Gość: aolsza
IP: 213.216.74.*
29.06.02, 17:29
Jesteśmy zainteresowani wychowankami domów dziecka
To nie jest tak do końca prawda, że wychowankami domów dziecka mało kto się
interesuje.
Wychowankami domów dziecka interesuje się cała rzesza ludzi o ogromnych
sercach, którzy często swoje serca są zmuszeni pochować głęboko do szuflad. Nie
tak dawno temu pewna pani z Wodzisławia, ukończyła kurs PRIDE, a obecnie nie
jest w stanie wydobyć dziecka z okolicznych domów dziecka... Mamy w Polsce
obecnie taką sytuację, dość kuriozalną, wręcz żenującą, że ci wszyscy ludzie,
zainteresowani wychowankami domów dziecka, "plączą" się po urzędach, po domach
dziecka, po sądach i proszą - "dajcie nam dziecko na wychowanie". To przecież
powinno być odwrotnie. To Państwo polskie i urzędnicy z tych wszystkich
instytucji owo Państwo polskie reprezentujące, powinni prosić, poszukiwać,
przekonywać - "weźcie dzieci na wychowanie".
Nie jest dobrze, że mówimy tak dużo o finansach. Rzecz jest oczywista, że
utrzymanie dziecka w instytucji jest o wiele droższe od rodziny zastępczej, czy
od rodzinnego domu dziecka. Powiedzmy wreszcie, to co w rodzicielstwie
zastępczym jest najważniejsze, że wychowanie dziecka w rodzinie jest nie tyle
tańsze ale LEPSZE. Pokażmy polskiemu społeczeństwu nie tylko stronę finansową,
ale cały aspekt psychicznych korzyści umieszczenia dziecka w rodzinie
zastępczej. Powiedzmy, że choroba sieroca boli, i że sięga głęboko psychiki
dziecka czyniąc w niej często nieodwracalne spustoszenia.
O skutkach choroby sierocej napisałem w artykule "O odrzuceniu bardziej
naukowo - czyli hipokamp sieroty" Cały artykuł jest dostępny na stronie
interentowej www.misjanadziei.org.pl. Tu zacytuję tylko dość istotny fragment:
Naukowcy coraz częściej dowodzą, że stres, przeżycia traumatyczne uszkadzają
strukturę mózgu i osłabiają układ nerwowy człowieka. Taką destrukcję możemy
obserwować u dziecka żyjącego w ciągłym stresie. Dziecko odrzucone, oddzielone
od rodziców przeżywa taki sam stres jak dziecko, któremu umierają rodzice. Z
podobną symulacją przeżywania śmierci zbiorowej ma dziecko do czynienia gdy
jest przeniesione z domu małego dziecka do domu dziecka lub z jednego do
drugiego domu dziecka. Podobną stratę, choć często ignorowaną przeżywa, gdy
zwalnia się z pracy, lub co gorsza jest, z przyczyn ekonomicznych zwalniany
jego jedyny, ukochany wychowawca. Takie, szkodliwe działanie stresu, trwającego
przez całą dobę, ma również miejsce w okresie płodowym, gdy dziecko już jest
niekochane i odrzucone. Niestety takich przypadków, jest coraz więcej. Stres
prowadzi do procesów neurodegeneracji. Z przeczytanych rozdziałów kilku książek
dowiedziałem się, że przeżycia traumatyczne powodują podwyższone wydzielanie
kortykosteroidów, a te w takich dużych ilościach uszkadzają w sposób fizyczny
komórki nerwowe - neurony oraz połączenia między nimi zwane synapsami. Zmiany
morfologiczne synaps obejmują nie tylko właściwości ale także i ich kształt. W
wyniku przewlekłego stresu gruszkowate synapsy kurczą się, a tym samym
zmniejsza się liczba receptorów i pogarsza przewodzenie między neuronami.
Pani Brenda Milner ustaliła, że uszkodzenia hipokampa, a te mamy np. w
przypadku FAS (Fetal Alcohol Syndrom - poalkoholowego syndromu płodowego) i
ciągłego stresu spowodowanego odrzuceniem, wywołują utrudnienia w
zapamiętywaniu i analizie nowych wrażeń. Człowiek posiada 10 bilionów synaps i
15 miliardów neuronów. Mózg wymienia codziennie tysiące komórek. Te olbrzymie
ilości - pod wpływem stresu, strachu, lęku, niepewności, ciągłego napięcia i
innych przeżyć traumatycznych, (a bez wątpienia oddzielenie od rodziców, co
gorsza porzucenie dziecka a także pobyt w domu dziecka takowych przeżyć
dostarcza) - zanikają, nie rozwijają się oraz tracą możliwość regeneracji.
Pamiętając o tym, że hipokamp jest odpowiedzialny m.in. za uczenie się, pamięć
czy rozpoznawanie i analizę nowości, to jego uszkodzenia, zmniejszenie
objętości może tłumaczyć, dlaczego dzieci z domów dziecka i początkowo z rodzin
zastępczych, mają złe wyniki w nauce, mają problemy z koncentracją i wydaje
się, że nie chcą się uczyć. Przy czym należy podkreślić, że nie zawsze rodzina
zastępcza jest w stanie ten proces zahamować lub cofnąć."
Pan Andrzejewski napisał (POLITYKA 26/2002) w artykule "Kartę na stół", -
"Akcja "Polityki" zbiegła się w czasie z powstaniem czegoś na kształt ruchu
społecznego na rzecz reformy placówek opiekuńczo-wychowawczych i rodzin
zastępczych. Wcześniej pani Pietkiewicz napisała (POLITYKA 23/2002) w
artykule "Niech przepadnie bidul"- "Lecz przecież ten obywatelski ruch
rozszerza się, animowany nie tyle przez siłaczki i siłaczy, co przez ludzi
rozsądnych i przewidujących."
Zatem zamiast mówić tylko, że jest źle, że rodzące się w naszym kraju
rodzicielstwo zastępcze jest zagrożone, warto pokazać cenne, właśnie społeczne,
obywatelskie inicjatywy. Oprócz opisywanych w POLITYCE działań
Towarzystwa "Nasz Dom" warto pamiętać o akcji - Szukam domu... We wrześniu
akcja ta doczeka się już VII edycji. W wyniku poprzednich 300 dzieci znalazło
swój nowy dom, zastępczy ale własny. W akcję włącza się coraz więcej
instytucji, PCPR-ów, MOPS -ów, domów dziecka, ośrodków adopcyjno -
opiekuńczych, portali internetowych, stowarzyszeń takich jak Związek Powiatów
Polskich, Szansa, Pro Familia, Stowarzyszenie Zastępczego Rodzicielstwa czy
Misja Nadziei. To nie jest już kilka "zwariowanych" ośrodków. Dość długą listę
sygnatariuszy akcji można oglądać na stronie internetowej
www.misjanadziei.org.pl. Jak cenne jest to, że w tym ruchu obywatelskim obok
rodziców zastępczych, wychowawców z domów dziecka, psychologów i pedagogów z
ośrodków adopcyjno - opiekuńczych, pracowników socjalnych z PCPR -ów stają
dziennikarze, duchowni, biznesmeni, starostowie i ogromna liczba wolontariuszy.
Myślę, że temu ruchowi społecznemu potrzebne jest pozytywne wzmocnienie.
Apeluję do redakcji Polityki i do innych dziennikarzy, pokazujcie te wszystkie
cenne inicjatywy które dzieją się, nie tylko we Wrocławiu, ale i na Śląsku,
Lubelszczyźnie, Szczecinie, Poznaniu (ostatnio tam jest prowadzona akcja
poszukiwania rodzin zastępczych organizowana przez MOPR Poznań i przez
Stowarzyszenie Familijny Poznań)
Propagując rodzicielstwo zastępcze nie możemy zapominać o biologicznych
rodzicach. W mojej pamięci wyryły się na stałe słowa pana Drzażdżewskiego -
Najpierw rodzina. Oczywiście, że pracownicy socjalni z powiatu powinni dołożyć
jak najwięcej starań i przeznaczyć fundusze na ratowanie biologicznego
środowiska dziecka. Żaden dom dziecka, żadna rodzina zastępcza nie zastąpi
dziecku jego mamy i taty. Jestem rodzicem zastępczym dla trójki dzieci i widzę,
jak bardzo "nasze" dzieci tęsknią za swoimi biologicznymi rodzinami, nawet gdy
przeżyły w nich straszne okropieństwa. Warto tu zacytować fragment z raportu
Ligi Narodów z 1938 r. "Niepodważalną zasadą opieki nad dzieckiem jest
założenie, że żadne dziecko nie powinno być pozbawione - skądinąd
odpowiedzialnej - opieki matki jeżeli tylko pomoc materialna może takiemu
rozdzieleniu zapobiec."
Propagując rodzicielstwo zastępcze nie wolno nam również zapominać o
wychowawcach domów dziecka. Szczególnie o tych którzy z poświeceniem i oddaniem
opiekują się dziećmi. Nikt inny jak oni stykają się na co dzień ze skutkami
odrzucenia i z chorobą sierocą. Nie wolno ich zastraszać, niech mówią, niech
piszą prawdę bez obawy utraty pracy. Nie jestem zwolennikiem hurtowego
zamykania domów dziecka. Nie każde dziecko od razu może iść do rodziny
zastępczej. Są sytuacje, że dziecko musi "odpocząć" od rodziny, że musi trzeba
jemu dać czas na przemyślenie propozycji, że warto iść do rodziny zastępczej. W
mojej wizji dom dziecka powinien być tymczasowym hostelem, bezpiecznym nie
przeludnionym miejscem schronienia, na czas naprawy rodziny biologicznej lub
miejscem przygotowan