O tym przeba pamietac,zwlaszcza obecnie,gdy USA po raz kolejny groza Koreanczykom.
Wojne z ta czescia Korei,ktora nie byla okupowana przez Amerykanow, USA zaczeli planowac w 1948 roku,czyli od razu po tym,jak wojska ZSRR,zgodnie z umowa,wyszli z Korei.Amerykanie nie tylko nie opuscili terytorium Korei,a i stworzyli wlasna wojskowa administracje,stawiac na czele "panstwa" swoja marionetke Li Syng Man. Prowokacje trwali caly czas,az 23 czerwca 1950 roku rozpoczal sie silny artyleryjski ostrzal pozycje polnocnokoreanskie,ktory trwal przez dwa dni i 25 czerwca,w niedziele o 4 rano (cos mi to przypomina) ruszyla zakrojona na szeroka skale ofensywa wojsk poludniowokoreanskich.
W ciagu kilku godzin atakujace zgrupowanie wojsk Li Syng Mana bylo praktycznie w calosci zniszczone. Kim Ir Sen postanowil kontratakowac, i Koreanska armia ludowa wieczorem tego samego dnia ruszyla na poludnie. Jak by to nie bylo smieszne, ale w Ameryce i innych zachodnich krajach do tej pory twierdza, ze wojne rozpoczal Kim Ir Sen, napadajac wieczorem 25 czerwca na pokojowa Koree Poludniowa. O tragicznej wyprawie czterech poludniowokoreanskich dywizji na zachodzie staraja sie nie wspominac.
Juz nastepnego dnia koreanska armia ludowa stala pod scianami Seulu, a Li Syng Man uciekl z kraju.
Zdziwieni i upokozone porazka swojej marionetki, pod fałszywym pretekstem obrony przed komunistyczna agresja,USA rozpoczeli wojne w Koree. Jedna z najbardziej krwawych, brutalnych i strasznych wojen w historii. W ciągu 3 lat amerykanie niszczyli koreanski narod. Szacuje sie, że USA zrzucily średnio 5 ton bomb i pociskow na jednego zabitego Koreanczyka i 120 kilogramow amunicji na jeden hektar terytorium (w trakcie II WS liczby te nie przekroczyly 1 tony na osobę i 30 kg na hektar). Zalane napalmem wioski i miasta przypominali soba nazistowskie krematoria. Nigdy jeszcze na naszej planecie nie usmiercalo sie tyle ludzi i z takim okrucienstwem, jak to robili jankesi w Korei. Wygladalo to tak,jak by USA postawili przed soba cel calkowicie zniszczyc Koreanczykow jako narod,ale udalo sie im zabic "tylko" kazdego piatego. Malo brakowalo,zeby Amerykanie nie zrzucili bomby atomowe na Koree,i tylko blizosc granic ZSRR,ktory juz tez byl w posiadaniu broni atomowej,powstrzymalo amerykanskich szalencow.