Dodaj do ulubionych

Front Jedności Naszych

11.07.05, 23:06
Cała, pełna pięknej dramaturgii awantura, jaka sie rozegrałw w sobote między
marszałkiem Cimoszewiczem a sejmową komisja śledczą ds Orlenu, obrana z
wznisłych i mniej wznisłych słów, sprowadza sie do nastepujacego jadra : pan
Włodzimierz Cimoszewicz oswiadczył, ze nie pozwoli sie przesłuchiwać przez
osoby uwikłane partyjnie i nie popierajacy jego kandydatury w wyborach
prezydenckich. Gdyby przesłuchujacy byli zwolennicy Cimoszewicza, to
oczywiscie on chetnie poddałby się badaniom. Przesłuchanie mogłoby sie
zakończyc sukcesem, a nawet happy endem, gdyby w komisji zasiadali Rózański,
Bujak i jeszcze do tego Janik z Senyszyn. Nie licząc oczywiscie posła
Witaszka, któremu to wszystki i tak wisi i powiewa.
Jest to poglad na polityke i wzajemne zależnosci między polityką i
funkcjonowaniem organów Sejmu fundamentalny. Stanowi probę ugruntowania
zasady, wedle którj kazdego świadka powinna przesluchiwać tylko komisja
złozona z jego towarzyszy partyjnych i osób wspierajacych. Myśl jest zdrowa,
zwlaszcza dla przesluchiwanego. Narzucilismy sobie jednak lekkomyslnie
demokracje przedstawicielską. I nie dość, ze męczymy sie, z irytacją patrząc
na polityczne rozgrywki polityków, tp jeszcze nie mamy zadnej szansy
ukształtowania komisji sejmowej tak, by mogła przesłuchać pana marszałka ku
pełnej, obustronnej satysfakcji i zadowoleniu. Co wiecej, z pewnością nigdy
już więcej nie wybierzemy Sejmu zdolnego wydalić z siebie taka komisje.
Zawsze wśród kandydatów słusznych przyplącze się jakis Giertych albo inny
Miodowicz. Zawsze znajdzie sie ktoś, kto bedzie usiłował upiec swoją
polityczna pieczeń albo zrobić sobie wodę na młyn. Chyba że hasło o
konieczności zgody narodowej, zaprzestanie wszelkich sporów i odrzucenia
różnic i interesów, które gdzieniegdzie ostatnio słychać, jednak odniosą
efekt i zgodzimy sie na edycję jedności moralno - politycznej narodu oraz
zafundujemy sobie nowy FJN albo inny PRON. Wtedy oczywiście w ogóle nie
bedzie zadnych komisji ani dochodzeń, być może nie będzie nawet Orlenu,
tylko kartki na benzynę. (...)
Maciej Rybiński (Wprost, nr 28 z 17.07.2005)
Obserwuj wątek
    • abprall Re: Front Jedności Naszych 11.07.05, 23:14
      cimoszka to nie je facet z mojego typoszeregu ( nie jest naturalny, taki
      aparat-dęciak , ja lubie naturszczików ot marco borowskiego)ja go ole, ale qrwa
      cimocha zagrał sobie z tymi idiotami niezle i w tym ustępie (sejm-WC)bardzo mi
      zaimponował....

      ---------------------
      pierzone cywile
      • v_2 Re: Front Jedności Naszych 11.07.05, 23:21
        Cimoszko to cienias. Chciał sie pokazać w telewizorze jaki to nie jest dzielny
        i pokazał jaki... prostak i prymityw. Wybierzcie sobie na prezydenta RP
        chłopka, który a to cos o obsikiwaniu, a to ważnym lesie opowiada.
        Przypomnijcie sobie jak kocha swoich poddanych opowiadając im o konieczności
        ubezpieczenia, kiedy oni oczekiwali pomocy po powodzi... Bedzie dbał o was jak
        o szczające pieski... Cienias i prymityw.
        • wikul Re: Front Jedności Naszych 13.07.05, 22:30
          Trzy szybkie smile
          Autor: tonquelec
          Data: 11.07.2005
          --------------------------------------------------------------------------------
          Trzy szybkie
          11.07.2005 22:00

          Rafał A. Ziemkiewicz / INTERIA.PL
          Ci sami, którzy pewien czas temu cieszyli się, że "Jolka znokautowała komisję",
          teraz ogłaszają w prasowych i telewizyjnych komentarzach, że Cimoszewicz
          wykazał się odwagą, i zaprotestował przeciwko bezprawiu, jakim jest komisja.
          Nikomu nie chcę odmawiać prawa do kibicowania tej publicznej osobie, z którą
          się z jakichś powodów identyfikuje.

          Ale apeluję, by w tym kibicowaniu nie przekraczać granicy rozsądku. A tak
          właśnie czynią ci, którzy rejteradę Cimoszewicza sprzed komisji chcą
          przedstawić jako akt odwagi.

          Po pierwsze - nie można wierzyć w deklaracje Cimoszewicza, jakoby chciał
          powstrzymać "bezprawie", którego jakoby dopuszcza się komisja. Gdyby chciał,
          mógł to zrobić już bardzo dawno, bo jako marszałek Sejmu jest poniekąd jej
          przełożonym. Nie próbował. Nagabywany, wręcz odmawiał. Zirytował się dopiero,
          kiedy sam został przez komisję wezwany (nawiasem, kiedy go wzywano, deklarował
          definitywne wycofanie się z polityki, co przeczy jego tezie, jakoby komisji
          chodziło o utrącenie jego prezydenckiej kandydatury).

          Po drugie, zastosowana przez Cimoszewicza argumentacja jest podwójnie
          nonsensowna. Raz, że bezstronności można - i należy - wymagać od sądu. A
          komisja sądem nie jest. Jest komisją śledczą, nie wydaje wyroku, ma ustalić
          fakty i poinformować o ustaleniach Sejm. Śledczy zaś nie może być bezstronny z
          definicji. Podobnie, jak nie jest bezstronny oskarżyciel, ani obrońca. Oskarżać
          śledczego albo prokuratora że jest stronniczy, bo chce wsadzić przesłuchiwanego
          do pudła albo wybronić, to absurd. Ale przyjmijmy, że ten absurd zawdzięczamy
          twórcom ustawy. Nie zmienia to faktu, że Cimoszewicz zinterpretował te ustawę w
          taki sposób, który uniemożliwia w ogóle jej - to znaczy ustawy - wykonywanie.
          Skoro przynależność do partii zalicza on do "innych przyczyn" braku
          bezstronności, to w komisji złożonej z definicji z członków parlamentu, a więc
          członków różnych partii, bezstronny nie może być nikt, ergo, nie może ona
          przesłuchiwać nikogo i niczym się zajmować.

          Po trzecie, można sądzić, że gdyby kandydat na prezydenta umiał odpowiedzieć na
          pytania o swoje akcje Orlenu, okoliczności ich nabycia, zaciągniętą na to
          pożyczkę etc., to by odpowiedział, odstawiając przed komisją prześladowane
          biedactwo, jak to niedawno zrobiła jego szefowa komitetu wyborczego. Jeśli
          zaryzykował złamanie swojego dotychczasowego wizerunku brutalnie atakowanego
          niewiniątka, zachował agresywnie i wystawił się na zarzut arogancji, to,
          przypuszczam, najwidoczniej uznał, że mniej straci odmawiając odpowiedzi, niż
          jej udzielając.

          Te trzy przesłanki, i szereg innych, których dla szczupłości miejsca nie
          wyliczam, upewniają, że Cimoszewicz zaatakował komisję nie z żadnych
          szlachetnych pobudek, w obronie prawa i tak dalej, ale po prostu dlatego, że
          został zapędzony w kozi róg. Dowody przyjdą niebawem, choćby w postaci
          informacji z urzędu skarbowego, czy były premier i minister sprawiedliwości
          oraz spraw zagranicznych uiścił tam wymagane prawem opłaty od pożyczki za którą
          nabył orlenowskie papiery wartościowe.
          fakty.interia.pl/ziemkiewicz//news?inf=645078

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka