Dodaj do ulubionych

Upadek szkolnictwa... RAPORT

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.10.02, 00:06
Radykalne obniżenie poziomu nauczania, rozluźnienie dyscypliny, oderwanie
ucznia od uporządkowanej wiedzy, chaos w programach i podręcznikach
wydawanych tysiącami - to tylko niektóre z efektów reformy edukacji. Taki
krytyczny raport o stanie polskiej oświaty przedstawili prelegenci i
paneliści sympozjum zorganizowanego przez Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i
Medialnej w Toruniu oraz Instytut Edukacji Narodowej. Dzisiaj obchodzimy
święto Komisji Edukacji Narodowej, potocznie zwane dniem nauczyciela. Tylko
czy aby jest co świętować?
W sobotę w auli Domu Słowa w Toruniu odbyła się konferencja naukowa: "Trzy
lata reformy edukacji - Raport". Sesję otworzył rektor uczelni o. Tadeusz
Rydzyk, który widząc potrzebę nauczania w duchu prawdy, długo zabiegał o
utworzenie szkoły wyższej, kształcącej młodych ludzi do pracy w mediach. W
efekcie tych starań przed ponad rokiem powstała Wyższa Szkoła Kultury
Społecznej i Medialnej w Toruniu.
W sesji, będącej kontynuacją sympozjum, które zorganizował Instytut Edukacji
Narodowej ponad 3 lata temu, u początków reformy edukacji, oprócz szacownego
grona profesorów i wykładowców akademickich, uczestniczyli m.in. studenci,
nauczyciele, dyrektorzy szkół i rodzice zatroskani o kształcenie i wychowanie
młodego pokolenia. Już wówczas zwracano uwagę na pewne niebezpieczne
elementy, mogące mieć destrukcyjny wpływ na proces edukacji i wychowania
młodego pokolenia. Nie ma wątpliwości - reforma jest potrzebna. Kardynalne
błędy popełniono jednak już na starcie, począwszy od samej koncepcji reformy,
skończywszy na doborze podręczników, nie mówiąc już o ich treści.

Historia bez Polski
Analiza programów szkolnych przeprowadzona na wybranych przykładach
podręczników do historii ukazała wypaczony model nauczania tego przedmiotu w
duchu przeprowadzanej reformy. - Systematycznie usuwane są z nich wartości i
wiedza. Ich miejsce zajmują tzw. kompetencje lub umiejętności, mające jedynie
walor pragmatyczny - mówiła Magdalena Jaworska, wykładowca IEN i nauczycielka
historii. Przeanalizowano 9 podręczników do historii dla klas
ponadgimnazjalnych. Ich strona merytoryczna wzbudziła szereg zastrzeżeń.
Wśród najważniejszych wymienić należy marginalizowanie historii Polski lub
wręcz jej brak. Innym poważnym mankamentem deformującym obraz poznania jest
kładzenie dużego nacisku na zjawiska cywilizacyjne, w tym społeczne i
gospodarcze, z pominięciem roli człowieka w historii. Często zagadnienia
historyczne podejmowane są w podręcznikach nie chronologicznie, tylko
problemowo, co dla ucznia niedysponującego uporządkowaną wiedzą staje się nie
do opanowania. W analizach tych dostrzeżono również tendencje do
marginalizacji historii politycznej i wojskowej - fundamentu postawy
patriotycznej i obywatelskiej.
W ciągu ostatnich trzech lat wdrażania zmian w systemie edukacji doszło do
utrwalenia i pogłębienia negatywnych zjawisk. Część z nich to relikty
komunizmu, ale niebagatelną rolę w dekompozycji systemu oświaty odegrały
trendy, które szeroką falą wlały się do nas wraz z agresywną ekspansją
postmodernizmu po 1989 r. Chodzi m.in. o radykalne obniżenie poziomu
nauczania, rozluźnienie dyscypliny w szkole, oderwanie ucznia od
uporządkowanej wiedzy, chaos w programach nauczania i podręcznikach. To tylko
niektóre negatywne aspekty wprowadzonej reformy edukacji, którą obecny,
postkomunistyczny rząd kontynuuje i pogłębia. - Po trzech latach widzimy już
złe skutki wprowadzonej reformy. Teraz musimy się zastanowić nad drogami
wyjścia z tej sytuacji - mówił Arkadiusz Robaczewski, dyrektor Instytutu
Edukacji Narodowej. O tym, jak bardzo edukacja pozostaje na usługach
ideologii, można się było przekonać, słuchając wykładu prof. dr. hab. Henryka
Kieresia z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Transformacja ustroju,
która nastąpiła w 1989 r., zastąpiła jedynie komunizm przez liberalizm. -
Celem edukacji jest mądrość teoretyczna i praktyczna. Jest ona konieczna dla
urzeczywistnienia potencjalności człowieka w dziedzinie poznania, miłości i
wolności. Ta personalistyczna wizja edukacji, ważny element cywilizacji
łacińskiej, zmaga się obecnie z socliberalizmem i jest spychana - także przez
reformę edukacji - do defensywy - mówił prof. Kiereś i przestrzegał przed
reformowaniem zasad. - Reformuje się urządzenia, nie zasady, bo inaczej
znajdziemy się w innej kulturze - przestrzegał.

Demokracja w szkole?
Wprowadzana forsownie "demokratyzacja" w szkole przynosi niepowetowane
straty, wśród których szczególnie niebezpieczne jest eksponowanie praw
uczniów z jednoczesnym obniżaniem autorytetu nauczyciela. - W konsekwencji
nauczycielowi uniemożliwia się sumienne wypełnianie statutowych obowiązków w
zakresie wychowania. Relacja nauczyciel-uczeń jest z natury niedemokratyczna,
warto więc wrócić do sprawdzonego modelu mistrz-uczeń. Taka relacja stwarza
szansę rzeczywistego - odpowiedzialnego - rozwoju osobowego zarówno uczniom,
jak i nauczycielom - apelowała polonistka Małgorzata Sagan, wykładowca
Instytutu Edukacji Narodowej.
Doktor Leszek Kożuchowski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu zwrócił
uwagę na pilną potrzebę połączenia wykształcenia ogólnego z przygotowaniem
zawodowym. - Pamiętać jednak należy, że ostateczna koncepcja edukacji zależy
od przyjętej wizji człowieka. Dopiero dostrzeżenie w człowieku podmiotu-osoby
stworzonej przez Boga gwarantuje ukształtowanie procesu edukacyjnego wolnego
od ideologicznych redukcji - mówił dr Kożuchowski.
Przed upolitycznianiem edukacji przestrzegał Radosław Brzózka z IEN. Obecnie
konsekwencją indoktrynacji w szkole ma być liberalny światopogląd i konkretne
zaangażowanie młodych ludzi na rzecz politycznej struktury - Unii
Europejskiej. - Nauczyciele wnoszą ten światopogląd do szkoły
poprzez "moralne autorytety", przed którymi maturzyści chylą czoło i głoszą
ich poglądy. Młodym ludziom podaje się zredukowaną i zmaterializowaną wizję
świata - stwierdził Brzózka. - Podstawową rolę w naprawie edukacji odegrać
powinny elity akademickie. Struktury polityczne zaś mają w tym względzie rolę
jednoznacznie służebną - dodał. O wychowaniu w tolerancji jako wyrozumiałości
wobec błędu, czyli o tradycyjnym rozumieniu tolerancji mówiła Barbara Kiereś
z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. - W świetle tej tradycji wychowawca
prowadzi wychowanka, a warunkiem wypełniania tego zadania jest miłość do
niego - mówiła prelegentka. Takie rozumienie tolerancji nakłada na wychowawcę
obowiązek wskazania uczniowi dobra i uczenia podopiecznego dobrych wyborów.
Tę klasyczną pedagogikę Barbara Kiereś przeciwstawiła lansowanej obecnie
antypedagogice, czyli swoistej ideologii - jak to określiła -
tolerancjonizmu, domagającej się bezkrytycznej akceptacji wszystkich decyzji
i zachowań wychowanka. - Wychowawca nie może być obojętny na zło, które
wybiera wychowanek, bo tym samym pozwala na jego destrukcję - mówiła Barbara
Kiereś. Nauczyciel musi zatem uczyć dobrych wyborów, które ucznia budują, a
nie niszczą go.
Katarzyna Cegielska, Toruń



Sapere auso
Fakty nie napawają optymizmem. Nauczyciele, zagubieni w mnogości tytułów na
rynku wydawniczym, wybierają podręczniki w pośpiechu i bez należytego
przygotowania. Często wytyczne do nauczania pewnych zagadnień, szczególnie
związanych z tzw. integracją europejską, narzucane są odgórnie, przekazywane
pedagogom przez dyrekcje, nierzadko będące reliktami PRL-owskiej
nomenklatury. Rodzice mogą zaprotestować przeciw złemu podręcznikowi, ale nie
zawsze mają na tyle wiedzy, by go ocenić, czy odwagi, by to uczynić.
Działające w szkołach rady rodziców są często bezradne, nie potrafią
przeciwstawić się negatywnym zjawiskom, jakie dostrzegają, a nawet jeśli
próbują, natrafiają na opór ze strony dyrekcji. Jedna z mam opowiadała nam,
jak po zakończonej kadencji rady, której była członkiem, dyrektorka
powiedziała, że ma
Obserwuj wątek
    • Gość: +++Ignorant Re: Upadek szkolnictwa... RAPORT IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.10.02, 00:07

      Sapere auso
      Fakty nie napawają optymizmem. Nauczyciele, zagubieni w mnogości tytułów na
      rynku wydawniczym, wybierają podręczniki w pośpiechu i bez należytego
      przygotowania. Często wytyczne do nauczania pewnych zagadnień, szczególnie
      związanych z tzw. integracją europejską, narzucane są odgórnie, przekazywane
      pedagogom przez dyrekcje, nierzadko będące reliktami PRL-owskiej nomenklatury.
      Rodzice mogą zaprotestować przeciw złemu podręcznikowi, ale nie zawsze mają na
      tyle wiedzy, by go ocenić, czy odwagi, by to uczynić. Działające w szkołach
      rady rodziców są często bezradne, nie potrafią przeciwstawić się negatywnym
      zjawiskom, jakie dostrzegają, a nawet jeśli próbują, natrafiają na opór ze
      strony dyrekcji. Jedna z mam opowiadała nam, jak po zakończonej kadencji rady,
      której była członkiem, dyrektorka powiedziała, że ma nadzieję, iż kolejna
      będzie "sensowna", tzn. nie będzie się wtrącała i przeciwstawiała decyzjom
      szkoły. Tymczasem rodzic nie tylko może, ale ma wręcz obowiązek ingerować w
      życie szkoły, jeśli zauważa, że źle się w niej dzieje.
      Wniosek nasuwa się sam. Nauczyciele i rodzice muszą odważyć się być mądrymi.
      Muszą przeciwstawiać się złu, by swoje dzieci i wychowanków prowadzić ku
      dobremu, uczyć ich słusznych, budujących wyborów, a nie takich, które prowadzą
      do destrukcji osoby i całego społeczeństwa.
      Sobotnią sesję zwieńczyła miła uroczystość - rozdanie dyplomów absolwentom
      gdańskiej filii Akademii Umiejętności Społecznych, prowadzonej przez Instytut
      Edukacji Narodowej. Dyplomy uznania odebrało wielu nauczycieli i rodziców,
      którzy zechcieli być mądrzy i w mądrości wychowywać swych podopiecznych. Ci,
      którzy jeszcze tego nie uczynili, mają szansę, gdyż obecnie w całej Polsce
      rozpoczynają działalność kolejne filie zarówno Studium Edukacji Narodowej, jak
      i Akademii Umiejętności Społecznych czy też Akademii Etyczno-Wychowawczej.
      Sapere auso - odważmy się być mądrymi. To się naprawdę opłaca.
      CK



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka