dokowski
01.02.05, 21:49
Homo sovieticus nie rozumie pojęcia odpowiedzialności. Dla zwykłego
wychowanka PRL zwykły pracownik i kierownik to w zasadzie podobne stanowiska.
Skoro jest zespół jakichś elektryków czy sprzedawców, to któryś z nich musi
być kierownikiem, najlepiej, żeby był nim ten, który najlepiej potrafi się
postawić pracodawcy i będzie dobrze dbał o interesy swoich podwładnych – tak
sobie myśli homo sovieticus. Jeżeli taki ciemniak zostaje kierownikiem, to
wydaje mu się, że staje się przez to opiekunem i reprezentantem swojego
zespołu. Dobry kierownik to taki, który nie da się wyrolować innym
kierownikom w dostępie do różnych świadczeń socjalnych dla pracowników, przy
podziale premii, w szkoleniach, intratnych zleceniach i delegacjach itd.
Taki sowiecki punkt widzenia wytworzył się w efekcie tego, że w PRL władzę
sprawowała partia i SB, a nie kadra kierownicza. Nie hierarchia była
najważniejsza, ale coś, co oficjalnie nazywane było centralizmem
demokratycznych, a polegało to na tym, że każde mianowanie na wyższe
stanowisko kierownicze czy na sekretarza partyjnego musiało być zatwierdzone
przez „lokalnego” opiekuna z SB. SB miało swoją hierarchię dopasowaną ściśle
do wszystkich hierarchii jakie funkcjonowały w PRL. Pracownicy, kierownicy
niższego szczebla, a nawet kierownicy wyższego szczebla i ich partyjni
towarzysze to wszystko byli „my”, w przeciwieństwie do tych „oni”. Oni nie
wtrącali się do pracy ani nie płacili za jej efekty, pilnowali jedynie swej
władzy i politycznej lojalności, a zwykli pracownicy i ich kierownicy sami
się wszystkim dzielili, intrygowali między sobą i kombinowali jak by wyrwać
najwięcej dla siebie i swoich ludzi.
Na takiej mentalności nie da się zbudować kapitalizmu ze zdrowymi stosunkami
w pracy, opartymi na rachunku ekonomicznym. Aby odmienić tę mentalność homo
sovieticus musi zrozumieć pojęcie odpowiedzialności, czyli ścisłej zależności
pomiędzy zarobkami a efektywnością. Każdy kierownik każdego szczebla w
zdrowym kapitalizmie ponosi osobistą finansową i służbową odpowiedzialność za
efekty pracy swojego zespołu. Dobry kierownik nie jest więc opiekunem i
reprezentantem swojego zespołu, ale jest reprezentantem firmy – reprezentuje
właściciela firmy wobec swoich podwładnych, w imieniu właściciela wymaga
wydajnej pracy wysokiej jakości i w imieniu właściciela płaci im za pracę tak
dzieląc między nich pieniądze, aby motywować ich do lepszej pracy. Kierownik,
nawet najniższego szczebla, ponosi pełną odpowiedzialność za tę właśnie
działkę, on decyduje komu zapłacić większą a komu mniejszą premię, komu
zlecić pracę w nadgodzinach a kogo pozbyć się z zespołu, ponieważ to
kierownik najbardziej obrywa po portfelu, kiedy podejmie złe decyzje i
przyniesie straty właścicielowi.
Podobnie kierownik odpowiada przed prawem, jeśli łamane są prawa jego
pracowników, jeśli warunki pracy są sprzeczne z przepisami BHP. Kierownik nie
może się tłumaczyć tym, że była na niego wywierana presja ze strony
przełożonych, ponieważ kierownik nie jest zwykłym pracownikiem bez
odpowiedzialności, ale jest kierownikiem, czyli kimś, kto z założenia
odpowiada za wszystko, co dzieje się w granicach jego kompetencji.
Dlatego drugim kluczowym pojęciem, które musi zrozumieć homo sovieticus, są
kompetencje. To właśnie podział kompetencji decyduje o podziale
odpowiedzialności pomiędzy kierowników różnego szczebla. Nie może być w
zdrowej firmie tak, że kierownik wyższego szczebla płaci wg własnego uznania
wynagrodzenie swoim podwładnym (kierownikom niższego szczebla) tak jakby byli
zwykłymi pracownikami. Kierownik wyższego szczebla nie może brać całej
odpowiedzialności na siebie, gdyż to oznacza, że kierownicy niższego szczebla
nie są potrzebni, że marnotrawi pieniądze właściciela zatrudniając
niepotrzebnych kierowników. Nie może być też odwrotnie, żeby tylko kierownicy
niższego szczebla ponosili odpowiedzialność, bo to oznacza, że kierownik
wyższego szczebla nie wnosi nic ważnego do rozwoju firmy ani do poprawy jej
rentowności, nic nie ryzykuje, nie usprawnia, nie zmienia, nie wdraża ...
jednym słowem nie próbuje wycisnąć więcej. Skoro bez niego wszystko samo się
kręci, to znaczy że jest on niepotrzebny, że zamiast niego wystarczy
asystent, sekretarka a może nawet w ogóle nie jest potrzebny.
Homo sovieticus pozostanie ciemniakiem dopóki nie zrozumie, że jeśli jest
afera z oszukiwaniem pracowników, np. z niepłaceniem im za nadgodziny, to
musi ponieść odpowiedzialność i karę przede wszystkim bezpośredni przełożony
oszukanych ludzi. Każdy kierownik w każdej firmie prywatnej zawsze może, a
często nawet powinien powiedzieć: „nie biorę za to odpowiedzialności, nie
mogę w tej sytuacji kierować zespołem, mianujcie kierownikiem kogoś innego
albo spełnijcie moje warunki”. To proste i bezpieczne, tak może postąpić
każdy, nawet pozbawiony odwagi, byle uczciwy – nie musi przecież mówić „tego
nie zrobię, odmawiam wykonania tego polecenia”. Może powiedzieć co
innego: „tak jest, zrobię wszystko co każecie, ale nie mogę wziąć za to
odpowiedzialności, chętnie [to kłamstwo] zrobię to jako pracownik, ale nie
odważę się zrobić tego jako kierownik – boję się odpowiedzialności”.
Bo taka jest cecha człowieka uczciwego, że im bardziej jest tchórzliwy, tym
bardziej boi się odpowiedzialności. Homo sovieticus nie boi się
odpowiedzialności, bo nie rozumie tego pojęcia, nic dziwnego, że potem jest
wielce skrzywdzony, gdy okazuje się, że to jego obwiniają za łamania praw
pracowników przez firmę taką jak Biedronka. „Ja niewinna, to oni kazali mi
podpisywać”. Dziennikarz, który z litości występuje przeciwko karaniu
kierowników, też jest homo sovieticusem.