mr.hell
04.08.02, 20:45
Mój drogi Krzysiu
Z wielką przykrością dowiaduję się, że twój pacjent został chrześcijaninem.
Nie łudź się nadzieją, że unikniesz zwykłych w takich wypadkach kar;
przypuszczam, że w momentach powodzenia taka ewentualność nie przyszłaby ci
nawet na myśl. Tymczasem musimy wykorzystać sytuację do ostatnich możliwości.
Nie ma potrzeby rozpaczać. Setki tego rodzaju dorosłych konwertytów po
krótkim pobycie w obozie Nieprzyjaciela udało się odzyskać i obecnie znajdują
się u nas. Na razie wszystkie nawyki pacjenta, zarówno umysłowe jak i
cielesne, są w dalszym ciągu dla nas korzystne.
W tej chwili jednym z naszych wielkich sprzymierzeńców jest sam Kościół. Lecz
nie zrozum mnie źle. Nie mam na myśli takiego Kościoła, jak my go widzimy,
rozpostartego wszędzie w czasie i przestrzeni, zakorzenionego w wieczności,
groźnego jak armia z rozwiniętymi sztandarami. Przyznaję, że to jest widok,
który niepokoi naszych najodważniejszych kusicieli. Na szczęście jest to
zupełnie niewidoczne dla tych ludzkich istot. Wszystko, co twój pacjent
widzi, to na wpół wykończona pseudogotycka budowla, wzniesiona na miejscu
świeżo zajętym pod budowę. Wchodząc do wnętrza, spostrzega miejscowego kupca
z układnym wyrazem twarzy, zachwalającego lśniącą książeczkę, zawierającą
liturgię, której żaden z nich nie rozumie, oraz inną, tandetną książczynę,
zawierającą zniekształcony tekst szeregu pieśni religijnych, w większości
lichych i do tego pisanych bardzo drobnym drukiem. Gdy siada w swej ławce i
spogląda wokół siebie, widzi właśnie galerię tych sąsiadów, których do tej
pory unikał. W nich powinieneś znaleźć sprzymierzeńców. Spraw, by myśl jego
wędrowała tam i z powrotem pomiędzy takim wyrażeniem jak Ciało Chrystusowe a
twarzami ludzi z najbliższej ławki. To oczywiście jest mało ważne, jakiego
rodzaju ludzie naprawdę siedzą w tej ławce. Ty sam możesz orientować się, że
któryś z nich jest wielkim wojownikiem po stronie Nieprzyjaciela. To nie
szkodzi. Twój pacjent, dzięki Naszemu Ojcu z Otchłani, jest głupcem. Byle
tylko niektórzy z tych sąsiadów śpiewali fałszywym głosem lub mieli
skrzypiące buty, podwójny podbródek albo dziwaczną odzież, pacjent twój z
łatwością nabierze przekonania, że wobec tego religia ich musi być w pewnym
stopniu niedorzeczna. Jak widzisz, w obecnym stanie pacjent wyrobił sobie
wyobrażenie o "chrześcijanach", które uważa za uduchowione, lecz faktycznie
jest ono w wysokim stopniu powierzchowne, zaczerpnięte ze starych obrazów.
Jego wyobraźnia roi się od tóg, sandałów, zbroi i obnażonych goleni, a prosty
fakt, że inni ludzie w kościele noszą strój nowoczesny, jest dla niego
prawdziwą, chociaż oczywiście nieuświadomioną trudnością. Nigdy nie dopuść,
aby się w tym zorientował. Nie pozwól mu nigdy zadać sobie pytania, czego
oczekiwał on po ich wyglądzie. Przypilnuj, aby wszystkie jego wyobrażenia
były mgliste, a będziesz się miał czym zabawiać przez całą wieczność,
wytwarzając w nim ten szczególny rodzaj jasności, której dostarcza Piekło.
Wykorzystaj więc, ile możesz, chwile rozczarowania lub depresji, które
niewątpliwie przyjdą na pacjenta podczas jego pierwszych tygodni
przynależności do Kościoła. Nieprzyjaciel dopuszcza takie rozczarowanie na
progu każdego ludzkiego zamierzenia. Zjawia się ono, kiedy chłopiec,
oczarowany niegdyś w dziecinnym pokoju opowiadaniami z Odysei, zamierza na
serio uczyć się greki. Zdarza się zakochanym, którzy się pobrali i stają
przed realną perspektywą wspólnego życia. W każdej dziedzinie życia znaczy
ono przejście od marzycielskich aspiracji do pracowitego działania.
Nieprzyjaciel podejmuje to ryzyko, gdyż ma On osobliwą fantazję czynienia z
tej wstrętnej, nikczemnej ludzkiej gawiedzi swych, jak On to nazywa "wolnych"
wielbicieli i sług; "synowie" - to określenie, którego używa, mając dziwaczne
a uporczywe upodobanie w degradowaniu duchowego świata przez Swe nienaturalne
związki z dwunożnymi zwierzętami. Szanując ich wolność, nie chce ich
doprowadzać jedynie uczuciem i przyzwyczajeniem do któregokolwiek z celów,
jakie przed nimi stawia. Pozostawia ich, by "uczynili to sami z siebie". I tu
jest dla nas okazja. Ale pamiętaj, że w tym kryje się także dla nas
niebezpieczeństwo. Jeśli raz przebrną pomyślnie przez tę początkową oschłość,
stają się o wiele mniej zależni od uczuć, a przeto znacznie trudniejsi do
kuszenia.
Pisałem dotychczas zakładając, że ludzie siedzący w pobliskiej ławce nie
dostarczają racjonalnej podstawy do rozczarowania. Naturalnie, jeśli jest
przeciwnie, jeśli pacjent wie, że kobieta w dziwacznym kapeluszu jest
fanatyczną brydżystką, lub mężczyzna w skrzypiących butach - sknerą i
zdziercą, wówczas zadanie twoje jest o wiele łatwiejsze. Wszystko, co masz
wówczas do zrobienia, to strzec jego myśli przed pytaniem: "Jeśli ja, będąc
tym, czym jestem, mogę w pewnym sensie uważać siebie za chrześcijanina,
dlaczego wady tamtych ludzi z pobliskiej ławki miałyby dowodzić, że ich
religia jest jedynie hipokryzją i konwencją?" Może zapytasz, czy jest to
możliwe, by nie dopuścić nawet tak oczywistej myśli do ludzkiej świadomości.
Jest możliwe Piołunie, jest. Pokieruj nim odpowiednio, a po prostu nie
przyjdzie mu to do głowy. Nie obcował on jeszcze dość długo z
Nieprzyjacielem, aby mógł już nabyć prawdziwej pokory. To, co on mówi o
swojej grzeszności, nawet na klęczkach, jest tylko bezmyślnym naśladowaniem.
W gruncie rzeczy jest on w dalszym ciągu przekonany, że pozwalając się
nawrócić otworzył bardzo korzystne konto w księdze buchalteryjnej
Nieprzyjaciela, i uważa, że w ogóle okazuje wielką pokorę i uniżoność chodząc
do kościoła z tymi "zadowolonymi z siebie", pospolitymi ludźmi. Utrzymuj go w
tym przekonaniu, jak długo tylko możesz.
Twój kochający stryj
Mr.Hell