Gość: EUROMIR
IP: *.cm-upc.chello.se
13.06.02, 13:56
Szanowni Państwo,
w związku z publikowanym tu ostatnio (a nie zauważonym) listem otwartym PP.Gwiazdy i Walentynowicz,
dotyczącym narodowej dyskusji o przystąpieniu do UE, postanowiłem przypomnieć mój tekst już kiedyś tu
podany. Przeszedł bez echa, a przecie dotyczy sprawy dla przyszłości Polski wagi najwyższej.
Jakiś czas temu, w którymś z wątków na Forum GW anonimowy internauta - napisał słowa, które zwróciły mą
uwagę , gdyż zawierają bardzo trzeżwą ocenę obecnej sytuacji międzynarodowej :
" /�/
Współczesnie żaden kraj wielkości Polski nie ma szans na absolutną
smodzielność.Nawet takie kraje jak Francja, Niemcy czy Wielka Brytania.
W warunkach Polski pozostały tylko dwie możliwości. Sojusz z Rosją (co bez
zbytniego rozwodzenia się można w ciemno odrzucić) lub ze St.Zjednoczonymi.
Europa bez USA nie jest w stanie załatwić żadnego konfliktu regionalnego, nie
mówiac o globalnym. Praktycznie Europa a więc i Polska skazana jest na opiekę
St.Zjednoczonych. /�/ "
Powyższa wypowiedż zwraca uwagę lapidarnym, syntetycznym, zdefiniowaniem obrazu obecnych stosunków
międzynarodowych.
Zastanówmy się, cóż z niej wynika dla nas, na dzień dzisiejszy ?
Jeśli dla Polski sojusz z Rosją jest niemożliwy, a słaba politycznie Europa, jest w tej samej co Polska potrzebie
sięgania po opiekę USA (Unia nie jest w stanie rozwiązać samodzielnie nawet błachego konfliktu regionalnego) -
to powstaje seria pytań, na które uważam należy czem prędzej uczciwie odpowiedzieć, szczególnie teraz, w
sytuacji przygotowywanego akcesu Polski do UE.
(1) Skoro jesteśmy już członkiem Nato, i wydaje się, że dzięki temu nasze zewnętrzne bezpieczeństwo zostało
na najbliższą przyszłość zagwarantowane, i w związku z tym faktem każda rozmowa o samodzielności, nie jest
już rozmową o samodzielności stricto militarno-politycznej, a bardziej o samodzielności polityki ekonomicznej, też
wymagającej sojuszy i partnerstwa we współczesnym świecie, to czy wówczas wejście Polski do Unii na
warunkach dziś dla Polski niesprawiedliwych i bardzo twardych, w sytuacji, gdy nas akurat w tej chwili Europa
zbyt bardzo nie chce - jest krokiem rozsądnym ?
(2) Czy idąc tropem myśli, że Polska, tak samo jak Europa zależna w ostateczności jest od pomocy USA, czy -co
byłoby logiczne - nie należy brać pod uwagę amerykańskich życzeń i warunków stawianych zarówno Europie,
jak i Polsce. Jakich życzeń ? Jakich warunków ? Ano takich jakie wynikają z nastąpujących pytań : - Jakiej Europy
chce USA? Jaką rolę powinna w Europie pełnić Polska ?
Jeśli wydaje się dość jasne, że USA chce mieć w Europie silnego ekonomicznie i militarnie partnera, to
znaczy, że Amerykanie bądą dążyć w kierunku zintegrowania Polski z Europą nie tylko poprzez Nato, ale i
poprzez struktury ekonomiczne Unii.
Swiadomość tego faktu powoduje, że nasze gorączkowe starania się o członkowstwo w UE, za każdą cenę - są
nieco bezsensowne. Perspektywa pozostania przez Polskę na uboczu, niezintegrowanej z Unią - jest przeciwna
amerykańskim celom politycznym na naszym kontynencie. Dokładnie tak jak i naszym.
Czy nasze proeuropejskie elity polityczne tego nie widzą ? Nie chcą, czy też nie potrafią owego faktu
wykorzystać ? Czemu ?- skoro ,do tej pory nierozegrana "karta amerykańska" może być ze skutkiem
wykorzystana w naszej polityce wejścia do Unii na uczciwych, rozsądnych i dla nas dogodnych warunkach.
Pragmatyczni Amerykanie z pewnością chętnie nam w tym pomogą, kierując się przecie, swym własnym, najlepiej
pojętym interesem.
(3) W tekście niniejszym chciałbym podnieść też tematykę przez większość mediów i opinii publicznej
traktowanej do tej pory jako tabu. Niedyskutowaną ze szkodą dla nas wszystkich.
A priori odrzucana dotąd przez wszystkie dotychczasowe rządy - opcja pozostania poza UE - staje się w miarę
upływu czasu i niechęci Unii do przyjęcia Polski na normalnych, dotąd przyjątych zasadach , w miarę zbliżania
się terminu referendum - opcja ta jako realny wybór społeczeństwa staje sięcoraz bardziej realna. Zastanówmy
się więc - bez emocji -jakie wówczas stoją przed Polską możliwości ? Czy rzeczywiście - egzystencja poza Unią
grozi nam cywilizacyjną i gospodarczą zapaścią ?
Polska poprawność polityczna w życiu publicznym spowodowała brak jakichkolwiek dyskusji na te tematy. Nie
muszę tłumaczyć - każdy widzi - iż była to postawa błędna. Poprawnościowe "chciejstwo" z natury swej
ogranicza horyzonty i możliwości wyborów. Niedyskutowanie tematu, w sytuacji dzisiejszej może się gorzko
zemścić. Pozostawia nas nieprzygotowanych na ewentualność niewygodną, gdyż nieprzemyślaną. Stąd, w
konsekwencji, kłująca w oczy nasza nieumiejętność odpowiedzi na podstawowe pytania :
- Czy nie mamy wyjścia ? Poza Unią tylko niebyt ? Jak wyglądają gospodarcze możliwości Polski ? Jakie bycie
"poza" ma złe strony, a jakie atuty ? Czy renegocjonowany układ stowarzyszeniowy nie spełniałby w jakiejś
choćby mierze naszych oczekiwań ? Przecież niezależność od administracji i polityki brukselskiej też musi - z
definicji - nieść ze sobą pozytywy. Czyż bycie "tax free" dla dużej części Europy nie niesie ze sobą szans
godnych wykorzystania ? Mieliśmy okazję już w przeszłości (z dużym powodzeniem) popróbować siły handlu i
przemysłu wokółgranicznego. Czy układ stowarzyszeniowy z EU (renegocjonowany), wzbogacony o
współpracę na Wschodzie, nie przyniósłby nam realnej poprawy ekonomii - nie zamykając zachodnich, a
otwierając wschodnie rynki ? Potencjał Rosji i Chin (to obecnie najszybciej rosnące gospodarki na świecie)
stwarza ku temu realne możliwości. Na ile realne ? Konkretnie. Czy ktoś to badał ?
(4) Powstaje pytanie : -Czy nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych ma w ogóle przygotowany plan
zapasowy na możliwość niewejścia Polski do UE ? Jak widać z rozwoju sytuacji taki wariant wobec rosnącej w
społeczeństwie niechęci do unijnego akcesu jest ( w mniejszym, czy w większym stopniu ) całkowicie realny. A
przecież w wypadku zaistnienia tej (nieprzewidzianej ?) sytuacji - nasza polityka musiałaby wyprzedzić handel i
ekspansję na nowych rynkach. Na ile jesteśmy na taką ewentualność przygotowani ? Czy urzędnicy i politycy
odpowiedzialni za losy państwa biorą taką ewentualność pod uwagę ? Jeśli tak nie jest - to fakt ten świadczyłby
jedynie o ich krańcowej nieodpowiedzialności. Państwo, również nasze, powinno być przygotowane na
wszystkie, nawet niepożądane ewentualności.
Polityka to umiejętność dostrzegania wszystkich szans. Jest to też sztuka przewidywania i niepomijania realnych,
również niepożądanych wyborów i zagrożeń.
Czy sztuka uprawiania tak rozumianej polityki w naszym kraju w ogóle istnieje ?
Wszystkie powyższe pytania stawiam ponieważ (nie bez podstaw) niestety, przypuszczam, że nikt w sferach
rządzących nie zadał sobie trudu, by udzielić na nie odpowiedzi. Planów zapasowych jak się orientuję brak.
Klasie politycznej, która karkołomnie, za każdą cenę postawiła na akces do Unii - nie były potrzebne. Dziś fakt
braku planów alternatywnych może nawet być atutem (o paradoksie !), za przystąpieniem. Jeśli wejdziemy do
Unii - oczywiście odpowiedzi na postawione tu pytania nie będą konieczne. Lecz jeśli społeczeństwo w
referendum postanowi inaczej ? To czyją będzie karygodna lekkomyślność - narodu za wybór - czy rządów za
brak alternatywnych planów ?
Polsce potrzebne są koncepcje na wszystkie ewentualności - również te - przez nasze rządy niechciane.
Niechciane - w kategoriach państwa nie może znaczyć - nieprzewidziane.
Euromir