tajna_kryjowka_pyziaka
24.04.25, 20:43
Ach ta dzisiejsza młodzież, jakaż ona… nijaka. Nie tylko dlatego, że co drugie z nich to stary-malutki spod jednego szablonu. W porównaniu z młodzieżą ze starszych tomów, ta neojeżycka jest jakaś taka, jak by to powiedzieć… płytka?
PaleoJeżycjada stała życiem wewnętrznym nastoletnich bohaterów. Nie tylko mieli realistyczne problemy (i w ogóle jakiekolwiek), ale też potrafili wychodzić myślami ponad poziom swoich aktualnych rozterek i produkować całkiem głębokie przemyślenia.
Aniela dyskutowała z ciotką Lilą o swojej relatywistycznej moralności. Zaledwie drugoplanowy Robroj nawijał o okruchu boskości w każdym człowieku i fochał się na kolegę-kanibala. Pyziaczek kontrował jego naiwny idealizm tezą, że pęd do dobra jest wyuczony i człowiek to pusta kartka. Połowa fabuły KK kręciła się wokół Eksperymentalnego Sygnału Dobra i jego wpływu na ludzi. W IS Ida potrafiła wytknąć ESD hipokryzję i elitaryzm, równocześnie inspirując ich do przekucia słów w działanie, poprzez rehabilitację Lisieckich. Elka była w stanie przemyśleć swoje zachowanie wobec Terpentuli. Bebe potrafiła zauważyć, jak jej zamrożenie emocji z tarczy stało się słabością i m.in. uniemożliwiło jej wsparcie brata.
Podsumowując, w Starej Dobrej Jeżycjadzie było widać, że bohaterowie myślą, mają jakieś refleksje, opinie, poglądy, również na “dojrzalsze” tematy.
W porównaniu do tamtego pokolenia, kolejne ma strasznie ubogie życie wewnętrzne. Że tak to ujmę, nie wybiega myślami poza własne podwórko.
O Pyzie szkoda gadać. Laura miała potencjał, to ją spłycono i ogłupiono. Pyziakówny w ogóle sprawiają wrażenie najbardziej zaniedbanych intelektualnie w rodzinie, jedyne co je interere, to wyjście za małż. Za kogokolwiek.
IGS i Łuśka są o poziom wyżej, bo często rozmyślają o tym, co wyczytali. Niestety bez zbytniego wgłębiania się w to - jedyne co z tego wyciągają, to możliwość popisywania się wiedzą przed resztą rodziny.
Józkiniowiec, Dorota czy Nora już mają jakieś przemyślenia, ale można odnieść wrażenie, że je po prostu bezrefleksyjnie łykają i powtarzają po dorosłych ze swojego otoczenia. Założę się, że gdyby nawiązać z którymś z nich dyskusję, na temat jego/jej “poglądów”, guzik by potrafili uzasadnić.
Agnieszka to podobny casus co Laura - dziewczyna z problemami w domu, szukająca swojej drogi, mogła mieć potencjał do przemyśleń na tematy bardziej abstrakcyjne niż “to smutne, że na ciocię żaden dzidziuś nie czeka”. A ostatecznie wyszło szlochanie nad prywatnością zmarłych wieśniaków (a potem sama lata w ciuchach Borejków i sprząta im mieszkanie bez pytania, tak btw) i tyle z jej złożonej osobowości.
Żeby było jasne, nie twierdzę, że każda postać w wieku lat nastu musi całe dni rozmyślać o “problemach świata” i tworzyć własny nurt filozoficzny. Rozchodzi mi się bardziej o ten kontrast między “starą gwardią” a “nową”, i to w sadze, która w założeniu ma forsować rozwój intelektualny, oczytanie, etc. Obecni bohaterowie Jeżycjady właściwie stali się tym, przed czym są tak przestrzegani - ludem prostym i bezczółkowym.
Z czegóż to może wynikać? Pomijając coraz większą przepaść między autorką a młodzieżą, jako winowajcę obstawiałabym coraz uboższe środowisko, w którym postacie się obracają. Zakładam, że aby wyrobić sobie światopogląd, trzeba mieć z rzeczonym światem styczność. A otoczenie bohaterów ostatnich tomów jest ograniczone do ich rodziny. Nie ma żadnych znajomych (a jak są, to szybko znikają), jakichś szkolnych perypetii, styczności z kulturą poza domem, w nim też się zbytnio o niej nie dyskutuje (pomimo, że wszyscy tam czytają!) i w ogóle mało się tam dzieje. Słowem, nie ma myślenia, bo nie ma o czym myśleć, ani czego doświadczyć. Ech, kiedyś to było, tera to nie ma!