Carmina Burana łac piesni z Benedictbeuren (Bawaria) nazwane tak przez
wydawcę w 1847 roku J.A Schmellera; spisany ok 1225r zbiór poezji łacińskiej
i niemieckiej głównie z XII wieku o tematyce religijnej, historycznej,
miłosnej.
Carmina burana to także pierwszy utwór tryptyku teatralnego Trionfi Carla
Offa: część pierwsza "O wiosnie",2. "W gospodarstwie" 3. "O miłości"
Chcąc zaistnieć w jakikolwiek sposób, będę tu rozmyślała w kategoriach
forumowych, wybieramy sobie imię, nick, którym podpisujemy to, co piszemy.
Nieprzypadkowo taki, a nie inny. Ja wybrałam Miriam. Dlaczego? Bo - primo, to
jedno z moich imion to Maria - secundo, identyfikuję się z tradycją, religią
i kulturą w której języku - imię to brzmi własnie Miriam. Powody mojego
zaistnienia na forum były prozaiczne: otóż widząc niesłychaną mnogość wątków
podejmujących tematy żydowskie, czytając je, zorientowałam się, że ludzie
biorący w dyskusji udział, nie mają elementarnego przygotowania
uzasadniającego prowadzenie jakiejkolwiek na ten temat dyskusji. Nie można
prowadzić sensownej i merytorycznej rozmowy bez znajomości tematu.
Postanowiłam więc trochę opowiedzieć o tradycji żydowskiej - wyjasniając:
istotę świąt, na czym polegają, co to takiego Talmud, kiedy spisany, co to
midrasz, na czym polega koszer, i wiele innych. Treść była okreslona.
Pojawiło się zagadnienie formy - wybrałam taką "jednawczą" - z koronkami i
aksamitkami. Na inwektywy odpowiadałam przyjaźnie, i stało się tak, że
ludzie, którzy obrażali w swoich wątkach mniejszość Żydow, jaka żyje w
Polsce, zaczęli w ogóle się interesować ich kulturą. Czyli paradoks, bo
najpierw przecież jest znajomość tematu, a potem doń ustosunkowanie. Tu było
odwrotnie. Zaczęto czytać moje tłumaczenia, powstawały dalsze pytania na
które - wedle swoich mozliwości - odpowiadałam. Nie chodziło mi o to, aby
czytający stali się filosemitami, tylko żeby wiedzieli choć cokolwiek na
temat tradycji i religii, której w rzeczywistości nie znają, ale potrafią ją
w niezwykły sposób obrażać. Zapraszałam do Gminy na szabasy i święta,
przyjeżdżali ludzie, robiło się przyjacielsko. Od poczatku prowadziłam wątki
merytoryczne. Potem to uległo przeobrażeniu, bo trochę wszystkim już temat
żydowski się znudził, trochę mnie już brakło cierpliwości w tłumaczeniach,
dość, że zaczęto interesować się koronkami.
Bawiło mnie to, do momentu gdy spostrzegłam, że temat "koronki" jest
niebezpieczny, ale koło się już samo napędziło i zaczęło dawać nieprzyjemne
rezultaty.
W ten etap weszła osoba, która nazwała się Carminą z Burano.
Zastanawiam się, co nią kierowało w wyborze takiego nicka? Pisze już od
miesięcy, i pytam gdzie jest "to coś" co skłoniło ją do przyjęcia takiego
własnie imienia? Gdzie wytłumaczenie w jej pisaniu przybrania sobie takiego
nicka? Dlatego sięgnęłam do definicji Carmina Burana.
Wątki, jakie zakładała nie poruszały żadnego tematu. Czasami dopisywała się
do jakiegoś merytorycznego wątku, wyrażając swoje zdanie, ale niewiele tego
było.
Jak ogromne było zapotrzebowanie części forumowiczów na taką "adaptację" -
pokazał szybko tworzący sie wokół niej krag przyjaciół. To było miłe, dopóki
przyjaciele nie zamienili się w fanatycznych wyznawców, tańczących swój
taniec pełen uwielbienia, i wykrzykując "kto nie z nami, ten przeciw nam".
Stali się inkwizytorami. Wszyscy, którzy nie pisali o Carminie dobrze, stali
się przesladowcami, kazdemu, komu nie podobało się w zwyczajny sposób to, co
pisała, przyczepiali fiszkę, że jest chamem i głupcem. Taka sytuacja rodziła
zrozumiały sprzeciw. Bezkarność Carminy osiagała coraz wieksze rozmary, a ona
sama skwapliwie to wykorzystywała. Wykreowała się na osobe napiętnowaną i
zniknęła z forum. Po jakimś czasie wróciła z bagażem forumowych wiadomości -
na bieżąco, i ona sama, wraz z przyjaciółmi, zaczęła pozostałym wmawiać, że
ja zniszczono i zaszczuwano. W imię jej rzekomego zniszczenia - zaszczuwano
zresztą wiele ludzi na tym forum, ale to jej w ogóle nie przeszkadzało.
Nieoczekiwanie dla niej samej tematy i klimaty jej watków zaczęły się
kurczyć, i Carmina uwierzyła, że jest Pomazańcem tego forum, że to
przez "przesladowców" tak sie stało. W tej chwili trwa niezwykłe kuriosum
polegające na tym, że sama bohaterka Carmina toczy spór o samą siebie, bez
żadnych merytorycznych przesłanek. Tylko po to, żeby w jakikolwiek sposób
przedłużyć swoje istnienie, bo nie jest istotne co o niej piszemy, bylebysmy
pisali. Sama nas do tego namawia. Zaczęła się nieprzyjemna sytuacja podziału
na grupy i niezdrowej rywalizacji. Carmina uwierzyła, że Miriam z nią
rywalizuje. To już absurd kompletny ale ona z przyjaciółmi systematycznie
wmawia, że tak jest, z uporem pisze, kto - wedle niej - jest kim, jak go
ocenia, a w większości pisze do wszystkich nieprzyjemnie: z pogardą i z
opcją, którą nazywa "ignore". Pogarda jest jej bronią. Całość sprawia przykre
wrażenie ponieważ stworzyła sytuację eliminującą na forum wiele osób, które
swym pisaniem nie znajdują w jej oczach uznania. Zarzuciła mi naśladownictwo
jej stylu co świadczy o toksyczności atmosfery wytworzonej przez nią i jej
popleczników - na forum. Zdumienie.
Carmina w atmosferze uznania czuje się zupełnie bezkarna. Bardzo wiele jej
uchodzi. Ciepło otaczających ja przyjaciół wyzwala w niej, czy tez budzi
coraz bardziej nieprzyjemne cechy.
Co będzie dalej - zobaczymy. Ciekawi mnie jedno: jak długo jeszcze będziecie
Państwo uczestniczyć w tym przedstawieniu, usiłując jej cokolwiek tłumaczyć,
czy nawet "wytłumaczyć się" w końcu z win nie popełnionych - vide działanie
Stoika. Robicie to, i żadnych rezultatów i tak nie będzie. Temat utknął w
punkcie: wszyscy - poza Carminą, Hiacyntem, tete, Tumisią i resztą - są
chamami, głupcami, prostakami, naśladowcami, terrorystami, psychopatami. Czy
rzeczywiście? czy nie jest inaczej? to tylko rozmyślania, pytania, które
zostawiam bez odpowiedzi, i na nią nie oczekuję.
Miriam
ps. Tworzę nowy wątek - nie przypadkowo