wild
16.09.02, 23:03
www.nczas.com/?a=show_article&id=672
Opus 327 w tonacji P-R-L
Trwa kontredans wokół zakupu przez Związek Artystów Scen Polskich (za 9 mln
zł) akcji firmy Porta Holding (właściciela Stoczni Szczecińskiej) - w
przeddzień jej upadłości. Co przypomina znaną historię Samuela Sandsteina,
bankiera w przededniu bankructwa, do którego kantoru przyszła biedna wdowa,
mówiąc, że po mężu, który zginął w Ameryce, pozostało jej tylko 50 000
dolarów - i ona, znając uczciwość Sandsteina, składa te pieniądze w jego
banku. Sandstein przyjął pieniądze, wypisał pokwitowanie, odprowadził ją do
drzwi - i spotkał żonę, robiącą mu gorzkie wyrzuty, że obrabował wdowę z
jedynego kapitału, z którego po bankructwie odzyska może 15%. Sandstein
wyrzekł wtedy pamiętne słowa:
"Salomeo, pomyśl: ile można podarować biednej wdowie? Złotówkę? Pięć złotych?
Nu, może 10 złotych? Ale 50 000 dolary??!!?".
Jako człowiek wyznający zasadę niewsadzania nosa do cudzego portfela, nie
chcę się zastanawiać, skąd Polscy Artyści mieli wolne 9 mln zł - ale
zastanawiają się nad tym inni. Pani Aleksandra Jakubowska, bodaj wiceminister
kultury i sztuki, oświadczyła, że po tej aferze NIK skontroluje ZASP, ZAIKS,
Stowarzyszenie Filmowców Polskich i Kopipol. Z tego by wynikało, że ZASP
otrzymywał, via MKiS, jakieś pieniądze kazionne. I MKiS chce sprawdzić, czy
były wydawane "prawidłowo" - to znaczy tak, jak sobie tego życzy aktualny
reżym.
Jest jasne, że reżym dofinansowuje ZAiKS, ZASP, SFP i Kopipol po to, by
artyści, jak za PRL, wychwalali reżym pod niebiosa, popierali Anschluß do
Unii Europejskiej itd. Dofinansowuje tak, że artyści sami nie wiedzą, co
robić z tą ogromną forsą - i postanowili ją zainwestować. Ponieważ te
związki, to nieodrodne dzieci PRL-u, więc zainwestowali je tak, jak uczono w
PRL-u: w Wielki Przemysł Państwowy (no, niech będzie, tylko częściowo
państwowy, bo III RP nie miała w Stoczni większościowego udziału). I - tak
samo, jak traciła na tym PRL - stracili i oni.
Z punktu widzenia podatnika jest kompletnie obojętne, czy tzw. Rząd nasze
podatki marnuje przez dopłaty do jakiejś zdychającej stoczni - czy też
dopłaca do jakiegoś ZASP-u, a on dopłaca do Stoczni. Być może jest to manewr
świadomy, by nie gadano (również w Unii Europejskiej), że "Rząd"
subwencjonuje np. stocznie, "Rząd" subwencjonuje np. ZASP sumą 9,5 mln
(dowolne dofinansowywanie artystów rozumie się w UE i w III RP jako samo
przez się naturalne i właściwe!), umawiając się po cichu, że ZASP 9 milionami
dofinansuje Stocznię!!
Oczywiście p. Jakubowska grałaby w tym układzie Pierwszą Naiwną - ale, być
może, Ona sama o tym układzie nie wie (Bo po co gadatliwą babę informować o
delikatnych układach? Machnie torebką - i wypapla...). Kłopotliwa jest tylko
rola b. prezesa ZASP, p. Kazimierza Kaczora, który o tym zdecydował - a teraz
nie może wyjawić prawdy. Spokojna głowa, jeśli będzie siedział cicho, to nikt
Mu głowy nie urwie... Wyślą na placówkę.
Aktorzy mają za sobą lobby silniejsze bodaj niż chłopi - więc prasa płacze
nad ich losem, a reżymowa Telewizja postanawia wesprzeć ZASP jakąś okrągłą
sumką. Co należy skwitować sztampowym pytaniem: czy gdyby ZASP, zamiast na
Stoczni stracić te 9 mln, zarobił na tym interesie drugie 9 mln - to wsparłby
nimi TVP?? Jeśli to miał być interes - to w interesach raz się zarabia, a raz
traci... Ale, jak wynika z rozważań zamieszczonych powyżej,
najprawdopodobniej nie miał to być "interes dla zysku" (artyści związkowi
zyskiem się - oficjalnie - brzydzą!!), a tajne przekazanie środków. Za utratę
których (no, nie całych 9 mln - większość i tak nie miała być dla ZASP-u,
chodzi zapewne o utratę prowizji) rekompensata należy się Związkowym Aktorom
jak kanarkowi proso.
Jeśli moje domniemania są poprawne, to po wysokości dotacji od TVP dowiemy
się, ile z tych 9 mln miał wziąć ZASP za porękawiczne...
Powstaje jednak kolejne pytanie: skoro prezesom
ZASP-u grożą nieprzyjemności za to, że niewłaściwie gospodarowali otrzymanymi
dotacjami - to czy to samo nie grozi prezesom reżymowej TP SA???
Odpowiedź brzmi: NIE - a to z tego powodu, że tylko naiwni myślą, że jeśli w
państwie posiadającym Centralny Budżet Sejm postanawia ileś-tam wydać na coś-
tam - to tak to właśnie będzie wydane! Nie - takiej gwarancji nigdzie nie ma
(i nawet udowodniłem w czasach PRL - co po sześciu miesiącach walk z Cenzurą
zostało nawet opublikowane - że jest to logicznie niemożliwe). Tu jednak
najprawdopodobniej mamy do czynienia nie ze zjawiskiem społeczno-
gospodarczym, lecz z prostą manipulacją Egzekutywy, która postanowiła oszukać
wyborców, Sejm oraz Brukselę...
...UWAGA! Ja wcale nie napisałem przed chwilą, że oszukiwanie wyborców, Sejmu
i Jewropiejskogo Sojuza jest czymś (gospodarczo) złym! W tym wypadku jest -
ale wcale tak być nie musi!
W każdym razie obywatel płacący podatek za posiadanie telewizora ("abonament
radiowo-telewizyjny") wie teraz, że część tego abonamentu poszła na ZASP, a
przez ZASP na Stocznię.
A poza tym mamy wolny rynek.
Proszę się nie martwić: Polska nie jest jakimś wyjątkiem. P. prof. Milton
Friedman wspominał, że stracił kiedyś sześć miesięcy na wertowaniu budżetu
USA, by sprawdzić, gdzie ten cwaniak Clinton ukrył dotację na Olimpiadę w
Atlancie. Kongres Mu tego zabronił - a p. Friedman był pewien, że Biały Dom
mimo to jakoś Olimpiadę dofinansował. I nasz noblista znalazł - o ile
pamiętam, w pozycji "Kultura".
Bardzo wygodna pozycja. Zwłaszcza, że w USA nie ma Ministerstwa Kultury...
Ale choć wielu Amerykanów sprzeciwia się dotowaniu przemysłu, a nawet sportu -
to kto się sprzeciwi dotacji do np. p. Allana Stewarta Königsberga znanego
jako Woody Allen?? Albo innego sympatycznego aktora? Jako pretekst do
wyciągnięcia od podatnika pieniędzy na rozkradzenie, aktorzy plasują się
zaraz po głodujących dzieciach, samotnych matkach i powodzianach (najlepiej
zagranicznych, bo NIK nie sprawdzi, jak to wydano)!
Tyle że - z braku Stowarzyszenia Powodzian Polskich - samotne matki i
powodzianie nie zaglądają działaczom do rachunków. Więc to chyba będzie
koniec tego eksperymentu.
Janusz Korwin-Mikke