Gość: kochanka [...] IP: 12.45.92.* 08.01.03, 04:05 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wojo!!!! [...] IP: 12.45.92.* 08.01.03, 04:07 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
tyrannosaurus.rex Misiek chodz tu!! 08.01.03, 06:05 www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=13&w=3836579&a=4160799 Odpowiedz Link Zgłoś
tyrannosaurus.rex @@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@ 11.01.03, 00:47 www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=13&w=3836579&a=4160799 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: SIC Re: Lista Morderstw Popelnionych przez Zydow IP: *.sympatico.ca 08.01.03, 19:00 -------------------------------------------------------------------------------- Zakladam liste morderstw popelnionych przez Zydow. W Palestynie codziennie gina ludzie, jesli nie zginie co najmniej 10 to prasa swiatowa nawet o takim wydarzeniu nie wspomni. W czasie 2 letniego palestynskiego powstania Zydzi zamordowali okolo 2000 ludzi. Zydzi morduja nie tylko w Palestynie. Najwiekszym mordercom w histori Nowego Jorku jest rowniez zyd - Berkovitz. Zydzi mordowali Rosjan,Polakow,Czechow w miedzywojennej Europie. Zydzi mordowali zolnierzy egipskich ktorzy oddali sie do niewoli w czasie wojny 1967. Proponuje wpisywac w ten post kazde morderstwo popelnione przez czlonkow rasy zydowskiej - bez wzgledu kiedy lub gdzie zostalo popelnione. PROSZE O TEMATY, TE TEMATY SIE NIE KONCZA! Popiera akcje , SIC Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: polishAM Lawrence Beria wymordowal miliony. IP: *.nas35.philadelphia1.pa.us.da.qwest.net 08.01.03, 22:21 Nie da sie zliczyc, Rosjan, Polakow, Litwinow, Estonczykow... Lawrence Beria byl najwiekszym morderca jaka ta Ziemia wydala. Na Ukrainie inny Zyd Lazar Kaganovic zamordowal 10 milionow ludzi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: polishAM [...] IP: *.acn.waw.pl 10.01.03, 23:54 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nic Re: Lawrence Beria wymordowal miliony. IP: *.sympatico.ca 11.01.03, 05:04 Gość portalu: polishAM napisał(a): > Nie da sie zliczyc, Rosjan, Polakow, Litwinow, Estonczykow... Lawrence Beria > byl najwiekszym morderca jaka ta Ziemia wydala. Na Ukrainie inny Zyd Lazar > Kaganovic zamordowal 10 milionow ludzi. Pomyliles sie bo to nie sam BERIA mordowal, ale i jego wspolziomkowie. Odpowiedz Link Zgłoś
tyrannosaurus.rex Słowo Żydowskie @@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@ 17.01.03, 02:40 www.jewish.org.pl/polskie/slowo/cotojest.html Słowo Żydowskie jest dwutygodnikiem wydawanym w Warszawie przez Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce. Ukazuje się dzięki wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Słowo Żydowskie ukazuje się w dwóch językach: polskim i jidysz. Pismo dostępne jest w sieci salonów "Empik" oraz w prenumeracie, poprzez "Ruch SA" lub poprzez redakcję. Cena numeru wynosi 1 zł. Na stronach polskich pojawia się tematyka związana z aktualnymi wydarzeniami politycznymi, kulturalnymi i społecznymi. Poza tym: recenzje, publicystyka, tematyka izraelska oraz artykuły historyczne. Na stronach jidysz prezentujemy również aktualności z kraju i ze świata, opisujemy ważne wydarzenia związane z kulturą żydowską. Jako jedyne w Polsce pismo w tym języku, staramy się przypominać wspaniałą literaturę jidysz: poezję i prozę. Poza tym: przedruki najważniejszych artykułów ze światowj prasy Jidysz oraz publicystyka i korespondencje od naszych współpracowników z rozsianej po Słowo Żydowskie jest dwutygodnikiem wydawanym w Warszawie przez Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce. Ukazuje się dzięki wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Słowo Żydowskie ukazuje się w dwóch językach: polskim i jidysz. Pismo dostępne jest w sieci salonów "Empik" oraz w prenumeracie, poprzez "Ruch SA" lub poprzez redakcję. Cena numeru wynosi 1 zł. Na stronach polskich pojawia się tematyka związana z aktualnymi wydarzeniami politycznymi, kulturalnymi i społecznymi. Poza tym: recenzje, publicystyka, tematyka izraelska oraz artykuły historyczne. Na stronach jidysz prezentujemy również aktualności z kraju i ze świata, opisujemy ważne wydarzenia związane z kulturą żydowską. Jako jedyne w Polsce pismo w tym języku, staramy się przypominać wspaniałą literaturę jidysz: poezję i prozę. Poza tym: przedruki najważniejszych artykułów ze światowj prasy Jidysz oraz publicystyka i korespondencje od naszych współpracowników z rozsianej po Słowo Żydowskie jest dwutygodnikiem wydawanym w Warszawie przez Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce. Ukazuje się dzięki wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Słowo Żydowskie ukazuje się w dwóch językach: polskim i jidysz. Pismo dostępne jest w sieci salonów "Empik" oraz w prenumeracie, poprzez "Ruch SA" lub poprzez redakcję. Cena numeru wynosi 1 zł. Na stronach polskich pojawia się tematyka związana z aktualnymi wydarzeniami politycznymi, kulturalnymi i społecznymi. Poza tym: recenzje, publicystyka, tematyka izraelska oraz artykuły historyczne. Na stronach jidysz prezentujemy również aktualności z kraju i ze świata, opisujemy ważne wydarzenia związane z kulturą żydowską. Jako jedyne w Polsce pismo w tym języku, staramy się przypominać wspaniałą literaturę jidysz: poezję i prozę. Poza tym: przedruki najważniejszych artykułów ze światowj prasy Jidysz oraz publicystyka i korespondencje od naszych współpracowników z rozsianej po Słowo Żydowskie jest dwutygodnikiem wydawanym w Warszawie przez Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce. Ukazuje się dzięki wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Słowo Żydowskie ukazuje się w dwóch językach: polskim i jidysz. Pismo dostępne jest w sieci salonów "Empik" oraz w prenumeracie, poprzez "Ruch SA" lub poprzez redakcję. Cena numeru wynosi 1 zł. Na stronach polskich pojawia się tematyka związana z aktualnymi wydarzeniami politycznymi, kulturalnymi i społecznymi. Poza tym: recenzje, publicystyka, tematyka izraelska oraz artykuły historyczne. Na stronach jidysz prezentujemy również aktualności z kraju i ze świata, opisujemy ważne wydarzenia związane z kulturą żydowską. Jako jedyne w Polsce pismo w tym języku, staramy się przypominać wspaniałą literaturę jidysz: poezję i prozę. Poza tym: przedruki najważniejszych artykułów ze światowj prasy Jidysz oraz publicystyka i korespondencje od naszych współpracowników z rozsianej po Słowo Żydowskie jest dwutygodnikiem wydawanym w Warszawie przez Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce. Ukazuje się dzięki wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Słowo Żydowskie ukazuje się w dwóch językach: polskim i jidysz. Pismo dostępne jest w sieci salonów "Empik" oraz w prenumeracie, poprzez "Ruch SA" lub poprzez redakcję. Cena numeru wynosi 1 zł. Na stronach polskich pojawia się tematyka związana z aktualnymi wydarzeniami politycznymi, kulturalnymi i społecznymi. Poza tym: recenzje, publicystyka, tematyka izraelska oraz artykuły historyczne. Na stronach jidysz prezentujemy również aktualności z kraju i ze świata, opisujemy ważne wydarzenia związane z kulturą żydowską. Jako jedyne w Polsce pismo w tym języku, staramy się przypominać wspaniałą literaturę jidysz: poezję i prozę. Poza tym: przedruki najważniejszych artykułów ze światowj prasy Jidysz oraz publicystyka i korespondencje od naszych współpracowników z rozsianej po Słowo Żydowskie jest dwutygodnikiem wydawanym w Warszawie przez Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce. Ukazuje się dzięki wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Słowo Żydowskie ukazuje się w dwóch językach: polskim i jidysz. Pismo dostępne jest w sieci salonów "Empik" oraz w prenumeracie, poprzez "Ruch SA" lub poprzez redakcję. Cena numeru wynosi 1 zł. Na stronach polskich pojawia się tematyka związana z aktualnymi wydarzeniami politycznymi, kulturalnymi i społecznymi. Poza tym: recenzje, publicystyka, tematyka izraelska oraz artykuły historyczne. Na stronach jidysz prezentujemy również aktualności z kraju i ze świata, opisujemy ważne wydarzenia związane z kulturą żydowską. Jako jedyne w Polsce pismo w tym języku, staramy się przypominać wspaniałą literaturę jidysz: poezję i prozę. Poza tym: przedruki najważniejszych artykułów ze światowj prasy Jidysz oraz publicystyka i korespondencje od naszych współpracowników z rozsianej po Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jewhater Re: Lawrence Beria wymordowal miliony. IP: 209.234.157.* 31.01.03, 07:09 nigdy nie udalo sie udokumentowac zdecydowanie,ze Beria byl zydem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jewhater [...] IP: 12.45.92.* 11.01.03, 00:41 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
tyrannosaurus.rex Okropne: 11.01.03, 00:44 www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=13&w=3836579&a=4160799 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: RGB ZION IZRAEL IP: *.ncr.com 11.01.03, 13:39 trafniej byloby syjonistycznych albo izraelskich wskazuje na istote panstwowa/ideologiczna przemoc Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zbik [...] IP: 12.45.92.* 11.01.03, 17:58 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
tyrannosaurus.rex Hebrew better among Montreal teens than Toronto 17.01.03, 02:38 Hebrew better among Montreal teens than Toronto By DAVID LAZARUS Staff Reporter For Montreal researcher Jack Jedwab, recently released statistics from the 2001 Canadian census on heritage languages indicate that Hebrew is doing better in Montreal than in Toronto. Montreal has a higher proportion of Jews in their late teens and early 20s who speak Hebrew as a second language - that is, learned primarily in school - compared to Toronto, Jedwab said in a recent interview. In the age 15-19 category in Montreal, for example, for every person citing Hebrew as their mother tongue, there were 11 who could speak it as a second language. But within the same age group in Toronto, for every person with Hebrew as their mother tongue, only about four speak it as a second language. "In other words, as a second language, Hebrew is doing better in Montreal [within these age groups] than in Toronto," said Jedwab, the executive director of the Association for Canadian Studies and a former executive director of Canadian Jewish Congress, Quebec region. In a sense, the opposite is true with Yiddish, albeit on a smaller scale, Jedwab said. For every Torontonian in the same 15-19 age group who claims Yiddish as a mother tongue, 21/2 can speak it as a second language. But in Montreal, the ratio is less than on-to-one, because so many more Montrealers in this age group speak Yiddish as a mother tongue - 530 versus 60 in Toronto. To no one's surprise, the use of Yiddish has continued to decline, both nationally and provincially, mainly due to the high attrition rate among its elderly speakers. The 2001 census results reported 19,296 Jews nationwide who claimed Yiddish as their mother tongue - defined as the language first learned at home and still understood - compared to the 21,420 figure reported in the 1996 mini-census - a 10 per cent decline. Meanwhile, the number of Jews nationwide claiming Hebrew as their mother tongue has also dropped since 1996, from just over 13,000 to about 12,400. Nationwide, 63,700 people said they could speak Hebrew and just over 37,000 said they speak Yiddish (as opposed to those languages being their mother tongue). Hebrew is dominant because it is the main second language taught in Jewish day schools, Jedwab said. "The dominance of Hebrew begins in the 10-to-14 age cohort and remains consistent to the age of 60," he said. After age 65, he said, "Yiddish returns to the dominant position [nationally], as a reflection of that generation's roots to Yiddish versus the transition to Hebrew amongst the younger generation." Jedwab said that in Quebec, Yiddish as a mother tongue continues to lead Hebrew by a wide margin. In Montreal, which accounts for most of the figures from Quebec, the numbers were 9,300 for Yiddish and about 3,000 for Hebrew. The higher numbers for Yiddish are because of the community's high percentage of elderly European Jews and children from chassidic families who speak Yiddish at home, he said. Jedwab noted that for the first time in Ontario, Hebrew was given as a mother tongue more often than Yiddish. Ontario now has slightly more Jews who speak Hebrew as their first language than Yiddish (7,935 versus 7,930, respectively). Jedwab explained that since 1996, the number of people in Ontario citing Hebrew or Yiddish as their mother tongues dropped. But those listing Hebrew as their mother tongue dropped by less, allowing Hebrew to edge ahead. Jedwab said despite what some might suspect, it is not the result of more Israelis moving to Canada. "In fact, data from the Israeli Bureau of Statistics reveals that immigration from [Israel] has not been on the rise in recent years," Jedwab said, meaning there hasn't been a replenishment of Hebrew speakers in the province. "Only outside Quebec and Ontario has there been an increase - however modest - in the number of persons of Hebrew mother tongue." Hebrew better among Montreal teens than Toronto By DAVID LAZARUS Staff Reporter For Montreal researcher Jack Jedwab, recently released statistics from the 2001 Canadian census on heritage languages indicate that Hebrew is doing better in Montreal than in Toronto. Montreal has a higher proportion of Jews in their late teens and early 20s who speak Hebrew as a second language - that is, learned primarily in school - compared to Toronto, Jedwab said in a recent interview. In the age 15-19 category in Montreal, for example, for every person citing Hebrew as their mother tongue, there were 11 who could speak it as a second language. But within the same age group in Toronto, for every person with Hebrew as their mother tongue, only about four speak it as a second language. "In other words, as a second language, Hebrew is doing better in Montreal [within these age groups] than in Toronto," said Jedwab, the executive director of the Association for Canadian Studies and a former executive director of Canadian Jewish Congress, Quebec region. In a sense, the opposite is true with Yiddish, albeit on a smaller scale, Jedwab said. For every Torontonian in the same 15-19 age group who claims Yiddish as a mother tongue, 21/2 can speak it as a second language. But in Montreal, the ratio is less than on-to-one, because so many more Montrealers in this age group speak Yiddish as a mother tongue - 530 versus 60 in Toronto. To no one's surprise, the use of Yiddish has continued to decline, both nationally and provincially, mainly due to the high attrition rate among its elderly speakers. The 2001 census results reported 19,296 Jews nationwide who claimed Yiddish as their mother tongue - defined as the language first learned at home and still understood - compared to the 21,420 figure reported in the 1996 mini-census - a 10 per cent decline. Meanwhile, the number of Jews nationwide claiming Hebrew as their mother tongue has also dropped since 1996, from just over 13,000 to about 12,400. Nationwide, 63,700 people said they could speak Hebrew and just over 37,000 said they speak Yiddish (as opposed to those languages being their mother tongue). Hebrew is dominant because it is the main second language taught in Jewish day schools, Jedwab said. "The dominance of Hebrew begins in the 10-to-14 age cohort and remains consistent to the age of 60," he said. After age 65, he said, "Yiddish returns to the dominant position [nationally], as a reflection of that generation's roots to Yiddish versus the transition to Hebrew amongst the younger generation." Jedwab said that in Quebec, Yiddish as a mother tongue continues to lead Hebrew by a wide margin. In Montreal, which accounts for most of the figures from Quebec, the numbers were 9,300 for Yiddish and about 3,000 for Hebrew. The higher numbers for Yiddish are because of the community's high percentage of elderly European Jews and children from chassidic families who speak Yiddish at home, he said. Jedwab noted that for the first time in Ontario, Hebrew was given as a mother tongue more often than Yiddish. Ontario now has slightly more Jews who speak Hebrew as their first language than Yiddish (7,935 versus 7,930, respectively). Jedwab explained that since 1996, the number of people in Ontario citing Hebrew or Yiddish as their mother tongues dropped. But those listing Hebrew as their mother tongue dropped by less, allowing Hebrew to edge ahead. Jedwab said despite what some might suspect, it is not the result of more Israelis moving to Canada. "In fact, data from the Israeli Bureau of Statistics reveals that immigration from [Israel] has not been on the rise in recent years," Jedwab said, meaning there hasn't been a replenishment of Hebrew speakers in the province. "Only outside Quebec and Ontario has there been an increase - however modest - in the number of persons of Hebrew mother tongue." Hebrew bette Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jew_must_die 12 Styczen 2003, zydzi zabili juz 2 Palestynczykow IP: 12.45.92.* 12.01.03, 08:48 "Narod Wybrany" zamordowal dzisiaj juz 2 Palestynczykow w Gazie www.jpost.com/servlet/Satellite?pagename=JPost/A/JPArticle/ShowFull&cid=1042346067679 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: misiek [...] IP: 12.45.92.* 12.01.03, 09:35 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: misiek [...] IP: *.acn.waw.pl 12.01.03, 23:43 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
tyrannosaurus.rex Portrayal of Israel in and by the media 17.01.03, 02:37 Portrayal of Israel in and by the media The CJN strives to be the very best community newspaper it can be. Our core activity, of course, is to provide the news from around the Jewish world, credibly, reliably and as comprehensively as possible, within the limitations of our resources and our weekly format. The paper proceeds from the conviction that a better-informed Jewish community will be a healthier Jewish community and thus an asset to Canada at large and to Jewish communities around the world. But our mandate calls upon us to stretch beyond our core activity from time to time. As a result, some four years ago, we introduced an annual autumn CJN Roundtable and spring Town Hall Report as vehicles for the broader exploration of current issues of relevance to the community. On Nov. 27 last year, the editorial advisory board of CJN convened a roundtable on the subject of The Portrayal of Israel in and by the Media. We invited Peter Beinart, editor of The New Republic, to deliver a keynote address on the topic. We also invited Tony Burman, editor in chief of CBC News; Jonathan Kay, editorial page editor of the National Post; and Paul Michaels, communications director of the Canada Israel Committee, to respond to Beinart and to conduct a discussion around the table. What follows is a summary of the discussion that unfolded that day. Disproportionate attention paid to Israel, panel told By CAROLYN BLACKMAN Staff Reporter he media devote an "obsessive" amount of attention to Israel in proportion to the rest of the world, says Paul Michaels, director of communications at the Canada Israel Committee (CIC). The Middle East is home to only a small amount of the world's conflict, yet it gets a vast amount of attention, Michaels said. -------------------------------------------------------------------------------- U.S. Jews moving right, commentator says CBC editor defends Mideast coverage -------------------------------------------------------------------------------- He was responding to a talk by Peter Beinart, editor of the New Republic, at a recent roundtable discussion on the portrayal of Israel in and by the media sponsored by The Canadian Jewish News. Also responding was Tony Burman, editor in chief of CBC News, and Jonathan Kay, editorial page editor of the National Post. The bulk of the media's attention is on Israel and the Israeli-Palestinian conflict, Michaels said, and little attention is placed on Jordan, Egypt, Syria or Lebanon. Because Israel also receives a disproportionate amount of criticism from the media, he said, it is in the consciousness of the world as no other country has ever been. "The media [are] determined to stake out the moral high ground and see Israel as the oppressor, and the imagery that floods our television screens feeds into people's emotions," he said. If these images are dwelt upon, said Michaels, "then that is what consumers of the news are left with. They think that Israel's occupation is the cause of the conflict." The truth, he said, is otherwise. "The conflict is due to the Palestinians' rejection of Israel's very existence. The peace movement collapsed because they rejected our offer of statehood, yet Israel gets blamed for all the violence." Israel's case is very difficult, said Michaels. "How [can the media] capture the notion of Arab rejectionism? It can be done, but it is just more difficult. "When journalists quote Hamas, among others, but do not state what they stand for, they grant them legitimacy before an audience that is incapable of understanding what Israel is going through. "[The media are reporting] to an audience that is free of violence, and what Israel is confronted with is almost unimaginable to the audience." We hear from Palestinian officials that suicide bombings are acts of desperation, Michaels said, "but the truth is that Palestinians have adopted the suicide bombings as a strategical choice, not out of desperation. "There are many desperate people in the world who do not blow themselves up, and it is important for us to recognize the tactics used by the Palestinians. It is vital for the consumer to know all the issues," he said. It is the burden of journalists to do their homework, Michaels said. "They often use phrases such as "illegal occupation" when in fact, Israel came into the territories legitimately in 1967. "Journalists also use the term 'right of return' even though that right does not exist." Sheer repetition of these stock phrases comes at Israel's expense, he said. "It is hard to change. It is a challenge, but it is not impossible." When writing about the Middle East conflict, said Kay, many reporters make a judgment about whether or not it is a colonial struggle. "If they decide it is a colonial struggle, then that trumps everything else. [Many people feel] there is no greater crime than colonialism. "There is a large body of blacks in the United States who want reparations for things that happened centuries ago. The legacy of colonialism is powerful, and people underestimate how powerful that baggage is. It evokes skeletons of all past colonialism," he said. It is brilliant Arab propaganda to always mention the "colonial occupation," Kay said. "That summons up everything that Palestinians want westerners to think about the conflict, and it is not difficult for a journalist to find a colonial argument. "If they hang around a checkpoint long enough, they can always find a Palestinian who will complain to them. That feeds into the colonial mentality." he said. In the United States, there is a divergence between Jewish opinion and mainstream liberal opinion, Kay said. "Mainstream liberals are receptive to the colonial narrative. We need a counter-narrative, and Jews have that narrative - pathological anti-Semitism." Terrorism is successful in one respect, he said. "Its goal is to divide people, and there is a split between those who believe in the colonial narrative and those to do not. That split is almost irreconcilable. "In my mind, a deep-seated guilt associated with the colonial legacy will [perpetuate] a subtle sympathy for the Palestinian cause." The problem with television news, Kay said, is that it is difficult to interview 10 people for a two-minute news clip. "That troubles me, because 75 per cent of the people get their news from the television." There is a ray of hope, he said, in that many of his colleagues subscribe to such media services as Palestinian Media Watch and translated versions of Arab language press. "This is hopeful because people can see the hate that is peddled in Arab countries." Burman acknowledged that a great tension exists between CBC and the Canadian Jewish community. "This tension, however, could be more a reflection of the tension of the times rather than our journalism. "CBC has a commitment to give a different perspective than Americans on certain stories. The Israeli story, in a way, has been part of American domestic politics in a way it has not been in Canadian domestic politics. "The feeling at CBC is that we have to provide an understanding of the Israeli story almost as a counter to the American approach, which is influenced by waves and directions of American politics." In the past few years, he said, CBC has devoted more resources to covering the Middle East than to any other area apart from the United Kingdom, and it has created an additional bureau in Cairo and has plans to open a bureau in Jordan. [Ed. note: The CBC recently opened a one-person bureau in Amman, after Burman spoke at the roundtable.] "That is a reflection of what Canadian groups have criticized about the CBC - that we have not brought about a broader treatment of the wider Arab world." The CBC has definitely made an effort to respond t Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sick Re: Lista Morderstw przez Zydow - morduja dzieci IP: *.sympatico.ca 12.01.03, 20:47 Trzy pociski wystrzelone w niedzielę z izraelskiego helikoptera w Gazę nie trafiły w cel - islamskich bojowników jadących samochodem - i zabiły dwóch 15- letnich Palestyńczyków, twierdzą źródła palestyńskie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: drf [...] IP: 12.45.92.* 13.01.03, 16:11 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bASIA Liczba zamordowanych Palestynczykow w 2002 IP: 12.45.92.* 14.01.03, 16:41 zydy zabily 996 Palestynczykow w roku 2002 www.btselem.org/English/Statistics/Total_Casualties.asp#Anchor-Palestinians-48213 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nie-homo Re: Lista Morderstw Popelnionych przez Zydow IP: 130.94.107.* 14.01.03, 16:52 do gory! Odpowiedz Link Zgłoś
tyrannosaurus.rex WWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWZyd w KOSMOSIE 17.01.03, 02:34 BEHIND THE HEADLINES First Israeli astronaut blasts off, carrying country’s pride into space By Irene Brown CAPE CANAVERAL, Fla., Jan. 16 (JTA) — Israelis are known as avid world travelers, but now one has gone out of this world. Israeli Air Force Col. Ilan Ramon, the son of a Holocaust survivor, joined six shuttle astronauts for a ride into space on Thursday, becoming the first Israeli to see his country in global perspective. After months of delays, even Florida’s fickle weather was cooperative, providing a deep blue background for the twin pillars of white smoke that trailed the Columbia shuttle during it’s 8 ½-minute climb to orbit. “These are our national colors, you know,” Daniel Ayalon, Israel’s ambassador to the United States, pointed out. Ayalon and about 300 guests of the embassy, many of whom had traveled from Israel, watched Ramon’s launch from a special viewing area at the Kennedy Space Center here. Among the guests were two former commanders of the Israeli air force. “In two generations, we’ve moved from the lowest ebb, the darkest point of our history, to a very great moment of excellence and achievement,” Ayalon said. In Israel, officials kvelled over the milestone. President Moshe Katsav said Ramon’s liftoff “fills us with pride.” Defense Minister Shaul Mofaz said the event signaled that “the sky is not the limit.” Israeli newspapers gave the countdown front-page coverage, while radio and television carried live broadcasts of the liftoff. “One giant leap for Israel,” Yediot Achronot said, while Ma’ariv said Ramon “touches the skies.” Ma’ariv said the event marked a significant step in Israel’s participation in space research, with implications for the country’s technological progress and security. Though the Israel Space Agency was established only in 1982, Israel is one of only eight countries that can launch satellites. A married father of four, Ramon, 48, is a former fighter pilot and weapons specialist who fought in the 1973 Yom Kippur War and in the 1982 Lebanon War. In 1981, he took part in the Israeli air raid that destroyed Iraq’s nuclear reactor at Osirak. Though Ramon comes from a secular background, he said he hoped during the mission to show respect for all Jews around the world. He asked NASA for kosher food for the mission and consulted with rabbis on how to observe the Sabbath while whizzing above the earth. He is taking with him a microfiche Bible presented by Katsav, mezuzahs and a dollar bill from the late Lubavitcher rebbe, Menachem Mendel Schneerson. Ramon also was taking a drawing lent by the Yad Vashem Holocaust Memorial, titled “Lunar landscape.” The drawing was made in the Teresienstadt Ghetto by Peter Ginz, a 14-year-old Czech Jew who was a fan of Jules Verne. Yad Vashem officials said the picture “connects the dream of one Jewish boy who is a symbol of the talent lost in the Holocaust, to the journey of one Jewish astronaut, who is a symbol of our revival.” Ramon also was taking four songs from his wife and letters from his brother and son. Ramon’s son wouldn’t reveal the contents of the letter, except to say that he told his father “how much I love him, how proud I am of him, and that he’s the best dad in the world.” Despite the presence of an Israeli astronaut, NASA says its security measures were the same as they have been since Sept. 11. However, restrictive zones were set up around the Cocoa Beach, Fla., hotel where most of the Israeli guests were staying. The crowd, which included several American Jews from local and national organizations, waved Israeli flags and sang “Oseh shalom bimromav” — “make peace in the heavens” — as the shuttle faded from view. The mission is scheduled to last 16 days. Ayalon hailed Ramon’s flight as “a testament to Israeli achievements in science and technology.” “We’re very happy and proud to share and pull together with our best friend and ally, the United States,” he said. “Cooperation is great; it’s another dimension that we’ve taken into space, and it’s a great beginning of many more opportunities to come.” Others watching the blastoff were more down to earth. “I thought it was tremendous,” said Danny Doron, 57, a friend of Ramon’s from Haifa who now lives in Houston. “I’m very proud.” “All you hear about Israel now is that there are problems, war, terrorism,” added Doron’s wife, Rachel. “For a change we have something else to look to.” Ramon and his crew mates will work on more than 80 science experiments, including one designed by a group of Israeli students. Ramon’s main role will be to use a camera designed to study sandstorms in the Middle East and their impact on global warming. The study, designed at Tel Aviv University, is intended to provide information on how dust affects rainfall. “For the younger generation, this stands for what we really want to promote: excellence, involvement and contributing and helping all humankind,” Ayalon said. Ramon has been training at the Space Center in Houston for his role as a payload specialist since 1998. The shuttle mission had been postponed several times over the past two years. Most recently, it was pushed back six months because of repairs to the shuttle and because of space station assembly missions that were considered higher priority. “If there’s ever a time to use the phrase ‘All good things come to people who wait,’ this is it,” launch director Michael Leinbach said. “Good luck and Godspeed.” □ JTA correspondents Naomi Segal in Jerusalem and Magnus Bennett in Prague, and J.D. Gallop of Florida Today, contributed to this report. © JTA. Reproduction of material without written permission is strictly prohibited. Send us feedback Email this story Print this page Back to top ^ BEHIND THE HEADLINES First Israeli astronaut blasts off, carrying country’s pride into space By Irene Brown CAPE CANAVERAL, Fla., Jan. 16 (JTA) — Israelis are known as avid world travelers, but now one has gone out of this world. Israeli Air Force Col. Ilan Ramon, the son of a Holocaust survivor, joined six shuttle astronauts for a ride into space on Thursday, becoming the first Israeli to see his country in global perspective. After months of delays, even Florida’s fickle weather was cooperative, providing a deep blue background for the twin pillars of white smoke that trailed the Columbia shuttle during it’s 8 ½-minute climb to orbit. “These are our national colors, you know,” Daniel Ayalon, Israel’s ambassador to the United States, pointed out. Ayalon and about 300 guests of the embassy, many of whom had traveled from Israel, watched Ramon’s launch from a special viewing area at the Kennedy Space Center here. Among the guests were two former commanders of the Israeli air force. “In two generations, we’ve moved from the lowest ebb, the darkest point of our history, to a very great moment of excellence and achievement,” Ayalon said. In Israel, officials kvelled over the milestone. President Moshe Katsav said Ramon’s liftoff “fills us with pride.” Defense Minister Shaul Mofaz said the event signaled that “the sky is not the limit.” Israeli newspapers g Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MALPA_W_KOSMOSIE Re: WWWWWWWWWWWW MALPA W KOSMOSIE BYLA PIERSZA..HA IP: *.he.net 17.01.03, 02:43 tyrannosaurus.rex napisał: ) BEHIND THE HEADLINES ) First Israeli astronaut blasts off, ) carrying country’s pride into space ) By Irene Brown ) ) ) ) CAPE CANAVERAL, Fla., Jan. 16 (JTA) — Israelis are known as avid world ) travelers, but now one has gone out of this world. ) Israeli Air Force Col. Ilan Ramon, the son of a Holocaust survivor, joined six ) shuttle astronauts for a ride into space on Thursday, becoming the first ) Israeli to see his country in global perspective. ) ) After months of delays, even Florida’s fickle weather was cooperative, ) providing a deep blue background for the twin pillars of white smoke that ) trailed the Columbia shuttle during it’s 8 ½-minute climb to orbit ) . ) ) “These are our national colors, you know,” Daniel Ayalon, Israel ) 217;s ambassador ) to the United States, pointed out. ) ) Ayalon and about 300 guests of the embassy, many of whom had traveled from ) Israel, watched Ramon’s launch from a special viewing area at the Kennedy ) Space ) Center here. Among the guests were two former commanders of the Israeli air ) force. ) ) “In two generations, we’ve moved from the lowest ebb, the darkest p ) oint of our ) history, to a very great moment of excellence and achievement,” Ayalon sa ) id. ) ) In Israel, officials kvelled over the milestone. President Moshe Katsav said ) Ramon’s liftoff “fills us with pride.” ) ) Defense Minister Shaul Mofaz said the event signaled that “the sky is not ) the ) limit.” ) ) Israeli newspapers gave the countdown front-page coverage, while radio and ) television carried live broadcasts of the liftoff. ) ) “One giant leap for Israel,” Yediot Achronot Odpowiedz Link Zgłoś
tyrannosaurus.rex The Guide to jewish Chicago 17.01.03, 03:15 www.vjc.org/guide.asp Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: misiek [...] IP: 12.45.92.* 15.01.03, 15:47 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bic [...] IP: *.qc.sympatico.ca 16.01.03, 03:39 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
tyrannosaurus.rex Najlatwiej mordowac dzieci! 17.01.03, 02:28 www.clubs.psu.edu/pisa/pacha.htm Odpowiedz Link Zgłoś
tyrannosaurus.rex @@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@propaganda 17.01.03, 02:30 www.politicsnow.co.il/realpic.html Odpowiedz Link Zgłoś
tyrannosaurus.rex 'Max' paints Hitler as human @@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@ 17.01.03, 02:36 Film portrays Nazi leader as artist NAOMI PFEFFERMAN Jewish Journal of Greater Los Angeles In the film "Max," John Cusack plays a German Jewish art dealer who befriends Adolf Hitler during his artist years. Photo by Egon Enrenyi Not far into the arduous journey of making "Max," Menno Meyjes' controversial film about the early life of Adolf Hitler, John Cusack debated with his father, the World War II veteran. "He said, 'John, this is a worthy piece, but it disturbs me,' " says Cusack, who plays a German Jewish art dealer who befriends Hitler during his artist years. "He told me, 'I just don't want to see that man as human.' And that paradox excited me. I also knew intellectually that Hitler was human, but emotionally I didn't want to accept it. It was easier for me to imagine him as Grendel in the cave, breathing fire and drinking blood. And within that discomfort lies some of the brilliance of the film." It's also the reason the provocative movie - dubbed a "Pulp Fiction"-sized shot of intellectual adrenaline" by the Los Angeles Times - raised ire despite having one of Hollywood's most popular actors as its star and champion. While cliched or cartoonlike images of Hitler have long graced the silver screen, from Charlie Chaplin's "The Great Dictator" to Mel Brooks' 1968 version of "The Producers," "Max" breaks precedent by depicting the future Fuhrer as caustic but human. Shattering the cinematic taboo made the film, and its filmmakers, virtual pariahs in Hollywood and beyond. "No one wanted anything to do with us," says Dutch-born Meyjes, best known for his Oscar-nominated screenplay for Steven Spielberg's "The Color Purple." Prospective investors avoided the project, going so far as to pretend they were someone else on the telephone, Meyjes says. Film captures Hitler's mix of art and politics A number of viewers stormed out of the "Max" premiere at the Toronto Film Festival, according to the L. A. Times; the right-wing Jewish Defense League labeled the movie "a psychic assault on Holocaust survivors;" the Museum of Tolerance and the Los Angeles Museum of the Holocaust declined to host screenings; and a cynical New York Times column lumped the movie in with several other projects about the young Hitler (including a proposed 2003 CBS mini-series, "Hitler: The Early Years"). After reading the column, titled "Swastikas for Sweeps," Cusack - who took no salary for the film - promptly telephoned columnist Maureen Dowd. "I pointed out that she had mocked 'Max' but hadn't even seen it, like most of the film's detractors," says the intense, soft-spoken actor, leaning forward in his chair over a bottle of Pellegrino at the Beverly Wilshire Hotel. "But she wouldn't admit that her comments felt caustic and dismissive. She just said, 'Oh, I love your work, I'd love to see the film.' I said I thought her approach was lazy." The idea for "Max" began with Meyjes' childhood in post-war Holland, a milieu "absolutely drenched in Hitler," according to the 48-year-old writer- director. His father spent his late teens in a German slave labor camp where a Nazi smashed out his front teeth with a rifle butt. "To my family, the Fuhrer was a one-dimensional beast," says Meyjes, who became obsessed with the question of whether Hitler was human. While perusing Ron Rosenbaum's "Explaining Hitler" around 1998, Meyjes read a quote by Nazi architect Albert Speer: "If you want to understand Hitler, you have to understand he was an artist first." "Suddenly I had a way into a movie about my (question)," Meyjes says. "I decided to make a film about a man who chooses to become a monster." After extensive research, Meyjes said he wrote Hitler (played in the film by a riveting Noah Taylor) as a marginally-talented, virtually homeless painter who is petulant, self-pitying, puritanical, grandiose, maladroit, with a tortured relationship with his physical self and the caprices of the body. "There is almost a sexual element to his artistic failure," Meyjes says. "Because he loathes himself, he cannot penetrate his paintings." The fictional gallery owner Max Rothman, maimed in World War I, meanwhile, is suave and worldly while trying to persuade fellow veteran Hitler to channel his pent-up rage into art instead of politics. Meyjes says Rothman is "loosely based on a Viennese Jewish gallery owner, Josef Neumann, who was always telling Hitler that he had to work harder and that he was lazy." The quintessentially-assimilated German-Jewish character immediately intrigued Cusack, 36, who grew up in a liberal, activist Irish-Catholic family (the radical Berrigan brothers were frequent guests in his Chicago-area home and his mother has been arrested for her antiwar activities). The secular, casually idealistic Rothman "is Jewish in the way I am Catholic," says Cusack, who is renown for playing heartsick heartthrobs in films such as "Say Anything" and "High Fidelity." "It informs who he is but it is not how he primarily defines himself. "I also strongly identified with Max because he is an intellectual, a sensualist, a modernist, a man who is flawed but who understands that art can change the world," the actor says. "In him I saw some part of myself that is damaged and something I would like to be." Max's relationship with Hitler, Cusack adds, "is like Europe having a conversation with its shadow." Leelee Sobieski, 20, who plays Max's glamorous artist-mistress Liselore, also felt a connection to the project because of her family history. Her French-born father, Jean, a painter, shares bloodlines with the 17th-century Polish King Jan Sobieski, for whom, legend has it, the bagel was invented. Her beloved late maternal grandfather, Robert Salomon, a Navy captain, attended synagogue near his New Jersey home, sometimes with his actress granddaughter. "I'm sure that relatives on both sides of my family were persecuted by Hitler," says Sobieski, whose role was further informed by her work in the 2001 NBC Holocaust mini- series, "Uprising." "Liselore is the only character who immediately despises Hitler, and after playing a Warsaw ghetto partisan it was very easy for me to look at Noah Taylor and think, 'I hate you.' " Taylor, not surprisingly, was the actor with the most reservations about signing on to "Max." The slender, affable Australian actor had brilliantly portrayed another tortured artist in the acclaimed 1996 film, "Shine," based on the life of the mentally-ill pianist David Helfgott, the son of a domineering Holocaust survivor. But playing Hitler was another matter. "I was debating whether this was a role that I could live with, plus the usual narcissistic concerns of 'What will this do to my career?' " he sheepishly says during a Journal interview. "But eventually I realized my fear of the role was precisely why I should do it." To prepare, Taylor read numerous biographies and studied the Fuhrer's body language in Leni Riefenstahl's propaganda film, "Triumph of the Will," which he practiced in front of a mirror. "I wanted to provide little glimpses of what was to come for Hitler - such as the vain gesture he had of smoothing his hair," says Taylor, 33. "It was like mincy-military. Hitler had all these incredibly odd and effete gestures, the hands on hips, for example, which I combined with his rigid body language from having been a soldier. It was like he was so self-conscious that his body didn't ever relax." Taylor felt he'd done his job a bit too well when, on the set in Budapest, he glimpsed himself in a mirror and felt like he was "wearing a horror mask." At the movie's premiere in Toronto, he worried, "It could all end up with me being spat on." It didn't happen, although the very idea of a young Hitler movie has since troubled some Jewish leaders. " Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bernard Re: Lista Morderstw Popelnionych przez Zydow IP: proxy / *.ed.shawcable.net 16.01.03, 07:24 Shalom Odpowiedz Link Zgłoś
tyrannosaurus.rex Under Yasser Arafat's leadership 17.01.03, 02:26 Under Yasser Arafat's leadership, the P.A. chose to reject a final peace offer by Israel that was universally recognized as generous and fair. Since then, 489 Israelis have been murdered and 4200 injured via drive-by shootings, bombs in crowded public places (shopping malls, bus stops, discotheques, bars, restaurants), automatic weapon attacks on homes and military bases, snipers, stabbings, deliberate automobile collisions, and stoning. The perpetrators of these murders Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jewhater [...] IP: *.he.net 17.01.03, 02:37 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
tyrannosaurus.rex Re: Under Yasser Arafat's leadership 17.01.03, 02:47 www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=13&w=3836579&a=4160799 Odpowiedz Link Zgłoś
tyrannosaurus.rex @@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@Bardzo CIEKAWE 17.01.03, 02:49 W 60 rocznicę śmierci Majer Bałaban Rafał Żebrowski Majer Bałaban do dziś pozostaje najbardziej znanym przedstawicielem historiografii żydowskiej w Polsce. Nie był wielkim nowatorem w dziedzinie nauk historycznych. Wielu współczesnych już zarzucało mu tradycjonalizm. Wiele prac - w tym popularnych - opublikował po polsku, co pozwoliło mu wejść do nauki polskiej. Był też mistrzem sporej grupy młodych historyków i jedynym szefem katedr historii Żydów na polskich wyższych uczelniach. Przede wszystkim właśnie te elementy jego naukowej biografii zyskały mu w dość powszechnym mniemaniu pozycję największego żydowskiego historyka w Polsce. Pochodził ze starej lwowskiej rodziny. Jej przedstawiciele odgrywali w tamtejszej gminie znaczącą rolę już w XVIII w., jak stojący na jej czele w latach 60. XVIII w. Lewko Bałaban, któremu Majer poświęcił jedną z pierwszych swych prac. Wielu też było w tej rodzinie przeciwników chasydyzmu, m.in. Aleksander Zussman Bałaban, sygnatariusz klątwy rzuconej na chasydów przez rabina Hirsza Rosanesa (1792), czy dziadek Majera, Józef Jehuda - zwolennik rabina Jakuba Ornsteina, zwanego "wielkim inkwizytorem" Galicji. Majer Bałaban urodził się 22 II 1877 r. we Lwowie. W dzieciństwie sporo czasu spędzał w oficynie wydawniczej, założonej przez brata owego dziadka Lejba Bałabana, która w latach 50. i 60. XIX w. przeżywała chwile świetności pod kierunkiem Pesł Bałaban, synowej twórcy firmy. Spod pras tej oficyny wyszedł m.in. Talmud Babiloński i kilka modlitewników. Ojciec Majera - Aleksander Zussman w zasadzie był misnagdem, ale czytywał wiedeńskie gazety i świeckie książki. W soboty zabierał syna do synagogi postępowej, aby posłuchać tamtejszego kaznodziei Bernarda Loewensteina. Dzieje świątyni Majer Bałaban przedstawił później w wyczerpującej monografii (wyd. 1937). Wychowywał się w domu średnio zamożnym. Uczęszczał do szkół publicznych, a popołudniami - do religijnej. W młodości związał się z protosyjonistycznym stowarzyszeniem samokształceniowym Mikra Kodesz. Pierwsze swe rozprawki poświęcił Józefowi Flawiuszowi i Machabeuszom. Potem przystąpił do stowarzyszenia Syjon i zaczął publikować artykuły w "Przyszłości" - polskojęzycznym organie lwowskich syjonistów. W 1895 r. podjął studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Lwowskiego. W związku z pogorszeniem się sytuacji materialnej rodziny, po dwóch latach zaczął pracować jako nauczyciel w szkołach finansowanych przez Fundację barona Hirscha w Glinianach, a potem w Gołogorach. W 1900 r. powrócił do Lwowa. Początkowo był nauczycielem religii mojżeszowej w szkołach elementarnych, a od 1905 r. - w gimnazjach oraz w Zakładzie dla Kształcenia Nauczycieli Religii Mojżeszowej w Szkołach Powszechnych, który powstał z inspiracji lwowskiej Gminy Żydowskiej. Równocześnie zaczął studiować historię na Uniwersytecie Jana Kazimierza, m.in. pod kierunkiem Ludwika M.E. Finkla i Szymona Askenazego (doktorat uzyskał w 1904). Za dysertację doktorską pt. Żydzi lwowscy na przełomie XVI i XVII wieku otrzymał nagrodę im. Hipolita Wawelberga, przyznawaną przez Wydział Filozoficzny lwowskiej uczelni. Dzięki niej młodzi historycy żydowscy zyskiwali środki na wydanie wyróżnionych prac. Według niektórych biografów, pod wpływem Askenazego zażądano usunięcia z pracy Bałabana części wzmianek o zadrażnieniach w stosunkach polsko-żydowskich, na co autor nie przystał. Ostatecznie rozprawa ta miała ukazać się dzięki nagrodzie Baczewskich przyznawanej przez krakowską Akademię Umiejętności. Jednak tej wersji wydarzeń nie potwierdza sama książka Żydzi lwowscy (1906), zawierająca informacje o opublikowaniu jej "nakładem Funduszu Konkursowego im. H. Wawelberga". W Przedmowie jej autor zawarł podziękowania dla Askenazego jako referenta tej pracy na forum jury. Bałaban przez całe życie wiele uwagi poświęcał pracy pedagogicznej. Toteż od samego początku włączył się w działalność, powstałego w 1904 r., Związku Nauczycieli Religii Mojżeszowej Szkół Ludowych i Średnich w Galicji, którego prezesem został dr Mojżesz Schorr. Był też członkiem Żydowskiego Koła Naukowego (1903-1905). Współpracował z Jewriejską Encikłopedią, ukazującą się od 1909 r. w Petersburgu; potem również z Universal Jewish Encyclopedia. Pisał artykuły do prasy żydowskiej oraz "Kuriera Lwowskiego". Nosił się nawet z zamiarem podjęcia studiów, w którymś z seminariów rabinackich. Jednak na realizację tego planu nie pozwoliła mu sytuacja finansowa. Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej został wykładowcą akademickim, prezentując na Uniwersytecie Jana Kazimierza cykl wykładów o dziejach Żydów w Galicji. Po wybuchu wojny gmina lwowska musiała powołać dwóch tymczasowych rabinów pomocniczych. Jednym z nich został Bałaban, który już wcześniej miewał wykłady na tematy religine w Synagodze Postępowej, a nawet w czasie świąt wygłaszał kazania. Wraz z niedawno poślubioną żoną i dwójką małych dzieci uciekł z rodzinnego miasta przed armią rosyjską. Znalazłszy się w Wiedniu, wykładał w popołudniowej szkole średniej dla uchodźców, zaś w godzinach przedpołudniowych zbierał w archiwach materiały do dziejów gminy żydowskiej w Krakowie. Gdy w wyniku ofensywy Austriacy zajęli Lublin, Bałaban został mianowany wojskowym rabinem, w randze kapitana, przy tamtejszym Generał Gubernatorze. Wówczas to zetknąwszy się z lubelską społecznością żydowską i jej życiem kulturalnym, zmienił swój stosunek do języka jidysz. Po zakończeniu wojny nie mógł powrócić do Lwowa, gdyż wrzały tam już walki polsko-ukraińskie. W poszukiwaniu pracy i środków utrzymania dla rodziny trafił do Częstochowy, gdzie zaoferowano mu stanowisko dyrektora żydowskiego gimnazjum, które piastował do czerwca 1920 r. Dzięki sprowadzeniu swych notatek ze Lwowa mógł dokończyć wiele prac, które publikował w prasie. W czasie pobytu w Częstochowie dwukrotnie - bez powodzenia - startował w wyborach do Sejmu RP, jako kandydat syjonistów. W 1920 r. przeniósł się do Warszawy, gdzie zaproponowano mu objęcie kierownictwa Seminarium Rabinicznego "Tachkemoni", tworzonego pod auspicjami religijnych syjonistów z Mizrachi. Wkrótce jednak popadł w konflikt ze współkierującym tą placówką rabinem Mojżeszem Sołowiejczykiem, który uważał, że Bałaban wniósł do uczelni "destrukcyjne wpływy" oraz zbyt świecki stosunek do wielu spraw. Ostatecznie obaj adwersarze opuścili swe stanowiska (Sołowiejczyk w 1929; Bałaban w 1930), co przyczyniło się do upadku znaczenia uczelni. Do odejścia z "Tachkemoni" skłonił go również brak czasu, albowiem wykładał w Wolnej Wszechnicy Polskiej i na Uniwersytecie Warszawskim (od 1935 profesor tej uczelni), historię Żydów w Polsce i powszechną historię Żydów. Był także współorganizatorem Instytutu Nauk Judaistycznych. W środowisku tej placówki czyniono mu zarzuty, że - oprócz Icchaka Schipera - jest jedynym wykładowcą prowadzącym zajęcia w języku polskim, bowiem zbyt słabo władał hebrajskim. Pod jego kierunkiem do wybuchu II wojny światowej powstało przeszło 100 prac magisterskich, napisanych głównie przez słuchaczy Instytutu; część z nich zachowała się w Archiwum Uniwersytetu Warszawskiego (kopie w ŻIH). W środowisku żydowskim międzywojennej Warszawy Bałaban był postacią znaną. Często publikował w prasie polsko-żydowskiej i żydowskiej. Był członkiem Związku Literatów i Dziennikarzy Żydowskich oraz - pomimo syjonistycznych przekonań - sympatykiem kultury jidysz i częstym gościem teatrów żydowskich. Był też wydawcą czasopisma "Nowe Życie" (1924). Został wybrany na radnego Gminy Żydowskiej, reprezentując syjonistów ogólnych w kadencji 1926-1930. Działał w Bnej Brit. Był członkiem społeczności Synagogi Nożyków, gdzie niejednokrotnie wygłaszał kazania na szabaty i święta. Był współzałożycielem i członkiem zarządu centrali Towarzystwa Przyjaciół Uniwersytetu Hebrajskiego w Polsce. Należał do Akademickie Odpowiedz Link Zgłoś
tyrannosaurus.rex Zydowskie slowo: Sklad redakcji: 17.01.03, 02:41 Adam Rok (redaktor naczelny) Irena Bracławska (sekretarz redakcji) Renata Kościelniak (kierownik działu polskiego) Współpracownicy działu polskiego: Michał Birbrajer (Sztokholm), Hanna Domańska (Sopot), Bartek Franek (Bielsko Biała), Maria Kneier (Frankfurt), Janusz Kozłowski (Łódź), Róża Król (Szczecin), Kurt Rosenberg (Rzym), Maria Szarejko (Wrocław), Piotr Piluk (Łódz), oraz w Warszawie: Zofia Banet-Fornalowa, Małgorzata Barcikowska, Michał Bilewicz, Agnieszka Kowalska, Patryk Kaźmierczak, Maryla Komar (recenzje filmowe i telewizyjne), Małgorzata Krasucka (dział kulinarny), Jerzy Krawczyk, Robert Lewandowski, Piotr Rakowski, Felicja Raszkin-Nowak, Magdalena Tarnowska, Katarzyna Wieczorek, Władysława Zawistowska, Rafał Żebrowski, Tadeusz J. Żółciński (recenzje literackie) i wielu innychAdam Rok (redaktor naczelny) Irena Bracławska (sekretarz redakcji) Renata Kościelniak (kierownik działu polskiego) Współpracownicy działu polskiego: Michał Birbrajer (Sztokholm), Hanna Domańska (Sopot), Bartek Franek (Bielsko Biała), Maria Kneier (Frankfurt), Janusz Kozłowski (Łódź), Róża Król (Szczecin), Kurt Rosenberg (Rzym), Maria Szarejko (Wrocław), Piotr Piluk (Łódz), oraz w Warszawie: Zofia Banet-Fornalowa, Małgorzata Barcikowska, Michał Bilewicz, Agnieszka Kowalska, Patryk Kaźmierczak, Maryla Komar (recenzje filmowe i telewizyjne), Małgorzata Krasucka (dział kulinarny), Jerzy Krawczyk, Robert Lewandowski, Piotr Rakowski, Felicja Raszkin-Nowak, Magdalena Tarnowska, Katarzyna Wieczorek, Władysława Zawistowska, Rafał Żebrowski, Tadeusz J. Żółciński (recenzje literackie) i wielu innychAdam Rok (redaktor naczelny) Irena Bracławska (sekretarz redakcji) Renata Kościelniak (kierownik działu polskiego) Współpracownicy działu polskiego: Michał Birbrajer (Sztokholm), Hanna Domańska (Sopot), Bartek Franek (Bielsko Biała), Maria Kneier (Frankfurt), Janusz Kozłowski (Łódź), Róża Król (Szczecin), Kurt Rosenberg (Rzym), Maria Szarejko (Wrocław), Piotr Piluk (Łódz), oraz w Warszawie: Zofia Banet-Fornalowa, Małgorzata Barcikowska, Michał Bilewicz, Agnieszka Kowalska, Patryk Kaźmierczak, Maryla Komar (recenzje filmowe i telewizyjne), Małgorzata Krasucka (dział kulinarny), Jerzy Krawczyk, Robert Lewandowski, Piotr Rakowski, Felicja Raszkin-Nowak, Magdalena Tarnowska, Katarzyna Wieczorek, Władysława Zawistowska, Rafał Żebrowski, Tadeusz J. Żółciński (recenzje literackie) i wielu innych Adam Rok (redaktor naczelny) Irena Bracławska (sekretarz redakcji) Renata Kościelniak (kierownik działu polskiego) Współpracownicy działu polskiego: Michał Birbrajer (Sztokholm), Hanna Domańska (Sopot), Bartek Franek (Bielsko Biała), Maria Kneier (Frankfurt), Janusz Kozłowski (Łódź), Róża Król (Szczecin), Kurt Rosenberg (Rzym), Maria Szarejko (Wrocław), Piotr Piluk (Łódz), oraz w Warszawie: Zofia Banet-Fornalowa, Małgorzata Barcikowska, Michał Bilewicz, Agnieszka Kowalska, Patryk Kaźmierczak, Maryla Komar (recenzje filmowe i telewizyjne), Małgorzata Krasucka (dział kulinarny), Jerzy Krawczyk, Robert Lewandowski, Piotr Rakowski, Felicja Raszkin-Nowak, Magdalena Tarnowska, Katarzyna Wieczorek, Władysława Zawistowska, Rafał Żebrowski, Tadeusz J. Żółciński (recenzje literackie) i wielu innychAdam Rok (redaktor naczelny) Irena Bracławska (sekretarz redakcji) Renata Kościelniak (kierownik działu polskiego) Współpracownicy działu polskiego: Michał Birbrajer (Sztokholm), Hanna Domańska (Sopot), Bartek Franek (Bielsko Biała), Maria Kneier (Frankfurt), Janusz Kozłowski (Łódź), Róża Król (Szczecin), Kurt Rosenberg (Rzym), Maria Szarejko (Wrocław), Piotr Piluk (Łódz), oraz w Warszawie: Zofia Banet-Fornalowa, Małgorzata Barcikowska, Michał Bilewicz, Agnieszka Kowalska, Patryk Kaźmierczak, Maryla Komar (recenzje filmowe i telewizyjne), Małgorzata Krasucka (dział kulinarny), Jerzy Krawczyk, Robert Lewandowski, Piotr Rakowski, Felicja Raszkin-Nowak, Magdalena Tarnowska, Katarzyna Wieczorek, Władysława Zawistowska, Rafał Żebrowski, Tadeusz J. Żółciński (recenzje literackie) i wielu innych Odpowiedz Link Zgłoś
tyrannosaurus.rex Wykopmy antysemityzm z Łazienkowskiej! 17.01.03, 02:43 Wykopmy antysemityzm z Łazienkowskiej! Michał Bilewicz Stadion na Łazienkowskiej od lat kojarzył się warszawiakom z chuligańskimi ekscesami, antysemickimi sloganami, burdami i krwawymi starciami kibiców z policją. Na trybunach powiewały neofaszystowskie flagi oraz wielki zielono- biało-czerwony transparent "White SS Legion". Odwoływanie się do holocaustu stanowiło ważny element retoryki warszawskich pseudokibiców. Wielu sympatyków Legii żałowało, że nie mogą w cywilizowanych warunkach oglądać meczów swojej drużyny. Wydaje się, że nareszcie coś się zmieni. W ciągu ostatnich kilku miesięcy europejskie organizacje zajmujące się walką z rasizmem na stadionach podjęły szeroko zakrojoną akcję informacyjną. Sytuacja stawała się bowiem alarmująca. Badania agencji MORI dowiodły, że w Wielkiej Brytanii 77 procent czarnoskórych kibiców odmawia sobie pójścia na mecze ulubionych drużyn, w strachu przed rasistowskimi incydentami, jakie mają tam miejsce. Był to jeden z powodów, które skłoniły UEFA do przeznaczenia 1 miliona franków szwajcarskich na walkę z rasizmem i antysemityzmem na stadionach. Ma się tym zająć specjalna organizacja pod nazwą Futbol Przeciw Rasizmowi w Europie (FARE). UEFA poparła również wypracowany przez FARE dziesięciopunktowy plan działania. Czytamy w nim między innymi, że sprzedaż rasistowskiej literatury i wznoszenie faszystowskich okrzyków na stadionach zostaną zakazane, a antysemickie graffiti będą usuwane z trybun przed meczami. "Każdy incydent rasistowski będziemy odtąd traktować niezwykle poważnie. Europejska piłka nożna przekona się, że UEFA zdecydowanie i całkowicie potępia rasizm", tłumaczył Mike Lee, rzecznik prasowy UEFA. "Sami jednak problemu nie rozwiążemy. Wszyscy muszą wziąć na siebie odpowiedzialność za jego rozwiązanie: kluby, ligi, związki piłkarskie, policja, strażnicy", dodawał. Plan ten wydawał się idealistyczny, lecz wkrótce UEFA udowodniła, że potrafi wprowadzić go w życie. Już 25 października UEFA podjęła decyzje o ukaraniu klubu PSV Eindhoven grzywną 33 tysięcy dolarów za rasistowskie zachowanie kibiców w czasie meczów Ligi Mistrzów. Fani Eindhoven rzucali wtedy niebezpiecznymi przedmiotami w czarnoskórego zawodnika Arsenalu Thierry Henry'ego. Podobnej wysokości karę nałożono również na belgijski FC Brugge. A jak wygląda realizacja postulatów UEFA w Polsce? Do niedawna na polskich stadionach antysemici i rasiści czuli się bezkarnie. Dla przykładu, w "Śpiewniku Stomilu Olsztyn" znajdziemy następujące hasła, które pojawiały się na meczach Stomilu: "Gola!, gola!, gola! Strzelcie żydom gola!", "Zduńska Wola i Łęczyca to żydzewa klub kibica!", "Banda rumunów, Lech Poznań banda rumunów!" "widzew jude, jude, żydzi, cała Polska was się wstydzi!", "widzew jude, jude, jude, jude!!!" [pisownia oryginalna]. Te same hasła wykrzykiwano w Warszawie, Krakowie, Łodzi. Działania antyfaszystowskiej organizacji "Nigdy Więcej", takie jak wydawanie płyt z muzyką piłkarską i magazynu dla kibiców "Stadion", długo nie odbijały się głośniejszym echem w polskim świecie piłki nożnej. Chlubny wyjątek stanowili kibice Orkanu Sochaczew, prowadzący na własną rękę monitoring antysemityzmu piłkarskiego i walczący z jego przejawami na stadionach. Kiedy wydawało się, że nic nie jest już w stanie zmusić PZPN do poskromienia antysemickich wybryków, nastąpił przełom. 25 października, w trakcie meczu Legia-Widzew, doszło do zajść między pseudokibicami obu zespołów. W 79 minucie wystrzeliły race i łódzcy kibice wtargnęli na murawę. Starcia z policją, walki uliczne i skrajne przejawy antysemityzmu należą do tradycji spotkań Legii z Widzewem. "Niestety po raz kolejny zamiast być świadkiem piłkarskiego święta, musiałem oglądać jak garstka pseudokibiców psuje całe widowisko. Jednak mnie najbardziej ubodło nie to, że bandy wyrostków "kibicujących" obu drużynom ganiały się po boisku, ale transparent Arbeit macht frei, wywieszony niestety przez fanów Legii. Po meczu miałem okazję rozmawiać z wieloma kibicami Legii. Zdecydowana większość była wstrząśnięta tym napisem."- mówi Andrzej, webmaster "Słowa Żydowskiego", i wieloletni kibic warszawskiego zespołu W komentarzach prasowych z meczu Legia-Widzew również podkreślano obecność antysemickich haseł. Polski Związek Piłki Nożnej, który ukarał zespół z Łazienkowskiej za zajścia na murawie, postanowił wykorzystać tę okazję do nałożenia spektakularnej kary "za antysemityzm" W czwartek, 31 października, Wydział Dyscypliny PZPN wyznaczył grzywnę 50 tysięcy złotych, za "wykrzykiwanie przez kibiców Legii i wywieszanie haseł o treści rasistowskiej i antysemickiej przy biernej postawie służb porządkowych". Miejmy nadzieję, że jest to początek szerszej kampanii PZPNu na rzecz "wykopania rasizmu ze stadionów", do czego od lat wzywają "Nigdy Więcej", FARE, a ostatnio również UEFA. Kampania taka mogłaby uczynić stadion przy Łazienkowskiej miejscem przyjaźniejszym dla Warszawiaków, w tym dla żydowskich kibiców Legii. Wykopmy antysemityzm z Łazienkowskiej! Michał Bilewicz Stadion na Łazienkowskiej od lat kojarzył się warszawiakom z chuligańskimi ekscesami, antysemickimi sloganami, burdami i krwawymi starciami kibiców z policją. Na trybunach powiewały neofaszystowskie flagi oraz wielki zielono- biało-czerwony transparent "White SS Legion". Odwoływanie się do holocaustu stanowiło ważny element retoryki warszawskich pseudokibiców. Wielu sympatyków Legii żałowało, że nie mogą w cywilizowanych warunkach oglądać meczów swojej drużyny. Wydaje się, że nareszcie coś się zmieni. W ciągu ostatnich kilku miesięcy europejskie organizacje zajmujące się walką z rasizmem na stadionach podjęły szeroko zakrojoną akcję informacyjną. Sytuacja stawała się bowiem alarmująca. Badania agencji MORI dowiodły, że w Wielkiej Brytanii 77 procent czarnoskórych kibiców odmawia sobie pójścia na mecze ulubionych drużyn, w strachu przed rasistowskimi incydentami, jakie mają tam miejsce. Był to jeden z powodów, które skłoniły UEFA do przeznaczenia 1 miliona franków szwajcarskich na walkę z rasizmem i antysemityzmem na stadionach. Ma się tym zająć specjalna organizacja pod nazwą Futbol Przeciw Rasizmowi w Europie (FARE). UEFA poparła również wypracowany przez FARE dziesięciopunktowy plan działania. Czytamy w nim między innymi, że sprzedaż rasistowskiej literatury i wznoszenie faszystowskich okrzyków na stadionach zostaną zakazane, a antysemickie graffiti będą usuwane z trybun przed meczami. "Każdy incydent rasistowski będziemy odtąd traktować niezwykle poważnie. Europejska piłka nożna przekona się, że UEFA zdecydowanie i całkowicie potępia rasizm", tłumaczył Mike Lee, rzecznik prasowy UEFA. "Sami jednak problemu nie rozwiążemy. Wszyscy muszą wziąć na siebie odpowiedzialność za jego rozwiązanie: kluby, ligi, związki piłkarskie, policja, strażnicy", dodawał. Plan ten wydawał się idealistyczny, lecz wkrótce UEFA udowodniła, że potrafi wprowadzić go w życie. Już 25 października UEFA podjęła decyzje o ukaraniu klubu PSV Eindhoven grzywną 33 tysięcy dolarów za rasistowskie zachowanie kibiców w czasie meczów Ligi Mistrzów. Fani Eindhoven rzucali wtedy niebezpiecznymi przedmiotami w czarnoskórego zawodnika Arsenalu Thierry Henry'ego. Podobnej wysokości karę nałożono również na belgijski FC Brugge. A jak wygląda realizacja postulatów UEFA w Polsce? Do niedawna na polskich stadionach antysemici i rasiści czuli się bezkarnie. Dla przykładu, w "Śpiewniku Stomilu Olsztyn" znajdziemy następujące hasła, które pojawiały się na meczach Stomilu: "Gola!, gola!, gola! Strzelcie żydom gola!", "Zduńska Wola i Łęczyca to żydzewa klub kibica!", "Banda rumunów, Lech Poznań banda rumunów!" "widzew jude, jude, żydzi, cała Polska was się wstydzi!", "widzew jude, jude, jude, jude!!!" [pisownia oryginalna]. Te same hasła wykrzykiwano w Warszawi Odpowiedz Link Zgłoś
tyrannosaurus.rex Swietan strona_________________________POLECAM___/ 17.01.03, 02:46 free.ngo.pl/wort/ Odpowiedz Link Zgłoś
tyrannosaurus.rex ____________POPIERAMY_SZARONA_____________________ 17.01.03, 03:01 www.prv.pl/sonda/glosuj.php?id=17013Izrael i Palestyńczycy Jak ocenia Pan/Pani politykę gabinetu Ariela Szarona wobec Palestyńczyków: Zdecydowanie pozytywnie - popieram twardą politykę w tej kwestii (1399) 74.14% Zgadzam się z większoscią działań gabinetu Szarona (67) 3.55% Czasem uważam, że działania tego rządu są zbyt zdecydowane, choć trudno o inną politykę (103) 5.46% Szaron i jego gabinet zachowują się zbyt brutalnie wobec ludnosci palestyńskiej (138) 7.31% Polityka rządu Szarona to terroryzm. Jestem zdecydowanie po stronie palestyńskiej (180) 9.54% Głosowano łącznie 1887 razy. darmowe: domeny | księgi gości | sondy | listy dystrybucyjne Odpowiedz Link Zgłoś
tyrannosaurus.rex Department of Hebrew Language 17.01.03, 03:06 http://phil.jtsa.edu/academic/abul0001/hebrew.html Department of Hebrew Language -------------------------------------------------------------------------------- Assistant Professor Edna Nahshon Adjunct Assistant Professor Zehava Flatto Instructor Nitza Krohn Senior Lecturer Rivka Geminder-Halperin Lecturer Michal Basha-Shtaif Adjunct Instructors Tamar Ben-Vered Idit H. Benmor-Piltch Allon Pratt Zipora Rubin Reading Specialists Steven M. Brown, Acting Chairman, Jewish Education Ariela Keisar Sharon Nevah The Hebrew department enables students achieve a high level of language proficiency and exposes them to Hebrew culture. It prepares students to fulfill their language requirements and furnishes them with the linguistic skills needed to reach individual goals and succeed in their career choices. All degree programs at JTS have a Hebrew language requirement. Therefore, upon admission, all students are required to take a placement examination. It is only a diagnostic tool, not an achievement test. It is therefore not intended to be re-taken. At the end of each semester the department administers a test to determine whether a student may advance to the next level. This test serves as the final exam and counts for one-third of the grade. Additionally, students must demonstrate proficiency in reading aloud, evaluated during the course of each semester. Regular attendance and punctuality are required in all language courses. Language requirements vary from school to school and department to department. Consult your school and your department for details. Note: The following course numbers have replaced course letters used in academic years prior to 1997–1998: Old Letter New Number Z 1001 A1 1101 A2 2103 B1 2201 B2 5203 C1 5301 C2 5303 Department of Hebrew Language -------------------------------------------------------------------------------- Assistant Professor Edna Nahshon Adjunct Assistant Professor Zehava Flatto Instructor Nitza Krohn Senior Lecturer Rivka Geminder-Halperin Lecturer Michal Basha-Shtaif Adjunct Instructors Tamar Ben-Vered Idit H. Benmor-Piltch Allon Pratt Zipora Rubin Reading Specialists Steven M. Brown, Acting Chairman, Jewish Education Ariela Keisar Sharon Nevah The Hebrew department enables students achieve a high level of language proficiency and exposes them to Hebrew culture. It prepares students to fulfill their language requirements and furnishes them with the linguistic skills needed to reach individual goals and succeed in their career choices. All degree programs at JTS have a Hebrew language requirement. Therefore, upon admission, all students are required to take a placement examination. It is only a diagnostic tool, not an achievement test. It is therefore not intended to be re-taken. At the end of each semester the department administers a test to determine whether a student may advance to the next level. This test serves as the final exam and counts for one-third of the grade. Additionally, students must demonstrate proficiency in reading aloud, evaluated during the course of each semester. Regular attendance and punctuality are required in all language courses. Language requirements vary from school to school and department to department. Consult your school and your department for details. Note: The following course numbers have replaced course letters used in academic years prior to 1997–1998: Old Letter New Number Z 1001 A1 1101 A2 2103 B1 2201 B2 5203 C1 5301 C2 Department of Hebrew Language -------------------------------------------------------------------------------- Assistant Professor Edna Nahshon Adjunct Assistant Professor Zehava Flatto Instructor Nitza Krohn Senior Lecturer Rivka Geminder-Halperin Lecturer Michal Basha-Shtaif Adjunct Instructors Tamar Ben-Vered Idit H. Benmor-Piltch Allon Pratt Zipora Rubin Reading Specialists Steven M. Brown, Acting Chairman, Jewish Education Ariela Keisar Sharon Nevah The Hebrew department enables students achieve a high level of language proficiency and exposes them to Hebrew culture. It prepares students to fulfill their language requirements and furnishes them with the linguistic skills needed to reach individual goals and succeed in their career choices. All degree programs at JTS have a Hebrew language requirement. Therefore, upon admission, all students are required to take a placement examination. It is only a diagnostic tool, not an achievement test. It is therefore not intended to be re-taken. At the end of each semester the department administers a test to determine whether a student may advance to the next level. This test serves as the final exam and counts for one-third of the grade. Additionally, students must demonstrate proficiency in reading aloud, evaluated during the course of each semester. Regular attendance and punctuality are required in all language courses. Language requirements vary from school to school and department to department. Consult your school and your department for details. Note: The following course numbers have replaced course letters used in academic years prior to 1997–1998: Old Letter New Number Z 1001 A1 1101 A2 2103 B1 2201 B2 520Department of Hebrew Language -------------------------------------------------------------------------------- Assistant Professor Edna Nahshon Adjunct Assistant Professor Zehava Flatto Instructor Nitza Krohn Senior Lecturer Rivka Geminder-Halperin Lecturer Michal Basha-Shtaif Adjunct Instructors Tamar Ben-Vered Idit H. Benmor-Piltch Allon Pratt Zipora Rubin Reading Specialists Steven M. Brown, Acting Chairman, Jewish Education Ariela Keisar Sharon Nevah The Hebrew department enables students achieve a high level of language proficiency and exposes them to Hebrew culture. It prepares students to fulfill their language requirements and furnishes them with the linguistic skills needed to reach individual goals and succeed in their career choices. All degree programs at JTS have a Hebrew language requirement. Therefore, upon admission, all students are required to take a placement examination. It is only a diagnostic tool, not an achievement test. It is therefore not intended to be re-taken. At the end of each semester the department administers a test to determine whether a student may advance to the next level. This test serves as the final exam and counts for one-third of the grade. Additionally, students must demonstrate proficiency in reading aloud, evaluated during the course of each semester. Regular attendance and punctuality are required in all language courses. Language requirements vary from school to school and department to department. Consult your school and your department for details. Note: The following course numbers have replaced course letters used in academic years prior to 1997–1998: Old Letter New Number Z 1001 A1 1101 A2 2103 B1 2201 B2 5203 C1 5301 C2 5303 Department of Hebrew Language -------------------------------------------------------------------------------- Assistant Professor Edna Nahshon Adjunct Assistant Professor Zehava Flatto Instructor Nitza Krohn Senior Lecturer Rivka Geminder-Halperin Lecturer Michal Basha-Shtaif Adjunct Instructors Tamar Ben-Vered Idit H. Benmor-Piltch Allon Pratt Zipora Rubin Reading Specialists Steven M. Brown, Acting Ch Odpowiedz Link Zgłoś
tyrannosaurus.rex Support a JEW FOR PRESIDENT! YEAH!!!!!!!!!!!!!!!!! 17.01.03, 03:09 A Jewish candidate or just a candidate who is Jewish? By Matthew E. Berger When he ran for class president of Stamford High School in 1960, Sen. Joe Lieberman (D-Conn.) says he faced no bigotry because he was Jewish. Now, as a candidate for president of the United States, he's hoping for the same treatment-and the same victory- from a national audience. Lieberman officially entered the race for the presidency Monday, announcing that he was filing papers to seek the Democratic nomination in 2004. Lieberman enters a strong field that includes two fellow senators-with the possibility of a third entering soon-a former Democratic leader in the House, a liberal Northeast governor and a civil rights activist. Lieberman is one of the first Jewish candidates in U.S. history to seek the White House-and the only one who is considered to have a real shot. Among American Jews, he has almost an angelic status, considered a ground breaker for others to follow. But he has also been a controversial figure at times, taking stands that buck the views of the majority of American Jews and liberals, and consistently evoking faith in his campaigns. While many in the Jewish community say Lieberman's candidacy represents an important achievement for Jews in the United States, there is confusion over exactly how to view him. Is he the Jewish candidate or just another political candidate who happens to be Jewish? And will Jews see it differently than the rest of the American population? At his news conference on Monday, Lieberman held himself up as the man for all Americans. "I'm running because of the ideas I have for our nation's future and how to make it better," he said at his high school alma mater. v "I'm not running on my faith," Lieberman said. "But the fact is my faith is at the center of who I am and I'm not going to conceal that." Abraham Foxman, national director of the Anti-Defamation League, said he does not think Lieberman will be seen as a Jewish candidate the way the Rev. Al Sharpton, who also intends to run, will be seen as an African American candidate. "I think outside the Jewish community, the only ones who will look at him as a Jewish candidate are the bigots and the anti-Semites, who are a minority," Foxman said. Foxman chastised Lieberman when he ran as the Democratic nominee for vice president in 2000 for often referring to faith and G-d in his speeches and for advocating a greater role for faith in American life. But on Monday, Lieberman indicated that his style of campaigning would continue through 2004. Lieberman said he would not hesitate to invoke faith and G-d's name, when it comes naturally, while on the campaign trail. He cited the Declaration of Independence as the source that American political power comes from the creator. "I think if the spirit moves me on occasion to say a word or two of faith, I think it's a very American thing to do," Lieberman said to a strong round of applause. And Lieberman set that tone Monday in his announcement speech. "Every day along the way I will feel blessed by G-d to live in a land where our dreams can come true," Lieberman said, flanked by his family and classmates from the school. "And everyday I will remember what President Kennedy told my generation, which is that here on earth, G-d's work must truly be our own." A senator from Connecticut since 1989, Lieberman became a household name just over two years ago when he was chosen as the Democratic vice presidential nominee to run with then-Vice President Al Gore. Although the Democratic ticket lost the race to President Bush, Gore won the popular vote, a point that Lieberman highlighted on Monday. Many Jews say Lieberman's bid-coming from an observant Jew with strong ties to the American Jewish community-is a historic moment and a sign of the accomplishments Jews have been able to achieve in the 60 years since the Holocaust. Lieberman and his wife, Hadassah, frequently mentioned this as they campaigned in 2000. "I said to Joe that I was thinking about how my presence here was a victory, a victory over evil, over people who wanted us dead," Hadassah wrote in a recently published book, "An Amazing Adventure: Joe and Hadassah's Personal Notes on the 2000 Campaign." "Here I am, the daughter of survivors, married to a United States senator in a great, free country," she wrote. "And I said, 'I'm thinking about how my fist is up in the air to Hitler,' " she wrote. On Monday, she said: "Obviously it's historic. He's breaking a glass ceiling. But it's important to see him as a candidate who's been a politician for quite awhile now." Only two other Jews have sought a major party nomination for the presidency, according to the book "Jews in American Politics." Sen. Arlen Specter (R-Pa.) pursued the Republican nomination in 1996 but dropped out before the first primary, and the late Milton Shapp, former governor of Pennsylvania, ran briefly for the Democratic nomination in 1976. Lieberman's base of support outside the Jewish community is expected to come from environmentalists, moderate and conservative Democrats, hawkish and pro- defense segments of the party and the business community in the New York metropolitan area. He is also expected to have strong support among Democrats in Florida, California and Texas. While there is clearly excitement about his candidacy, Jewish leaders and donors are not throwing their support behind Lieberman. In addition to his focus on faith, Lieberman's positions on some issues do not sit well with many American Jews, especially liberal Democrats. And there is some concern that people throughout the country will equate Lieberman's position statements with that of the Jewish community at large. In fact, on Monday, as Lieberman spoke briefly about preserving the U.S.- Israeli relationship, two dozen protesters, calling themselves "Jews Against the Occupation" chanted that they will not back Lieberman. "We're here to say that Joe Lieberman does not represent us as Jews," said Lorne Lieb, who traveled from New York City to hold signs outside Stamford High School. "We wanted to show that there is dissension within the Jewish community and not all Jews support Joe Lieberman for president." Lieberman was also criticized by more hawkish American Jews after his recent visit to the Middle East, where he expressed sympathy for the Palestinians and support for an Arab-led plan for peace. On the domestic front, Lieberman's position in favor of faith-based initiatives and school vouchers have angered many in the Jewish community who worry that such programs blur the line between church and state. In his remarks on Monday, Lieberman qualified his support for vouchers, saying he would only support them for a limited period of time, and only for people below the poverty line. He also said the voucher funds could not come out of public schools' budgets. While there is some concern, Jewish analysts say they are not concerned that Lieberman will be seen as the voice of the American Jewish community. They also note that Jews have been elected to other offices in the Midwest and other parts of the country without a strong Jewish population. "Americans are sophisticated enough to know that the Jewish community is both hydra-headed and pluralistic," said David Harris, executive director of the American Jewish Committee. "There are any number of Jewish voices speaking in America, and Joe Lieberman will not be seen as the only Jewish voice." In the Jewish world, there is also some anxiety that Lieberman's actions, if he does not succeed or makes a major gaffe, could reflect poorly on the community. "There is an anxiousness of how it Odpowiedz Link Zgłoś
tyrannosaurus.rex Baghdad: A Major Centre of Jewish Life 17.01.03, 23:20 Baghdad: For Centuries a Major Centre of Jewish Life [1] News Item: January 1991--Outbreak of the Persian Gulf War. An international coalition led by the United States attacks Iraq in response to Dictator Saddam Hussein¹s invasion and annexation of Kuwait. A number of times every winter I am asked about the peculiar scheduling of the petition for rain in the daily service, which the prayer-books instruct us to begin reciting from December 4th. I usually mutter some confusing reply about talmudic calculations based on autumnal equinoxes and other concepts that are not all that clear in my own mind. During the fateful days of the Gulf War the more basic significance of this date comes to mind in all its irony: We are actually praying for an abundant rainfall for Iraq! Surprising as this might sound in today's circumstances (especially when we keep in mind the terrible drought that troubled Israel this year), this fact underlines the special connection that has always existed between the Jewish people and that part of the world currently known as Iraq. This was the birthplace of Abraham and the land to which the Judæans were exiled after the destruction of the First Temple. Scholars believe that this was where the Torah underwent its final redaction. The fact that Jews throughout the Diaspora continue to define their winters according to the Iraqi climate testifies again to the decisive influence of the Iraqi (or, as known in other times: Babylonian, or Mesopotamian, etc.) Jewish community. It was the Babylonian Talmud that was recognized as the highest legal authority for Jews throughout the world, and it occupied a place of such centrality in their studies that the Babylonian landscape was at times more real for many Jews than their own. Let me illustrate this vast subject by limiting myself to a few comments about the Jewish involvement with Iraq's capital, Baghdad. Now, the history books tell us that the history of Baghdad did not commence until the year 763 when it was built as a new military outpost by the Caliph al-Mansur. However students of the Talmud are familiar with a third-century Rabbi Hanna Bagdata'a. For Rashi, writing in eleventh-century France, it was obvious that this rabbi was a native of Baghdad. Modern scholars are not ready to automatically reject that identification since Muslim Baghdad was likely built upon an already existent town that may well date back to talmudic times, as evidenced by its Persian name. By the 10th century the major Babylonian institutions, including the great talmudic yeshivahs of Sura and Pumbedita and the court of the Exilarch, had all relocated to Baghdad in order to be closer to the seat of the Islamic Caliphate, which was the most powerful political force in the western world. It was through their official recognition by the Baghdadi Caliphs that the Babylonian Jews were able to impose their religious leadership and their Talmud upon most of the Jewish world. During the zenith of Iraqi-Jewish dominance it was inconceivable to many Jews that Baghdad had not always been a major Jewish center, and some talmudic sources were rewritten to reflect that perception. According to one such tradition Rav, the original founder of the venerable talmudic academy at Sura, had really intended to go to Baghdad, but had been tricked into staying by the mother of one of his students, who did not want to be parted from her son. The woman in question had approached the scholar asking how much milk would be needed to cook a portion of meat. Shocked by this display of halakhic ignorance, Rav concluded that his presence was needed in such a Jewish wasteland, and so he stayed there. I recently had a look at a fascinating medieval Hebrew text, which claims to describe how the vessels from the first Temple in Jerusalem had been hidden away prior to its destruction by the Babylonians. "All of these vessels were concealed and interred in a tower in the land of Babylonia, in a city named Baghdad." The source, by the way, states that the hiding places of these vessels were recorded on a copper tablet. This legend is particularly interesting when we note that a copper scroll containing a treasure map indicating the hiding-places of Second Temple artifacts (possibly reflecting a plan that was never executed) is one of the most enigmatic documents to be discovered among the Dead Sea Scrolls. All these sources testify to the strength of the historical Jewish connection to Iraq and its capital, a fact which only serves to intensify the tragedy of the current situation, when a self-styled Nebuchadnezzar has again tried to aim his deadly arrows towards Jerusalem. -------------------------------------------------------------------------------- Baghdad: For Centuries a Major Centre of Jewish Life [1] News Item: January 1991--Outbreak of the Persian Gulf War. An international coalition led by the United States attacks Iraq in response to Dictator Saddam Hussein¹s invasion and annexation of Kuwait. A number of times every winter I am asked about the peculiar scheduling of the petition for rain in the daily service, which the prayer-books instruct us to begin reciting from December 4th. I usually mutter some confusing reply about talmudic calculations based on autumnal equinoxes and other concepts that are not all that clear in my own mind. During the fateful days of the Gulf War the more basic significance of this date comes to mind in all its irony: We are actually praying for an abundant rainfall for Iraq! Surprising as this might sound in today's circumstances (especially when we keep in mind the terrible drought that troubled Israel this year), this fact underlines the special connection that has always existed between the Jewish people and that part of the world currently known as Iraq. This was the birthplace of Abraham and the land to which the Judæans were exiled after the destruction of the First Temple. Scholars believe that this was where the Torah underwent its final redaction. The fact that Jews throughout the Diaspora continue to define their winters according to the Iraqi climate testifies again to the decisive influence of the Iraqi (or, as known in other times: Babylonian, or Mesopotamian, etc.) Jewish community. It was the Babylonian Talmud that was recognized as the highest legal authority for Jews throughout the world, and it occupied a place of such centrality in their studies that the Babylonian landscape was at times more real for many Jews than their own. Let me illustrate this vast subject by limiting myself to a few comments about the Jewish involvement with Iraq's capital, Baghdad. Now, the history books tell us that the history of Baghdad did not commence until the year 763 when it was built as a new military outpost by the Caliph al-Mansur. However students of the Talmud are familiar with a third-century Rabbi Hanna Bagdata'a. For Rashi, writing in eleventh-century France, it was obvious that this rabbi was a native of Baghdad. Modern scholars are not ready to automatically reject that identification since Muslim Baghdad was likely built upon an already existent town that may well date back to talmudic times, as evidenced by its Persian name. By the 10th century the major Babylonian institutions, including the great talmudic yeshivahs of Sura and Pumbedita and the court of the Exilarch, had all relocated to Baghdad in order to be closer to the seat of the Islamic Caliphate, which was the most powerful political force in the western world. It was through their official recognition by the Baghdadi Caliphs that the Babylonian Jews were able to impose their religious leadership and their Talmud upon most of the Jewish world. During the zenith of Odpowiedz Link Zgłoś
jewhaterexterminator SSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSAAAAAAAAADDDDDDDDDDAAAAAAAAMM 17.01.03, 23:42 tzemach.org/fyi/img/oleg.gif Odpowiedz Link Zgłoś
misiek.jewhater.exterminator POST # 200 18.01.03, 00:07 i tyle sie napracowales MISIU Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dado [...] IP: 130.94.123.* 18.01.03, 00:30 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
misiek.jewhater.exterminator OD REDAKTORA 18.01.03, 00:38 OD REDAKTORA Dwa tomy studiów i dokumentów IPN zatytułowane "Wokół Jedwabnego" dają świadectwo rzetelnego dążenia do prawdy o stosunkach polsko-żydowskich w latach okupacji hitlerowskiej i radzieckiej ziem Rzeczypospolitej. Równie ważne jest, że publikacja ta została na ogół przyjęta ze zrozumieniem i należytą powagą, do której nie dostosował się, jako jeden z nielicznych, "Nasz Dziennik" publikacją Jerzego Roberta Nowaka, wedle którego prezes IPN, prof. Leon Kieres, to wróg Polaków, a jeśli chodzi o Żydów, to w latach okupacji zajmowali się oni głównie eksterminacją polskich chłopów i zamienianiem kościołów w synagogi. Prawda, zwłaszcza gdy niesie taki ładunek dramatycznych wydarzeń, jest zawsze bolesna. I to trzeba zrozumieć. Także reakcje indentyczne lub podobne do tej, jaką zaprezentował "Nasz Dziennik" . Tyle że ta ostatnia reakcja jest ze swej natury jałowa. Rozbudza złe instynkty, uprzedzenia, zamiast ziaren prawdy sieje chwasty ćwierćprawd lub półprawd, które ograniczają zdolność człowieka do racjonalnego myślenia o sobie, o swoim narodzie i swoim kraju. Racjonalizm nie wyklucza oczywiście emocjonalnego stosunku do dziejów i wartości narodowych, ale bez racjonalnej postawy emocje prowadzą do zamykania się, a nie otwierania na świat. Gotowość przyjęcia prawdy, nawet tej najgorszej, jest świadectwem moralnej i intelektualnej dojrzałości społeczeństwa, to znak, że dojrzało ono do zaakceptowania krytycznej samowiedzy o sobie. Nie po to, by posypać głowy popiołem, lecz by rozróżniać między dobrem a złem, między tym, co w jego historii jest godne kultywowania i tym, co należy osądzić jako błędne czy niewłaściwe. Poznawać i jedno, i drugie, ale drogowskazu ku przyszłości szukać w tym, co z perspektywy czasu okazało się wartościowym wkładem do jego własnych dziejów ludzkości. W czasach gdy świat staje się coraz bardziej globalną wioską, gdy odbywa się nieustająca wędrówka ludów, mieszanie kultur, wierzeń, ras, wszelka ucieczka w ksenofobię, wszelkie zamykanie się w plemiennym grajdole ani nie chroni wartości narodowych, ani nie ułatwia przystosowania się do wymogów współczesnego państwa uwikłanego w wielostronne współzależności - polityczne, gospodarcze, kulturalne, naukowe - z innymi państwami i narodami. I tyle uwag na marginesie nowego wydawnictwa IPN i reakcji "Naszego Dziennika". Adam RokOD REDAKTORA Dwa tomy studiów i dokumentów IPN zatytułowane "Wokół Jedwabnego" dają świadectwo rzetelnego dążenia do prawdy o stosunkach polsko-żydowskich w latach okupacji hitlerowskiej i radzieckiej ziem Rzeczypospolitej. Równie ważne jest, że publikacja ta została na ogół przyjęta ze zrozumieniem i należytą powagą, do której nie dostosował się, jako jeden z nielicznych, "Nasz Dziennik" publikacją Jerzego Roberta Nowaka, wedle którego prezes IPN, prof. Leon Kieres, to wróg Polaków, a jeśli chodzi o Żydów, to w latach okupacji zajmowali się oni głównie eksterminacją polskich chłopów i zamienianiem kościołów w synagogi. Prawda, zwłaszcza gdy niesie taki ładunek dramatycznych wydarzeń, jest zawsze bolesna. I to trzeba zrozumieć. Także reakcje indentyczne lub podobne do tej, jaką zaprezentował "Nasz Dziennik" . Tyle że ta ostatnia reakcja jest ze swej natury jałowa. Rozbudza złe instynkty, uprzedzenia, zamiast ziaren prawdy sieje chwasty ćwierćprawd lub półprawd, które ograniczają zdolność człowieka do racjonalnego myślenia o sobie, o swoim narodzie i swoim kraju. Racjonalizm nie wyklucza oczywiście emocjonalnego stosunku do dziejów i wartości narodowych, ale bez racjonalnej postawy emocje prowadzą do zamykania się, a nie otwierania na świat. Gotowość przyjęcia prawdy, nawet tej najgorszej, jest świadectwem moralnej i intelektualnej dojrzałości społeczeństwa, to znak, że dojrzało ono do zaakceptowania krytycznej samowiedzy o sobie. Nie po to, by posypać głowy popiołem, lecz by rozróżniać między dobrem a złem, między tym, co w jego historii jest godne kultywowania i tym, co należy osądzić jako błędne czy niewłaściwe. Poznawać i jedno, i drugie, ale drogowskazu ku przyszłości szukać w tym, co z perspektywy czasu okazało się wartościowym wkładem do jego własnych dziejów ludzkości. W czasach gdy świat staje się coraz bardziej globalną wioską, gdy odbywa się nieustająca wędrówka ludów, mieszanie kultur, wierzeń, ras, wszelka ucieczka w ksenofobię, wszelkie zamykanie się w plemiennym grajdole ani nie chroni wartości narodowych, ani nie ułatwia przystosowania się do wymogów współczesnego państwa uwikłanego w wielostronne współzależności - polityczne, gospodarcze, kulturalne, naukowe - z innymi państwami i narodami. I tyle uwag na marginesie nowego wydawnictwa IPN i reakcji "Naszego Dziennika". Adam Rok OD REDAKTORA Dwa tomy studiów i dokumentów IPN zatytułowane "Wokół Jedwabnego" dają świadectwo rzetelnego dążenia do prawdy o stosunkach polsko-żydowskich w latach okupacji hitlerowskiej i radzieckiej ziem Rzeczypospolitej. Równie ważne jest, że publikacja ta została na ogół przyjęta ze zrozumieniem i należytą powagą, do której nie dostosował się, jako jeden z nielicznych, "Nasz Dziennik" publikacją Jerzego Roberta Nowaka, wedle którego prezes IPN, prof. Leon Kieres, to wróg Polaków, a jeśli chodzi o Żydów, to w latach okupacji zajmowali się oni głównie eksterminacją polskich chłopów i zamienianiem kościołów w synagogi. Prawda, zwłaszcza gdy niesie taki ładunek dramatycznych wydarzeń, jest zawsze bolesna. I to trzeba zrozumieć. Także reakcje indentyczne lub podobne do tej, jaką zaprezentował "Nasz Dziennik" . Tyle że ta ostatnia reakcja jest ze swej natury jałowa. Rozbudza złe instynkty, uprzedzenia, zamiast ziaren prawdy sieje chwasty ćwierćprawd lub półprawd, które ograniczają zdolność człowieka do racjonalnego myślenia o sobie, o swoim narodzie i swoim kraju. Racjonalizm nie wyklucza oczywiście emocjonalnego stosunku do dziejów i wartości narodowych, ale bez racjonalnej postawy emocje prowadzą do zamykania się, a nie otwierania na świat. Gotowość przyjęcia prawdy, nawet tej najgorszej, jest świadectwem moralnej i intelektualnej dojrzałości społeczeństwa, to znak, że dojrzało ono do zaakceptowania krytycznej samowiedzy o sobie. Nie po to, by posypać głowy popiołem, lecz by rozróżniać między dobrem a złem, między tym, co w jego historii jest godne kultywowania i tym, co należy osądzić jako błędne czy niewłaściwe. Poznawać i jedno, i drugie, ale drogowskazu ku przyszłości szukać w tym, co z perspektywy czasu okazało się wartościowym wkładem do jego własnych dziejów ludzkości. W czasach gdy świat staje się coraz bardziej globalną wioską, gdy odbywa się nieustająca wędrówka ludów, mieszanie kultur, wierzeń, ras, wszelka ucieczka w ksenofobię, wszelkie zamykanie się w plemiennym grajdole ani nie chroni wartości narodowych, ani nie ułatwia przystosowania się do wymogów współczesnego państwa uwikłanego w wielostronne współzależności - polityczne, gospodarcze, kulturalne, naukowe - z innymi państwami i narodami. I tyle uwag na marginesie nowego wydawnictwa IPN i reakcji "Naszego Dziennika". Adam Rok OD REDAKTORA Dwa tomy studiów i dokumentów IPN zatytułowane "Wokół Jedwabnego" dają świadectwo rzetelnego dążenia do prawdy o stosunkach polsko-żydowskich w latach okupacji hitlerowskiej i radzieckiej ziem Rzeczypospolitej. Równie ważne jest, że publikacja ta została na ogół przyjęta ze zrozumieniem i należytą powagą, do której nie dostosował się, jako jeden z nielicznych, "Nasz Dziennik" publikacją Jerzego Roberta Nowaka, wedle którego prezes IPN, prof. Leon Kieres, to wróg Polaków, a jeśli chodzi o Żydów, to w latach okupacji zajmowali się oni głównie eksterminacją polskich chłopów i zamienianiem kościołów w synagogi. Prawda, zwłaszcza gdy niesie taki ładunek dramatycznych wydarzeń, jest zawsze bolesna. I Odpowiedz Link Zgłoś
misiek.jewhater.exterminator _________________________________Czyja Jerozolima? 18.01.03, 00:40 Czyja Jerozolima? Jerzy Sławomir Mac "Jerozolima - święte miasto trzech religii monoteistycznych: judaizmu, chrześcijaństwa, islamu" - powtarzamy jednym tchem niczym biblijny werset albo koraniczną surę, nie bardzo troszcząc się o kolejność, w jakiej wymieniamy owe trzy religie. Lubimy też rozciągać tę poprawnościową formułę na cały obszar dzisiejszego Izraela i ziem palestyńskich - "świętą ziemię" Żydów, chrześcijan i muzułmanów. Czy jednak wszyscy oni mają równe prawa do tego terytorium, w tym również do Jerozolimy, którą zarówno Izraelczycy jak i Palestyńczycy uznają za swoją stolicę i nie dopuszczają nawet myśli, by mogło być inaczej? Kwestia jerozolimska jest sprawą najdalszą od kompromisu w całej "kwestii bliskowschodniej". Cała wojna żydowsko-arabska, toczona właściwie nieprzerwanie, z krótkimi tylko okresami zawieszenia broni, od 54 lat, jest de facto wojną o Jerozolimę: jej status, formułę, integralność i o władztwo nad tym miastem, uznane przez Kneset w 1949 r. za jedyną i bezdyskusyjną stolicę państwa Izrael. Elit rządzących tym państwem, niezależnie od ich barw politycznych, nic nie irytuje bardziej, niż pisanie i mówienie o Izraelu - Tel Awiw, na tej samej zasadzie, na jakiej mówiąc np. "Waszyngton" mamy na myśli centrum władzy politycznej USA, a "Moskwa" znaczy to samo co Rosja. I to nie tylko dlatego, że centra władzy politycznej Izraela - Kneset, rząd, urząd prezydencki, wszystkie centralne instytucje - mieszczą się w Jerozolimie, a wszystkie głowy państw, nie wyłączając papieża, składając wizyty w ich murach, uznają to status quo. Ale Jerozolima to dla Izraelczyków coś znacznie więcej niż stolica. Toteż wszelkie propozycje pokojowe powtarzające formułę Jerozolimy jako wspólnej stolicy Izraela i państwa palestyńskiego, nie mogą być uznane za jakąkolwiek podstawę do rozmowy przez władze izraelskie. Utracona szansa Izraelczycy mogli, choć z bólem, wyrzec się stołecznego statusu Jerozolimy - i praktycznie zrobili to - w jednym tylko momencie historycznym: w chwili narodzin swego państwa. Rezolucja Zgromadzenia Ogólnego NZ nr 181 z 29 listopada 1947 r. przewidywała utworzenie na terytorium brytyjskiego protektoratu Palestyny dwóch państw: żydowskiego (14 tys. km kw.) i arabskiego (11,5 tys. km kw.) z wydzieleniem Jerozolimy oddanej pod zarząd międzynarodowy. Choć plan podziału Palestyny sprawia wrażenie, jakby kreśliły go upiory - każde z państw miało składać się z trzech części stykających się skrzyżowaniami dróg, dodatkowo z arabską enklawą Jaffy w żydowskim Tel Awiwie - Żydzi go zaakceptowali, bo lepsze państwo kulawe niż żadne. Na tej samej zasadzie Polacy przyjęli z radością utworzenie kadłubowego Księstwa Warszawskiego, choć daleko nie zaspokajało ich aspiracji do własnej państwowości. 14 maja 1948 r. Żydzi proklamowali na przydzielonym im terytorium własne państwo, które jeszcze w tym samym miesiącu zostało zgodnie uznane zarówno przez USA jak i przez Związek Sowiecki, choć było to już dwa lata po mowie Jamesa F. Byrnesa otwierającej etap zimnej wojny między tymi mocarstwami. Arabowie, zamiast proklamować własne państwo, próbowali siłami sześciu krajów sąsiednich zetrzeć Izrael z powierzchni ziemi. W ten sposób Palestyńczycy sami pozbawili się moralnego prawa do współgospodarowania przydzieloną im przez społeczność międzynarodową "świętą ziemią". Arabowie przegrali tę wojnę z Izraelem, którą sami wywołali, podobnie jak kilka następnych. Pokonany agresor zawsze musi liczyć się z tym, że okupi swą klęskę częścią swojego terytorium. Zaatakowanemu zwycięzcy służy prawo łupu. Tak było zawsze w historii narodów i wojen. Taką ceną stała się zachodnia Jerozolima po przegranej w roku 1948 i cały obszar miasta po przegranej w roku 1967. Bo choć w "wojnie sześciodniowej" pierwsze strzały padły z karabinów izraelskich, nie ulega wątpliwości, że była to ze strony państwa żydowskiego wojna obronna, wobec proklamacji OWP odmawiającej Izraelowi prawa do istnienia. Podobnie jak nie ulega wątpliwości, że wojną obronną ze strony Europy byłoby prewencyjne uderzenie na III Rzeszę, do którego próbował przekonać jeszcze Piłsudski, po tym jak Hitler ogłosił pierwsze plany podpalenia świata. Stolica Żydów i...? Przeforsowane przez Brytyjczyków w 1947 r. "umiędzynarodowienie" Jerozolimy było częścią nie do końca zrozumiałej ówczesnej strategii politycznej rządu JKM, nieszanującej nie tylko historii, ale także własnych wcześniejszych zobowiązań międzynarodowych. W deklaracji Balfoura (szefa brytyjskiej dyplomacji) z 1917 r., wyrażającej poparcie dla idei państwa żydowskiego w Palestynie, pod którą później podpisały się rządy Francji, Włoch i pokonanej Turcji, nie było mowy o eksterytorialności tego miasta, którego Żydzi nigdy się nie wyrzekli. Nie było też żadnego powodu przypuszczać, że zrobią to, przystępując do odbudowy swej siedziby narodowej w myśl proklamacji Kongresu Syjonistycznego w Bazylei w 1897 r. Przeciwnie: odkąd w 1856 r. sułtan turecki wydał słynny edykt o tolerancji, pozwalający na ponowne osiedlanie w Palestynie Żydom i chrześcijanom, ci pierwsi, hojnie wspierani przez sir Mosesa Montefiore, zaczęli zasiedlać przede wszystkim Jerozolimę, tworząc wokół murów Nowe Miasto jako nowoczesne zaplecze swej odwiecznej stolicy. Stolicą państwa żydowskiego ustanowił Jerozolimę król Dawid, w roku 1003 p.n.e. Wcześniej, za rządów pierwszego króla izraelskiego, Saula, mieściła się ona w Gevie. W 950 r. syn Dawida, Salomon, zbudował świątynię, w której złożono Arkę Przymierza. Po przeszło czterystu latach panowania dynastii, przerwanej podbojem Nabuchodonozora, Jerozolimą władali kolejno Babilończycy, Persowie, Rzymianie, Seleucydzi, przez sto lat (164-63 p.n.e.) ponownie Żydzi z dynastii Hasmoneuszy, znów Rzymianie, Bizantyjczycy, znów Persowie, zaś arabscy muzułmanie, przyprowadzeni przez kalifa Omara, zajęli ją dopiero w roku 638 n.e., też na nieco ponad 400 lat. Przez następne blisko sto lat okupowali ją krzyżowcy, przez kolejne sto - Saladyn, następnie egipscy Mamelucy, a od XVI w. do końca I wojny światowej - Turcy osmańscy. Jednak poza okresem Królestwa Łacińskiego (1099-1187) dla żadnego z kolejnych władców Jerozolima nie stała się stołeczną siedzibą. Przez sześć wieków panowania rzymskiego i bizantyńskiego stolicą Judei była Cezarea. W okresie władzy muzułmanów Jerozolima nie była nawet centrum prowincjonalnym. W okresie arabskim (638- 1099) była rządzona kolejno z Damaszku, Bagdadu i Kairu, a stolicą dystryktu lokalnego obejmującego Jerozolimę było Ramallah. Mamelucy (1250-1516) władali tą ziemią z Damaszku, a Turcy (1517-1917) - z Konstantynopola. Funkcje stołeczne przywrócili Jerozolimie dopiero Brytyjczycy w okresie swego mandatu (1922-1948), lokując tu swoje centralne instytucje administracyjne. Więcej niż miasto Jerozolima, której nazwę Biblia wymienia 656 razy, dla Żydów jest od 3 tysięcy lat pierwszą i jedyną stolicą ich państwa. Dla chrześcijan - od 2 tysięcy lat jest domem wiary w ukrzyżowanego i zmartwychwstałego tu Chrystusa. Dla muzułmanów od 14 wieków jest pierwszym wskazaniem modlitewnym (kibla) i miejscem, z którego prorok Mahomet został wzięty do nieba, pozostawiając na wzgórzu Moriah odcisk swojej stopy. Dla nich wszystkich stawała się kolejno "świętym miastem". Ale prawa do niego nie wynikają jedynie z "okresu zasiedzenia". Zupełnie różne są wyznaczniki owej świętości w poszczególnych religiach. Prof. Zvi Wierblowski z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie zwraca uwagę, że w żydowskiej tradycji "Jeruzalem" znaczy znacznie więcej niż miasto świętych miejsc, którym jest dla wyznawców islamu i chrześcijaństwa: oznacza całą ziemię Żydów, która, jako nadana im przez Boga, sama w sobie jest święta. Życzenie "następnego roku w Jeruzalem" wypowiada się w okresie największych świąt żydowskich, jak w Odpowiedz Link Zgłoś
misiek.jewhater.exterminator Odnowiony pomnik Janusza Korczaka 18.01.03, 00:42 Odnowiony pomnik Janusza Korczaka na cmentarzu żydowskim w Warszawie Jak naprawdę wyglądała ostatnia droga Janusza Korczaka i jego dzieci na Umschlagplatz, nie ma całkiem pewnej informacji. Są tacy, którzy mówią, że szedł na czele gromadki swoich sierot, najmniejsze trzymając na ręku. Ten obraz, może prawdziwy, może trochę przefiltrowany przez wyobraźnię, utrwalił się w świadomości współczesnych pokoleń i zyskał rangę symbolu. Jedno jest pewne - ani on, ani żadne z jego dzieci z tej drogi między żywych nie wróciło. Ich prochy bezgrobne zaległy pola Treblinki, zmieszane z prochami kilkuset tysięcy polskich Żydów, których droga - jak Janusza Korczaka - wiodła z warszawskiego getta na Umschlagplatz, stamtąd do Treblinki, a tu już - prosto do komory gazowej. Przed dwudziestu laty, a czterdzieści lat po swojej męczeńskiej śmierci, doczekał się swojego pomnika w ukochanej Warszawie. Może nie najbardziej urodziwego, może nie w najszczęśliwszym miejscu postawionego, bo na żydowskim cmentarzu, ale przecież w stolicy jedynego. Twórcy pomnika - Mirosław Smorczewski i Lucjan Kot - nie poszli na żadne chwyty formalne: przedstawili Korczaka, tak jak przekazała tradycja, w drodze na Umschlagplatz, z dzieckiem na ręku i z dziećmi idącymi za nim. Pomnik, a jednocześnie symboliczny grób Korczaka i jego sierot, stanął u wejścia na teren żydowskiej nekropolii. Przyjeżdżali turyści i wielu z nich na cokole kładło kwiaty, a niektórzy zapalali świeczki albo znicze. Gdy wiatr zawiał silniej, płomyki lizały materię pomnika, osmalały ją i wypalały dziury. Bo pomnik był zbudowany z żywicy epoksydowej, jako że na trwalszy materiał nie było pieniędzy. Pocieszano się, że to tylko prowizorka. Po pięciu latach, gdy uzbiera się pieniądze, powstanie monument z prawdziwego zdarzenia. Mijały jednak lata, a prowizorka ciągle stała. Aż wreszcie, po 18 latach, coś drgnęło. Profesor Rafael Scharf z Londynu, widać zasmucony widokiem opuszczonego przez stolicę pomnika, zdołał pozyskać w Londynie majętnych sponsorów, państwa Sandrę i Johna Josephów, którzy zgodzili się ponieść większość kosztów związanych z nadaniem pomnikowi bardziej trwałego kształtu. Dzięki nim, dzięki wkładowi innych londyńskich sponsorów, w tym pani Lili Pohlman i jej męża Petera Jonsona-- Smitha, a także Fundacji Seweryna Kona i Ireny Kozłowskiej-Fiszel, mogły ruszyć prace nad brązowym odlewem bryły pomnika. Prowadzono je w małym warsztacie odlewniczym pana Zbigniewa Fudalskiego koło Góry Kalwarii i trwały one dwa lata. W końcu pomnik odlany z brązu stanął na miejscu epoksydowego erzacu. Stało się to 6 sierpnia 2002 roku, dokładnie w 60 rocznicę wymarszu na Umschlagplatz. Jego odsłonięcie zgromadziło na ulicy Okopowej grono znakomitych osób, wśród nich także państwa Sandrę i Johna Josephów, panią Lili Pohlman z mężem. Przybył i wygłosił krótkie przemówienie pan wiceminister kultury Rafał Skąpski, był znakomity reżyser Andrzej Wajda, który pięknie mówił o tym, że postać Korczaka, jego zasługi jako pedagoga i wychowawcy mogą dla nas stanowić wzorzec na drodze do Europy. Byli ambasadorowie Niemiec, Izraela i Anglii, przedstawiciele środowisk żydowskich, młodzież polska i żydowska. Był, choć nie wystąpił, pan mecenas Jerzy Lewiński. A to on chyba miałby najwięcej do powiedzenia o ostatnim okresie życia Janusza Korczaka, o jego tragicznych zmaganiach z gettową rzeczywistością i własnymi słabościami. Korczak i Lewiński współpracowali ze sobą w getcie w dziele pomocy bezdomnym, osieroconym dzieciom getta. Wystąpiła natomiast z obszernym i ciekawym referatem poświęconym ideom korczakowskim i jego zasługom dla nowego spojrzenia na prawa dziecka - pani Sandra Joseph. Nie przybył, niestety, na uroczystość prof. Scharf. Nie mógł przyjechać, gdyż - jak powiedział prowadzący uroczystość Bolesław Szenicer, dyrektor cmentarza żydowskiego przy Okopowej - nie pozwolił mu na to stan zdrowia. Ale - dodał - przez to przeznaczone dla niego krzesło jest dzisiaj z nami. Odsłonięcia odnowionego pomnika dokonali państwo Josephowie wraz z panem Grzegorzem Adamczewskim, przewodniczącym Komitetu Rewaloryzacji Pomnika Janusza Korczaka. Podniosłości chwili nie przeszkodził nawet rzęsisty deszcz. Zgromadzeni wysłuchali wszystkich wystąpień (a było ich więcej ponad wyżej wymienione), potem koncertu słowno-muzycznego młodzieży harcerskiej szczepu im. Janusza Korczaka, wreszcie modlitwy za zmarłych - kadisz i el male rachamim, do której stanęli ambasador Szewach Weiss, John Joseph i Bolesław Szenicer. PS. (1) Dyrektor cmentarza, Bolesław Szenicer, przypominając o tych, którzy zasłużyli się dla renowacji pomnika, wymienił jeszcze jedno znakomite nazwisko: Janusza Morgensterna, który ufundował środki na wyłożenie odcinka alei prowadzącej do monumentu Korczaka. PS. (2) Od kilku lat trwają starania postawienia pomnika Janusza Korczaka w centrum stolicy Polski, którym patronuje Fundacja Shalom. Pisaliśmy o tym wielokrotnie na naszych łamach. Odnowiony pomnik Janusza Korczaka na cmentarzu żydowskim w Warszawie Jak naprawdę wyglądała ostatnia droga Janusza Korczaka i jego dzieci na Umschlagplatz, nie ma całkiem pewnej informacji. Są tacy, którzy mówią, że szedł na czele gromadki swoich sierot, najmniejsze trzymając na ręku. Ten obraz, może prawdziwy, może trochę przefiltrowany przez wyobraźnię, utrwalił się w świadomości współczesnych pokoleń i zyskał rangę symbolu. Jedno jest pewne - ani on, ani żadne z jego dzieci z tej drogi między żywych nie wróciło. Ich prochy bezgrobne zaległy pola Treblinki, zmieszane z prochami kilkuset tysięcy polskich Żydów, których droga - jak Janusza Korczaka - wiodła z warszawskiego getta na Umschlagplatz, stamtąd do Treblinki, a tu już - prosto do komory gazowej. Przed dwudziestu laty, a czterdzieści lat po swojej męczeńskiej śmierci, doczekał się swojego pomnika w ukochanej Warszawie. Może nie najbardziej urodziwego, może nie w najszczęśliwszym miejscu postawionego, bo na żydowskim cmentarzu, ale przecież w stolicy jedynego. Twórcy pomnika - Mirosław Smorczewski i Lucjan Kot - nie poszli na żadne chwyty formalne: przedstawili Korczaka, tak jak przekazała tradycja, w drodze na Umschlagplatz, z dzieckiem na ręku i z dziećmi idącymi za nim. Pomnik, a jednocześnie symboliczny grób Korczaka i jego sierot, stanął u wejścia na teren żydowskiej nekropolii. Przyjeżdżali turyści i wielu z nich na cokole kładło kwiaty, a niektórzy zapalali świeczki albo znicze. Gdy wiatr zawiał silniej, płomyki lizały materię pomnika, osmalały ją i wypalały dziury. Bo pomnik był zbudowany z żywicy epoksydowej, jako że na trwalszy materiał nie było pieniędzy. Pocieszano się, że to tylko prowizorka. Po pięciu latach, gdy uzbiera się pieniądze, powstanie monument z prawdziwego zdarzenia. Mijały jednak lata, a prowizorka ciągle stała. Aż wreszcie, po 18 latach, coś drgnęło. Profesor Rafael Scharf z Londynu, widać zasmucony widokiem opuszczonego przez stolicę pomnika, zdołał pozyskać w Londynie majętnych sponsorów, państwa Sandrę i Johna Josephów, którzy zgodzili się ponieść większość kosztów związanych z nadaniem pomnikowi bardziej trwałego kształtu. Dzięki nim, dzięki wkładowi innych londyńskich sponsorów, w tym pani Lili Pohlman i jej męża Petera Jonsona-- Smitha, a także Fundacji Seweryna Kona i Ireny Kozłowskiej-Fiszel, mogły ruszyć prace nad brązowym odlewem bryły pomnika. Prowadzono je w małym warsztacie odlewniczym pana Zbigniewa Fudalskiego koło Góry Kalwarii i trwały one dwa lata. W końcu pomnik odlany z brązu stanął na miejscu epoksydowego erzacu. Stało się to 6 sierpnia 2002 roku, dokładnie w 60 rocznicę wymarszu na Umschlagplatz. Jego odsłonięcie zgromadziło na ulicy Okopowej grono znakomitych osób, wśród nich także państwa Sandrę i Johna Josephów, panią Lili Pohlman z mężem. Przybył i Odpowiedz Link Zgłoś
misiek.jewhater.exterminator Polscy Żydzi w Azji Środkowej 18.01.03, 00:43 Polscy Żydzi w Azji Środkowej podczas II wojny światowej Strzępy losów Olga Miedwiediewa Powszechnie wiadomo, że podczas wojny dziesiątki tysięcy polskich Żydów uratowało się w Azji Środkowej. W Obwodowym Archiwum w Samarkandzie (Uzbekistan) przechowywane są liczne dokumenty - świadectwa tamtych czasów. Pochodzą one z biura pełnomocnika departamentu handlu specjalnego przy Ludowym Komisariacie Handlu ZSRR. Większość dokumentów datowana jest na lata 1943-1944. Są to prośby o udzielenie pomocy żywnościowej, zaświadczenia z miejsc pracy, zaświadczenia lekarskie o stanie zdrowia, spisy ewakuowanych z lat 1943-1945 i wiele innych. Oficjalne dokumenty pisane są w języku rosyjskim, prośby natomiast - w językach rosyjskim i polskim. Spróbujmy na podstawie tych materiałów naszkicować obraz tego, jak wyglądało życie polskiego Żyda w Azji Środkowej w tych trudnych czasach. Ale najpierw powróćmy do jesieni 1939 r... Szukając ratunku przed hitlerowcami Żydzi uciekają z Polski na wschód. Do końca października ZSRR pozostawia swoją granicę otwartą dla uchodźców. Ale w listopadzie i grudniu wjazd dla nich jest już ograniczony. Później jest to wręcz niemożliwe, przekroczenie granicy może odbywać się tylko nielegalnie. W październiku ZSRR zajmuje wschodnie tereny Polski. Uchodźców z Polski i mieszkańców ziem wcielonych pozbawia się obywatelstwa polskiego. Uznaje się ich za obywateli radzieckich, ale przez ludność miejscową odbierani są jako obcy - określa się ich słowem "zapadniki" (ludzie z zachodu). Dla władz radzieckich są oni tak zwanym niepożądanym elementem. W lutym 1940 r. rozpoczyna się ich deportacja w głąb ZSRR. Trwa ona do czerwca 1941 r. Najczęściej Polaków oskarża się o działalność antyradziecką i wysyła do więzień i obozów pracy - na Syberię, na Północ, do Wschodniego Kazachstanu... Jednak po wkroczeniu wojsk hitlerowskich do ZSRR rząd radziecki i polski rząd emigracyjny nawiązują stosunki dyplomatyczne i w czerwcu 1941 r. podpisują umowę, na mocy której "byłym obywatelom Polski" przywraca się prawo do polskiego obywatelstwa. W grudniu tego samego roku pozbawia się tego prawa przedstawicieli mniejszości narodowych, w tym polskich Żydów. Na mocy amnestii zwalnia się ich z obozów i więzień. Pozwala im się zamieszkać w lepszej strefie klimatycznej - w Azji Środkowej... Uciekając jesienią 1939 r. z Polski na wschód polscy Żydzi myśleli, że zatrzymają się nie dalej niż we Lwowie - znaleźli się w pogórzu Tien-Szaniu i Pamiru, w niezwykłym dla nich klimacie, wśród obcych narodów i języków, wśród obcej ideologii, kultury, religii... Oto fakty z życia jednego z tysięcy polskich Żydów, który się znalazł w Azji Środkowej, zaczerpnięte z wypełnionej przez niego ankiety: Michał Szajewicz Blumenkopf urodził się w 1913 r. w Warszawie. W roku 1935 tamże ukończył wyższą uczelnię techniczną otrzymując dyplom inżyniera-- elektryka. W tym samym roku wstapił do Polskiej Partii Komunistycznej, której członkiem był do 1939 r. Po ukończeniu studiów pracował jako inżynier. Od 1939 r. rozpoczyna się jego tułaczka: przebywał w obwodzie woroszyłowgradzkim (Ukraina), w Świerdłowsku (Ural), w Taszkiencie (Uzbekistan). W 1943 r. w gułagu NKWD pracuje w kopalniach w obwodzie świerdłowskim. W 1944 r. wraca do Taszkientu... Oto następny przykład: Rebeka Fersztenberg zawiera w podaniu o pomoc następującą informację: "W grudniu 1939 r. wyjechałam do Lwowa, gdzie przebywał mój mąż od września 1939 r. w strasznych warunkach. Szłam pieszo z dziewięciomiesięcznym dzieckiem na ręku. Potem wysłali nas do archangielskiej obłasti. Od września 1941 do września 1943 r. przebywałam w kołchozie Jagiturmu - Leninski rejon Działałabadzkiej obłasti. Ostatnio mieszkam w Lenindzio. Mąż mój jest w Trudowom froncie na Syberii".. Taka w zasadzie była marszruta przytłaczającej większości uchodźców z Polski. W dokumentach zmieniają się tylko nazwy geograficzne - zamiast Woroszyłowgradu wymienia się Mińsk lub Kijów, zamiast łagru - więzienie, a zamiast Taszkientu - Leninabad lub kołchoz "Socjalizm"... Wśród Żydów, którzy znaleźli schronienie w Azji Środkowej, byli mieszkańcy Warszawy, Krakowa, Łodzi, Białegostoku, Częstochowy i wielu innych miast.. Mieszkający od wieków w warunkach miejskich Żydzi znaleźli się w kiszłakach i kołchozach. Mieszkali w barakach i w magazynach, ci, którzy mieli więcej szczęścia - w hotelach robotniczych lub w ziemiankach - przeważnie w strasznej ciasnocie, biedzie i brudzie. Ci, którzy mieli specjalne wykształcenie (lekarze, farmaceuci, nauczyciele, ekonomiści), z reguły wykonywali swój zawód. Natomiast ci, którzy w przeszłości byli rzemieślnikami lub drobnymi handlarzami (a takich była większość), przeważnie pracowali w rolnictwie, w przemyśle wydobywczym, w kopalniach. Pracowali ciężko i przymierali głodem. "Zarobek starcza zaledwie na wykupno chleba"... - Estera Son (8.01.1944 r.). "Giniemy z głodu"... - Rubinfeld (b/daty, b/ inicjałów). Podobnych słów rozpaczy w dokumentach jest mnóstwo. Żydów polskich wykańczały głód i zimno. Z zaświadczeń lekarskich wynika, że dziesiątkowały ich również choroby: gruźlica, malaria, tyfus, dyzenteria... Gorsza od głodu i chorób była niepewność co do przyszłości. Nie wiedzieli, ile czasu będą z dala od domu, co się dzieje z ich bliższą i dalszą rodziną. Podejmowali próby, żeby dowiedzieć się czegokolwiek, zwracali się do różnych instytucji, które zajmowały się sprawami Polaków. Właściwie była to próba znalezienia zainteresowania sprawami ich bytu i beznadziejne szukanie pomocy i poparcia. Odpisywano im: takiej a takiej osoby nie znamy. Dla tych, którzy szukali krewnych, miało to znaczyć: poparcia nie ma. Jeden przykład: Pekler (inicjały pominięto - O. M.) w liście do pełnomocnika pisze, że dowiedziała się od ludzi, że jej męża z Kijowa zabrali Niemcy: "Nie mam wiadomości o swoim mężu od 1941 r. (...) Czy wiecie co nieco o losie mego męża Pekler Abram Isakowicz. Wysyłam do was męża zdjęcie. Być może, nie pamiętacie nazwiska, wtedy poznacie go po zdjęciu. Bardzo, bardzo was proszę odpisać"... Na stronie odwrotnej listu - polecenie zwierzchnika wydane pracownikowi biura: "Zdjęcie wysłać z powrotem do nadawcy. Zawiadomić, że Pekler nie jest nam znany". Polecenie zostało wykonane. Odpowiedź brzmiała: "Zwracamy wasze zdjęcie i informujemy, że wiadomości o miejscu pobytu ob. Pekler nie mamy". Jednak w archiwum zdjęcie Peklera się zachowało. Zwrócone bowiem żonie, wróciło znów do biura pełnomocnika w Samarkandzie - "Adresat nieznany, stacja Chu, Oktiabrskaja 6". Smutna historia i powszechnie znana procedura: list, w którym zawarto próżną nadzieję na znalezienie człowieka, zgubionego pomiędzy dwoma totalitarnymi państwami, koperta domowej roboty, zrobiona z druku faktury piekarni na stacji Chu obwodu Dżambulskiego w Kirgizji... i zdjęcie, być może jedyne, które udało się zachować z przeszłości... "Samotne" zdjęcie w podartej, rozsypującej się w rękach teczce samarkandzkiego archiwum... Strzępy czyjegoś gorzkiego życia, czyjegoś nieszczęśliwego losu... Dokumenty archiwum świadczą o tym, jak ludzie walczyli. Nie o życie, ale o przeżycie... Nie ma wątpliwości, że przeżyć można było tylko dzięki sile woli i determinacji. Więc to, co pomogło stawiać opór trudnościom, zostało poza dokumentem. Może były to zwykłe ludzkie uczucia. Przecież rodziły się dzieci - wśród podań są prośby o udzielenie pomocy od kobiet ciężarnych i tuż po porodzie. Na przykład w jednym z listów--podań Chaja Szturm prosi o przydzielenie niezbędnych rzeczy dla niemowlęcia. Być może pomagała przetrwać wiara. Ale wierzący bali się do swojej wiary przyznawać, jeżeli się modlili, to - w kraju tryumfującego ateizmu - musieli to robić po kryjomu. Kontaktów z tak zwanymi europejskimi Żydami prawie nie podtrzymywano: liczni Żydzi ewakuow Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bolek [...] IP: *.kat.forthnet.gr 18.01.03, 00:48 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
misiek.jewhater.exterminator Żydzi i lewica wobec antysemityzmu 18.01.03, 00:56 Żydzi i lewica wobec antysemityzmu - Konferencja w ŻIH Adam Ostolski Sesja naukowa pt. Lewica i kwestia żydowska, która odbyła się 5 marca w Błękitnym Wieżowcu, miała na celu prezentację kilku aspektów wspólnej historii Żydów i lewicy, oraz podkreślenie doniosłego miejsca kwestii żydowskiej w tradycji myśli lewicowej. Niestety, konferencja skoncentrowała się tylko na tych związkach między lewicą i Żydami, które wynikały z antysemityzmu, bądź z potrzeby wspólnego przeciwstawienia się tej ksenofobii. Problem jednak wydaje się o wiele szerszy i trudno sprowadzić go wyłącznie do kwestii antysemityzmu. Grzegorz Krzywiec, który otworzył część historyczną sesji, omówił stosunek polskiej opinii postępowej do sprawy Dreyfusa. Analiza ponad dwustu artykułów prasy liberalnej i socjalistycznej, na bieżąco komentujących aferę, pokazała kilka sposobów ujmowania tematu przez polskich autorów. Grzegorz Krzywiec zauważył, że w debacie tej prawie nie poruszono wątku antysemityzmu. Pisząc o sprawie Dreyfusa, podejmowano takie tematy jak: polityczna degeneracja Francji (Świętochowski), konflikt między republiką i armią (Kelles-Krauz), czy kwestie postępu i tradycji (Wiślicki). Lewica twierdziła zwykle, że nie jest to tylko problem Francji, lecz sprawa cywilizacyjna. Bardzo rzadko pisano natomiast o francuskim nacjonalizmie czy antysemityzmie jako podłożu afery. Kolejne referaty historyczne dotyczyły losów Żydów w ZSRR. Grzegorz Berendt opowiedział o działaniach w obronie żydowskich twórców w Związku Radzieckim, podejmowanych w latach 50. przez TSKŻ. Dla czytelnika Słowa Żydowskiego szczególnie interesujący wyda się fragment wystąpienia Berendta dotyczący roli Fołks-Sztyme w walce o pamięć zamordowanych Żydów radzieckich. 4 kwietnia 1956 roku ukazał się na łamach czasopisma niepodpisany artykuł Hersza Smolara, opisujący los kilku wybitnych radzieckich pisarzy żydowskich. Artykuł ten miał liczne przedruki w prasie żydowskiej na świecie. W ZSRR reakcje były zróżnicowane: Chruszczow uznał go za antyradziecki, natomiast Mikojan i generalicja za sprawiedliwy i niestanowiący zagrożenia. Był to niezwykły przykład dystansowania się żydowskich komunistów do reżimu, początek wyzwalania "zniewolonego umysłu". W ostatnim odczycie części historycznej Artur Patek mówił o przyczynach porażki Birobidżanu, spowodowanej antysemityzmem Kremla. Niestety, argumentacja i dobór faktów prelegenta były wyraźnie podporządkowane głównej tezie. Część teoretyczną otworzył Jürgen Hensel prezentacją ujęcia kwestii żydowskiej przez Abrahama Leona, mało znanego autora trockistowskiego. Według Leona o odrębności Żydów stanowiła nie religia, lecz rola pośrednika w obrocie towarowym i kapitałowym. Zachowali oni zatem dwoisty charakter narodu-klasy (peuple-classe), co czyniło ich wygodnymi ofiarami ideologii zrodzonej z ekonomicznego interesu, ale posługującej się nacjonalistyczną retoryką. Inni prelegenci zajęli się Szkołą Frankfurcką - grupą lewicowych filozofów i ekonomistów, uchodźców z hitlerowskich Niemiec. Piotr Kendziorek przedstawił interpretację Holocaustu i antysemityzmu przez autorów Szkoły. Teoria krytyczna Szkoły Frankfurckiej pokazuje, dlaczego Żydzi są dogodnym przedmiotem nienawiści zarówno klas wyższych jak i niższych. Robotnicy wytwarzają dobra, ale to kapitalista uchodzi i chce uchodzić za ich "producenta". Aby sfera produkcji mogła zachować pozór niewinności, odpowiedzialność za wyzysk przypisuje się sferze handlu, utożsamianej z Żydami. Na zakończenie sesji Piotr Weiser przedstawił swoją krytykę wybitnych filozofów Szkoły Frankfurckiej - Teodora Adorno i Maxa Horkheimera. Krytyka ta dotyczyła dwóch stereotypów, które wielu historyków przejęło od Adorno i Horkheimera, a mianowicie: że Żydzi byli przypadkowym kozłem ofiarnym, którym mogła stać się równie dobrze każda inna grupa oraz że oprawcy byli owładnięci neurozą. Tak zdecydowana krytyka frankfurtczyków wywołała długą i ożywioną dyskusję. Jest godne uwagi, że (jeśli pominąć temat Birobidżanu) wygłoszone na sesji odczyty koncentrowały się na tych związkach lewicy i Żydów, które wynikają z antysemityzmu i są nań reakcją. Oczywiście jest niezbywalną cechą lewicy branie w obronę prześladowanych i słabych, ale nie wyczerpuje to chyba przyczyn jej zainteresowania sprawami żydowskimi. Odrębność Żydów zawsze była wyzwaniem, intelektualnym i praktycznym, dla lewicowego uniwersalizmu. Lecz również ujmując zagadnienie z drugiej strony, byłoby grubym uproszczeniem wyjaśnianie lewicowego zaangażowania wielu Żydów pragnieniem obrony przed antysemityzmem. W politycznej i religijnej tradycji żydowskiej jest całkiem sporo elementów kierujących ku lewicowej wizji świata. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że również i te aspekty znajdą kiedyś w organizowanych przez Żydowski Instytut Historyczny sesjach godne rozwinięcie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dana33 [...] IP: 130.94.106.* 11.02.03, 16:52 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
misiek.jewhater.exterminator Symbolika i zwyczaje święta Chanuki 18.01.03, 00:54 Symbolika i zwyczaje święta Chanuki Małgorzata Barcikowska Święto Chanuki (hebr.: poświęcenie, inauguracja), zwane także Świętem Świateł, jest obchodzone przez osiem dni. Rozpoczyna się 25 dnia miesiąca kislew, którego to dnia w 165 r. p.n.e., po zwycięstwie powstania machabejskiego, ponownie konsekrowano Świątynię Jerozolimską. Opis tego wydarzenia znajduje się w I Księdze Machabejskiej (4:36-59), według której Juda Machabeusz po pokonaniu Lizjasza wkroczył do Jerozolimy i oczyścił Świątynię. Zburzono zbezczeszczony przez Greków ołtarz całopalenia i zbudowano nowy. Naprawiono szkody i wykonano nowe święte sprzęty, jak świecznik, ołtarz kadzidlany, stół i zasłony. Powtórne poświęcenie Świątyni, przy wtórze pieśni i akompaniamencie cytr, harf i cymbałów oraz wśród składania ofiar, odbyło się 25 dnia miesiąca kislew, który stanowił także trzecią rocznicę obwieszczenia restrykcyjnego edyktu syryjskiego władcy, Antiocha Epifanesa. Żydom pod karą śmierci nie wolno było odprawiać obrzędów religijnych, a w Świątyni Jerozolimskiej ustanowiono kult Zeusa Olimpijskiego. Obchody ponownego poświęcenia Świątyni trwały osiem dni. Juda Machabeusz wraz z braćmi i całe zgromadzenie Izraela zarządzili, by rocznicę tej uroczystości świętować co roku. W II Księdze Machabejskiej, która także opowiada o tym wydarzeniu, dodano, że ośmiodniowa ceremonia ponownej konsekracji Świątyni odbyła się podobnie, jak poświęcenie Pierwszej Świątyni za czasów króla Salomona. Ponadto przypomina o cudzie z ogniem, który miał miejsce zarówno podczas poświęcenia ołtarza za Mojżesza, jak i Świątyni za Salomona oraz ołtarza w czasach Nehemiasza. Józef Flawiusz, którego opis tego wydarzenia ma źródła w I Księdze Machabejskiej, nie wspomina terminu Chanuka. Pisze on : "Od owego czasu zachowujemy to święto, nazywając je Świętem Świateł; miano to pochodzi, jak sądzę, stąd, że wtedy zabłysła nam ta swoboda kultu, gdyśmy zgoła nie mogli się jej spodziewać". Żadne z tych źródeł nie wspomina o zapalaniu chanukowych świateł. Pierwsza taka wzmianka pojawia się w barajcie: "Nakaz światła w Chanukę wymaga, by w każdym domu zapalono jedno światło; żarliwi nakazują jedno światło na każdą osobę; nadzwyczaj żarliwi dodają światło na każdą osobę każdej nocy. Według szkoły Szammaja: "Pierwszego dnia należy zapalić osiem świateł, później stopniowo mniej", podczas gdy szkoła Hillela utrzymywała, że: "Pierwszej nocy należy zapalić jedno światło, a później stopniowo więcej". Inna barajta stwierdza, że Hasmonejczycy nie mogąc używać w Świątyni zbezczeszczonego przez Greków świecznika, wzięli siedem żelaznych prętów, pokryli je cynkiem i użyli jako świecznika. Tradycja ta stanowi źródło opowieści, według której Hasmonejczycy znaleźli w Świątyni osiem żelaznych sztab, wznieśli je i zapalili na nich światła. Kolejna barajta czas trwania Chanuki przypisuje cudowi, jaki się wydarzył podczas wkroczenia Hasmonejczyków do Świątyni, kiedy to odkryli, że cała oliwa do oświetlania, oprócz jednego dzbanuszka, została sprofanowana. Dzbanuszek z pieczęcią arcykapłana zawierał ilość oliwy, wystarczającą na podtrzymanie świateł w świeczniku tylko przez jeden dzień, jednak cud sprawił, że oliwy wystarczyło na dni osiem. Należy zauważyć, że cała późniejsza literatura rabiniczna właśnie w tym cudzie upatruje główną przyczynę obchodzenia tego święta, a niemal wszystkie przepisy dotyczące Chanuki odnoszą się do zwyczaju zapalania świateł. W II Księdze Machabejskiej, w liście Judy Machabeusza do Żydów egipskich czytamy: "Mając obchodzić Oczyszczenie świątyni dwudziestego piątego kislew, uważaliśmy, że trzeba wam o tym donieść, abyście wy także obchodzili Święto Namiotów i ognia [na pamiątkę tego], jak Nehemiasz odbudował świątynię i ołtarz, a potem złożył ofiary". Inne fragmenty tego listu świadczą, że chodziło w nim głównie o przywrócenie uroczystości ku czci ognia. Zatem światła chanukowe byłyby reminiscencją ognia zapalanego wcześniej przez Izraelitów zimą. Święto Chanuki przypada w miesiącu kislew, kiedy to dni są krótkie, a noce długie, a jego ostatnie dni przypadają na zimowe przesilenie słoneczne. Jedna z legend talmudycznych opowiada, że gdy pierwszy człowiek spostrzegł, że dnie stają się coraz krótsze, zawołał: "Biada mi! Może za grzechy moje świat ciemnością się powlecze i wróci bezład". I powstał i pościł przez osiem dni, aż nastała "tkufa tewet" (hebr.: zimowe przesilenie słoneczne) i dnie stały się dłuższe, ozwał się: "To są tedy prawa świata" i ustanowił osiem dni świąt. Wprawdzie było to wyjaśnienie pochodzenia rzymskich kalend i saturnaliów, ale również Izraelici, jak świadczy opis w II Księdze Machabejskiej, obchodzili dzień zimowego przesilenia, zapalając ognie. Chanukowe światła powinny się palić co najmniej pół godziny, a jeżeli zgasną same wcześniej, należy zapalić je ponownie. Zabronione jest zapalanie jednego światła od drugiego. Kolejne światła zapala się od światła pomocniczego, zwanego szamesem (jid.: służący). Podczas gdy lampa chanukowa płonie, potrzebne jest jeszcze inne źródło oświetlenia, bowiem chanukowe światło jest święte i nie może służyć żadnym praktycznym celom. Na pół godziny przed zapaleniem świateł nie wolno nic jeść, a w czasie, gdy płoną, zaleca się bezczynność. W wieczory Chanuki nie studiuje się nawet Tory. II Księga Machabejska wspomina, że podczas uroczystości ponownego poświęcenia Świątyni ludzie mieli ze sobą wiązanki zielonych gałązek i liści palmowych, podobnie jak podczas Święta Namiotów. Wprawdzie może to dziwić, lecz zwyczaje związane ze świętami zimowego przesilenia słonecznego w całym świecie wskazują na ścisły związek między światłem a zielenią, będącą widomym znakiem życiodajnej mocy słońca, pobudzającej płody ziemi do życia i wzrostu. Zwyczaj przynoszenia zieleni do Świątyni podczas Chanuki został szybko zaniechany i zapomniany. W długie wieczory tego święta nawet pobożni Żydzi zabawiają się grą w karty (jid.: kwitłech). Są to dwie talie białych karteczek z wypisanymi cyframi od jednego do dwunastu. Zamiast cyfr arabskich mogą występować także litery hebrajskie. Tradycyjne kwitłech zanikają jednak, ustępując miejsca zwykłym kartom. Są one znane już od XV w., a z czasem tak się rozpowszechniły, że spowodowały ograniczenia ze strony rabinów, którzy uważali je za wytwór szatana, gdyż według zasad gematrii hebrajski termin karton (karta) ma taką samą wartość liczbową, co wyraz satan (szatan). Jednakże Chanuka stanowi jeden z nielicznych wyjątków, kiedy gra w karty jest dozwolona. Zwyczajem chanukowym jest także zadawanie zagadek. Zagadki znane są Żydom już od głębokiej starożytności. Zabawa ta była szeroko rozpowszechniona wśród ludów Bliskiego Wschodu, stanowiąc jedną z rozrywek podczas uczt i uroczystości. Za Biblią można przytoczyć przykłady Samsona oraz króla Salomona i królowej Saby. Chanukowe zagadki, zwane Chanuke-katowes, miały formę rozlicznych konceptów, żartów, igraszek etymologicznych i arytmetycznych figli. Wielkim upodobaniem cieszyły się zwłaszcza te utworzone na podstawie biblijnych wersetów lub kombinacji początkowych wyrazów biblijnych rozdziałów tak, by dawały liczbę 44, odpowiadającą ogólnej sumie chanukowych świateł. Szczególnym dla Chanuki zwyczajem jest zabawa sześciennym bączkiem (jid.: drejdł, drajderł, trendł, trenderł). Być może cztery ścianki bączka symbolizowały cztery strony świata, a wirowy ruch, odzwierciedlając obrót słońca, miał zjawisko to przyspieszyć i pomóc światłu przezwyciężyć ciemność. Jednakże z czasem zatracił on swe obrzędowe znaczenie i spadł do roli dziecięcej zabawki. Na bocznych ściankach bączka widnieją pierwsze litery wyrazów lub cały napis Nes gadol haja szam (hebr.: Wielki cud stał się tam). Zabawa bączkiem jest grą hazardową, a litery kolejno oznaczają: n - nic nie dajesz, nic nie bierzesz (jid.: ni Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bolek [...] IP: *.kat.forthnet.gr 18.01.03, 01:01 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zbik [...] IP: 168.143.113.* 18.01.03, 19:39 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
jewhaterexterminator Dzieje Żydów tykocińskich 18.01.03, 22:10 Dzieje Żydów tykocińskich Władysława Zawistowska (Mogens Kjelgaard: Cień tamtych lat. Opowieść tykocińska. Wydawnictwo Norbertinum, Lublin 2001, str. 239.) W roku bieżącym ukazała się w wydawnictwie "Norbertinum" w Lublinie książka Mogensa Kjelgaarda pt. "Opowieść tykocińska", tłumaczona z języka szwedzkiego przez Bożenę Lipiec. Autor, dziennikarz i pisarz, urodził się w 1937 roku w Kopenhadze. W 1940 roku, po zajęciu Danii przez wojska niemieckie, wyemigrował wraz z rodziną do Szwecji. Jego żona, Helena Rogowicka, pochodzi z okolic Tykocina. Książka poświęcona jest dziejom społeczności żydowskiej Tykocina. Fabuła oparta jest na autentycznych wydarzeniach, na relacjach i wspomnieniach mieszkańców miasteczka i okolic. Pierwszych dziesięć rodzin żydowskich przybyło do Tykocina w roku 1522. Z upływem lat było ich coraz więcej i wznieśli małą drewnianą synagogę. W połowie wieku XVII wybudowali nową o solidnych, kamiennych murach z łukowymi oknami. Tykocin stawał się ważnym ośrodkiem handlowym, do którego rozwoju w znacznej mierze przyczynili się Żydzi. Współżycie Polaków i Żydów w miasteczku w ciągu czterystu lat układało się na ogół harmonijnie. Autor tak pisze: "W Tykocinie zdarzały się przyja�nie Żydów z Polakami, było kilka udanych, mieszanych małżeństw, ale jest rzeczą wątpliwą, czy te dwie narodowości nauczyły się siebie lubić. Musiała jednak istnieć wzajemna tolerancja, ponieważ Polacy i Żydzi koegzystowali w Tykocinie od czternastu pokoleń". Kjelgaard charakteryzuje stosunki polsko-żydowskie w Tykocinie w okresie przedwojennym na przykładzie dwóch rodzin: Koncewiczów i Brenerów. Dzieliło ich pochodzenie, religia, tradycja i obyczaje, ale łączyła postawa wobec świata i ludzi, patriotyzm polski, a przede wszystkim wierna przyja�ń, która przetrwała najcięższą próbę. U schyłku lat trzydziestych antysemicka propaganda partii skrajnie prawicowej znalazła także posłuch u części młodych wichrzycieli, ale ich próby zakłócenia współżycia z Żydami nie odniosły zamierzonego skutku. Stosunki polsko-żydowskie uległy zmianie po wybuchu wojny i zajęciu Tykocina przez ZSRR w końcu września 1939 r. Z perspektywy Żydów władza radziecka była wybawicielką, gdyż chroniła ich przed Niemcami, natomiast dla Polaków władza ta była okupantem. Część żydowskiej ludności, zwłaszcza młodzież komunistyczna, popierała akty-wnie aparat władzy sowieckiej, pozostali traktowani byli przez Rosjan jako element niepewny i oni najczęściej byli ofiarami deportacji. Po napaści Niemców na ZSRR w 1941 r. Tykocin znalazł się pod okupacją niemiecką. Różnymi drogami dociera do Żydów wiadomość o planach zgładzenia ludności żydowskiej przez Niemców. Nikt nie mógł uwierzyć w to, że Niemcy zdolni są do zbrodni, jakiej nie było dotychczas w historii świata. Mosze przeczuwał grożące niebezpie-czeństwo, choć nie mógł przewidzieć, jakie rozmiary ono przybierze. Nie zawiódł się na wiernym przyjacielu, który ukrył jego córki w swoim domu mimo grożącej śmierci. Wstrząsający jest szczegółowy opis zagłady dwóch tysięcy stu tykocińskich Żydów, z której udało się uciec tylko kilkunastu zbiegom w czasie drogi na miejsce straceń. Odwaga i ofiarność Józefa Koncewicza nie uratowała córek jego żydowskiego przyjaciela Mosze. Los nie oszczędził także syna, który walczył z Niemcami w Armii Radzieckiej. Po powrocie do kraju zginął w 1946 roku. Pozostali przy życiu mieszkańcy miasteczka, świad-kowie Zagłady, z bólem przypominają te straszne czasy. Były nauczyciel szkoły tykocińskiej, Tadeusz Kowalski, świadek owych wydarzeń, podkreśla, że Polacy w Tykocinie nigdy nie zapomnieli swych zgładzonych sąsiadów i przyjaciół. W pięćdziesiątą rocznicę mordu Żydów z Tykocina i okolic mieszkańcy Tykocina postawili pomnik w miejscu egzekucji w lesie Łopuchowo. Na pomniku widnieje napis: "Tu spoczywają Żydzi z Tykocina i okolic zamordowani przez hitlerowców w sierpniu 1941 roku. W 50 rocznicę zbrodni mieszkańcy ziemi tykocińskiej". W roku 1992 obchodzono 350-lecie istnienia barokowej synagogi w Tykocinie. Uroczystość uświetnił swoją obecnością ówczesny prezydent Izraela Chaim Herzog. Synagoga tykocińska jest dziś nie tylko miejscem modłów i symbolem pamięci po żydowskich mieszkańcach tego miasta, ale również interesującym obiektem przyciągającym turystów z całego świata. Odpowiedz Link Zgłoś
jewhaterexterminator Społeczność żydowska Sopotu 18.01.03, 22:10 Społeczność żydowska Sopotu Tadeusz J. Żółciński (Hanna Domańska: Zapomniani byli w mieście. Dzieje Żydów sopockich w XIX i XX wieku. Agencja Wydawnicza Tu, Warszawa 2001, s. 164.) Hanna Domańska od lat zajmuje się dziejami społeczności żydowskiej znad Zatoki Gdańskiej do końca drugiej wojny światowej. W 1991 roku ukazała się jej książka "Kamienne drzewo płaczu" poświęcona dziejom gmin żydowskich ówczesnego województwa gdańskiego. W sześć lat później wydała studium "Żydzi znad Gdańskiej Zatoki", które doczekało się rozszerzonego wznowienia we współpracy z Leonem Lifschesem. Kontynuując badania nad historią Żydów w obrębie Gdańska i jego okolic, autorka zajęła się dziejami społeczności żydowskiej Sopotu. Podobnie jak w poprzednich książkach, jedynie we wstępie opisała historię osiedlania się Żydów w tym mieście-kurorcie, do którego zaczęli przybywać około 1860 roku. Jednakże dopiero na przełomie XIX i XX wieku zaczęli tworzyć zwartą grupę mieszkańców wyznania mojżeszowego. Podobnie jak w Gdańsku głównie zajmowali się kupiectwem, hotelarstwem oraz reprezentowali zawody wymagające wyższego wykształcenia, na przykład lekarskiego czy prawniczego. Na podstawie ksiąg metrykalnych, spisów członków gminy żydowskiej miasta, nielicznych zapisów kronikarskich i pamiętnikarskich, Domańska opracowała biogramy przedstawicieli wspomnianych tu zawodów. I tylko wystarczy przytoczyć tytuły niektórych, aby zorientować się, jakim tropem szły badania autorki: Berhold Julius - handlarz nierucho-mościami, Eisenstaedt Salomon - kupiec drzewny, Pauling Ludwik - ginekolog, Lovisohn Egon - elektrotechnik, Margolis Inko - buchalter, Żitnicki Lazar - żurnalista, Wolff Josef - właściciel Banku Zbożowego. Książkę zamyka rozdział opisujący zagładę Żydów sopockich w czasie II wojny światowej oraz próby powrotu w latach powojennych tych, którzy ocaleli. W mieście osiedlali się także Żydzi pochodzący z innych stron kraju. I tak w 1947 roku mieszkało w Sopocie 454 Żydów. Ale już w połowie tego roku rozpoczął się pierwszy exodus Żydów, który trwał do 1950 r. Wyjechało wówczas bardzo wielu młodych ludzi. Kolejny exodus nastąpił po marcu 1968 roku. Podobno obecnie w Sopocie mieszka około 100 Żydów oraz osób pochodzenia żydowskiego. Większość z nich należy do odradzającej się gminy żydowskiej. Odpowiedz Link Zgłoś
jewhaterexterminator Kronika nieistniejącego miasta 18.01.03, 22:11 Kronika nieistniejącego miasta Tadeusz J. Żółciński (Barbara Engelking, Jacek Leociak: Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście. Wydawnictwo IFiS PAN, Warszawa 2001, s. 825.) 28 października 1939 r. hitlerowcy przeprowadzili w okupowanej Warszawie spis ludności, który miał wykazać ilu Żydów mieszka w tym mieście. Oczywiście dane liczbowe nie były dokładne, wystarczające jednak, aby już w listopadzie tegoż roku rozpocząć przesiedlenie ludności żydowskiej i w konsekwencji tworzenie zrębów przyszłego getta. Getta, które szybko miało się stać miastem w mieście. Jego blisko dwuipółletnie istnienie zakończone całkowitą likwidacją mieszkańców doczekało się licznych wspomnieniowych relacji i opracowań historyków. Jedną z ważniejszych książek była praca doktorska Ruty S akowskiej, której drugie wydanie poprawione i rozszerzone ukazało się w 1993 r. Przypominam tę książkę, ponieważ bez jej znajomości żaden późniejszy badacz historii getta warszawskiego nie mógł się obejść. Potwierdzenie tego znaleźć można w najnowszej książce dwóch młodych historyków - Barbary Engelking i Jacka Leociaka "Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście". Podkreślają to zresztą we wstępie do swojej książki. Ponad osiemset stron liczące studium dziejów warszawskiego getta jest jak dotychczas najpełniejszą i najobszerniejszą kroniką wydarzeń i codziennego życia mieszkańców zamkniętego i skazanego na zagładę miasta. Zagładę totalną obejmującą ludzi, ich mienie, ich miejsca zamieszkania. Przyznać trzeba, że dokonano tego perfekcyjnie. I jak we wstępie podkreślają autorzy, dziś "getta warszawskiego nie ma. Możemy wprawdzie dostrzec okruchy jego murów czy fragmenty bruku ulicznego, ale w swej istocie ta część miasta, warszawska dzielnica zamknięta, jest przed nami zakryta: ziemią, asfaltem, fundamentami nowych domów i niepamięcią". I jak nie bez gorzkiej refleksji zauważają: "Jeśli chcemy ujrzeć ten zaginiony świat, musimy wydobyć go spod zwałów zapomnienia, obojętności i niewiedzy. Jedynym obszarem, gdzie można jeszcze odnaleźć mieszkańców getta wraz z ich domami i ulicami, z ich życiem, cierpieniem i śmiercią, jest miejsce w naszej pamięci". Tyle że pamięć jest zawodna i na dobrą sprawę trwa tak długo, jak żyje pokolenie, które było uczestnikiem bądź świadkiem tych wydarzeń. Dla późniejszych pokoleń pamięć zastępują dzieła relacjonujące te wydarzenia. Jednakże w przypadku książki Engelking i Leociaka mamy do czynienia nie tyle z zastępowaniem pamięci, co z jej przypominaniem. Jakże bolesnym i dramatycznym w wymowie, mimo że jest to dzieło naukowe, a więc pozbawione subiektywnych emocji piszących. Dla nich bowiem liczą się tylko fakty i to udokumentowane. Ale to właśnie dokumenty składają się na dramaturgię wydarzeń, rekonstruują tragedie indywidualne i zbiorowe ludzi spod znaku nieistniejącego miasta. I historykom pozostaje jedynie uporządkowanie ciągu wydarzeń, nadanie im hierarchii ważności, odszukanie przyczyn, prześledzenie przebiegu i skutków, które określa się eufemistycznie "ostatecznym rozwiązaniem". Sygnalizują to nam już same tytuły poszczególnych rozdziałów. Lecz jeszcze bardziej z pozoru suchy kronikarski zapis w rodzaju: "Listopad 1941. Znów krążą po getcie pogłoski o wysiedlaniu Żydów z Warszawy. Przesiedlenia trwają. Kurczące się coraz bardziej getto musi po-mieścić ponad 400 tysięcy mieszkańców (we wrześniu 1941 r. wydano 404 300 kart żywnościowych). Jedną z bolesnych konsekwencji zmian granic jest odcięcie od getta żydowskiego cmentarza przy ul. Okopowej. Urząd komisarza Auerswalda wyznaczył Judenratowi terminy wybudowania murów lub parkanów z drutu kolczastego wzdłuż nowo wytyczonych granic getta. Roboty prowadzone na trzech odcinkach, miały zostać zakończone: na pierwszym - do 10 listopada; na drugim -do 20 listopada; na trzecim - do 5 grudnia. Cegły na budowę muru pochodziły z domów zrujnowanych podczas wrześniowego oblężenia". Albo z marca 1942: "Auerswald żąda, by do 20 marca opuszczono Wielką Synagogę na Tłomackiem i gmach Głównej Biblioteki Judaistycznej, będącej siedzibą wielu organizacji społecznych w getcie. Ustalony też zostaje ostateczny termin wykonania murów na ul. Rymarskiej róg Leszna i na ul. Tłomackie do 15 marca". I z maja 1942: "Do l maja wyrzucono ok. 2,5 tyś. Żydów z domów między ul. Dziką, Szczęśliwą i Parysowską oraz postawiono mur na ul. Dzikiej i na ul. Stawki przez co oddzielono Umschlagplatz od reszty dzielnicy zamkniętej. Utrzymują się pogłoski o wysiedleniu z getta tzw. nieproduktywnych elementów". I wreszcie z sierpnia 1942: "Równolegle z akcją deportacyjną, gettem wstrząsają fale wielkich wewnętrznych przesiedleń, spowodowanych drastyczną redukcją obszaru dzielnicy zamkniętej. Między 9 a 16 sierpnia rozplakatowano na ulicach getta cztery następujące po sobie obwieszczenia o zmianach granic. Pierwsze obwieszczenie ukazało się 9 sierpnia i dotyczyło likwidacji małego getta, które miało być opróżnione do godziny 6 wieczorem dnia następnego". Kronikarski zapis jest suchy, a przecież kryje tysiące ludzkich dramatów, tysiące śmierci z pozoru anonimowych ludzi, po których - w formie jedynych w swoim rodzaju dokumentów - pozostały fotograficzne czarno-białe zdjęcia robione przez przypadkowych świadków zdarzeń. Kronikę zamyka data 8 maja 1943: "Wykryty zostaje bunkier dowództwa ŻOB na Miłej 18; Anielewicz wraz z kilkudziesięcioma bojowcami popełnia samobójstwo... 16 V - Niemcy wysadzają Wielką Synagogę na Tłomackiem na znak ostatecznego zdławienia powstania w getcie warszawskim". W kilka dni później getto przestaje całkowicie istnieć jako dzielnica zamieszkana przez ludzi. Ta kronika przewija się przez karty książki w różnych kontekstach, jak choćby w kontekście przebiegu i zmian granic getta warszawskiego, komunikacji w getcie, przebiegu wielkiej akcji wysiedleńczej dzień po dniu. Całość książki podzielona została na rozdziały mówiące o codziennym życiu mieszkańców getta. Do najważniejszych należą niewątpliwie: Instytucje i urzędy; Żydowska Służba Porządkowa; Służba Zdrowia; Opieka Społeczna; Szkolnictwo i nauka; Produkcja, wytwórczość, rynek pracy; Zaopatrzenie; Szmugiel; Handel i usługi; Kultura i rozrywka; Życie religijne; Konspiracja; Możliwości ratunku; Walka zbrojna; Powstanie. Każdy z rozdziałów zaopatrzony został w aneksy, które z buchalteryjną precyzją podaj ą różnego rodzaju dane statystyczne. Tabele cyfr ukazują ogrom ludzkiej tragedii, upodlenia, śmierci. One też najbardziej przekonywająco przemawiają do czytelniczej wyobraźni. Ostatni, zamykający książkę rozdział zatytułowany został "Epilog". W nim też autorzy trzymający się dotychczas w ryzach naukowego obiektywizmu pozwalają sobie na subiektywną, a przez to jakże sugestywną ocenę już nie samych wydarzeń, ale tego co dziś po tamtym czasie pozostało. I niech nas nie dziwi daleka od naukowości zamykająca całość refleksja: "Miejsce po getcie jest puste - chociaż zabudowane, jest ogołocone i martwe - chociaż wre tam życie. Miejsce ocalało, lecz zostało niejako wydrążone, pozbawione treści wnętrza. Getto, które tutaj było, uległo zagładzie, ale owo tutaj pozostało, zasłonięte jednak obecnością dzisiejszego Muranowa. Zostały ramy, które mieszczą w sobie już inną rzeczywistość, pozostał punkt topograficzny, kartograficzna abstrakcja. Obszar getta warszawskiego jest dziś niemal doszczętnie ogołocony z materialnych śladów, które mogłyby wspomóc naszą pamięć. Zgładzono ludzi, zagładzie też uległa przestrzeń, substancja materialna tego miejsca. Getto istnieje już tylko pod asfaltem ulic muranowskich, pod chodnikami, pod skwerami podwórek, szkolnymi boiskami, dziedzińcami przedszkoli, pod obrośniętymi trawą skarpami usypanymi z gruzów, pod wyjątkowo w tej dzielnicy wybujałymi topolami, lipami, klonami. Tam Odpowiedz Link Zgłoś
zupagrzybowa [...] 21.01.03, 00:56 m.galaxy.com/b/q?k=nazi&x=19&y=7 www.americannaziparty.com/ weekly.ahram.org.eg/Mail.asp?CurTitle=Re:+Egypt+|+Impeding+disaster+(621) Odpowiedz Link Zgłoś