benek231
16.03.19, 14:58
Nie zmuszaj. Nigdy, do niczego. Dziecko, które nie mogło mówić "nie chcę", nie postawi granic jako dorosły. W seksie, w związku, w pracy
Katarzyna Pawłowska
16.03.2019
W wychowaniu seksualnym nie chodzi o to, skąd się biorą dzieci i dlaczego jedni kochają się tak, a drudzy inaczej. To opowieść o tym, jak złożony jest świat i ludzie.
Alicja Długołęcka – edukatorka seksualna, pedagożka, wykładowczyni. Właśnie ukazała się jej „Zwykła książka o tym, skąd się biorą dzieci” (wyd. Czarna Owca)
Katarzyna Pawłowska: Napisała pani „Zwykłą książkę o tym, skąd się biorą dzieci”. Dlaczego ona jest „zwykła”?
Alicja Długołęcka: „Zwykła”, czyli „normalna”. Oparta na szczerej, otwartej rozmowie, w której granice mogą postawić również dzieci.
Bo to właśnie one wyznaczają obszary, o których rozmawiamy. Kilka lat temu usiadłam z dzieciakami w wieku 7-10 lat i ustaliliśmy, jak ich zdaniem taka książka o dojrzewaniu i seksualności powinna wyglądać. Bardzo się tym przejmowały i dlatego rozmawiały ze mną poważnie, otwarcie, szczerze, bez obawy, że nie dostaną odpowiedzi na jakieś pytanie. To właśnie uznaję za zwykłą rozmowę z małym człowiekiem. Na każdy temat, nie tylko o seksie.
Skąd taki przedział wiekowy?
– Rozwojowo ma to największy sens. Powstaje dużo tego typu książeczek dla dzieci mniejszych – zwykle są w nich zwierzątka. Wiedza dzieci w wieku przedszkolnym, nawet jeśli są uświadomione, kończy się na tym, że jest jakieś jajeczko, jakieś nasionko, one się w tajemniczy sposób łączą, i już. To wystarczy – dzieci w tym wieku są najbardziej skoncentrowane na swojej cielesności, na poznawaniu siebie.
Ale w chwili, kiedy dziecko idzie do szkoły, następuje bardzo intensywny skok rozwoju intelektualnego. Wtedy jego zainteresowanie z własnej osoby przenosi się na świat. Jeszcze nie dojrzewa płciowo, hormony śpią. Pozostaje w takim stanie do momentu, kiedy pojawia się pożądanie – wtedy seksualność staje się kategorią intymną. To następuje w okresie dojrzewania. I wtedy rozmawianie z dzieckiem o seksualności może je bardzo zawstydzać.
Ale wcześniej to po prostu jedna z wielu rozmów o świecie, o tym, co się dzieje dookoła. To po prostu objaśnianie świata płci, płciowości. Właśnie dlatego wybrałam ten przedział wiekowy.
Jest jeszcze jeden bardzo ważny argument za tym, żeby uświadamiać dzieci do dziesiątego roku życia. Z badań wynika, że samodzielne korzystanie z internetu i kontakt z pornografią pojawia się mniej więcej w czwartej klasie podstawówki. Dlatego to tak ważne, żeby dziecko już wcześniej było w odpowiednią, pozytywną wiedzę wyposażone. Wiedzę podaną przez osoby bliskie, kochające i uważne.
Odpowiednią wiedzę o tym, czym jest pornografia?
– Przede wszystkim jednak chodzi o to, żeby dziecko wiedziało, że może porozmawiać z rodzicami na każdy temat. Każdy. Więc ten też. Dzięki temu ono wtedy jest o wiele bardziej odporne i umie oddzielać ziarno od plew.
A jeśli nie zdążyliśmy odbyć takiej rozmowy? Albo nie potrafiliśmy? I dziecko jest już starsze? Warto próbować?
– Próbować zawsze warto. Podstawą w takiej rozmowie jest poszanowanie uczuć drugiej osoby – to, żeby nie wchodzić z butami w jej intymność. Bardzo dużo zależy od tego, jak sami się zachowujemy, jak sami funkcjonujemy w związku czy bez związku, jak się czujemy sami ze sobą jako kobiety czy mężczyźni. Na przykład gdy córka albo syn dojrzewa, a my się wcześniej kompletnie siebie nie wstydziliśmy, nagość była wpisana w rodzinę, to nie oznacza, że nie powinniśmy zapytać dziecka, czy teraz mu przeszkadza, że chodzimy nago. Albo żeby zacząć pukać do łazienki.
Jeśli szanujemy granice naszego dziecka, to stwarza to przestrzeń do rozmowy na każdy temat i nie będzie to inwazyjne ani zawstydzające.
Jak zacząć taką rozmowę? Lepiej z dzieckiem poczytać uświadamiającą książeczkę czy poczekać na okazję?
– Najlepiej powiedzieć dziecku, że leży tu taka książka i jeśli chce, może sobie ją przeczytać. Ono pewnie w wolnej chwili do niej zajrzy. Obejrzy obrazki, przeczyta rozdział, potem może przeczyta następny i w końcu to się ułoży w całość.
Czy lepiej, kiedy matka rozmawia o seksie z córką, a ojciec z synem?
Dzieci od małego traktują nagość swoją i osób w otoczeniu jako coś naturalnego. To dorośli często kojarzą ją z seksem
– To nie płeć jest najważniejsza, ale osoba. Gdyby kobietę, która jest negatywnie nastawiona do swojej seksualności, bardzo się wycofała z tego obszaru, zmuszać do edukowania swojego dziecka, ona wyrządzi więcej złego niż dobrego. Kiedy będzie musiał o tym z dzieckiem rozmawiać mężczyzna, który w ogóle nie lubi analizować relacji międzyludzkich, ma do wszystkiego raczej podejście techniczne, z takiej edukacji seksualnej też niewiele dobrego może wyniknąć.
Ale wzorce męskie i kobiece są ważne, jeśli chodzi o modelowanie zachowań. Bo w wychowaniu seksualnym nie chodzi tylko o objaśnianie kwestii związanych z seksualnością, ale w ogóle o opowiadanie o złożoności świata.
Jakie nasze zachowania mogą być złym przykładem?
– Najbardziej zaszkodzimy, gdy niepotrzebnie zakłócimy rozwój dziecka. W nas, w ludziach, jest pewna mądrość związana z tym, że na wszystko przychodzi właściwy czas. Rozwijamy się we właściwym tempie, bardzo indywidualnym. Najważniejsze to nie oceniać i starać się zrozumieć, próbować wejść w emocje dziecka, również te związane z cielesnością, z seksualnością, a nie narzucać perspektywę osoby dorosłej.
Krąży po internecie taki rysunek dziecka: cztery osoby wiszą na czymś, co wygląda jak sznury. Można by zdiagnozować, że dziecko narysowało wisielców, a tymczasem w rzeczywistości chodziło o nurkującą rodzinę – rurki wyglądają jak sznury.
Tego przykładu używam, gdy omawiam ze studentami przypadek masturbacji dziecięcej. Otóż polega ona na tym, że np. dziewczynka w wieku przedszkolnym ociera się narządami płciowymi o dywan. Dorośli bardzo często interpretują to tak, że dziecko naśladuje współżycie, ale to nasz ogląd. Ono po prostu ociera się wrażliwą częścią o coś, co jest szorstkie lub wystające.
Największe błędy, które popełniamy, to interpretowanie zachowań i słów dzieci według naszych fobii, wyobrażeń, lęków, perspektyw. Ocenianie, a nie rozumienie.
Następna bardzo ważna rzecz to zmuszanie.
Do czego?
– Do czegokolwiek. Chodzi o naruszanie granic. Dziecko mniej więcej od drugiego roku życia autonomizuje się, czyli oddziela od mamy i taty. Stąd te bunty i sprzeciwy – bardzo mocno walczy o siebie między drugim a czwartym rokiem życia. Kluczowe jest to, jak potraktujemy ten sprzeciw – to ma silne przełożenie na wychowanie seksualne.
Pracuję na wydziale rehabilitacji, prowadzę psychosomatykę i bardzo dużo pracuję z ciałem. Wiem, że poczucie naszej odrębności kształtuje się najpierw w poczuciu odrębności cielesnej, czyli jakby zamieszkania w swoim ciele. Bardzo ważne jest to, czy zamieszkam w dobrym ciele – takim, które znam, które lubię. To ma związek z tym, że lubię się ruszać, bawić, skakać, brudzić. Mówię z perspektywy małego dziecka. Każda ingerencja typu zakładanie na siłę ubrań, które są niewygodne czy za ciepłe, jest przekraczaniem granicy.
Jeszcze gorsze jest karmienie – to wręcz drastyczny przykład, bo chodzi o wkładanie na siłę czegoś do naszego ciała przez drugą osobę. Wiadomo, z czym to się kojarzy.