v.ci
02.06.05, 19:51
SŁOWENIEC POTRAFI
Bałkański tygrys
Przewodniki po Słowenii często określają ten kraj jako „Europę w miniaturze”.
Na czym polega sekret sukcesów gospodarczych tego najbogatszego spośród
dziesięciu nowych państw członkowskich Unii Europejskiej?
NICHOLAS WOOD
Wjeżdżając do Słowenii z Włoch lub Austrii, nie zauważymy niczego, co
zdradzałoby dawną przynależność tego kraju do socjalistycznej Jugosławii
generała Tito. Nie ma tu starych, skorodowanych wraków hal przemysłowych,
jakie widać w innych państwach dawnego bloku komunistycznego. Począwszy od
nowych autostrad prowadzących do stolicy kraju Lublany, aż po stojące wzdłuż
nich fabryki i siedziby wielkich firm, Słowenia robi wrażenie zamożnej,
czystej, dobrze zorganizowanej – przypomina raczej państwa Europy Zachodniej.
Podczas procesu akcesyjnego Komisja Europejska chwaliła Słowenię za
przeprowadzone w kraju reformy, z których wiele miało miejsce już w latach
90. Kiedy 1 maja ubiegłego roku kraj ten wstępował do Unii, miał najwyższą
stopę życiową spośród dziesięciu nowych państw członkowskich. W ciągu
ostatniego roku Słowenia osiągnęła jeszcze większy sukces, uzyskując 12-proc.
wzrost eksportu i 4,6-proc. wzrost PKB.
Nie chcąc się zadowolić 16 miejscem na liście 25 państw członkowskich
rozszerzonej Unii, rząd Słowenii postawił sobie ambitny cel: chce w ciągu
ośmiu lat osiągnąć średni dla Unii Europejskiej standard życia. Słowenia to
także jeden z zaledwie trzech krajów z dawnego bloku wschodniego – obok Litwy
i Estonii – które zamierzają wprowadzić u siebie euro w roku 2007. Obie te
decyzje, zdaniem analityków, mogą spowodować gwałtowne zmiany w kraju, w
którym przemiany systemowe zawsze dokonywały się stopniowo.
Dobry Tito
Podwaliny pod obecne sukcesy Słowenii położono na długo zanim kraj ten
zdecydował się ubiegać o członkostwo w Unii Europejskiej. Łagodniejsza
odmiana socjalizmu panująca w Jugosławii przyczyniła się do wypromowania
słoweńskich firm w krajach o gospodarce rynkowej, zanim jeszcze sama Słowenia
uzyskała niepodległość w 1991 roku.
Ze względu na bliskie sąsiedztwo z Europą Zachodnią oraz wykwalifikowaną siłę
roboczą Słowenia była najważniejszym ośrodkiem jugosłowiańskiego eksportu na
Zachód. Licząca raptem dwa miliony mieszkańców Słowenia (osiem procent
ludności byłej Jugosławii) generowała 20 proc. PKB tej socjalistycznej
federacji. Słoweńska pracowitość, której źródeł niektórzy upatrują w 600-
letnim panowaniu Habsburgów, budziła podziw, zazdrość, a czasami rozbawienie
w sąsiednich regionach Jugosławii. – Projekty ustaw powstawały w Belgradzie,
czytano je w Zagrzebiu, a w Słowenii wprowadzano w życie – głosiło żartobliwe
powiedzenie.
– Słowenia była najbardziej rozwiniętym regionem Jugosławii – twierdzi Anton
Rop, premier Słowenii w okresie, kiedy wstępowała ona do Unii. – Dla nas
otwarcie granic w latach 90. nie było aż tak dramatycznym przeżyciem. Byliśmy
na uprzywilejowanej pozycji. W jednym z wywiadów Rop podkreślał również, że
Słowenia miała także silny sektor usług i mniej rozbudowany przemysł ciężki w
porównaniu z innymi krajami dawnego bloku komunistycznego. Dziś kraj ten
postrzega siebie jako most pomiędzy Wschodem a Zachodem, szczególnie w
odniesieniu do krajów byłej Jugosławii. Pracownicy słoweńskich służb
cywilnych delegowani są do tych krajów w ramach pomocy w przeprowadzaniu
reform.
Dwaj obywatele Słowenii odgrywają obecnie istotną rolę w kształtowaniu
polityki europejskiej. Janez Potocznik jest Komisarzem Unii ds. Nauki i Badań
i zarządza jednym z największych budżetów, jakimi dysponuje Komisja
Europejska. Natomiast słoweński minister spraw zagranicznych Dimitrij Rupel
przewodniczy Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, która co
prawda nie należy do struktur Unii Europejskiej, ale jest jednym z
najważniejszych instrumentów promowania demokratycznych przemian w krajach
Azji Środkowej, należących do byłego ZSRR, i na Bałkanach.