Gość: Janusz
IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl
06.07.02, 21:12
Podobieństwo upadku Stoczni Szczecińskiej do Enronu sprowadza sie tylko do
tego, że obie firmy zawiodły sie w jakimś stopniu na audytorach zewnętrznych.
To, że audytor zawiódł nie usprawiedliwia jednak służb finansowych
przedsiebiorstwa i kierownictwa, którzy jak to często sie zdarza w Polsce
przeceniają znaczenie doradców zagranicznych - biorących dużą kase za
prezentowanie obiegowych banałów ubranych w pseudonaukowy bełkot.Kierownictwo
stoczni to byli kapitaliści z urzedowego nadania. Trudno zaakceptować ludzi,
którzy nagle posiadają olbrzymi zakład, na budowę którego pracowały pokolenia.
Republika kolesiów położyła kolejną firmę matkę. A tak, bo powstałe za
pieniądze stoczni liczne biznesiki funkcjonują zatrudniając kolesiów na
kierowniczych w nich stanowiskach. Byli wojewodowie zachodnoipomorscy pracę
mają. Zaciągane kredyty na budowe statków utopiono w tych firmach. Przykładem
baza paliw w Świnoujściu. Powstała z niczego? - Kupiono za granicą mały
zbiornikowiec do przewozów paliw z np.Danii. To są wszystko olbrzymie kwoty
wzięte na kredyt. Kredyt, którego zabrakło na działalność podstawową.
Teraz działalnością szefów stoczni zajmuje sie prokuratura. Kapitaliści do
swych majatków dochodzili cieżka wielopokoleniową pracą. A tu znaleźli się
darczyńcy, którzy sprezentowali kilku panom olbrzymi majatek. Majatek, na
bazie którego w rabunkowy sposób zaczęli tworzyć swój. Sektor stoczniowy daje
zatrudnienie dziesiątkom tysiecy ludzi. Działalność stoczni trzeba raczej
zracjonalizować niż likwidować. Stocznie stanowią siłę napędową dla wielu
gałęzi przemysłu. Wyobraża sobie ktoś silnik napędowy statku wysokości
trzypietrowej kamienicy?. Takie silniki buduje Cegielski. Wyobrażacie sobie
ile stali idzie na jeden statek? Około 5 - 6 tysiecy ton różnego rodzaju od
blach po kształtowniki. To miliony elektrod, kilometry rur i kabli, tysiące
silników elektrycznych, meble, farby i ...długo by jeszcze wymieniać. Dlatego
opinia jakiejś pani żeby likwidować jest pozbawiona sensu. Tu nie chodzi tylko
o te kilka tysiecy ludzi pracujących w stoczni ale również o tysiące ludzi tzw
zaplecza i kooperantów. To nie jest problem tylko ekonomiczny. Jeśli sprawa
dotyczy takiej ilości ludzi to jest to również problem polityczny i rząd
Millera prawdopodobnie zdaje sobie z tego sprawę.
Dlatego stoczni trzeba pomóc. Jeden prosty statek sprzedaje się za około 20
milionów dolarów, bardziej złożony czasem za wielokrotność tej sumy. Wydaje
się, że rezygnacja z takiej znaczącej pozycji eksportowej jest nie do
pomyślenia. Proszę pomyśleć, że w Polsce buduje się kilkadziesiąt statków
rocznie. Stocznie są nieźle doinwestowane. Zmarnowanie takiego kapitału równa
się zdradzie stanu.
Pozdrawiam
Janusz
-------------------------------------------------------------------------------
-