puls
02.11.02, 07:16
RODACY !
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_021102/plus_minus_a_16.html
ROK 1941 NA PODLASIU - NIE TYLKO JEDWABNE
KOMENTARZ: Czas niezacietrzewionej dyskusji
Lato sąsiedzkich pogromów
ANDRZEJ KACZYŃSKI
Etka Rochla i Chaim Józef Prawda, zabici w Jedwabnem w 1941 r.
Mariam Fejga Sztabińskia, zamordowana w Radziłowie w 1941 r.
Jankiel Meyer Sztabiński, zamordowany w Radziłowie w 1941 r.
Chana Dublin, z domu Finkielsztejn, zamordowana w Radziłowie w 1941 r
WWW.RADZILOW.COM
Zbrodnie w Jedwabnem i Radziłowie nie były odosobnione. W lecie 1941 roku na
Białostocczyźnie w pierwszych tygodniach okupacji hitlerowskiej Polacy w co
najmniej trzydziestu miejscowościach dopuścili się zbrodniczych zbiorowych
wystąpień przeciw swoim sąsiadom Żydom - ustalili historycy z Biura Edukacji
Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej.
IPN opublikował "Wokół Jedwabnego", zapowiadaną "białą księgę". W istotny
sposób uzupełnia ona konkluzje śledztwa. "Prokurator jest ograniczony
rygorami postępowania karnego, nie może wykraczać poza materiał dowodowy,
formułować hipotez, które nie opierają się na zgromadzonych przez niego
zeznaniach i innych dokumentach. Rola historyka jest inna" - napisał
redaktor księgi Paweł Machcewicz. "Ma on prawo i obowiązek analizować
wszystkie znane fakty, interpretować je i formułować hipotezy. Obie
perspektywy powinny się uzupełniać. Wspólnym celem jest dociekanie prawdy o
zbrodni z lipca 1941 r.".
Nieobojętny sprawozdawca
Dwa tomy: "Studia" i "Dokumenty", razem półtora tysiąca stron, to plon
dwuletniej żmudnej pracy trzydziestu badaczy, historyków i prawników z IPN,
instytutów Historii i Studiów Politycznych PAN oraz Uniwersytetu w
Białymstoku. W najbliższych dniach dzieło trafi do księgarń. Dzięki
uprzejmości dyrekcji IPN i redaktorów księgi już dziś możemy zaprezentować
jej główne wątki.
Niemal wszystkie nazwiska twórców "białej księgi"
czytelnicy "Rzeczpospolitej" mieli okazję poznać jako autorów tekstów
opublikowanych lub cytowanych na naszych łamach. "Rzeczpospolita" jako
pierwsza z ogólnopolskich gazet opisała zbrodnie w Jedwabnem i Radziłowie, a
w wielkiej dyskusji medialnej, jaka się następnie toczyła, koncentrowała się
głównie na dociekaniach prawniczych (śledztwie prowadzonym przez Główną
Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu), poszukiwaniach
archiwalnych i badaniach historycznych, uznając prymat tej problematyki
przed (kategorycznie formułowanymi gdzie indziej) ocenami moralnymi czy
politycznymi lub uogólnieniami socjologicznymi. Sekundowała też sprawie
należytego uporządkowania i godnego upamiętnienia miejsca kaźni i
cmentarzyska ofiar.
"Przekazujemy całą naszą wiedzę o tym, co i dlaczego wydarzyło się po
wkroczeniu wojsk niemieckich w 1941 r. na polskie ziemie okupowane
dotychczas przez Sowietów" - napisał we wstępie do księgi prezes IPN Leon
Kieres, i dodał: "Przyznać muszę, że mnie jako Polakowi i jako
chrześcijaninowi wiedza ta nie przyniosła ulgi". Profesor Kieres wziął na
siebie trudną i niewdzięczną misję informowania opinii społecznej o
postępach badań, a niekiedy - z konieczności, gdy wymagało tego dobro
publiczne - wyprzedzania ich ostatecznych konkluzji. Nieraz doświadczył -
osobiście i jako prezes Instytutu - że prawda ma cierpki smak. Ale lektura
księgi dowodzi dwóch rzeczy. Zarówno pion śledczy, jak i historyczny IPN
podszedł do badań kompleksu "sprawy Jedwabnego" z najwyższą uwagą, odwagą,
rzetelnością i kompetencją. Zaś tezy, które opinii publicznej przedkładał
prezes Instytutu, zawsze miały właśnie w postaci tych badań gruntowną
merytoryczną podstawę.
"Rzeczpospolita" ma zaś - gorzką, to prawda - satysfakcję, że po ogłoszeniu
wyników badań naukowych, tak samo jak uprzednio po sformułowaniu konkluzji
śledztwa, nie potrzebuje prostować ani korygować zasadniczych tez, które w
sprawie Jedwabnego głosiła.
Od donosów do morderstw
Większość antyżydowskich wystąpień ludności polskiej Podlasia (a ściślej
Łomżyńskiego, Białostocczyzny i północnowschodniego Mazowsza) z lata roku
1941 została opisana w co najmniej dwóch wytworzonych niezależnie od siebie
źródłach. Jeden ich zespół to relacje ocalałych z zagłady Żydów, złożone
zaraz po wojnie przed Żydowską Wojewódzką Komisją Historyczną w Białymstoku.
Drugi, to akta 61 śledztw i procesów przeciw 93 Polakom oskarżonym o udział
w zbrodniczych zbiorowych wystąpieniach antyżydowskich w 23 miejscowościach.
Skazano prawomocnymi wyrokami (na kary od 2,5 roku więzienia do dożywocia i
śmierci; jedną wykonano) 17. Wielu skazanych w pierwszej instancji zostało
uniewinnionych w drugiej instancji, przeważnie z powodu niechlujstwa,
niedbałości, a nawet zaniechania możliwych czynności dowodowych przez sąd i
prokuraturę podczas pierwszej rozprawy.
Pierwszy zespół, który powstał niejako "do użytku wewnętrznego" organizacji
żydowskich - relacje ocalonych, tylko w niewielkiej mierze dotychczas był
wykorzystywany przez historyków. Andrzej Żbikowski, który na podstawie
relacji napisał do księgi rozprawę i podał je do druku, znał niektóre już
przed dziesięciu laty. Ocenił je wtedy jako niewiarygodne. "Nie mogłem
uwierzyć, zupełnie nie byłem do tego przygotowany", wyznał w dyskusji
zorganizowanej przez "Rzeczpospolitą". Do tych relacji nie sięgnęli też
śledczy, prokuratorzy i sędziowie prowadzący wspomniane procesy.
Akta rozpraw - wyjąwszy procesy w sprawie Jedwabnego - dotychczas nie były
znane historykom. To odkrycie pracowników IPN. A nie ma pewności, że wiemy
już o wszystkich. Żbikowski pisze, że oprócz procesów w sprawie zbiorowych
ekscesów, w latach 1945 - 1956 odbyło się na Podlasiu kilkaset procesów
przeciwko Polakom za indywidualne czyny przestępcze na szkodę Żydów. Te, o
których mówią źródła, były różnej miary i skali. Donosy, rabunki, niszczenie
mienia, terror psychiczny, wymuszanie okupu, znieważanie uczuć religijnych,
miejsc i przedmiotów kultu, bicie, gwałty, pojedyncze zabójstwa, masowe
mordy.
Różny był stopień samodzielności złoczyńców. Części ekscesów dopuszczała się
polska "policja pomocnicza" (formalnie powołano ją później) na rozkaz
Niemców. Wskazywała Żydów, wyprowadzała ich z domów i kryjówek, konwojowała
i pilnowała, dręczyła, biła i zabijała. Czasem do niej dołączali - na rozkaz
lub ochotniczo - cywile. Tak było w Czyżewie, Narewce, Tykocinie. W
Trzciannem przez kilka dni Żydzi przetrzymywani byli w wykopie; przy pomocy
Polaków, którzy trzymali straż, jeden młody niemiecki żołnierz zastrzelił co
najmniej kilkudziesięciu ludzi. W Rajgrodzie do roli kata w zarządzonej
przez Niemców egzekucji strzałami w głowę zgłosił się ochotnik Polak. W
Suchowoli eksterminacją dowodzili Niemcy, ale wykonali Polacy; jedną grupę
sąsiadów utopili, drugą żywcem spalili. W Bielsku Podlaskim Polacy zażądali
urządzenia getta.
W Radziłowie, Wąsoszu, w