Jeżeli Unia Europejska nie zmieni finansowych warunków przystąpienia Polski
do wspólnoty, to w 2004 roku budżet państwa polskiego będzie miał bardzo
poważne trudności - ostrzegł Grzegorz Kołodko.
Oddalą się także szanse na szybkie przyjęcie euro.
Polska będzie musiała już za rok zapłacić dwa i pół miliarda euro składki do
europejskiej kasy. Budżet będzie musiał także sfinansować wydatki na
dostosowanie do unijnych norm oraz współfinansować unijne projekty
strukturalne.
Dochody państwa poważnie ucierpią z powodu przekazania Brukseli całości
dochodów celnych. W zamian, pomoc Unii trafi zaś nie do budżetu państwa, ale
do osób prywatnych w przypadku dopłat bezpośrednich dla rolników lub na
konkretne projekty inwestycyjne w przypadku funduszy strukturalnych.
Z powodu dodatkowych obciążeń nieuchronnie wzrośnie deficyt budżetowy i dług
publiczny co oddali szansę na szybkie przyjęcie przez Polskę euro.
Aby uniknąć załamania się budżetu, wicepremier Kołodko wystąpił o
ograniczenie polskiej składki do unijnej kasy i rozłożenie terminów jej
uiszczania. Poprosił także o rozluźnienie kryteriów przystąpienia do unii
walutowej.
Jego zdaniem wydatki inwestycyjne państwa, a także koszty dostosowania do
unijnych regulacji nie powinny być brane pod uwagę.
Unijni dyplomaci ostrzegli jednak, że postulaty wicepremiera Kołodki są
całkowicie nierealne, a występowanie z nimi to poważny błąd w taktyce
negocjacji.
Pozostałe kraje kandydujące także zaapelowały do Unii Europejskiej, żeby
rozłożyła im dochodzenie do pełnej składki członkowskiej na tyle samo lat,
ile będzie trwało objęcie ich pełnymi dopłatami bezpośrednimi dla rolników.
info.onet.pl/582993,11,item.html
UPRowcy trąbią o tym od bardzo dawna.
Kto jest nadal ZA ?
Pozdrawiam