Gość: AndrzejG
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
15.07.02, 00:22
Prywatność = (1/2) n � 1
Janusz Korwin-Mikke
Prezes PZU "ŻYCIE" SA, p. Ireneusz Nawrocki, oświadczył, że "Wątpliwości co
do niektórych decyzji inwestycyjnych oraz procedur stosowanych w PZU ťŻycieŤ
SA spowodowały powierzenie zewnętrznej, doświadczonej firmie doradczej
przeprowadzenie odpowiednich analiz". Chodzi, oczywiście, o kontrolę działań
b. prezesa, p. Grzegorza Wieczerzaka. I bardzo dobrze, że to skontrolowano -
i chyba dobrze, że powierzono to firmie Deloitte&Touche, której prezesuje
obecnie p. Lesław Paga.
Okazało się, że skala nadużyć jest niewielka: wątpliwości dotyczą 218 mln zł.
PZU "Życie" SA przezornie utworzyło już rezerwę z 400 mln zł - przy czym
liczy, że 3/4 tego to straty wynikające z działalności p. Wieczerzaka. P.
Nawrocki zapewnia przy tym, że strat nie poniosą klienci, tylko
akcjonariusze - w co pozwalam sobie nie do końca wierzyć. Pod tym względem
jestem absolutnie niewierzący.
W ten sposób nowe, mianowane przez nowy rząd, kierownictwo PZU "Życie" SA
rozlicza się z poczynaniami poprzedniego kierownictwa (przypomnijmy, że w
areszcie siedzi, oprócz p. Wieczerzaka, p. Władysław Jamroży - b. prezes PZU
SA - oraz kierownictwo PZU Development in gremio)...
A teraz jakie są z tego wyciągane wnioski: "kierownictwo wdraża już
mechanizmy, które zapobiegną nieprawidłowościom i wyeliminują
niegospodarność". Jak? "wprowadzane są nowe zasady lokowania środków.
Zakładają one m.in. rezygnację z inwestycji w akcje i udziały spółek
niepublicznych oraz stosowanie właściwych kryteriów inwestycyjnych
zapewniających bezpieczeństwo" (wszystkie cytaty za "TRYBUNĄ").
Powyższe zdanie powinno dużo wyjaśnić publicystce "Gazety Wyborczej", która
przed miesiącem z pewnym zdumieniem odnotowała, że za rządów p. Wieczerzaka w
firmie były zapewne wielkie szwindle - ale dawała zyski większe niż po Jego
odejściu!! Nie ma się czemu dziwić: zdolny człowiek potrafi z miliarda zrobić
półtorej miliarda - i jeśli nawet ukradnie z tego 200 mln, to firma i tak ma
się lepiej niż gdyby została powierzona człowiekowi, który postąpił jak zły
sługa z przypowieści biblijnej (zakopał powierzone srebro w ziemi, zamiast
choćby je oddać lichwiarzowi), który za tę "bezpieczną absolutnie strategię"
został był wyrzucony tam "gdzie tylko płacz i zgrzytanie zębów".
Przypomnijmy, że wtedy nie było zasiłków dla bezrobotnych zarządców...
Jest dla mnie oczywiste, że zdolny p. Wieczerzak poprzez fałszywe "kampanie
propagandowe" wyprowadzał z PZU "ŻYCIE" SA kapitał na własne (lub partyjne)
potrzeby. Ale przedtem go pomnażał - poprzez, być może, ryzykowne inwestycje.
Zysk bowiem pochodzi nie z inwestycyj "pewnych" (które zresztą nie zawsze są
pewne...), lecz właśnie z ryzykownych. Jeśli mogę zarobić 5% z szansą 90% lub
50% z szansą 10% - to trzeba wybrać inwestycję ryzykowną.
Oczywiście, firma obracająca kapitałem emerytów nie może stawiać wszystkiego
na jedną kartę. Jednak jak uczy statystyka: ze 100 inwestycyj 10%-owych - 10
się udaje... Natomiast kontrole NIK dostrzegą tylko, że pozostałe 90
przyniosły straty - i, oczywiście, zażądają powyrywania prezesowi nóg z
tyłka.
A jeśli nie będzie kontroli?
To istnieje ogromna szansa, że prezes będzie dokonywał kolejnych
malwersacyj...
Zauważmy, że gdy upadała Stocznia Szczecińska, to prywatne banki rozsądnie
odmówiły dalszego jej kredytowania - natomiast, według oświadczenia
Ministerstwa Gospodarki - z pomocą pospieszyły banki z przewagą kapitału
reżymowego (co dobitnie demaskuje kłamstwa, jakoby polski sektor bankowy
został "sprywatyzowany"). Jest dla mnie rzeczą oczywistą, że p. prezes
Nawrocki (lub Jego następca) prędzej czy później wpakuje pieniądze emerytów
powierzone PZU "ŻYCIE" SA w jakąś "pewną" inwestycję państwową - zresztą w
inną niż reżymowa w świetle zaleceń pokontrolnych nie może.... "Pewną" - to
znaczy dająca na pewno mały zysk - i, przypominam, niekoniecznie pewną. PRL
była państwowa i się rozleciała. Krótko pisząc: PZU "ŻYCIE" SA wpakuje
pieniądze w jakąś stocznię lub inny tworek państwowy.
Otóż firma państwowa nie ma żadnej szansy konkurowania z prywatną - jednak
niemal dokładnie to samo dotyczy firm teoretycznie "prywatnych" - ale
będących we władaniu tysięcy akcjonariuszy.
"Prywatność" może być traktowana jako kategoria prawna; HUMBUG SA mający 10
000 akcjonariuszy prywatnych (A skąd wiemy, czy są prywatni, skoro kapitał
jest anonimowy? A może połowę akcyj ma już np. RFN lub, nie daj Boże, III
RP?) - jest firmą prywatną. "Prywatność" w sensie administracyjnym - to już
zupełna fikcja (Jak HUMBUG w całości wykupi rząd RFN, to w myśl "polnische
wissenschaft" HUMBUG będzie prywatny). Natomiast z punktu widzenia
gospodarczego...
Z punktu widzenia gospodarczego "prywatność" jest stopniowalna. HUMBUG byłby
prywatny w 100%, gdyby był własnością Rockefellera, Piaseckiej-Johnsonowej
czy Cegielskiego. Fabryka założona przez bohaterów "Ziemi obiecanej" (trzech
fabrykantów) jest już mniej prywatna, a całą gospodarczą własność PRL można
traktować jako spółdzielnię na 38 milionów udziałowców - ale jej "prywatność"
jest oczywiście z trudem odróżnialna od zera. Można ją zdefiniować za pomocą
funkcji wykładniczej, jak w tytule - gdzie n to liczba akcjonariuszów...
Krótko mówiąc: czy robią z nią, co chcą, politycy czy managerowie -
działalność takiej spółki się mało poprawia.
Przez dziesiątki i setki lat dzikiego kapitalizmu, w którym konkurowały firmy
rodzinne, wykształciła się b. silna etyka zawodowa. Wystarczyło 120 lat
kapitalizmu opartego na własności anonimowej, by morale to legło w gruzach. I
na to nie ma sposobu - bo takich firm dotyczy dokładnie ten sam dylemat, co
firm państwowych: kontrole zabijają przedsiębiorczość - brak kontroli
prowadzi do malwersacji... Manager ma z założenia mniejsze szanse na dobre
prowadzenie firmy niż właściciel - choć zdarzają się liczne wyjątki.
Dotyczy to jednak nie tylko Europy. Właśnie mamy aferę z WorldCom, gdzie
księgowy w szale radosnej twórczości zawyżył zyski o - bagatela - 16 mld zł!
(W USA wszystko jest większe i lepsze!)
Proszę zauważyć, że manipulacja w WorldCom zaistniała wyłącznie dlatego, że
była to spółka akcyjna. Prywatny właściciel nie miałby powodu, by oszukiwać
sam siebie - managerowie mają, bo im większy zysk, tym większe premie dla
kierownictwa. Można też zawyżyć znacznie cenę, po jakiej sprzedajemy np.
akcje nowej emisji...
Zauważmy jeszcze, że gdyby właścicielem WorldComu był Rockefeller i chciał on
WorldCom sprzedać Morganowi - to Morgan z pewnością zatrudniłby własną firmę
oceniającą wartość WorldCom. Gdy jednak "kierownictwo" WorldCom sprzedaje
akcje milionowi akcjonariuszy, to żadnego z nich nie stać na zatrudnienie
takiej firmy. Akcja sprzedaży jej akcji jest więc nonsensem. Opiera się na
założeniu, że rozmaici Arturowie Andersenowie są ludźmi uczciwymi.
Niestety, w dzisiejszych czasach trudno na to, jak widać, liczyć.
Ten system musi się więc posypać. To tylko kwestia czasu.
Janusz Korwin-Mikke
_______________________________________________________
Mikke jest dla mnie trochę dziwny
jak wild
ale zgadzam się z nim przynajmniej w tym fragmencie:
>Przez dziesiątki i setki lat dzikiego kapitalizmu, w którym konkurowały
>firmy rodzinne, wykształciła się b. silna etyka zawodowa. Wystarczyło 120
>lat kapitalizmu opartego na własności anonimowej, by morale to legło w
>gruzach.
Jak uważacie?
Czy akconariat tworzy prywatną własność
czy lepiej jak jest mniej , ale za to konkretnych włascicieli?
Andrzej