Gość: +++Ignorant
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
28.11.02, 19:55
Brukselscy biurokraci prowadzą wobec nas politykę, która może tylko lawinowo
powiększyć obszary nędzy w Polsce i spowodować wybuch gwałtownych konfliktów
społecznych.
Wbrew bajecznym opowiastkom o rzekomym szybkim znaczącym wzroście stopy
życiowej w Polsce po wejściu do Unii Europejskiej liczyć się można z
nieuniknionym znaczącym wzrostem kosztów utrzymania od razu w pierwszych
latach po przystąpieniu do UE. Oto ważniejsze przykłady obciążeń, które
spadną na Polaków w pierwszych latach po wejściu do UE (cytuję za
wyliczeniem "Co jeszcze nas czeka", "Gazeta Wyborcza" z 8 marca 2002 r.):
- podwyżka z 3 do 7 proc. stawki VAT na produkty rolne - owoce, warzywa,
zboża, tuczniki, bydło itp.;
- podwyżka z 3 do 7 proc. stawki VAT na środki do produkcji rolnej - nawozy,
pasze, maszyny rolnicze itp.;
- podwyżka z 7 do 22 proc. stawki VAT na zabawki, łyżwy i narty dziecięce;
- podwyżka z 7 do 22 proc. stawki VAT na niektóre artykuły medyczne -
okulary, strzykawki, opatrunki;
- wprowadzenie 22-procentowej stawki VAT na usługi pogrzebowe;
- wprowadzenie 22-procentowej stawki VAT na posiłki wydawane w stołówkach
zakładowych.
Marek Rawecki w bardzo interesującej, udokumentowanej pracy "Unia na piasku
czy na skale?", wydanej w marcu 2002 r. jako materiał powielany w Gliwicach,
dodawał do podanych wyżej wyliczeń jeszcze takie koszty "dostosowywania" do
UE, jak:
- 7 proc. podatku przy sprzedaży mieszkań przez developerów;
- 22-procentowy VAT od sprzedaży ciągników i maszyn rolniczych oraz sprzętu
przeciwpożarowego;
- 22-procentowy VAT na wyroby rękodzieła ludowego i artystycznego;
- 7-procentowy VAT (po 5 latach 22-procentowy) na usługi gastronomiczne.
Komentując te podwyżki, Rawecki (op.cit. s. 17) stwierdzał: "(...) podwyżki
uderzają przede wszystkim w tych najbiedniejszych i bezbronnych, w dzieci i
ich rodziców, w rolników wraz z rodzinami, w młodych - bo szukają mieszkań, i
w starych, bo częściej chorują".
Warto przypomnieć, co pisał w kontekście zapowiadanych tu podwyżek po wejściu
do UE publicysta "Nowego Państwa" (z 31 grudnia 1999 r.) Włodzimierz
Jurasz: "Dla zrównoważenia lęków wywoływanych wspomnianymi nieuchronnymi
podwyżkami cen, mówi się sporo o wzroście płac, operując przykładami
wysokości zarobków w krajach należących do Unii. Ten wzrost jest tylko
pobożnym życzeniem. Niewątpliwie płace mają szansę się zwiększyć, ale tylko w
dziedzinach objętych centralną regulacją, czyli przede wszystkim - jak zwykle
u nas bywa - w biurokracji oraz zdominowanych przez silne związki zawodowe
zakładach państwowych. Oczywiście Unia może zażądać od nas na przykład
wzrostu tak zwanej gwarantowanej płacy minimalnej, należy jednak pamiętać, że
wzrost płac nie znajdujący pokrycia w wynikach ekonomicznych przedsiębiorstw
może znacząco pogorszyć ich sytuację ekonomiczną, a w skrajnych przypadkach -
doprowadzić nawet do bankructw".
Szczególnie poważne konsekwencje dla milionów Polaków mogą przynieść naciski
UE, aby wprowadzić w Polsce 22-procentowy podatek VAT na materiały i roboty
budowlane. Zobowiązał się do takiego ustępstwa wobec UE i ciągle upierał się
przy nim także rząd Millera, mimo oprotestowywania tak wysokiego VAT-u nawet
przez licznych posłów SLD-owskich. Wprowadzenie 22-procentowego VAT-u na
materiały budowlane grozi całkowitą katastrofą i tak ledwo zipiącego
budownictwa. I to w sytuacji, gdy Polska ze wskaźnikiem 300 mieszkań na 1
tys. mieszkańców znajduje się na jednym z ostatnich miejsc w Europie. Niemal
wszystkie ankietowane w tej sprawie firmy budowlane (97 proc.) twierdzą, że
stawka 22-procentowa jest za wysoka (por. M. Wielgo "Eurosceptycy
górą", "Gazeta Wyborcza" z 4 czerwca 2002 r.). Narzucanie Polsce tak wysokiej
stawki VAT jest tym bardziej skandaliczne w sytuacji, gdy "UE nie wymaga od
swych członków ujednolicenia stawek VAT na budownictwo i wiele krajów UE
stosuje obniżone stawki, a Brytyjczycy - zerową" (wg J. Pawlickiego "Cud w
VAT: 22 czyli 7", "Gazeta Wyborcza" z 8 marca 2002 r.).
Coraz więcej autorów polskich i zagranicznych ostrzega przed groźbą
pogorszenia się sytuacji materialnej Polaków bezpośrednio po wejściu do Unii
Europejskiej.
Skrajnym euroentuzjastom poleciłbym odrobinę refleksji nad takimi oto
przewidywaniami dr. Hugona Dicke'a, kierownika programu badawczego
dotyczącego integracji europejskiej w Instytucie Gospodarki Światowej w
Kilonii na temat tego, co będzie dziać się w Polsce po wstąpieniu do
Unii: "Wystąpiłby potężny wzrost cen żywności - to jest pewne. (...) Polscy
konsumenci zmuszeni by zostali do ograniczenia spożycia mięsa, mleka i
relatywnie droższych produktów... Zmniejszyłyby się wydatki na samochody i
inne dobra trwałego użytku, ucierpiałby też zbyt produktów przemysłowych i
produktów żywnościowych o wyższym stopniu przetworzenia. (...) Bodźce do
wzrostu produkcji rolniczej będą jednak również prowadzić do wzrostu jej
kosztów (...). Tak że w końcu - w dłuższej perspektywie - zyskają właściciele
ziemi, a nie ci, którzy ją uprawiają. Rozstrzygające jest, że straty, które
poniosą konsumenci, będą większe od zysków i korzyści. Ogólne saldo będzie
negatywne" (cyt. za P. Skórzyński "Podwójna rocznica", "Arcana", nr 3 z 2002
r., s. 45).
Znany polski naukowiec prof. Julian Auleytner, autor książki "Polityka
społeczna, czyli ujarzmienie chaosu socjalnego", tak stwierdzał na
łamach "Przeglądu Tygodniowego" (nr 45 z 2002 r.), dodatku
do "Trybuny": "Pewne jest jedno: nasze przystąpienie do 'Piętnastki' na pewno
nie rozwiąże automatycznie naszych problemów socjalnych, bezdomności czy
licznych patologii. Proste rozszerzenie Unii musi się bowiem wiązać ze
wzrostem dotychczasowych nierówności już na starcie. Pamiętajmy, że Europa
nigdy nie realizowała ponadnarodowego programu walki z ubóstwem (...)".
Maciej Cieślicki, doktor nauk ekonomicznych na Uniwersytecie Szczecińskim,
szczególnie mocno ostrzega przed groźbą gwatemalizacji Polski. Oto jak
Cieślicki wyjaśnia istotę tego zagrożenia: "W Gwatemali zamieszkałej w
połowie przez Indian aż 90 proc. gruntów i kapitałów posiada kilku bogaczy z
Niemiec, Ameryki i Izraela. Gwatemalczycy są niewolnikami we własnym kraju"
(M. Cieślicki "Nadzieje i obawy", "Życie" z 12 listopada 2002 r.).
Lata ciągłych ustępstw polskich wobec UE zrobiły swoje. Bruksela przyjęła
wobec Polski politykę dyktatu i nie zamierza od niej odchodzić nawet na
milimetr. Nader fałszywe są więc wszelkie zapewnienia SLD-owskich polityków i
negocjatorów, jak to swoimi "herkulesowymi" zabiegami doprowadzą do poprawy
warunków, na jakich Polska wejdzie do UE. Prawdziwym zimnym prysznicem pod
tym względem okazał się artykuł bardzo dobrze poinformowanej polskiej
korespondentki z Brukseli Katarzyny Szymańskiej-Borgignon "Walka zręcznie
pozorowana" ("Newsweek" z 17 listopada 2002 r.). Zdaniem Szymańskiej-
Borgignon: "Politycy koalicji rządzącej mogą mówić, co chcą, ale warunków
naszego wejścia do Unii Europejskiej już się nie da poprawić (...). -
Praktycznie o wszystkim już zadecydowano, a obecne negocjacje z kandydatami
mają tylko dać wam złudzenie, że jednak wywalczycie więcej - mówi bez ogródek
jeden z unijnych dyplomatów.
W ubiegłym tygodniu politycy i komentatorzy zapowiadali rozpoczynającą się
końcową fazę negocjacji członkowskich jako 'ostatnią szansę' poprawienia
warunków, na jakich wejdziemy do Unii. W Brukseli jednak nikt nie ma złudzeń,
że na zmiany ustaleń jest już za późno. Premier przewodniczącej UE Danii
Anders Fogh Rasmussen ujmuje to dyplomatycznie: 'Margines do negocjacji jest
niewielki'.
Scenariusz 'negocjacji ostatniej szansy' jest już niemal ustalony. Najpierw
nasi negocjatorzy będą popisywać się nieustępliwością i troską o interes
kraju. Potem nagle zostanie ogłoszone korzystne dla Polski, ale drobne
ustępstwo Unii. Wtedy negocjatorzy obwieszczą światu, że oto
wykorzystali 'ostatnią szansę' jeszcze przed gr