chester70
25.07.02, 15:19
Nie jestem pewien czy jako forumowiczowi-nowicjuszowi wypada mi rozsmieszac
szacowne grono stalych bywalcow, ale... co mi tam. Najwyzej watek umrze w
cichej pokorze, przywalony skorupkami forumowego ostracyzmu.
Nie mam zbyt wiele czasu, by sledzic wszystkie tutejsze rozgrywki, ale nawet
niewprawne oko wnet wylowi mistrzow slownej szermierki. Milo poczytac
zdolnych uczniow Schoppenhauera. Zreszta nie tylko o forme ale i o tresc
chodzi. Tutaj mam, nie ukrywam, swoich faworytow. Nie chcialbym jednak z gory
rysowac podzialow swiatopogladowych. Te i tak sa czytelne.
Ciekawi mnie za to jak ksztaltuja sie wasze gusta, jesli chodzi o poczucie
humoru. Bracia Marx czy Kabaret Starszych Panow, Wiech czy Jan Pietrzak,
Monty Python czy Benny Hill, Leopold Tyrmand czy Bracia Zuckerowie, Mrozek
czy Rowan Atkinson, a moze Laskowik,a moze Janusz Weiss, slowem ,,pure
nonsens" czy ,,practical joke" ? Niektore z zamieszczonych na tym forum
postow ubawily mnie do lez (vide zarty w watku ,,Satyra na 6om wojne
forumowa), ale moze mam specyficzne poczucie humoru...
Na koniec cytat z ksiazki, ktora teraz czytam i ktora mnie baaaardzo smieszy:
,, jadac z Cluny do Messiny, opuscilem Burgundie i znalazlem sie w
Beaujolais. Najkrotsza droga wiodla przez centrum lyonu, co bylo dla mnie
straszna perspektywa, poniewaz jest to wielkie przemyslowe miasto pelne ulic
jednokierunkowych i wscieklego ruchu. Postanowilem je ominac, kierujac sie
bocznymi drogami na mornant. Zanosilo sie na to, ze nawigacja na tym odcinku
trasy bedzie nie lada sztuka.
Orientowanie sie wedlug mapy nie nalezy do moich najsilniejszych punktow, o
czym chetnie zaswiadczy kazdy, kto pelnil razem ze mna sluzbe wojskowa.
Gubilem sie na kazdych manewrach. Otrzymalem kiedys rozkaz, by wraz z moimi
ludzmi dotrzec na okreslone miejsce w samym srodku pustkowia wrzosowisk
luneburskich. Zasiegnawszy dyskretnie jezyka u zaprzyjaznionego mlodszego
oficera, ustalilem ogolny kierunek i wyruszylem na czele oddzialu
skladajacego sie z 3 czolgow. po pol mili zabladzilismy. Nie bylo zadnych
drog ani drogowskazow, a kontury na mapie nic mi nie mowily. Oficerowie
rozwiazuja zwykle taki problem zlecajac funkcje przewodnika sierzantowi, ale
tym razem nie mialem ze soba sierzanta, ktory w odczytywaniu mapy nie byl
lepszy ode mnie.Po jakims czasie odebralem przez radio rutynowy, lecz we mnie
budzacy groze, komunikat:
-Halo , Trojka, gdzie jestescie? Odbior.
Moja odpowiedz za kzdym razem brzmiala tak samo:
-Tu Trojka. Poczekajcie. Bez odbioru.
po czym rozpaczliwie, na oslep usilowalem odgadnac nasze polozenie i
zakodowac odniesienia do mapy alfabetycznym szyfrm, ktory mial zmylic Rosjan
sledzacych kazdy moj krok:
-Halo, tu Trojka. Jestem w Abel Roger Oboj Giga piekarz Pies. Odbior
Po najkrotszej z przerw nastepowala zawsze ta sama odpowiedz:
-To niemozliwe!
Po czym podawali uzasadnienia:
-Gdybys tam byl, widzialbym cie.
Albo: - To ja tam jestem.
Albo: - To przeciez srodek jeziora.
Byl to nieodmiennie bardzo przykry moment.
Bezpieczenstwo naszej lacznosci radiowej opieralo sie na zalozeniu, ze
Rosjanie sa wyjatkowymi idiotami. Gdyby sie powiedzialo ,,piechota"
albo ,,czolgi", wszystko by sie wydalo, ale zaszyfrowane okreslenia ,,nasi
kolezkowie" i ,,wielkie chlopaki" niewatpliwie mylily przeciwnika. podczas
wspolnych manewrow lataly wiec po falach eteru takie mniej wiecej
komunikaty: ,,Nasi kolezkowie okopali sie za droga, ale sie nie boja, bo sa
pod oslona wielkich chlopakow". Wszyscy wiedzielismy o co chodzi, ale
zakladalismy, ze Borys i Igor, calkiem zbici z tropu, drapia sie z
zaklopotaniem po glowach."
Pozdrawiam
Chester