ten Żyd powiada: "- Dziękuję ci za to, że uratowałeś
        mi życie, masz tu dwadzieścia (20!) dolarów." Więc nie wszystko geniusz
        filmowy Marzyński i jego poplecznicy potrafili zatuszować.


        Geniusz robił zdjęcia przez cztery lata. Za “low budget”. Dopiero, kiedy on
        nakręcił z 200 godzin materiału zdjęciowego, ktoś te nieudolne kawałki
        fachowo zmontował, postarał się o publiczne pieniądze FRONTLINE i PBS i kazał
        jemu zrobic dokrętki na poprawkę. Jego popychacze liczyli na to, że oni
        przemycą ten paszkwil, tak jak inne żydowskie smarowidła i agitpropy, do
        obłożenia go Oscarem i dadzą mu rozgłos pod pozorem reklamowania arcydzieła
        sztuki filmowej, a reżysera-opluskwiacza obwołają w dziennikach telewizyjnych
        drugim Fellinim.

        On zaś kutwił nad tym c-z-t-e-r-y l-a-t-a.

        I nie zdadzą się tu protesty, sprostowania, próby dialogu, że to kicz, fał-
        szerstwo. Świat może być postrzegany tylko z jednej perspektywy - żydowskiej.
        Każda próba dialogu, dyskusji, przedstawienia swoich racji, natychmiast
        zostanie okrzyknięta a n t y s e m i t y z m e m. Dlatego nie będę się poni-żał
        do dyskusji z Marzyńskim, do dyskusji z "komuchem" i Żydem. Nie sposób
        bowiem dyskutować z zakłamanym chamstwem.

        Żeby w ogóle zacząć dyskusję należałoby na wstępie ustalić jego kompetencję
        historyczną w takich kwestiach jak:
        Komu on zawdzięcza swoje życie?
        Kto chlebem i solą witał sowieckich okupantów wkraczających na ziemie polskie
        17 września 1939?
        Kto stanowił trzon Urzędu Bezpieczeństwa, bestialsko niszczącego polskość w
        latach 40-tych i 50-tych?
        Kto dyrygował środkami informacji i propagandy komunistycznych dyktatur?
        Co i dla kogo reżyserował Marzyński zanim wyjechał w 1968 z PRL-u, rzekomo do
        Izraela?
        Z kim mial potajemne kontakty, jeśli jeździł swobodnie do Polski z USA w
        okresie stanu wojennego, kiedy to Polacy po raz kolejny byli prześladowani
        przez rzekomo polskie władze?
        Itd.
        Wiem, że odpowiedzi na takie pytania od Marzyńskiego lub innego Żyda nigdy się
        nie doczekam. Dlatego dyskusja jest niemożliwa.

        "Antysemityzm" jest na całym świecie. Zaczął sie od 1017 roku z pojawieniem
        sie w Europie Kazarów nazywających siebie Żydami hebrajskimi, a później
        podszywających się pod Aszkenazych. Nie czepiajcie się Polaków. "Nie mówcie o
        nas kłamstw, to my nie będziemy mówić o was prawdy." Chcecie wieść życie
        karalusze, będziecie mieli to, o co prosiliście.

        Na napastliwe ujadanie i oskarżanie o antysemityzm, rasizm, faszyzm itd.
        odpowiadam popularnym w Polsce powiedzonkiem z kabaretu "Dudek" w
        Warszawie: "Chamstwu należy przeciwstawić się siłom i godnościom osobistom".
        Przeciwstawiam się partaczowi filmowemu i innym filisterskim pasożytom jak
        on. To również radzę uczynić Zbyszkowi Romaniukowi. W przeciwnym razie
        usłyszy on kiedyś od Żydów : "Masz goju czego chciałeś" - i od Polaków to
        samo, a wtedy będzie mógł mieć pretensje tylko do samego siebie.

        Film ”Shtetl” miał za zadanie zmiękczyć protesty Polaków wobec żądań Żydów
        o ”zwrot” ”pożydowskich” ziem i nieruchomości w Polsce. Efekt był zupełnie
        odwrotny od zamierzonego przez World Jewish Congress. Paszkwil ten
        scementował Polaków krajowych z zagranicznymi. Polacy stanęli murem za
        historycznym listem Prezesa KPA Edwarda Moskala do Żyda Stolzmana
        (używającego pseudonimu Kwaśniewski).

        Przeciwko żydowskim rasistom mamy broń - prawdę o nich. A zresztą, niech
        tam! Przyjdzie kryska na Matyska, Pan Bog nierychliwy ale sprawiedliwy. Oni
        sami na siebie bat kręcą, bo chciwość nie zna umiaru.


        ____________________________
        )* Wiktor Noskowski:"Czy Jaffa Eliah przeprosi Polakow?", artykuł w
        tygodniku „Myśl Polska", Nr 29-30 (1305-1306) z 20-27 lipca 1997 r.
        wyd. w Toronto.

    • Gość: spin doctors Re: Jak szantazowano dla odebrania nieruchomosci IP: *.avenel01.nj.comcast.net 05.08.04, 23:01
      żydzi zawsze tworzą historię. oni są kreatywni. muszą wszystkie wydarzenia
      przekładać na własną korzyść. szkalują wszystkich a szczególnie polaków. i
      przede wszystkim fałszują fakty. oszukują i fałszują. to jet kolejny dowód.
      • gini Re: Jak szantazowano dla odebrania nieruchomosci 05.08.04, 23:53
        vNominacje do Nagrody im. Józefa Mackiewicza
        Pogrom, którego nie było

        Opracowana przez Marka Jana Chodakiewicza książka, zatytułowana "Ejszyszki",
        nie mogła nie zwrócić uwagi członków kapituły Nagrody imienia Józefa
        Mackiewicza. Jest to dokonanie niezwykle bliskie życiowemu przesłaniu patrona,
        mówiącemu o tym, że "tylko prawda jest ciekawa", a w imię jej odkrycia warto
        narażać się na niechęć ośrodków dyktujących mody i hierarchie.

        Książka jest bliska duchowi Mackiewicza także ze względu na kresową tematykę
        oraz tragizm opisywanych losów wymieszanych narodów pogranicza, poddanych
        niemieckiej i sowieckiej eksterminacji. Stanowi też próbę bezstronnego opisania
        krwawego epilogu tych losów.

        Chodakiewicz, doktor i wykładowca historii na uniwersytetach Nowego Jorku i
        Wirginii, wyznaczył sobie skromną rolę redaktora i autora wstępu do obszernej
        antologii źródłowych i publicystycznych tekstów, rzucających światło na
        wydarzenia, które miały miejsce w październiku 1944 r. w niewielkiej litewskiej
        miejscowości. W dwóch tomach "Ejszyszek" zebrał dokumenty polskie i sowieckie,
        meldunki, protokoły przesłuchań i zeznania świadków. Skonfrontował je z
        tekstami wyznawców upowszechnionej w USA wersji "pogromu", jakiego mieli się
        dopuścić w Ejszyszkach członkowie "nacjonalistycznej Armii Krajowej", walczący
        o "Polskę bez Żydów".

        O sprawie tej czytelnicy nie mogli nie słyszeć, nie ma więc potrzeby dokładniej
        ją przedstawiać. To, co w świetle dokumentów było atakiem na dom
        funkcjonariusza sowieckiego Smiersza, połączonym z rutynową akcją likwidacji
        posterunków okupanta oraz zdobycia broni i zaopatrzenia, podczas której
        przypadkowo zginęły żona i jedna z córek właściciela domu, czytelnikowi
        amerykańskiemu przedstawiono jako element (i symbol) zorganizowanej
        przez "polskich nacjonalistów" masowej eksterminacji Żydów na kresach.
        Eksterminacji, którą zakończyć miało nadejście Armii Czerwonej.

        O takim naświetleniu wydarzenia zadecydowała jedna osoba. Profesor Yaffa
        Eliach, córka i siostra zamordowanych w Ejszyszkach, związana jest ze sprawą w
        tak szczególny sposób, że jej wersja nie podlega krytyce, a wszelkie polemiki z
        nią przyjmowane są jak najgorzej. "Byłoby chamstwem wyrazić cokolwiek poza
        podziwem dla Eliach", stwierdził jeden z amerykańskich recenzentów jej książki.
        Powszechność wyrażanej przez niego opinii skutecznie zniechęca do zadania
        pytania, czy wspomnienia kilkuletniej dziewczynki wystarczają do ferowania
        jednoznacznych i zazwyczaj nader ostro formułowanych wyroków.

        Głośny tekst profesor Eliach, którego publikacja w "New York Timesie" w połowie
        lat 90. zmusiła polskie media do przerwania milczenia na temat antypolonizmu
        amerykańskich środowisk żydowskich, jest również zamieszczony w opracowaniu
        Chodakiewicza. Czytelnik sam więc może wyrobić sobie zdanie o historycznej
        wartości oskarżeń, których autorka o Polsce (opuszczonej przez nią wkrótce po
        rodzinnej tragedii) i Polakach pisze z nieskrywaną nienawiścią, podług
        najczarniejszych stereotypów, całkowicie przemilczając fakt, iż ludność polska
        była przez obu okupantów okrutnie prześladowana. Uporczywie też powtarza
        kłamstwa o kolaboracyjnym charakterze AK, której jedyną racją istnienia miało
        być, według Eliach, pomaganie Niemcom w przeprowadzeniu holokaustu, a następnie
        kontynuowanie go własnymi siłami.

        Mimo iż taki kontekst sprawy narzuca sposób odbioru pracy Chodakiewicza, na
        podkreślenie zasługuje fakt, że z wyznaczonej sobie funkcji redaktora wywiązał
        się z godną historyka powściągliwością, dbając o pełne przedstawienie racji
        wszystkich badaczy problemu oraz nieistniejącego już świata polskich kresów,
        którego zagłada zasługuje na lepszy symbol niż Ejszyszki. Zapewne długo jeszcze
        pozostaną one jednym z najbardziej bolesnych zadrażnień, jeśli nie
        uniemożliwiających, to w każdym razie bardzo utrudniających rzeczową i uczciwą
        rozmowę Polaka z Żydem.

        Rafał A. Ziemkiewicz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka